poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Kraje, których już nie ma
[Martin Pollack, „Dlaczego rozstrzelali Stanisławów”, przeł. Andrzej Kopacki, Wydawnictwo Czarne, 2009] Dekada Literacka 2009, nr 3 (235)

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Martin Pollack powiedział: Opowiadam historie z krajów, których już nie ma. Zdanie to najlepiej charakteryzuje jego nowy tom – tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich książek, jest to zbiór reportaży. Pollack oddaje w ręce czytelnika książkę składającą się z tekstów rozproszonych, pisanych i publikowanych w różnych czasopismach na przestrzeni lat, nie zaś przygotowanych do tego tomu. Ten brak spójności widać i osłabia on wymowę zbioru. Reportaże opowiadają o Austrii, Niemczech, Ukrainie, Polsce, Słowenii, Chorwacji, Bułgarii i Jugosławii. Pollack nazywa je krajami, których już nie ma z powodu przemian, jakie przeorały ludzką świadomość, przekształcając zarazem porządek ustrojowy i społeczny. A nawet jeśli politycznie państwa te nie rozpadły się, to zatriumfował w nich zupełnie nowy ład, który narzucił inny klimat, dokonał destrukcji starych wartości. Taki obraz Polski wyłania się z tekstu Nowi panowie Gdańska, który opisuje mafię: W eleganckiej restauracji przy ulicy Długiej w Gdańsku […] tuzin młodych ludzi, połyskujące złote łańcuchy, wyzywające sygnety, wszyscy w kolorowych dresach i drogich markowych adidasach. Wszyscy też z zacięciem kulturystycznym, co widać po szerokich barach, byczych karkach i potężnych muskułach. Rozmawiają, mieszając języki, polski, ukraiński, rosyjski: „jak idą geszefty?”, „kurwa twoja mać!” Pollack dostrzega tę nową rasę, nowy typ człowieka we wszystkich krajach dawnego bloku wschodniego. Jego zdaniem, to właśnie ci młodzi są prawdziwymi beneficjentami przełomu. W latach 80., gdy system chwiał się już w posadach, uciekli oni do piwnic, gdzie śmierdziało męskim potem i brylantyną, i stamtąd zaczęli narzucać rzeczywistości swoje nowe prawa. Tekst ten pochodzi z roku 1995 i dziś, w roku 2009, widać, jak stracił na aktualności. Faktycznie, rzeczywistość lat 90. skrzypiała niczym łóżko polowe używane na targu i „nowi ludzie” byli zjawiskiem często spotykanym, jednak dziś nawet mafia doszlusowała do poziomu zachodnioeuropejskiego.

Książka Pollacka, podobnie jak poprzednie: Śmierć w bunkrzeOjcobójca, łączy w sobie dwa nurty czasu i historii, pozornie wobec siebie przeciwstawne. Autor stara się bowiem ukazać ulotność form życia, ich podatność na zmiany, ale zarazem stabilność i trwałość naszych wyobrażeń, które nie zmieniają się pod wpływem najsilniejszych choćby wstrząsów (co najwyżej zostają ukryte w kręgu rodzinnym, nie dyskutuje się o nich na forum publicznym). Najwyraźniejsze zderzenie tych dwóch cech historii widoczne jest w słowach powitania, jakimi od wieków posługują się mieszkańcy Karpat („Sława Iusu Christu”) i porozrzucanych kamieniach pozostałych po wypalonych żydowskich chałupach, które zarosły teraz wysoką trawą.

Tematem Pollacka jest więc zmiana i stałość, konflikt i napięcie, jakie wytwarzają one w ludzkim życiu, dynamika i niejednoznaczność, jakie nadają historii. Część reportaży opowiada o zdarzeniach rozgrywających się w czasie II wojny światowej. W tekście tytułowym na przykład autor stara się odnaleźć przyczyny, które doprowadziły do tego, że zamordowano dwóch robotników przymusowych pracujących w austriackich gospodarstwach. Ironia historii polega na tym, że Austriacy traktowali ich dobrze, dawali lokum w domu, pozwalali nosić cywilne ubrania, zabierali do kina, a obu chłopaków zabili Rosjanie. W Obrazkowej historii analizuje garść fotografii, jakie odnalazł w antykwariacie, a które zrobione zostały na terenach okupowanej Polski przez niemieckiego żołnierza. W Niechcianych wnukach marszałka Tity szuka powodów, dla których młode pokolenie Jugosławian nie może znieść już dłużej mitu armii partyzanckiej i zaczyna dekonstruować utarte wyobrażenia o przeszłości.

Jednakże wojna w Europie nie jest dla Pollacka problemem zamkniętym. Obok reportaży odwołujących się do zjawisk z lat 40., znajdziemy tu również Baja. Uczciwi handlarze ludźmi, w którym Pollack odwiedza miejscowość przy granicy węgiersko-serbskiej, gdzie przewodnicy przemycają uciekinierów z Bośni. Autor nie opisuje tu jednak budzących współczucie muzułmańskich uchodźców, lecz tych, którzy zarabiają na „przemyśle”, jakim staje się przeprowadzanie ludzi przez zieloną granicę. Hotel w Baja doskonale prosperuje, wszystkie miejsca są w nim nieustannie zajęte, ponieważ grupują się w nim krewni oczekujący na uchodźców. Portier kontaktuje się z przemytnikami, otrzymuje więc ciągle sute napiwki za choćby najkrótszą i mglistą wiadomość. Pollack przeprowadza paralelę między wojną w  Bośni w latach 90. i zdarzeniami z czasu II wojny światowej. Odwołuje się do haseł, jakimi posługiwano się po wojnie, gdy mówiono o humanitaryzmie, konieczności pomocy, negacji obojętności, gdy powtarzano „nigdy więcej!” Teraz jednak konflikt na Bałkanach jest traktowany jako wojna regionalna, nieznacząca z perspektywy polityki wielkich państw. Siłą Pollacka jest ukazywanie właśnie tych obszarów, które uznane są za drugorzędne w europejskim porządku i nigdy nie trafiają do gazet, bo wydają się peryferyjne, niereprezentatywne dla jednoczącej się Europy, po prostu prowincjonalne.

Wszystkie teksty zebrane w tym tomie ukazują świat znikający – zniszczony przez wojnę, komunizm lub jego upadek. Te zdarzenia wyznaczają dla Pollacka kolejne przełomy w losach Europy Wschodniej – zdanie to nie jest tu tylko banalnym stwierdzeniem, gdyż autor powołuje się nie na gigantyczne mechanizmy historyczne, lecz pochyla się nad życiem niepiśmiennych chłopów z małych słoweńskich wiosek czy sztetlów na Kresach Wschodnich i w ich biografiach odnajduje wpływy wielkiej historii. Ślady te notuje jednak przede wszystkim na fotografiach i w ruinach domów, a także dokumentach statystycznych, ponieważ większość jego bohaterów – polscy Żydzi, austriaccy Cyganie – zginęli w czasie zawieruchy wojennej. W reportażu zatytułowanym Żydzi, którzy zniknęli z Prokurawy Pollack przywołuje opowieść o losach Żydów, którzy przed wojną stanowili połowę społeczeństwa nad Prutem i Czeremoszem. Po wejściu Niemców ukrywali się w polach, w czasie sianokosów Huculi w zbożu znajdowali całe rodziny swoich dotychczasowych sąsiadów. Część z nich pomagała Żydom, ale inni dokonywali na nich rzezi – nad Czarnym Czeremoszem Żydów wrzucano do strumienia i topiono.

Obok obserwacji przemian politycznych i społecznych w państwach Europy Środkowej, drugim ważnym (także osobiście) dla Pollacka problemem jest konieczność austriackiego rozliczenia się z przeszłością. Temat ten stanowi lejtmotyw jego twórczości, dokładnie te same kwestie poruszone zostały w Śmierci w bunkrzeOjcobójcy. Śmierć w bunkrze opowiadała o okolicznościach śmierci Gerharda Basta, sturmbannführera SS, prywatnie ojca pisarza. Zamordował go prawdopodobnie pasterz, który służył mu za przewodnika podczas przeprawy przez Alpy. Bast, odpowiedzialny za mordy dokonywane przez zmotoryzowane grupy SS na Kresach, próbował po wojnie uciec do Włoch, gdzie miał odebrać papiery pozwalające na podróż do Ameryki Południowej i rozpoczęcie nowego życia. Ojcobójca z kolei poświęcony jest sprawie Filipa Halsmanna, jednego z najwybitniejszych fotografów XX wieku. W młodości Halsmann był świadkiem wypadku w górach, w wyniku którego zginął jego ojciec. Syna aresztowano i przeprowadzono długi, skomplikowany proces, budzący wiele emocji w austriackim społeczeństwie lat 20. W obu tych powieściach Pollack bada nie tyle indywidualności, lecz zbiorowość, jaką stanowi właśnie austriackie społeczeństwo. Ojcobójca opowiada o narodzinach nazizmu w Austrii, Śmierć w bunkrze – o podtrzymywaniu tej ideologii po 1945 roku. Pollack, syn zbrodniarza wojennego i wnuk nazistowskiego prawnika działającego w ramach procesu aryzacji mienia żydowskiego, czuje się podwójnie odpowiedzialny za rozliczenie z tą ideologią. Urodzony w 1944 roku, dorastał w środowisku do głębi przeżartym poczuciem krzywdy i klęski, co opisuje tu w tekście Niesamowita normalność. Mieszkańcy Amstetten, małej osady w Dolej Austrii, czuli się ofiarami wojny, przedstawiali siebie jako przegranych i ukaranych. Nie wierzyli w jakiekolwiek ofiary wojny, Żydów nazywali „rzekomymi ofiarami”, które po 1945 roku z „rzekomych prześladowań”, będących tak naprawdę czystym wymysłem, potrafili jeszcze wyciągnąć korzyść. Mówiono o bombardowaniu Drezna, wypędzeniach Niemców ze Wschodu, zakazie wykonywania zawodu po wojnie, konieczności administracyjnego oczyszczania nazwiska, aresztowaniu nazistów i pobycie w więzieniach. Rozbudowywano sferę mitologii, idealizowano śmierć Ernsta Kaltenbrunnera, który nawet na szubienicy potrafił dać dumną odprawę katom. Pollack wspomina, że w dzieciństwie nie znał znaczenia słowa nazista, lecz oczywisty był dla niego fakt, że nazistami jest cała rodzina, a więc i on sam. Równocześnie jednak widzi swoją rodzinę jako ludzi dobrych, darzących się nawzajem miłością, wychowujących troskliwie dzieci; ze wzruszeniem opisuje polowania i wycieczki górskie, na jakie zabierał go dziadek. Zadaje pytanie: Czy byłem wyjątkiem? Czy też takie było doświadczenie większości ludzi, którzy dojrzewali w latach 50. i 60. w Austrii i Niemczech? Odpowiedź przynoszą dokumenty, których fragmenty cytuje – sprawozdania sporządzone w latach 50. i 60. dla urzędów austriackich, a dotyczące wydarzeń z lat 1945–1956. Wyłania się z nich obraz rasistowskiego społeczeństwa austriackiego. W Sprawie Cyganów I czytamy między innymi: W 1955 roku udało się usunąć z Goberling dwie ostatnie rodziny cygańskie. Organ gminy wzgl. wspólnota urbarialna kupiły domostwa tych Cyganów i nakazały je zlikwidować. W gminie Goberling, w której uprzednio miało miejsce dość znaczące osadnictwo cygańskie, od tej pory takie nie występuje. Tylko daty świadczyć mogą o tym, że opisywane wydarzenia miały miejsce już po wojnie – postawa niechęci wobec obcych, traktowanie Cyganów jako niechcianych przybyszów, w kategoriach problemu do rozwiązania – widoczna w tych zapiskach – utrzymała się, przetrwała wojnę i na tyle była popularna w austriackim społeczeństwie, że nikt nie ukrywał jej w oficjalnych dokumentach.

Również w najstarszym reportażu z tego tomu Pollack opisuje tolerancję Austriaków wobec nazistów. Tekst Ścigający i ścigany. Dalsze życie numeru SS 107136 pochodzi z 1982 roku i opowiada o poszukiwaniu nazistowskiego zbrodniarza Rolfa Heinza Hoppnera przez polskiego Żyda Juliana Leszczyńskiego. Hoppner był szefem SD w Kraju Warty, został szybko powołany do Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Z dokumentów zebranych przez Leszczyńskiego wynika, że jeszcze przed konferencją w Wannsee, Hoppner zaproponował „rozwiązanie kwestii żydowskiej”, jakie później stosowano na wszystkich terenach podbitych przez III Rzeszę. Po wojnie nikt jednak nie zainteresował się tą postacią, pomimo wielu starań Leszczyńskiego, który stracił w czasie wojny całą rodzinę, a sam ukrywał się po aryjskiej stronie, dzięki temu, że nie miał semickich rysów. W 1945 roku wraz z Zofią Nałkowską pracował jako prokurator w komisji badającej zbrodnie hitlerowskie. Były esesman spotkał się z Pollackiem ze względu na jego ojca. Czy czuł się bezpieczny w czasie tej rozmowy? Po wojnie Hoppner odsiedział 10 lat w polskim więzieniu, wrócił do Niemiec i przez resztę życia pracował jako prawnik. Nie rozumie przyczyn nienawiści Leszczyńskiego, jego pragnienia, by ponownie postawić go przed sądem.

Swoją recenzję z tego tomu reportaży Paweł Smoleński w „Gazecie Wyborczej” zatytułował Reportera kuferek z pamiątkami, uznał też książkę za ważną i wybitną. Owszem, jest to książka ważna, ale z pewnością nie wybitna – nie dorównuje ani Śmierci w bunkrze, ani Ojcobójcy. Być może Pollack przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu swojej pisarskiej roboty, rozpieścił balansowaniem na pograniczu literatury i reportażu, byśmy teraz mogli przyjąć z zadowoleniem ten mały zbiorek. Widać w nim materiał na wiele fascynujących historii, widać bystre spostrzeżenia i świetne chwyty narracyjne, ale pozostaje jednak pewien niedosyt – związany chyba z powierzchownością tych tekstów, ich wymieszaniem tematycznym. Większość reportaży wydaje się również za krótka: zanim czytelnik zagłębi się w opowiadaną historię, ona już się kończy (na dwustustronicowy zbiór składają się dwadzieścia cztery teksty). Ponadto brak tu detalu, koncentracji na szczególe, psychologii postaci. Autor jedynie porusza pewne zagadnienia, nie analizuje ich dogłębnie.

Sądzić można, że to wydawca zaproponował autorowi wydanie takiego tomu, by podtrzymać obecność nazwiska na rynku. Nie było to jednak posunięcie dobre, bo na tych prasowych tekstach czas odcisnął swój ślad, część z nich straciła aktualność, inne stanowiły jedynie zapis momentu, nie miały wartości uniwersalnej. Zamiast umocnić miejsce pisarza w literackim rankingu, książka ta osłabiła jego pozycję. Szkoda.


Paulina Małochleb

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas