poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura
Dekada Literacka 2009, nr 3 (235)

Jak już kiedyś Camera odnotowała, „narracja” stała się słowem-wytrychem.
Oto przykłady z rozmowy Eryka Mistewicza z Michałem Karnowskim („Magazyn »Dziennika«” z 11–13 IV 2009): To już nie polityka. To budowanie narracji; współczesne społeczeństwa – żyjące szybko, od opowieści do opowieści, od narracji do narracji; marketing narracyjny; zabrakło profesjonalnej narracji; kontrnarracja; jego narracja jest konsekwentną opowieścią polityka lewicy; rząd musi generować narracje zarządzające każdego ranka przestrzenią publiczną; czemu narzucane przez ludzi PO narracje są tak skuteczne?; ani lewica, ani PO, ani PiS tego dnia nie zdobyły się na dobrą narrację; jaka to była narracja?; brak własnej narracji; politycy nauczyli się docierać ze swymi narracjami do tłumów bezpośrednio.

Poznańska Oficyna Wydawnicza DRUCK namawia czytelników do zaprenumerowania dziesięciotomowej serii „Dzieje Polski – dziedzictwo narodowe”. Ma ono posiadać bezcenny walor historyczny, nieskażony propagandą komunistyczną. Istotnie, skażony nią być nie może, bo chodzi tu o reprint czterotomowych Dziejów Polski ilustrowanych Augusta Sokołowskiego i Adolfa Inlendera, wydanych w latach 1895–1901, a więc przeszło sto lat temu. Oczywiście, pod względem naukowym dzieło to już dawno się zdezaktualizowało, a ponadto sięga tylko do 1863 r. Trudno o większe oszukaństwo wobec niefachowych miłośników historii.

„Przegląd” (nr 18) w rubryce aktualnych cytatów, przytacza zdanie Jeana Cocteau z powołaniem się na „Playboya”: Dawniej kobiety piersiami karmiły niemowlęta. Dziś – producentów filmowych. Redakcja „Przeglądu” widać nie wie, że Cocteau zmarł w r. 1963.

Jeszcze kilka lat temu książki dla dzieci wyglądały tak, jakby ilustrowała je Baba Jaga i czterdziestu rozbójników – ubolewa Dorota Jarecka („Gazeta Wyborcza” z 5 V 2009). Czyżby wyrzucała na śmietnik ilustracje tak świetnych artystów, jak Olga Siemiaszkowa, Jan Marcin Szancer czy Szymon Kobyliński.

Piotr Zaremba („Europa” z 18/19 IV 2009) pisze, że Luizę Zalewską trudno wpasować w ramy prawicowej dziennikarki, choć »Wyborcza« ze swoją skłonnością do etykietkowania w tych sprawach pewnie zdołałaby to zrobić. Kolanem. Kamerzysta się pyta: jak to się etykietkuje kolanem?

Myli się Adam Michnik, gdy w dyskusji Świat nieprzedstawiony („Gazeta Wyborcza” z 9–10 maja 2009) twierdzi, że erupcja talentów w literaturze polskiej nastąpiła dopiero w połowie lat 30. Zapomniał o skamandrytach i awangardzie. Również Witkacy rozkwitł już w latach 20., a nie w 30., jak sądzi Michnik.

Przesadza Krzysztof Masłoń („Plus Minus” z 9–10 V 2009), gdy pisze, że Myśli Nowoczesnego Polaka Romana Dmowskiego stały na honorowym miejscu w bibliotece każdego polskiego inteligenta tamtej (tj. międzywojennej) doby, a właściwie inaczej, każdego światłego obywatela czującego się obywatelem. Przesadza jeszcze bardziej, gdy twierdzi, że on sprawił, że chłop stał się Polakiem. Tylko on jeden? A gdzie Stalmach, Miarka, Bojko, Stapiński, grupa „Zaranie”?

Myli się również Paweł Lisicki (w tymże numerze „Plus Minus”), gdy pisze, że decyzja Piłsudskiego o przewrocie majowym cieszyła się powszechnym poparciem ówczesnych sił politycznych, nawet komunistów. Komuniści wycofali swe poparcie dla Piłsudskiego już po kilkunastu dniach, przeciwne zamachowi były stronnictwa prawicowe. I kiedy Zgromadzenie Narodowe wybierało 31 V na prezydenta Piłsudskiego, otrzymał 292 głosów, ale jego kontrkandydat prawicowy Adolf Bniński – 193; oddano 61 głosów nieważnych. Jeśli zsumować dwie ostatnie pozycje i fakt, że część centrum, komuniści i mniejszości słowiańskie wstrzymały się od głosu – przeciwników Piłsudskiego okazuje się więcej niż jego zwolenników.

Łukasz Maciejewski w recenzji z filmu Wino truskawkowe („Kultura”, dodatek do „Dziennika” z 8 V 2009): W galicyjskiej mieścinie, do której trafia Andrzej, tanie wino truskawkowe ma smak najprawdziwszej ambrozji. Ów codzienny cud przemiany bełta w markowe wino nikogo nie dziwi. […] W barze miejscowi zapijają nieistniejące gorzkie żale, a żywi toczą spór z umarlakami. Jedynym sposobem łączącym realną beznadzieję (brak pracy, brak alternatywy dla pijaństwa, brak perspektyw) z mistycznymi marzeniami jest erotyczna natura, która w zamian za trwanie bez nadziei oferuje swoim mieszkańcom niewidzialne dla ich oczu szaleństwo.
I tak dalej, i tak dalej. Czy państwo rozumiecie? Bo ja pół na pół.

W tymże numerze „Kultury” Łukasz Drewniak pisze o krakowskim przedstawieniu Pijaków Bohomolca w reżyserii Barbary Wysockiej: Oto aktorzy Starego Teatru grają pijanych w sztuce, w której pijani próbują udawać trzeźwych, a trzeźwi upijają się ideą pijaństwa. Podejrzewam, że Wysocka chciałaby wejść jeszcze wyżej na piętra deziluzji. Pokazać nie tyle pijaków, którzy niczego nie udają, ile trzeźwych udających trzeźwość absolutną. W teatrze z pomocą takiej komedii nie da się powiedzieć: „Nie pijcie Polacy”. Bo nie da się tego powiedzieć, nawet wystawiając Pod wulkanem czy Moskwę-Pietuszki.
Czy nie można prościej, Panie Redaktorze? Czy Pan sądzi, że zwykły czytelnik potrafi i czy będzie miał ochotę zastanawiać się nad tą pojęciową ekwilibrystyką?


hm

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas