poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura
Dekada Literacka 2009, nr 5-6 (237-238)

W (arcyciekawym!) wspomnieniu Wacław Borowy w ostatnich latach życia („Blok – Notes Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza”, 14 / 2008, s. 433) Jerzy Pelc pisze, że na Zjeździe Polonistów w r. 1950 Borowego atakowała drużyna, której przewodził Stefan Żółkiewski ze swymi przybocznymi, radykalniejszym odeń: żarliwą stalinistką Marią Janion [ … ] i nieco łagodniejszą Marią Żmigrodzką. Tymczasem – jeśli pamięć nie zawodzi Kamerzysty, który także był uczestnikiem tego Zjazdu – ani Janion, ani Żmigrodzka w ogóle nie zabierały na nim głosu. O Marii Janion pisze Pelc, że ku jego zdumieniu uchodzi dziś – by użyć określenia z tamtego okresu – za chorążego postępu i demokracji, wcale nie ludowej. Nie wchodząc w spór o to, czy Janion była kiedykolwiek żarliwą stalinistką, trzeba zauważyć, że zasługi jej dla postępu i demokracji wywodzą się z dziesięcioleci późniejszych i mieszczą się zarówno w jej książkach, pracy pedagogicznej, jak i na przykład w udziale w Towarzystwie Kursów Naukowych.

Joanna Ugniewska („Nowe Książki” nr 6, s. 46) pisze, że za tytuł swej recenzji z książki Davida Gilmoura Ostatni Lampart użyła Herbertowskiego pożegnania Hamleta, Żegnaj Książę. Nie są to jednak słowa Herberta, lecz słowa Horacja z tragedii Szekspira: Good night, sweet prince.

Krystian Lupa w wywiadzie dla „Dziennika” z 17 VII powołuje się na słynne zdanie Goebbelsa o kulturze i rewolwerze. A przecież – o czym wielokrotnie pisano – są to słowa z dramatu Hansa Johsta Schlageter, wypowiedziane zresztą przez postać negatywną.

Robert Stiller („Wysokie Obcasy” nr 28) skarży się, że nie ma u nas słownika zawierającego „normalne” słownictwo erotyczne, tylko to i owo w żargonie przestępczym i kurewskim. Stiller widocznie nie miał w ręku solidnego (choć niepozbawionego błędów) Słownika seksualizmów polskich Jacka Lewinsona (1999). W tymże wywiadzie Stiller narzeka, że nie wydano dotąd tzw. obscenów poetyckich Boya. Niezupełnie to zgadza się z prawdą. W zbiorze Chwasty polskie, opublikowanym przez Daniela Olbrychskiego w r. 1994, znajduje się poemat Nowoczesna sztuka chędożenia, przypisany tu Boyowi. Ale czy to rzeczywiście Boy? W czasie bankietu na jego cześć w r. 1927 Tuwim mówił: Znamy cię coś ty za Tadeusz, jak sobie lubisz poświntuszyć. Z drugiej strony Boy w Obrachunkach fredrowskich zarzekał się, że sprośnych ineditów Fredry nie zna, bo w ogóle nie jest w stanie czytać pornografii. Czyżby był takim obłudnikiem?

Krzysztof Masłoń („Plus‑Minus” z 11 – 12 VII) chwali Sienkiewicza, że tam, gdzie musiał (a musiał niemal wszędzie), podporządkowywał się wymaganiom cenzury, ale że przewyższał inteligencją speców od czytania między wierszami, potrafił jak nikt przedstawić np. dzieje walk z Moskalami, nie wymieniając nawet słowa „Rosjanin”. Wreszcie jako pierwszy odkrył żyłę złota w postaci starożytnego Rzymu i odniósł sukces światowy, swoim Quo vadis zapoczątkowując modę na „antyczne romanse”. Było inaczej. Sienkiewicz w Trylogii nie przedstawił dziejów walk z Moskalami, zaledwie o nich ostrożnie wzmiankował, używając takich określeń, jak drugi nieprzyjaciel, Hiperborejczykowie, Septentrionowie, tylko w paru miejscach Moskale. (Pisała o tym Maria Dąbrowska w artykule Przyczynek do mało znanej sprawy z r. 1956). Myli się również Masłoń, twierdząc, że Sienkiewicz jako pierwszy odkrył żyłę złota w postaci starożytnego Rzymu. Prof. Zygmunt Czerny wyliczył kiedyś 16 tytułów wcześniejszych od Quo vadis, a zbieżnych częściowo z tematyką tej powieści.

Oto karykatura Jacka Fedorowicza w „Gazecie Wyborczej” z 15 VII. Poznajecie kto to? Bo ja nie. Identyfikację umożliwia dopiero felieton tegoż autora, do którego została ona włamana: ma to być Jolanta Kwaśniewska. Cóż powiedzieć? Niecelna złośliwość wzięła tym razem górę nad talentem i dobrym smakiem.

W związku z uroczystościami 1 sierpnia pod pomnikiem Gloria Victis prezydent Lech Kaczyński mówił: Gorąco bym tam witał pana premiera i przywódców innych partii, jeśli przyznają się do czegoś, co jest tradycją ogólnonarodową. Jak widać, prezydent włączył do zaproszenia swą wątpliwość co do tego, czy premier i przywódcy innych partii przyznają się do tradycji ogólnonarodowej, i uzależnił swą opinię w tej sprawie od ich udziału we wspomnianej uroczystości. Kunszt to niezwykły: zapraszając – obrażać!

Dla odmiany Jarosław Kaczyński pobija rekordy otwartego grubiaństwa, oświadczając w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” z lipca, że Tusk znajdzie się nie z ręką w nocniku, lecz z głową. Równocześnie animowany filmik PiS pokazuje, jak rzecznik rządu Paweł Graś sprząta psie kupy. Jakaś skatologiczna obsesja opanowała PiS‑owców. I cóż się dziwić, że współtwórca jednego z najlepszych telewizyjnych programów kulturalnych (jak twierdzi „Gazeta Wyborcza”) Tymon Tymański pracuje nad musicalem pod wdzięcznym tytułem Psie gówno.

Leszek Szaruga w recenzji („Nowe Książki” nr 7, s. 49) polskiego tłumaczenia Die Ausgewanderten Sebalda, które ukazało się zatytułowane Wyjechali, proponuje jako adekwatny odpowiednik tytułu niemieckiego: słowo „Wywiedzeni”. Trudno się z tym zgodzić. Ten imiesłów bierny pochodzi od czasownika „wywodzić”, tzn. wyprowadzić kogoś. A więc „Wywiedzeni” znaczyłoby tyle co „Wyprowadzeni”.

Przyjaciele i uczniowie prof. Jana Michalika obdarowali go na 70‑lecie piękną księgą zbiorową. Kamerzysta zachodzi jednak w głowę, dlaczego nadali jej tytuł Antreprener. Słowo to oznaczało kiedyś przedsiębiorcę teatralnego lub cyrkowego, a Michalik jako żywo ani jednym, ani drugim nie był.

Poparcie 30‑procentowego parytetu zapowiedział prezydent Lech Kaczyński – takie informacje znaleźć można było w całej lipcowej prasie. Politycy i dziennikarze nie wiedzą widać, że słowo „parytet” pochodzi od łacińskiego pariter – ‘równie, zarówno’, więc parytet może być tylko 50‑procentowy. Parytet 30‑procentowy to coś jak „mniejsza połowa”.

Kamerzysta niedawno napisał błędnie, że Matejko jest pochowany na Skałce, podczas gdy grób jego znajduje się na Cmentarzu Rakowickim. Nie będzie się więc oburzał, że Przemysławowi Czaplińskiemu zdarzyła się podobna (no, może bardziej rażąca) gafa. W jego artykule Polityka literatury, czyli pokazywanie języka w zbiorze Polityka literatury. Przewodnik „Krytyki Politycznej” (Warszawa 2009, s. 19) można przeczytać, że Skałka jest miejscem pochówku Józefa Piłsudskiego.

Andrzej Łapicki („Teatr” nr 7 – 8) pisze o Weselu: To była ulubiona książka mojego ojca. Na biurku leżał jej egzemplarz w szarej okładce Biblioteki Narodowej. W serii „Biblioteka Narodowa” Wesele w okresie międzywojennym się nie ukazało. Chodzi tu na pewno o wydanie tego dramatu w serii „Wielka Biblioteka”, która ukazywała się istotnie w szarych okładkach.

W „Dzienniku” z 19 VII czytamy „Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” – pisał Piotr Skarga. W rzeczywistości twórcą tej sentencji był Jan Zamoyski. Mylna atrybucja pochodzi z artykułu Znów zaczyna się reformowanie reformy edukacji, której autorem jest Ireneusz Wywiał, zastępca redaktora naczelnego „Wiadomości Historycznych”. 

Tomasz Zbigniew Zapert („Plus‑Minus” z 14 – 16 VIII) pisze, że Tadeusz Gajcy i grupa jego kolegów ze „Sztuki i Narodu” sprzeciwiali się dworującym z patriotycznych tradycji skamandrytom – zwłaszcza Julianowi Tuwimowi i Antoniemu Słonimskiego. Nic podobnego. Skamandryci nie dworowali sobie z tych tradycji (i Tuwim, i Słonimski byli autorami wierszy gloryfikujących Piłsudskiego), więc autorzy „Sztuki i Narodu” nie z tego powodu ich atakowali, lecz za niwelowanie wszelkiej wielkości do poziomu przeciętności, lenistwo myśli (W. Bojarski, O nową postawę człowieka tworzącego), a także hipertrofię formalizmu. Po części ataki te miały także podłoże rasistowskie. Gajcy pisał: Poezja dwudziestolecia była w 3 / 4 twórczością obcą tej ziemi i duszy człowieka z tej ziemi. W twórczości poetów takich jak Tuwim, Słonimski, Leśmian czytam ową ciągłą troskę o „poprawność”, polską poprawność wewnętrzną (Już nie potrzebujemy). O emigracyjnym wierszu Słonimskiego Wszystko zaś: Łatwa sielskość‑ anielskość poety jest dla nas odrażająca. Autor wykazał po raz któryś tam z rzędu, jak ogromny dystans dzieli go od czytelnika polskiego. Wykazał po prostu swoją obcość (Werble wolności). 

Mylący jest również tytuł artykułu Poeta z etykietką faszysty – etykietka ta została z Gajcego zdjęta pół wieku temu.

Tomasz Lis w felietonie w „Gazecie Wyborczej” z 20 VIII tak odpowiada na pytanie Jak wygląda ekipa premiera i sam Tusk w porównaniu z Obamą?: Delikatnie mówiąc – marnie. I nie przesłonią tego nawet dziury w drodze, którą podąża, sprawiające wrażenie problemów największych, choć w istocie, nawet jeśli są sporych rozmiarów, należą tylko do kategorii „didaskalia”. W związku z tą śmiałą metaforyką nasuwają się pytania: jak dziury w drodze mogą coś przesłonić i sprawiać wrażenie problemów, a w rzeczywistości być didaskaliami? Wyraz ten, jak wiadomo, oznacza zawarte w tekście dramatu informacje o wyglądzie przestrzeni scenicznej i zachowaniu się aktorów.

Czesław Kłak w artykule Narracje Marty Wyki w księdze Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej (Kraków 2008) informuje, że wyrażenie „lata nauki” pochodzi z pamiętnika Stanisława Pigonia (s. 224). Ale wyrażenie to stało się znaczącą formułą dzięki powieści Goethego Wilhelm Meisters Lehrjahre, na pewno Pigoniowi znaną.

Andrzej Talaga („Dziennik” z 27 VIII) twierdzi, że dewizę kłam, kłam, i jeszcze raz kłam, a coś się przyczepi wymyślił Goebbels. Tymczasem – jest to powiedzenie starożytne, cytowane przez Plutarcha jako słowa Mediusa, dworzanina Aleksandra Wielkiego. Rozpowszechniło się we Francji w XVII w. 

Coraz częściej recenzenci nie umieją jasno streścić omawianej książki. Oto przykład: Juliusz Kurkiewicz („Gazeta Wyborcza” z 25 VIII) omawia książkę Widmo Aleksandra Wolfa napisaną przez rosyjskiego emigranta Gajto Gazdanowa: Bohaterem jest rosyjski emigrant we Francji, którego męczą wyrzuty sumienia z powodu zabójstwa, jakiego dopuścił się w obronie własnej w trakcie wojny domowej. Pewnego dnia do jego rąk trafia powieść, której autor opisał to samo wydarzenie sprzed lat, ale z perspektywy zabitego. Dotąd wszystko jasne. Dalej jednak czytamy: Borgesowska zagadka zostaje wprawdzie sprowadzona do poziomu realistycznego, ale Aleksander Wolf, pogrążony w życiowym odrętwieniu autor książki głoszący „fatalizm śmierci”, pozostaje mimo wszystko mrocznym sobowtórem bohatera rozdartego między „kwestiami abstrakcyjnymi a wszystkim, co dotyczy zwierzęco‑cielesnej strony życia”. Wolf musi zostać powtórnie zabity, by bohater znalazł wreszcie spokój i szczęście. Trudno z tego cokolwiek zrozumieć. Dlaczego istnienie owej powieści nazwane zostało Borgesowską zagadką? Na czym polega to, że Aleksander Wolf (jak się można domyśleć – autor owej powieści) pozostaje „mimo wszystko” sobowtórem bohatera (owego rosyjskiego emigranta)? I co znaczy to „mimo wszystko”? Ze względu na jakie przyczyny musi on zostać powtórnie zabity? (O pierwszym jego zabójstwie nie było mowy, o Wolfie wiemy tylko, że napisał powieść z perspektywy zabitego, a nie, że sam był zabity i napisał potem o tym powieść). Przez kogo został zabity? Dlaczego śmierć jego pozwala bohaterowi odnaleźć spokój i szczęście?

Janusz Kurtyka („Gazeta Wyborcza” z 1 IX) pisze, że Józef Beck po klęsce został internowany w Rumunii, skąd zamierzał przedostać się dalej na Zachód. Naciski niemieckie na władze rumuńskie spowodowały, iż stało się to niemożliwe aż do końca wojny. W rzeczywistości stałoby się to możliwe już po 25 VIII 1944 r., gdy Rumunia wypowiedziała wojnę Niemcom. Ale Beck zmarł wcześniej – 5 VI 1944 r.

W pięknym albumie Krajobrazy literackie Elżbiety Lempp znalazły się 202 fotografie współczesnych pisarzy polskich. Zamiast podpisów opatrzono je autografami tych pisarzy. Spośród nich ok. 85 nie da się odcyfrować (przeważnie są to nazwiska autorów młodych i niezbyt sławnych; starsi i sławni, a także młode panie, podpisywali się czytelnie). Ciekawe, jakie są tego powody. Nonszalancja, lenistwo, pośpiech, przekonanie, że są tak szeroko znani, że każdy twarz ich rozpozna?
 
hm 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas