poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
WĘDRÓWKI Z MIŁOSZEM
Dekada Literacka 2011, nr 1-2 (224-225)

Andrzej Franaszek

Miłosz. Biografia

Wydawnictwo Znak

Kraków 2011


1. Dlaczego Franaszek?

„W roku 2000 Joasia Gromek i Jurek Illg

wymyśli, bym napisał biografię poety – pomysł brawurowy” – konstatuje w zakończeniu ponad 900‑stronicowej książki Andrzej Franaszek. Istotnie, można się zastanawiać, dlaczego akurat jemu powierzono to niebywale trudne i odpowiedzialne zadanie, przecież nie był on wówczas takim znawcą twórczości i życia Czesława Miłosza jak na przykład Aleksander Fiut, Renata Gorczyńska czy Marek Zaleski. W latach 90. pisał przede wszystkim o poezji Herberta, był autorem interesującego eseju o egzystencjalnych wątkach w jego wierszach (Ciemne źródło) i redaktorem dwóch tomów antologii tekstów o twórczości poety (Poznawanie Herberta). Postawmy więc pytanie raz jeszcze: dlaczego Franaszek?

Może dlatego, że uprawia on rodzaj krytyki, który nazwałbym krytyką współodczuwającą. Towarzyszy przy tym nie twórcom swojego pokolenia, lecz wybiera tych bliskich jego rozumieniu literatury, wybitnych lub najwybitniejszych. W szkicach swoich rozwija stałe wątki tematyczne, które pojawiają się w różnych dziełach, u różnych twórców – pisze zwykle o cierpieniu i samotności, „śmierci Boga” i wierności ziemi, rozpaczy i starości; mniej interesuje go interpretacja utworów, bardziej lubi opowiadać o nich, nie oddzielając rygorystycznie autora od jego dzieła. O literaturze i sztuce pisze trochę tak, jak pisał Błoński o Prouście, Gombrowiczu i Witkacym czy Bereza w szkicach zebranych w tomie Sztuka czytania. Pragnę zwrócić uwagę przede wszystkim na trzy teksty w tamtych latach napisane: Wydrążenie (o Kwartecie aleksandryjskim Lawrence’a Durrella), Kamień i wino (o prozie Stefana Chwina) oraz znakomity esej „To będzie zupełnie jak w tem życiu było” (o podobieństwach pomiędzy poezją Herberta, Różewicza i Miłosza).

W tych i innych szkicach – zebranych potem w tomie Przepustka z piekła, wydanym przez Znak w roku 2010 – podejmuje kwestie, które odnajdujemy w twórczości Miłosza. Jednym z takich fundamentalnych dla człowieka XX wieku problemów jest – z jednej strony – bunt przeciwko Bogu, który dopuszcza do nieprawości i cierpień, z drugiej zaś – zobojętnienie na religię, zapomnienie o Bogu. Krytyk przypomina o odpowiedzialności intelektualistów za podważanie istnienia Boga (bo jeśli Boga nie ma, to każdy się nim może stać), przypomina o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą pycha rozumu. Pamięć miłości własnej, nieposkromionej pychy stała się jednym z głównych tematów Drugiej przestrzeni Miłosza. „Walką o „drugą przestrzeń”, o wyobraźnię religijną […] jest cała twórczość autora Trzech zim” – podkreśla krytyk.

A drugi człowiek, kim on jest, jak do niego trafić, jak dotrzeć? „Czy to nie ciało – zastanawia się autor Kamienia i wina – prowadzi nas ku drugiemu człowiekowi, ku jego niepokojącej tajemnicy, ciemnemu światłu jego skóry? W powieściach Chwina naprzeciw umysłu staje cielesność, naprzeciw samotności związek z drugim”. I nie chodzi tu o człowieka abstrakcyjnego, o jego symboliczne wyobrażenie, ale o każdego innego, którego „twarz odsłania bliźniaczość doznań i bólów”.

Poezja Herberta, Różewicza i Miłosza karmi się zmysłowym konkretem, poświadcza też głęboko ludzkie pragnienie powrotu, silnie wyczuwalne w późnej twórczości Herberta i Miłosza, gdy poeci mówią już bardziej wprost, porzucając maski. „Dla Czesława Miłosza wymarzonymi niebiosami jest ziemia, ale oczyszczona, jakby raz jeszcze zobaczona ufnymi oczyma dziecka. Rajem – przywrócenie do nadziei dzieciństwa. Zbawieniem – powrót do wspaniałego ogrodu, zobaczonego przez oczy przemyte łzami”. Dowodem pojednanej ze światem mądrości są wiersze z tomu To. Równie silnie „ból nieodwołalności” przenikał późną poezję Herberta. Czy jednak przeszłość zawsze jest zamknięta definitywnie, czy sensów jej nie budują nasze późniejsze czyny? Krytyk przywołuje jeden z najbardziej wzruszających wierszy Miłosza, Orfeusz i Eurydyka, napisany po dramatycznej utracie drugiej żony, by sztuką poskromić rozpacz i by złożyć hołd Carol jako tej, której miłość ogrzewała poetę i go uczłowieczała.

2. Jaka biografia?

Franaszek nigdy nie był badaczem literatury, jest natomiast jej żarliwym miłośnikiem, z talentem o niej opowiadającym. Dzięki tym jego predyspozycjom olbrzymi materiał – zebrany w Stanach Zjednoczonych i Maisons‑Laffitte, w Wilnie i wielu polskich archiwach, w rozmowach o Miłoszu i z samym Miłoszem, w książkach i korespondencji – mógł posłużyć za kanwę pasjonującej opowieści o twórczym i pełnym dramatycznych napięć życiu jednego z najwybitniejszych poetów XX wieku. „Pisząc o literaturze od piętnastu lat, nadal nie potrafię traktować jej jako przedmiotu akademickich teorii, dającego się odpowiednio sklasyfikować zapisu społeczno‑politycznych przemian, ani też gry, wydarzającej się tylko w języku. Wiem, że za każdym wierszem stoi człowiek, który – choć nie zawsze wprost – chce opowiedzieć o czymś ważnym. Ufam, że najpiękniejsze, najpełniej obdarzone sensem spotkanie z tekstem wydarza się wtedy, gdy to cudze myślenie staje się dla nas osobiście najważniejsze”.

Biograf przystąpił do zapisywania życia wielkiego poety z widocznym podziwem dla jego wielkości i niezwykłości, dopowiadając tylko pewne wątki biograficzne: z mozaikowej wiedzy o swym bohaterze starał się stworzyć wielowymiarowy portret, bo Miłosza nie da się zamknąć w jednej ramie!

Do jakiego typu biografii można by jego książkę zaliczyć?

„Siła biograficznego uwodzenia jest bowiem, według Bentona, efektem napięcia pomiędzy umiejętną pracą empatycznej wyobraźni biografa a twardymi, sprawdzalnymi faktami z życia opisywanej postaci. Biografia jest więc nade wszystko sztuką, sztuką ciekawego opowiadania (skoro reprezentacja życia zawsze dla czytelnika okaże się retorycznie zapośredniczona – dodaje Benton)” – pisał Tomasz Cieślak‑Sokołowski we wprowadzeniu do przetłumaczonego przez Annę Pekaniec tekstu Biografia teraz i kiedyś („Dekada Literacka” 2010, nr 4/5). I w takim kierunku zmierza biografia Franaszka, ale już w klasyfikacji Bentona trudno byłoby się jej zmieścić. Bowiem nie jest tylko „migawką”, koncentrującą się na jednym epizodzie życia bohatera biografii, nie jest też na pewno eklektyczną kolekcją głównych tematów. Wreszcie trudno ją uznać za eksperyment, w którym mamy „biografię wywróconą na lewą stronę”, „będącą próbą opowieści o poecie raczej niż człowieku, opowieści, która zgadza się raczej na kolażowe rozsypanie wątków, niż dąży do skonstruowania spójnego portretu”.

I chociaż tekst Franaszka nie jest wolny od pewnych elementów tych różnych typów i gatunków biografii, przez Benona wymienionych, to w swoim stylu, w konstrukcji jest zapewne bardziej tradycyjny: biograf rozbija życie na dookreślone etapy z wyraźnie zaznaczonymi słupami granicznymi. Gdybym miał go porównywać z jakąś inną książką ostatnio wydaną, to wskazałbym zapewne na biografię Marqueza pióra Geralda Martina (z roku 2008, przekład polski ukazał się w roku 2009 nakładem wydawnictwa Świat Książki).

Obaj biografowie mieli podobnie trudne zadanie z uwagi na swoich bohaterów – Martin pracował nad biografią lat 17, napisał ponad 2 tysiące stron i 6 tysięcy przypisów – wydawało się, że nigdy jej nie skończy. Książka, która została wydana, to jak sam podkreśla, tylko skrócona wersja o wiele dłuższej biografii. Obie biografie powstawały też w podobny sposób, z wykorzystaniem podobnego warsztatu: Martin przeprowadził rozmowy z ponad 300 osobami (publicznymi, kolegami i przyjaciółmi Marqueza, pisarzami, liczną rodziną, z samym bohaterem), korzystał z całej masy książek, filmów i artykułów poświęconych biografii pisarza i jego twórczości, w centrum uwagi biografa pozostawały jednak zawsze teksty samego Marqueza, artykuły, wspomnienia, wywiady i przede wszystkim jego dzieła literackie. Zaprzeczał jednak, że pisze biografię autoryzowaną, jak sądzili ci, co uważali, że biograf to jedynie copywriter. Sam Martin nazwał swoją książkę „biografią tolerowaną” (w domyśle: przez pisarza, który ma przywilej długiego życia). Dodajmy, że Franaszek w o wiele większym stopniu mógł oprzeć się na obfitej korespondencji poety, częściowo już opublikowanej, przede wszystkim bezcennej dla biografa korespondencji z Giedroyciem, Herbertem, Iwaszkiewiczem, Watem i ostatnio wydanej korespondencji z Jeleńskim.

Obaj autorzy przedstawiają biografię w jej linearnym rozwoju. Martin dokonuje bardzo szczegółowego opisu życia Marqueza, od wczesnego dzieciństwa począwszy, zapuszczając się w „mroczne labirynty genealogii” rodu Marquezów, z mnóstwem nieformalnych związków i nieślubnych dzieci. Opowiada o młodości, pierwszych latach terminowania w zawodzie dziennikarskim, początkach literackiej kariery, licznych podróżach, działalności politycznej i społecznej, życiu rodzinnym i romansach, nie unikając pikantnych szczegółów, ale bez szukania sensacji. Skupia się jednak na tych wątkach, które znalazły wyraz w bardziej lub mniej naznaczonych autobiograficznie dziełach, przede wszystkim w powieści najwybitniejszej w dorobku Marqueza, w Stu latach samotności. I to dzieła właśnie wyznaczają najważniejsze etapy życia jego bohatera.

W podobny sposób, choć z niewątpliwie większym talentem literackim – co podkreślam z satysfakcją – i w podobnym kierunku rozwija swą biografię Franaszek, prowadząc czytelnika niespiesznie śladami Miłosza: od historii rodzinnych począwszy (nie tak oczywiście barwnych, jak w przypadku rodziny kolumbijskiej Marquezów), aż po lata ostatnie spędzone w Krakowie, zamykając życie swego bohatera w aż 9 częściach i kilkudziesięciu rozdziałach.

3. Śladami Miłosza

Burzliwe koleje losu stawiały przed biografem trudne do rozwiązania zadania. Bo jak opowiedzieć o tych miejscach w życiu poety, o których sam wolałby zapomnieć, a które odcisnęły się na jego sumieniu na trwałe, powracając przez lata jako „uparte sny”? Jednym z najboleśniejszych miejsc była „prawdziwa i tragiczna miłość chłopięcego wieku” do Jadwigi Waszkiewicz. Starając się zachować dystans do takich epizodów życia Miłosza i trzymać się, o ile to możliwe, potwierdzonych faktów, szuka Franaszek jednocześnie usprawiedliwień dla postępowania swego bohatera. Idzie tropem wyjaśnień samego poety, zawartych w jego utworach. Biorąc pod uwagę literacki charakter biografii, wydaje się to zasadne. Podobnie, z dystansem, ale i z widoczną empatią, traktuje inne bolesne i dramatyczne epizody w biografii autora Ocalenia: związek z Jeanne Hersch, filozofką, bardzo w ten związek zaangażowaną, związek przez Miłosza traktowany jednak instrumentalnie – jako antidotum na depresję; czy pełne dramatyzmu i skomplikowanych uczuć relacje z żoną; wreszcie – w podeszłym wieku – gwałtowną miłość do młodej dziewczyny i rozstanie z nią.

Z samego środka Litwy

Urodził się Miłosz – jak sam podkreślał – w samym środku Litwy, w Szetejniach, w powiecie kiejdańskim, gdzie trwał jesz‑ cze wiek XIX, „czas odmierzano rytmem zbiorów, litewscy chłopi, polska szlachta, żydowscy handlarze i rosyjscy urzędnicy żyli obok siebie we względnej zgodzie, świat zdawał się nieruchomy, choć miało tak być już tylko przez chwilę…”. Franaszek, opisując dzieciństwo Miłosza, często przywołuje Dolinę Issy, powieść mocno zanurzoną w biografii autora, a także inne utwory – cykl poetycki Świat, Rodzinną Europę czy książkę wydaną pod koniec życia, Szukanie ojczyzny. Do tego wczesnego okresu swego życia sam Miłosz wracał najczęściej, ale i biograf dysponował tu zdecydowanie mniejszą ilością materiału, zrozumiałe więc, że sięgał często do dzieł samego pisarza.

Wilno – następna część książki – to lata szkolne, uniwersyteckie i początki kariery literackiej. Związał się tu Miłosz z lewicującą grupą kolegów po piórze, z której wyłonią się później działacze polityczni, dla niego jednak wybranie „lewej drogi” było zamanifestowaniem swej niechęci do coraz powszechniejszych w polskim społeczeństwie nastrojów nacjonalistycznych, było zamanifestowaniem swojej „inności” i niezależności, a także społecznych powinności literatury, rozumianych w zdecydowanym kontraście do mieszczącej się w rzeczywistości mieszczańskiej poezji spod znaku Skamandra. Żagaryści rozumieli, że cywilizacja europejska została zakwestionowana i dalszy jej rozwój grozi katastrofą epoki. Katastrofizm tej grupy poetyckiej „był – jak po latach podkreśli sam Miłosz – odmianą tego intelektualnego kryzysu, sięgającego znacznie dalej niż granice Polski, a szukającego wyrazu już od początku Dwudziestolecia”.

Pożegnanie Dwudziestolecia

Jeszcze w latach 30. odbędzie Miłosz dwie ważne dla jego twórczości i światopoglądu podróże do Paryża, gdzie spotka się ze swym krewnym, francuskim poetą Oscarem Miłoszem, dla którego podziw zachowa do końca życia, powołując się na niego w wielu swych utworach. Z perspektywy lat podróże te będą miały dla autora Rodzinnej Europy sens podwójny, z czego zwierzy się w roku 1962 w liście do Jerzego Andrzejewskiego, którego fragmenty nieraz biograf przytacza, bo – jak zaznacza – list ten „odsłania fundamenty wrażliwości Miłosza”: „Moja biografia. Przecie kluczem do niej jest ucieczka z Polski, dla mnie straszna, chyba najgłębiej sięgająca we wszystko moje, w 1934 r. do Paryża, niby na zewnątrz ot, normalna podróż, ze stypendium Kultury Narodowej”.

Literackim znakiem tego etapu jego życia będzie tom wierszy Trzy zimy, który spotkał się z zaskakująco wysoką oceną. Ludwik Fryde twierdził, że autor Trzech zim to: „najwybitniejszy żyjący poeta polski o skali talentu na poziomie Mickiewicza”. Okres Dwudziestolecia międzywojennego kończy filmowa wręcz scena ostatniej niedzieli sierpnia spędzonej w artystycznym towarzystwie w domu Jarosława Iwaszkiewicza w Stawisku, przez samego Miłosz opisana po latach jako pożegnanie tegoż Dwudziestolecia: „[…] Staś Baliński zagrał wszelkie przeboje dwudziestolecia, a Wanda Telakowska z Toniem Sobańskim odtańczyli wszystkie modne tańce, poczynając od tanga á la Mesalka i Redo”.

Sylwester w Goszycach ’44 roku

Podczas wojny, gdy będzie przedzierał się na Wschód, stanie się świadkiem zbiorowej ucieczki polskich elit i niedoli zwykłych, prostych ludzi. I mimo grozy zjawiska, mimo obawy przed totalnym zwycięstwem nazizmu, będzie już świadomy nieodwracalności następujących na jego oczach procesów historycznych.

Biograf nie unika drażliwych, do końca niewyjaśnionych epizodów z życia poety. Jednym z takich epizodów była ucieczka na Litwę. Wymagało to nie lada zabiegów i znajomości. Przedostanie na te tereny ułatwił Miłoszowi zapewne paszport litewski, czyli musiał on przyjąć obywatelstwo litewskie, choć sam do tego paszportu się nie przyznawał – jedynie do karty pobytu; mało jednak prawdopodobne, by na podstawie takiego dokumentu mógł wówczas swobodnie podróżować. Epizod ten będzie zresztą wykorzystywany wielokrotnie przez ludzi Miłoszowi niechętnych lub wręcz wrogich.

W roku 1944, po powstaniu warszawskim, podczas którego autor Ocalenia próbował wydostać się z Warszawy, co później będzie mu znowu – podobnie jak ucieczka na Litwę – wypominane, znajdzie gościnę u Jerzego Turowicza w Goszycach. Do dworu po powstaniu przybywali tłumnie uchodźcy. Okres ten zamyka teatralna wręcz scena, trochę jak z Wesela Wyspiańskiego, która znajdzie potem odzwierciedlenie w szkicu do autobiograficznego opowiadania Miłosza oraz znacznie ostrzejszy obraz w opowiadaniu obecnego podczas sylwestra ‘44 roku Jana Józefa Szczepańskiego pt. Koniec legendy, w której Miłosz został sportretowany jako poeta Wielgosz, podważający sens powstańczego zrywu. Opowiadania tego przez długie lata Miłosz nie potrafił Szczepańskiemu wybaczyć.

„Ten sylwester w Goszycach – puentuje biograf – ma znaczenie głęboko symboliczne dla współczesnej polskiej historii. Arka Noego płynęła jeszcze na wzburzonych dziejowych nurtach, ale już po chwili, zgruchotaną, fale wyrzucą na nieprzyjazny brzeg, a niedawni współtowarzysze podróży zwrócą się w przeciwne strony. Pytania, które sobie zadawali, można rozstrzygnąć chyba tylko własną, najbardziej osobistą decyzją. Bo któż ośmieli się orzec, czy wielki pisarz w bitwie (w której celowość i powodzenie nie wierzy) winien biec na barykadę, po śmierć, czy też chronić się na tyłach, a potem nieść rzeczywiste wsparcie i pociechę setkom tysięcy czytelników”.

Problem powinności pisarza, jego stosunku do rzeczywistości politycznej i historycznej, odciśnie się na biografii Miłosza na trwałe. Konieczność jego rozstrzygnięcia pojawi się zaraz po wojnie: poeta nie miał wątpliwości, że nowy ustrój Polski będzie następną okupacją. Sądził jednak z początku, że współpraca z tzw. władzą ludową opóźni przynajmniej grożącą polskiemu społeczeństwu sowietyzację; sądził też, że dla niego jako pisarza wybranie pracy na placówce dyplomatycznej okaże się mniejszym złem niż emigracja. Okazało się rychło, że się mylił, i musiał podjąć ryzykowną decyzję, która zmieniła zupełnie jego życie. Ten okres – którego opis ma wszelkie znamiona sensacyjnej fabuły: Miłosz szuka możliwości ucieczki z kraju, przeświadczony, że to ostatnia szansa, i dlatego za wszelką cenę nie chce jej zaprzepaścić – zamyka pierwszy z trzech najważniejszych w jego twórczości poematów, Traktat moralny.

„ja, nędzny robak, staję na drodze, którą ma przejść Historia”

Po ucieczce z kraju Miłosz stał się celem wielokierunkowej nagonki – za strony emigracji, która widziała w nim tylko koniunkturalistę, i ze strony elit krajowych, które – pomijając pisane pod dyktando propagandzistów paszkwile – uważały, że powinnością pisarza jest dzielić los ze swym społeczeństwem, niezależnie od tego, jaki on jest. Miłosz odpowiadał im – zwracając się szczególnie do pozostawionych w kraju kolegów – w artykułach ogłaszanych w paryskiej „Kulturze”, w której siedzibie znalazł schronienie: „Jeżeli wolność ma polegać jedynie na zrozumieniu konieczności – podkreślał pisarz z mocą – to ja, nędzny robak, staję na drodze, którą ma przejść Historia w grzmocie czołgów i łopocie sztandarów, i nie obchodzi mnie, że będę nazywany niewolnikiem moich przesądów i odziedziczonych przyzwyczajeń”.

Ta znamienna wypowiedź stanie się mottem twórczości i działalności Miłosza. A trudne lata na „paryskim bruku” zaowocują świetnymi utworami, takimi jak Zniewolony umysł, Dolina Issy, Rodzinna Europa czy drugim z wielkich poematów, Traktatem poetyckim, o którym Aleksander Wat, ceniony przez Miłosza poeta, pisał, że to „szczyt, na jakim poezja polska nie była od stu lat”. Możliwość napisania tych dzieł, wolnych od cenzuralnych skrępowań, została okupiona psychicznym rozdarciem i stanami duchowymi bliskimi bezdennej rozpaczy. Jednocześnie właśnie dzieła, które Miłosz mógł po opuszczeniu kraju tworzyć, ratowały go od samobójstwa. Bez pomocy osób mu życzliwych pewnie by się to nie udało. Jedną z tych osób okazał się Vincenz, którego jako ostatnią deskę ratunku wymyślił Giedroyc: „Są w biografii Miłosza chwile wyjątkowe – podkreśla Franaszek – punkty przecięć nasycone znaczeniem otwierające przyszłość. Taki był ten sylwester w Goszycach […]. Równie niezwykła była chwila, gdy Miłosz, artysta wydany diabelskiemu pokuszeniu niczym Adrian Laverkühn […] poznał Stanisława Vincenza”.

Wielogodzinne rozmowy z autorem Huculszczyzny – nazwane przez biografa „egzorcyzmami” – pomogły Miłoszowi wydobyć się z poczucia wykorzenienia i otrząsnąć się ze zgubnego wpływu Krońskiego na jego światopogląd.

„dramatyczny szyfr własnego losu”

Następny etap życia Miłosza to praca na uniwersytecie w Berkeley, w Kalifornii. Ale ta bądź co bądź życiowa stabilizacja – przynajmniej w porównaniu z pobytem we Francji – miała swoje złe strony. Kalifornia jawiła mu się jako intelektualna pustynia. Pisał, publikował i zderzał się z pustką. Popularyzował w Ameryce dzięki swoim tłumaczeniom polską poezję współczesną, sam był jednak nieznany. Ale to właśnie ta poezja, z którą się utożsamił – od Kochanowskiego, przez poetów Oświecenia, po wieszczów, także poezja Herberta, Różewicza, Wata, Świrszczyńskiej – chroniła go, jak sam przyznawał w pierwszym wygłoszonym na UJ wykładzie w roku 1989: „[…] od jałowej rozpaczy na emigracji, w osamotnieniu zbyt trudnym i bolesnym, żeby je komuś zalecać”. (Warto w tym miejscu zaznaczyć, że z okazji wystawy w Bibliotece Jagiellońskiej w dn. 10–28 maja Czesław Miłosz – portret złożony ukazał się wybór Miłoszowych wykładów jagiellońskich, opracowany przez Grzegorza Musielaka). I dalej zwierza się Miłosz: „Poczucie obowiązku wobec moich poprzedników i następców ustrzegło mnie od rozpadu osobowości, który zagraża ludziom literatury i sztuki, jeżeli nie mogą niczego przeciwstawić coraz powszechniejszemu znijaczeniu”.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po kilkunastu latach, gdy ukazał się w angielskim tłumaczeniu wybór jego wierszy, dobrze przyjęty za granicą przez krytykę. Druga połowa lat 70. okazała się jednak pasmem rodzinnych nieszczęść, które utwierdzały go w przekonaniu o „dramatycznym szyfrze własnego losu”. W tym okresie powstawały też zbiory esejów Widzenia nad Zatoką San Francisco i Ziemia Ulro, inspirowana może najbardziej przez myśl filozoficzną Oskara Miłosza, gorzka refleksja nad przegrywaną walką z odczłowieczaniem ludzkiego losu; Miłosz tłumaczy także teksty biblijne, w tym Księgę Hioba, która chyba najlepiej oddawała jego stan ducha w tym czasie.

Spełnienie

Ostatnią część swej książki zatytułował Franaszek Stary poeta, zamykając w niej lata 1980–2004 (od Nagrody Nobla zatem po śmierć). W tym okresie Miłosz mógł się wreszcie poczuć twórcą spełnionym, uznanym i docenionym. W roku 1981 przyjmowany był entuzjastycznie w Polsce, i to nie tylko przez intelektualistów. A przecież nie pretendował do roli wieszcza; przeciwnie, w jego twórczości coraz wyraźniejszy był zwrot ku codzienności i religijności, zanikała w jego poezji sprzeczność pomiędzy tym, co prywatne, a tym, co uniwersalne, powszechne. Wtedy to powstaje trzeci poemat, Traktat teologiczny, mniej już emocjonalny od dwóch poprzednich – był to „suchy płomień”, jak nazwał go jeden z przyjaciół Miłosza. Pod koniec życia pisze utwory w dużej mierze autobiograficzne – Rok myśliwego, Szukanie ojczyzny, Piesek przydrożny, Życie na wyspach, O podróżach w czasie, Spiżarnia literacka – stanowiące bezcenny materiał dla biografa. Pisze też wiersze bardzo osobiste, związane z emocjami i uczuciami, jakie przeżywał.

Kielich goryczy musiał jednak wypić do końca. Już jako stary człowiek „pozostał jak samotna figura na szachownicy”. Utracił najpierw Carol Thigpen, swoją drugą żonę, kobietę pełną życia i pogody ducha, potem młodszego, pełnego energii brata, Andrzeja. Żegnał też swych najbliższych przyjaciół – Turowicza, Giedroycia i Herberta, z którym pod koniec jego życia się pogodził. Trudnej i burzliwej, obfitującej w dramatyczne epizody przyjaźni dwóch poetów biograf poświęcił dużo miejsca, starając się tę bolesną – nie tylko dla Miłosza i Herberta, ale i dla osób postronnych konflikt ten obserwujących – sprawę naświetlić obiektywnie, z właściwą sobie powściągliwością, dystansując się od jej politycznych konotacji i konsekwencji. To przecież Miłosz i Herbert byli (i są) dla Franaszka poetami najważniejszymi.

4. Jak oddać fenomen geniuszu?

Andrzej Franaszek chciał napisać przede wszystkim – jak już podkreślałem – literacką biografię Miłosza. Ale też nie ukrywał osobistych spraw poety, jego dramatów i tragedii, jego trudnych do opanowania stanów duchowych i psychicznych, które tylko ostatkiem silnej woli (i dzięki modlitwie) udawało mu się kontrolować.

Książka mimo swej objętości nie wyczerpuje oczywiście bogatej materii życia autora Ocalenia, jest jednak interesującym i cennym, moim zdaniem, tropem do odczytywania jego twórczości. I taką przede wszystkim rolę powinna spełniać biografia literacka.

Sam biograf stwierdza, że łatwo oddać pęknięcia, jak jednak oddać geniusz? Czy to się udało, i czy mogło udać Franaszkowi? „Ten moment, gdy nad niepewnością, udręką, pokusami zawisa niedosiężna nuta, linia słów? Może nie da się tego opisać, można tylko odkrywać na własną rękę. Także dlatego jak najobficiej starałem się cytować utwory Miłosza”.

Biograf umożliwił przemawianie samemu poecie, i to przede wszystkim poprzez jego dzieła. Z drugiej jednak strony zdawał sobie Franaszek sprawę, że na temat dzieł autora Drugiej przestrzeni napisano tysiące stron. Więc musiał sobie powiedzieć, że nie doda tu już wiele więcej. „[…] to jego życie, bez porównania mniej znane, frapujące, niezwykłe, jest Twoją opowieścią” – czytamy w zakończeniu. Znalazł więc Franaszek sposób, by dzieła Miłosza tłumaczyły się przez fakty biograficzne; ale i te fakty nieraz uzależnione były od dzieł, i dzięki tym dziełom stawały się bardziej zrozumiałe i mniej przypadkowe. Powiązać osobę autora, jego losy i jego dzieła w sposób nierozerwalny, niemal konieczny, i zarazem nie unikać momentów drażliwych w biografii, odsłaniających również ciemne strony egzystencji poety – to duże osiągnięcie biografa.

Bogdan Rogatko




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas