poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA PEKANIEC
Odcienie szarości. Portet Jarosława Iwaszkiewicza
Dekada Literacka 2011, nr 1-2 (224-225)


Długo oczekiwana publikacja Dzienników Jarosława Iwaszkiewicza pozwoliła na zapoznanie się z intymnymi zapiskami autora Dionizji, na rekonstrukcję portretu artysty wyłaniającego się z jego wierszy, powieści, opowiadań, dramatów, narracji wspomnieniowych (np. Książki moich wspomnień), zbiorów korespondencji (np. listów do żony, Anny Iwaszkiewiczowej, listów do córek, Marii i Teresy). Skamandryta, rodzic, pracownik dyplomacji, wojenny opiekun (nie tylko) warszawskich rozbitków, prezes Związku Literatów Polskich – Iwaszkiewicz był postacią niejednoznaczną, kontrowersyjną, nieustająco manewrującą pomiędzy Scyllą osobności, bezkompromisowości i niezależności a Charybdą konformizmu, (nie do końca autentycznego) flirtu z PRL‑owską władzą. Dzienniki poety oświetlają jego stosunek do sygnalizowanych powyżej kwestii, są świadectwem jego uczestnictwa w życiu literackim i społeczno‑politycznym. Często na ich kartach goszczą pisarze i pisarki, krytycy, którzy – podobnie jak autor Dzienników – pozostawili po sobie autobiograficzne narracje. Tych opowieści bohaterem niejednokrotnie stawał się Iwaszkiewicz. Zatem można zadać pytanie – jak był postrzegany przez współczesnych mu diarystów i diarystki? Maria Dąbrowska, Zofia Nałkowska, Anna Iwaszkiewicz, Marian Brandys, Jan Lechoń, Mieczysław Jastrun, Andrzej Kijowski, Stefan Kisielewski oraz autorzy innych form autobiograficznych – Irena Krzywicka, Maria Iwaszkiewicz, Czesław Miłosz (1) – szkicowali jego portret ostrymi bądź łagodnymi pociągnięciami pióra. Powstający w ten sposób obraz – nacechowany dziennikowym subiektywizmem, pełen ambiwalencji – ujawnia dzisiejszemu czytelnikowi mieniącą się wieloma odcieniami mozaikę sądów, refleksji, spostrzeżeń.

Po lekturze Książki moich wspomnień Maria Dąbrowska zanotowała: „To jest pamiętnikarska autobiografia w autonomicznie skomponowanych rozdziałach, bardzo lirycznych i rzewnych – ładnych w całym znaczeniu tego słowa. […] Tak dalece inni jesteśmy w oczach innych i we własnym widzeniu. W jakim prawdziwi? Być może na granicy tych dwóch widzeń rozgrywa się nasza prawdziwość. […]

Jedno jest pewne, że [Iwaszkiewicz – przyp. mój, A.P.] ma życia bogate i bujne, i pełne rozmaitości, jak rzadko kto. […] I jest na swój sposób arcyznakomitym pisarzem, co jedno będzie mu na przyszłość pamiętanym. Na przekór jego do mnie i do Anny antypatii, obie mamy do niego – mimo wszystko – sympatię i słabość, choć Anna mawia żartobliwie, że »pakt z diabłem to on ma«” (MD 4, 294).

Dąbrowska nie przewidziała (lub tylko nie zapisała), że poecie zostanie zapamiętana także jego postawa względem władzy. Ponadto zacytowany fragment przypomina, iż prawda autobiograficznego przekazu – dotyczącego autora bądź opisywanych przez niego postaci – jest wypadkową co najmniej dwóch czynników; to zbiór śladów, dowodów, z których żaden nie jest ostatecznie rozstrzygający. Prawda o danej osobie jest nieosiągalna, zawsze będzie umykać, możliwe jest tylko (i aż) zbliżanie się do niej.

W najcieplejszych barwach odmalowała Iwaszkiewicza jego córka, Maria Iwaszkiewicz‑Wojdowska. Z jej opowieści wyłania się obraz ojca‑estety, miłośnika efektownych mebli, zdjęć, bibelotów, rezydującego przy ogromnym biurku: „»Biurko pisarza powinno być takie, żeby karetą w sześć koni zawrócić«. Na tym biurku stoją ładne i brzydkie, przedziwne i zwyczajne przedmioty, zdjęcia ludzi najbliższych i dawnych przyjaciół” (MI 10). Lubił zapach kwiatów nikocjany w letnie wieczory (MI 13); cieszyły go wizyty gości w Stawisku (2), martwiła zaś ich przedłużająca się nieobecność; z pasją grał w krykieta; dbał o edukację dzieci (nie tylko swoich) – podczas wojny organizował dla niej, Anieli Kottówny (siostry Jana Kotta) i Zofii Meysztowicz wykłady z materiału przewidzianego dla czwartej klasy gimnazjum (por. MI 169). Maria wspomina również o kulinarnym (anty)talencie ojca (3), wylicza wymyślane przez niego potrawy – na przykład szparagi à la Iwaszkiewicz, kurę po literacku, sałatki „z płytkiego morza” i „meksykańską”, kładzione kluseczki z parówkami czy pieczarki duszone z boczkiem. Kończy ów przegląd taką oto anegdotą: „Kiedyś, będąc w Sandomierzu, robił sobie sam konfitury. Też były komponowane niebanalnie. Na przykład z wczesnych jabłek i wspaniałych granatowych jeżyn […]. Dość, że Ojciec robił te konfitury na maszynce, pisząc w sąsiednim pokoju, zdaje się, opowiadanie Zygfryd. Konfitury wykipiały, Ojciec, nie przejmując się zbytnio, zebrał je z podłogi i smażył dalej, zgodnie z założeniem, iż ewentualne zarazki się »wygotują«” (MI 71).

Serdeczny, troskliwy, według córki był introwertykiem, niechętnie zwierzał się – nawet najbliższym, unikał także rozmów dotyczących pracy literackiej, własnych książek (4). Próby nawiązania dyskusji o warsztacie pisarskim zbywał krótkim „Nie wiem”, „Tak mi się napisało” (MI 238). Maria – wrażliwa i uważna obserwatorka – podkreślała, że jego pisanie było konsekwencją długotrwałych namysłów, rozważań, przekształceń: „Czasem z pierwotnego pomysłu zostawał w notatkach tylko spis osób. W chwili, kiedy zasiadał do pisania, tekst – jak sam mówił – wylewał się z niego w stanie niemal gotowym. Świadczą o tym jego rękopisy z bardzo małą ilością skreśleń, wstawek” (MI 239). Ze wspomnień Marii powstaje obraz raczej monumentalny, pozbawiony kantów. Ten proces wygładzania wizerunku ojca daje się wyczytać z opisu podróży do Petersburga w roku 1972. Maria, towarzysząca ojcu, zachwyca się Petersburgiem, opowiada o ojcowskich rosyjskich znajomościach i jego przemyśleniach dotyczących Rosji, jej mieszkańców. Aczkolwiek w krótkich przebłyskach zaburza sielankową relację: „Inni literaci trochę się go bali, bo potrafił krzyknąć, stukając przy tym laską” (MI 236); „Patrzyliśmy na te same rzeczy, a Ojciec, jak wynika z Petersburga, zauważył coś więcej, co umykało naszej uwadze. […] Książka ta ma też swój podtekst. Petersburg to są szkice o zniewoleniu” (MI 238). Jedno zdanie sugeruje więcej niż wielostronicowa opowieść. Uzmysławia, że poeta umiejętnie maskował krytykę, a oficjalna postawa różniła się od wewnętrznych przekonań.

Pomimo wskazanych wyżej wyjątków narracja Z pamięci w wielu miejscach zaledwie prześlizguje się po powierzchni zdarzeń, i tylko małe prześwity, szczeliny, ukazują ich podszewkę. Myślę, że tak należy patrzeć na diarystyczny portret Iwaszkiewicza w ogóle – zawsze kryje się w nim drugie dno, równie istotne jak to, co jest widoczne na pierwszy rzut oka. Sugestie, aluzje, maskowanie pozorną akceptacją narzucanego, opresyjnego systemu, muśnięcia kwestii bolesnych lub kontrowersyjnych, permanentna oscylacja pomiędzy pozytywami i negatywami – dopełniają obrazu całości, jak również wskazują na stosunek autorów/autorek dzienników do pisarza. Taka metodyka oglądu sprawdza się w odniesieniu do zapisków żony, Anny, i Zofii Nałkowskiej. Druga z wymienionych, po jego wizycie w Adamowiźnie w roku 1944, zanotowała: „Był tu znów Iwaszkiewicz – duży, barczysty, świetnie ubrany – mniej obcy, niżby mógł być, nieomal życzliwy. Ale rozmowa z nim jest jakby przezwyciężaniem jakiegoś oporu, tak że jestem już rada, gdy to wypada nie najgorzej, gdy jednak się udaje. Tym dziwniejsze, że jako pisarz jest mi bliski […]. Czy mam sądzić, jak inni, że jest »niesympatyczny«?” (ZN 376).

W dzienniku Anny Iwaszkiewiczowej „dziwny poeta” (który nota bene zachęcał żonę do diarystycznej aktywności – por. AI 22), dyskretny w okazywaniu jej uczuć (AI 47), zapracowany, patrzący na życie jak na powieść (AI 180), nie zawsze „serio” (AI 301)5, domagał się zrozumienia – sam nie zawsze umiejąc je odwzajemnić: „Bolesnym jest dla mnie, że Jarosław z powodu swej słabości wewnętrznej potrzebuje i może, nie przyznając się sam nawet przed sobą – pragnie zrozumienia, nawet może pewnego współczucia dla tego stanu zgnębienia, zdenerwowania, ale niestety własna słabość jego jest przyczyną wszystkich rzeczy, które go dręczą; niemożność zdobycia się na jakąkolwiek decyzję jest u niego stanem wprost chorobliwym” (AI 168).

„Wieczne […] nieporozumienia” (AI 168) stanowiły poważną przeszkodę, niemniej jednak ich pokonanie było możliwe. Dziennik Iwaszkiewiczowej, osoby – mimo wszystko – najbliższej poecie, nie przynosi zbyt wielu informacji o pisarzu. Dlaczego? Oddaję głos diarystce: „Możemy się kłócić i dokuczać sobie, a jednak kiedy się źle czuję z nerwami, obecność jego jest jak balsam. W tej chwili przychodzi mi do głowy, że nigdy o nim nie piszę. Ale to właśnie dlatego, że nie mogę go od siebie oddzielić, a także dlatego, że pisanie o nim »Jarosław« mnie śmieszy, a nie mogę tu używać naszego języka. Wszystko, co napisałabym, byłoby takie martwe” (AI 277).

Odkładam na bok konsekwencje przyjętej przez diarystkę strategii pisarskiej. Małżonkowie – pomimo ewidentnych różnic, konfliktów, zatargów – byli sobie niezwykle bliscy (6). Co z pewnością nie było łatwe choćby ze względu na chorobę Anny, czy też nieheteronormatywne zainteresowania seksualne obojga. O homoseksualizmie Iwaszkiewicza dziennikopisarze mówią dość często. Andrzej Kijowski skomentował uwagę Jarosława o 30. rocznicy ślubu z Anną ironicznym: „Zapewne nigdy jeszcze żony nie zdradził dla drugiej kobiety. Oj, te plotki” (AK 1, 67); Mieczysław Jastrun po obejrzeniu telewizyjnej inscenizacji Starej cegielni stwierdził: „On w tym opowiadaniu jest cały – z zamiłowaniem do chłopców, z niewiarą w sens bohaterstwa, a więc i historii” (MJ 498); Zygmunt Mycielski (7) erotyzm w pisarstwie przyjaciela nazwa „centralną sprężyną”, dowodzi, że: „Jarosław byłby wielkim pisarzem we Francji, we Włoszech, nawet w Anglii […]. U nas dusi się, jak paru innych pisarzy. Jest to duszenie się między życiem a dziełem. Tragiczna historia, której nie może ujawnić, opisać, bo to nie miejsce i nie czas na to. Tu nie obchodzi nikogo projekcja jego życia i doświadczeń, osobistych perypetii, na twórczy plan” (ZM 2, 41).

Życzliwie, ale nie bezkrytycznie patrzyła na Iwaszkiewicza Irena Krzywicka (8), bywalczyni spotkań „na górce” w restauracji „Ziemiańskiej”. Była mu wdzięczna za towarzyszenie jej podczas śmiertelnej choroby syna, Piotrusia („[…] i pamiętam, że wtedy przyjechał Iwaszkiewicz. Tego mu nie zapomnę, bo chociaż nie mówiliśmy ze sobą, siedział, trzymał mnie za rękę. Jarosław był zdolny do takich rzeczy” – IK 374), jak również za schronienie po wybuchu II wojny światowej, zapewnienie tymczasowego lokum po jej zakończeniu – według Krzywickiej Iwaszkiewicz był życzliwy, troskliwy, empatyczny. Po latach autorka Pierwszej krwi podtrzymała swoją opinię: „Tę dobroć Jarosława chcę tutaj bardzo mocno podkreślić, bo wiem, że potem jako człowiek publiczny zachowywał się różnie i po wojnie różnie o nim mówiono. Ale ja go znam z tej dobrej strony” (IK 401).

Iwaszkiewicz – by tak rzec, „prywatny” – portretowany był jako dobry ojciec, kochający, choć nie bezkonfliktowy mąż, opiekuńczy znajomy, zaradny gospodarz, chętnie udzielający wsparcia, oferujący pomoc, nawet jeśli jej udzielenie mogło być niebezpieczne dla niego samego i członków jego rodziny (9). Ewidentne pozytywy nieco przytłumiała chimeryczność, swoiste poczucie wyższości (maskujące liczne kompleksy (10)). Pewne jest jedno – Iwaszkiewicz widziany przez córkę, żonę, przyjaciół to przede wszystkim człowiek z krwi i kości, pełen wad i zalet, czerpiący z życia pełnymi garściami, ciągle w ruchu, w drodze, pomiędzy tysiącem spraw, uczuć, powinności.

Nieco inaczej wygląda „publiczny portret” Iwaszkiewicza‑poety, prozaika, prezesa Związku Literatów Polskich, redaktora naczelnego „Twórczości”. Literatura i działalność społeczno‑polityczna w jego przypadku tworzą silny, niekiedy tragiczny, splot. Ale po kolei, zacznę od twórczości. Według Andrzeja Kijowskiego plasował się na samym końcu wypracowanej hierarchii twórców Skamandra: skażony estetyzmem (por. AK 3, 40), „raczej jako prozaik niż jako poeta” (AK 1, 167), na równi z Kazimierą Iłłakowiczówną, przewyższali go Jerzy Liebert i Maria Pawlikowska‑Jasnorzewska. Stefan Kisielewski także nie miał dobrego zdania o wierszach autora Dionizji – określał je mianem „typowo skamandryckich”, impresyjnych, malarskich, w pewien sposób melodyjnych, jednak nieszczególnie wartościowych (por. SK 947). Cenił skamandrycką poezję Iwaszkiewicza Czesław Miłosz: „[…] zakochałem się w poezji Iwaszkiewicza, co uchodziło za dziwactwo” [wobec uwielbienia, jakim darzono Juliana Tuwima – przyp. mój, A.P.] (CM 177). Z kolei Jan Lechoń wysoko oceniał Lato w Nohant – wpisał je na listę najlepszych polskich sztuk obok Dziadów Adama Mickiewicza, Nie‑Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego, Fantazego Juliusza Słowackiego, Moralności Pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej i Wesela Stanisława Wyspiańskiego (por. JL 3, 257). Nie szczędziła Iwaszkiewiczowi pochwał Maria Dąbrowska – „doskonały pisarz” deklarowała (MD 1, 105), ujawniając szczególne upodobanie do Matki Joanny od Aniołów. Zaznaczała jednak, że po lekturze dzieł Iwaszkiewicza „zostaje zawsze dziwny i przykry posmak” (MD 1, 105), podkreślając tym samym ich nieredukowalny pesymizm. W dziennikach Zygmunta Mycielskiego poezja spotyka politykę. Przenikliwie, rozważnie, ale też zdecydowanie wskazywał on na przejście pomiędzy obiema sferami: „Wszystko, co Iwaszkiewicz robi, lub czego nie robi, a co mają mu tak za złe – właśnie ten brak odpowiedzialności –  oportunizm, zamykanie oczu na to, co się dzieje, na los innych, darowuję mu chętnie. W innym bowiem wymiarze, jak gdyby w amoralnie i aspołecznie prywatnej dziedzinie swego uczucia, jest on prawdziwym poetą. Może to jest tak, że wzrusza go nie los człowieka, ale obraz świata” (ZM 2, 220).

Kilkadziesiąt lat później Mycielski nadal zachwyca się twórczością Iwaszkiewicza, choć nie umie precyzyjnie sformułować powodów swego podziwu. Podobnie jak Dąbrowska, odczuwa pewien dyskomfort. Nazywa autora Dionizji „pochylonym nad ciemną głębią poetą” (ZM 1, 97), różniącym się od „mądrego i czujnego pisarza” tym, że dokonuje zbyt dokładnej wiwisekcji „głębin uczucia” (tamże). Iwaszkiewicz‑twórca (poeta, prozaik, dramaturg), doceniany za warsztat, niepokoił Mycielskiego jako diagnosta rzeczywistości.

W Roku myśliwego Miłosz próbował w następujący sposób opisać stanowisko, jakie wobec władz i kształtującej się państwowości zajął Iwaszkiewicz: „[…] przypadek Jarosława przynajmniej jasny, bo jego wybór można uznać za świadomie cyniczny i świadomie oportunistyczny. Z góry zakładał, że kolaborując, trzeba zapłacić i gotów był płacić, to znaczy gotów był przyjąć poniżenia i nie powoływać się na honor. Jego decyzja była poważna […] ” (CM  189–190). Podobnie rzecz oceniał Mieczysław Jastrun, pisząc: „Dał [Iwaszkiewicz] przykład, jak głęboko można zabrnąć” (MJ 162). Zaangażowanie poety niekiedy bywało iluzoryczne, niełatwo przychodziło mu podejmowanie decyzji; był obecny, a równocześnie wycofany, wzbraniał się przed bezpośrednim i klarownymi deklaracjami. Swoistą adecyzyjność Iwaszkiewicza podkreślali: Kijowski („[…] ma tak absolutnie bierny stosunek do spraw politycznych, które sam realizuje, że mu do głowy nie przyszło zająć jakieś inne stanowisko”, AK 221) oraz Mycielski („Rola Jarosława wydaje mi się więcej niż mętna. Ja, gdy rozmawiam, to zawsze wiem, po czyjej stronie stoję i jaka jest moja postawa. A on, o czym i jak rozmawia, co uzyskuje, o co walczy? Jest dobrym pisarzem, ale – jeśli chodzi o »walkę« – nie widzę w nim krzty własnej linii, odwagi”, ZM 2, 186). Z amerykańskiego oddalenia Jan Lechoń ubolewał, iż Jarosława „Bóg całkiem opuścił” (JL 3, 318).

O Iwaszkiewiczu pisano  r o z m a i c i e. Przychylnie, z aprobatą, ze zrozumieniem. Krytycznie, złośliwie, ironicznie, lekceważąco. Serdecznie, ale i chłodno. Tuszując wady, podkreślając zalety, ale i przeciwnie – eksponując potknięcia, konformizm. Miłosz w Roku myśliwego, charakteryzując Iwaszkiewicza, starał się połączyć te przeciwieństwa (11): „Jarosław być może czerpał niemało przyjemności ze swojej proteuszowej natury i z występowania w różnych społecznych rolach. W ostatnich dekadach swego życia zmieniał się w instytucję i z godnością dźwigał swe dyrektorskie obowiązki. […] Jaki był Jarosław na tym urzędzie, nie wiem, chyba był prezesem najlepszym z możliwych. Mogę sobie tylko wyobrazić nieskończoną ilość podstępów i gier, kompromisów; musiał wykazać ogromną w tym wprawę, jeżeli utrzymał się na tym stanowisku tak długo. Unurzał się w błocie, ale nic nie słyszałem, żeby ludziom robił świństwa, przeciwnie, pomagał i chronił. Czyli, jak się zdaje – bo ocena nie należy do mnie – jego polityka ratowania co się da, nie za darmo, za cenę niekiedy bardzo przykrą, okazywała się skuteczna” (CM 193).

W przytoczonym fragmencie pojawiło się niezwykle ważne słowo. „Kompromis” – to swoisty klucz do wspomnieniowego portretu autora Zmowy mężczyzn. Niezliczone próby zażegnania konfliktów, sporów, łagodzenie tarć, rozwiązania polubowne, ustępstwa, a także domaganie się akceptacji własnych decyzji, działań, upodobań – w każdej dziedzinie życia: rodzinnej, artystycznej, zawodowej. Kompromis – nie zawsze dobrowolny i łatwy do wypracowania, zawierany w konkretnych ramach („Jestem za kompromisem, ale i w kompromisie będę szedł tylko do pewnych granic”, MD 3, 455), okazuje się jednak bronią obosieczną, Iwaszkiewicz – Proteusz na niwie publicznej, często niebezpiecznie balansując na granicy oportunizmu i ugody, doskonale zdawał sobie sprawę, że nieistotne pozostaną kulisy podejmowanych przez niego decyzji, ponieważ i tak „znowu będzie na mnie” (ZM 2, 316). Sam, zgadzając się na kompromisy, żądał ich od innych. Prywatnie zaś pozostał wierny literaturze (12), językowi, artyzmowi, miłości do żony. Był wcieleniem sprzeczności i ambiwalencji.

Innym, poręcznym i trafnym słowem‑kluczem (a właściwie figurą) wydaje się oksymoron – współbycie przeciwieństw. „Ja sądzę, że jest on mieszaniną anielstwa i paktu z diabłem” (MD 4, 314) – uwaga Marii Dąbrowskiej o usposobieniu Jarosława Iwaszkiewicza ogarnia poszczególne warianty jego portretu, portretu mieniącego się wszelkimi odcieniami szarości.


Anna Pekaniec


PRZYPISY:


(1) Cytaty z poszczególnych dzienników i wspomnień lokalizowane będą według następujących wydań (z zaznaczeniem tomu i strony, z której dany fragment pochodzi): Marian Brandys, Dziennik 1972, Warszawa 1996; tegoż, Dziennik 1976–1977, Warszawa 1996; tegoż, Dziennik 1978, Warszawa 1997 [MB ]; Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne 1945–1949, wybór, wstęp i przypisy Tadeusz Drewnowski, t. 1, Warszawa 1996; tejże, Dzienniki powojenne 1950–1954, t. 2, Warszawa 1996; tejże, Dzienniki powojenne 1955–1959, t. 3, Warszawa 1996; tejże, Dzienniki powojenne 1960 –1965, Warszawa 1996 [MD ]; A. Iwaszkiewiczowa, Dzienniki i wspomnienia, oprac., przypisy, indeks Paweł Kądziel, Warszawa 2000 [AI]; Maria Iwaszkiewicz, Z pamięci, Warszawa 2006 [MI ]; Mieczysław Jastrun, Dziennik 1955–1981, Warszawa 2002 [MJ ]; Andrzej Kijowski, Dziennik 1955–1969, wybór i oprac. Katarzyna Kijowska i Jan Błoński, Kraków 1998; tegoż, Dziennik 1970–1977, Kraków 1998; Dzienniki 1978–1985, Kraków 1999 [AK]; Stefan Kisielewski, Dzienniki, wyd. II, Warszawa 1996 [SK ]; Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki, oprac. Agata Tuszyńska, Warszawa 2002 [IK ]; Jan Lechoń, Dziennik, t. 1. 30 sierpnia 1949 – 31 grudnia 1950, Warszawa 1992; tegoż, Dziennik, t. 2. 1 stycznia 1951–31 grudnia 1952, Warszawa 1992; tegoż, Dziennik, t. 3. 1 stycznia 1953 – 30 maja 1956, Warszawa 1993 [JL ]; Czesław Miłosz, Rok myśliwego, Kraków 1991 [CM ]; Zygmunt Mycielski, Niby‑dziennik, Warszawa 1998; tegoż, Dziennik 1950–1959, Warszawa 1999 [ZM ]; Zofia Nałkowska, Dzienniki czasu wojny, wstęp, oprac. i przypisy Hanna Kirchner, Warszawa 1974 [ZN ].

(2) Rolę Stawiska i jego właścicieli, Jarosława i Anny Iwaszkiewiczów, podkreślał Czesław Miłosz (por. CM 186–187). Marian Brandys chętnie gościł na Stawisku: „To ma styl, najlepszy, jaki może być” (MB 1, 50).

(3) Por. zapisek Marii Iwaszkiewicz: „Najzabawniejsze jest to, że Ojciec nie umiał gotować” (MI 70).

(4) Niechęć tę potwierdza Anna Iwaszkiewiczowa: „[…] on tak nie znosi, żeby mu coś mówić o jego książkach” (AI 120).

(5) Por.: „I czyż możliwym jest, żeby życie dwojga ludzi zżytych ze sobą było zawsze tak »na serio«? Przecież u nas na przykład połowa naszego życia odpadłaby bez tych wszystkich głupstw, które gadamy, bez tego całego słownika, którym posługujemy się, bez tych wyrażeń nam tylko znanych, które określają dla nas całe pojęcia, są skrótami, które się przez wspólne życie wytworzyły” (AI 301).

(6) Por. Piotr Mitzner, Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie. Esej o małżeństwie, Kraków 2000; Radosław Romaniuk, One. Nadzieżda Mandelsztam, Anna Iwaszkiewiczowa, Zofia Tołstojowa, Maria Kasprowiczowa, Warszawa 2005.

(7) Mycielskiemu wtórowała Krzywicka: „Nie ukrywał wcale swoich homoseksualnych skłonności i był jednym z pierwszych w literaturze (w każdym razie w Polsce), który dał im wyraz w swoich utworach. To było wiadome nawet nieznajomym, toteż zadziwiła interesujących się literaturą warszawiaków wieść, że żeni się z piękną panną, w dodatku jedną z najbogatszych w Polsce, Lilpopówną. Małżeństwo okazało się zresztą bardzo dobre i trwałe” (IK 207).

(8) Opisując wygląd Iwaszkiewicza,  Krzywicka nazwała go: „[…] pięknym inaczej, o grubych, zmysłowych ustach, nieco skośnych oczach i jakby egzotycznym uroku” (IK 108).

(9) Nawet ogólnie niechętny Iwaszkiewiczowi Stefan Kisielewski oddaje mu sprawiedliwość, opisując jego inicjatywy podczas okupacji: „W czasie okupacji zachowywał się bardzo przyzwoicie, pomagając ludziom” (SK 947).

(10) Maria Dąbrowska przypisywała Iwaszkiewiczowi „kompleks arystokracji” (MD 4, 294). Zygmunt Mycielski w 1963 roku konkludował: „Potęga tych kompleksów! Zdumiewająca rzecz! Małe i duże upokorzenia, pamiętliwość »tego«! […] Jarosławowi zawsze mało. Chciałby mieć Nagrodę Nobla. Chciałby być ekscelencją, ministrem, ambasadorem, dostać jeszcze dużo orderów. W końcu nie on jeden. Znałem wielu takich. Nie wystarczy mu, że napisał dużo bardzo pięknych wierszy, że JEST poetą” (ZM 1, 153). Noblowskie marzenia Iwaszkiewicza zostały rozwiane przez przyznanie mu Międzynarodowej Nagrody Leninowskiej za „utrwalanie pokoju między narodami” (por. AK 1, 42–43).

(11) W podobnym tonie wypowiedziała się Irena Krzywicka: „To był zawsze człowiek bardzo psychicznie skomplikowany, bardziej od innych, których znałam. Trzeba go było oglądać z różnych stron, aby objąć całość. Dalsze jego dzieje [tj. po II wojnie światowej – przyp. mój, A.P.] tłumaczy się przez tę właśnie wieloosobowość jego natury. I w ten sposób on, przedwojenny antysemita, pomagał Żydom w czasie wojny, on, niosący stale chorągiew na procesjach w Podkowie, został później laureatem nagrody leninowskiej. […] Takie przykłady mogłabym  mnożyć a mnożyć. Każdy człowiek zawiera w sobie sprzeczności, ale u Jarosława gama ich była szczególnie rozpięta: od wielkiej dobroci do antypatyczności […] ” (IK 282).

(12) Dąbrowska opowiada o jednej z wizyt Iwaszkiewicza, który zapowiedział, że będzie czytał opowiadania, ze względu na ich treść nienadające się do publikacji (rok 1951) – były to Pogrzeb posła i Borsuk. Oto uwagi pisarki o drugim z wymienionych: „Drugie opowiadanie Borsuk jest małym arcydziełem. Żołnierz konwojujący pieszo ulicą więźnia. Stają przed witryną sklepu myśliwskiego, gdzie m.in. wypchany borsuk, i nagle zapomniawszy o swoich rolach, wszczynają ciepłą rozmowę o swych stronach rodzinnych […]. Opowiadanie nie mogło się nigdzie ukazać, choć WIilhelm Mach bardzo chciał je drukować w „Nowej Kulturze”. Ale to przecież niemożliwie w »demokracji ludowej budującej socjalizm«, gdzie wedle obowiązującego schematu żołnierz konwojent musi być rycerzem‑archaniołem walki o najszczytniejszy cel ludzkości, a więzień – łajdakiem, wrogiem klasowym, szpiegiem, obcym agentem, podżegaczem wojennym […] ” (MD 2, 262–263).




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas