poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
WOJCIECH GRUCHAŁA
WIERSZE
Dekada Literacka 2009, nr 3 (235)


KONGO


Awaria komunikacji miejskiej
zimą to jeszcze nie jest koniec
wszystkiego choć moje życie
także wypada nagle z torów
na parę fatalnych dni

kiedy na bezużytecznym planie
ulic brakuje ścieżki do tesco
i trzeba samemu szukać przejścia
przez białe plamy na mapie które
pojawiły się gdy spadł śnieg

jakby ktoś próbował oznaczyć
nieznane lądy lwie rewiry
prowizoryczne królestwa w środku
cywilizacji Podobno w jakiejś
innej epoce były tam

zakłady przemysłowe lub bagna
ale ich drogi dawno zarosły
a miasto postawiło na swoim
zadbało o trasy dla maszyn
i swój betonowy sad

gdzie owoce powywieszano
na słupach latarni i teraz
trzeba przejść przez to wszystko na nowo
pożegnać inżynierię zieleni
zbiec pospiesznie przez miejski park

na łąki gdzie chłopcy odgrywają
te swoje zabawy i dalej
za strumień przez stare ogrody
działkowe aż po ciemne serce
gdzie znoszą znaleziony złom

bezdomni gdzie nocują śmierdzą
jedzą z drzew których nie szczepili
ktoś mówił w tramwaju że trzymają
tam zwierzęta głos drugi powiedział
trzeba ich wszystkich zabić



Czarnohora

Ironia była obca w tych stronach
(J. Wittlin)
 
Lwów Kołomyja Kosiw Dżembronia
Dalej pieszo przez huculskie wioski
pod prąd potoków aż staniemy
na linii kamieni z wiadomością
tutaj leży druga RP tu CS
Gdy przechodzimy w pobliżu domów
kobiety przerywają skrobanie
opieniek pies wpada między kury
korzystając z nieuwagi dzieci
przyglądamy się sobie nawzajem
jak atrakcji tylko staruszka patrzy
jakby już nas znała i zabrania
zaczerpnąć wody ze studni pluszcze
za nami My was jeszczjo budu rjezat!
Tamto niebo ciągle stoi w wodzie
kiedy gwiazdy plądrują ruiny
obserwatorium na szczycie Popa
Iwana Watry gasną w kolibach
i wprowadzają się do nich zmarli
W dolinach włóczą się bez śmiertelnej
sukienki ci przy których w pierwszą noc
nie było nikogo Zimowity
otwierają się na pastwiskach

Stara granica zastępuje szlak
na Howerlę wody nabierzemy
z potoku do butelek z PCV
lekkich i praktycznych u źródeł
Prutu obmyjemy czy zanurzymy ręce



Lekcja martwego języka

Zanim nauczyłem się pisać wiersze były
czarno białe zdjęcia i już stara kobieta
odmieniająca tamto słowo przez przypadki
przez osoby Ona mówi za młodu dobrze
grał na skrzypcach aż do wypadku na zakładzie
ona lubiła tańczyć do białego rana
potem wyjechała do Ameryki piła
nie wróciła na pogrzeb męża on miał wylew
jak wszyscy w tej rodzinie a tego przywieźli
z milicji w trumnie z desek zakaz otwierania
wewnątrz, krew obite ciało Teraz powtórz
Poeta mówi zmarła ciotka twój brat dziadek
wiatr unosi rody ludzkie jak zeschłe liście
żadna forma w gramatyce ciemności nie jest
tak piękna jak czas zaprzeszły Rozumiesz. Starczy



Spóźniona owacja dla H. Dąbczańskiej

Zastępy Puław ciągną przez twoje salony
przechodzą po dywanach Heleno
i zatrzymują się we drzwiach
gdy tobie stają w oczach bracia
w leśnym zwarciu idący na bagnety
Nike na moment przymyka powieki
wszystko opada i ziemia
zamyka w sobie ciało młodszego
wyniesione przez Leszka do dworu
a później on sam traci nogę
i ukrywa się jak zwierzę
Hufiec wychodzi Poeta gnany obłędem
klaszcze swoją miłość i postanawiasz
nie czekać już w Zaświeciu
na wejście rewolucyjnej armii
i narodziny nowego państwa
Magazyny mojego miasta
przyjmą transport pamiątek
bez sentymentalnej błazenady
tylko mogiła w Hucie Komorowskiej
zostanie z tobą zasługi
odmierzą ci u Helclów a książki
książki złożą na Wawelu
w trupiarni CK garnizonu

 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas