poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ WIERUSZ WALKNOWSKI
Piekło to my...
[Jonathan Littell, „Łaskawe”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008] Dekada Literacka 2009, nr 3 (235)

Monumentalna, przeszło tysiącstronnicowa książka Łaskawe autorstwa Jonathana Littella pojawiła się na europejskiej scenie literackiej, budząc zainteresowanie i skrajnie odmienne emocje. Jedni szybko uznali je za współczesne arcydzieło, pierwszą dwudziestopierwszowieczną epopeję, co miała potwierdzać szybko przyznana autorowi nagroda Goncourtów. Inni z kolei odsądzali piszącego po francusku Amerykanina, jak i jego dzieło, od czci i wiary. Pojawiły się wręcz wezwania do bojkotu książki, a ekscentryczne zachowanie autora podczas spotkań promocyjnych dostarczało argumentów zarówno jego apologetom, jak i przeciwnikom. Z pewnością Łaskawe stały się już zjawiskiem zasługującym na uwagę, zarówno ze względu na własną treść, jak i zróżnicowane sposoby jej odbioru.

Sama książka jest interesująca, bardzo sprawnie napisana i pomimo przytłaczającej objętości czyta ją się nadspodziewanie dobrze. Wyraźnie zarysowana postać głównego bohatera Maxa Aue – wrażliwego erudyty, homoseksualisty i funkcjonariusza hitlerowskiej wewnętrznej policji SD – przykuwa uwagę czytelnika, a odpowiednio dawkowane niedopowiedzenia sprawiły, że choć dobrze znam przebieg opisywanych wydarzeń, to z zainteresowaniem śledziłem akcję książki. Przyznający się do freudowskich inspiracji Littell rozpina nić narracji pomiędzy Erosem i Thanatosem. Centralnymi punktami opowieści staną się więc opisy seksualnych fascynacji i porażek Maxa Aue, jak i jego uczestnictwo w masowych mordach na wschodnim froncie ii wojny światowej. Te dwie płaszczyzny opowieści i fikcyjnej biografii nakładają się na siebie i splatają, tworząc, jeśli nie zupełnie harmonijną, to zgodną z pewnymi założeniami teoretycznymi całość.

Oczywiście wśród podchodów wobec czytelnika zdaje się, że czasami autorowi nie wystarcza umiejętności, by wybrnąć z pewnych konsekwencji własnych działań. Na przykład wzbudzając najpierw w czytelniku sympatię dla Auego, nieco topornie stara się autor przypominać, że jest on jednak mordercą. Miejscami narracja wydaje się nieco przyciężkawa, szczególnie jeśli chodzi o opisy marzeń sennych, które zdają się być cokolwiek rozwlekłe. Fascynacja autora tak modnymi współcześnie próbami tłumaczenia ideologii totalitarnych pojęciami z zakresu psychoanalizy z pewnością wiele wyjaśnia, ale chyba nie usprawiedliwia aż tak rozbudowanych opisów.

Łatwo jednak krytykować pewne niedociągnięcia, trudniej byłoby poradzić sobie z ubraniem w formę materiału historycznego, który ma tak epicki rozmach jak ten, wokół którego toczy się akcja Łaskawych. Opowieść o życiu Maxa Aue to historia największych niemieckich kampanii czasów ii wojny światowej spleciona z próbami panoramicznego, statycznego uchwycenia kluczowych momentów niemieckiej okupacji Europy i rozwoju ruchu nazistowskiego. Narracja sprawia tu wrażenie szybko prowadzonego filmu, w który montażysta wstawił kilka dłuższych, nieruchomych kadrów, co jednak nie dzieje się ze szkodą dla struktury opowieści. Co innego jednak „epicki” materiał historyczny (Kristallnacht, Stalingrad, walki o Kaukaz), a co innego sama powieść… Myślę, że ta książka nie przetrwa próby czasu, jako „pierwsza epopeja XXI wieku”, może kiedyś stanowić jedynie ciekawy przyczynek w rozważaniach o sposobie myślenia Europejczyków u progu tego stulecia. Co nie zmienia tego, że czyta się Littella doskonale. Za Danielem Mendelsohnem, recenzentem New York Review of Books, chciałbym powiedzieć, że to interesująca pozycja i zasługuje na poważne potraktowanie. Tylko tyle i aż tyle.

Ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami dzieło Littella pozostaje pozycją wyjątkową i nie należy rezygnować z jej lektury, jak doradzają nam to niektórzy recenzenci. W polskiej debacie nad Łaskawymi często stawia się Littellowi zarzut epatowania seksualnym zboczeniem, propagowania pornografii, obrzydliwości itd. Byłoby to po prostu śmieszne, gdyby nie stanowiło smutnego dowodu naszej prowincjonalności. Chcąc uczestniczyć we współczesnej kulturze europejskiej, nie można dobrowolnie rezygnować z tak ważnych dla niej obszarów znaczeniowych, jak ludzka fizyczność i seksualność. Należałoby wtedy odrzucić nie tylko Littella, ale i Houellebecqa, Coetzee’go oraz wielu innych, w tym właściwie wszystkich pisarzy amerykańskich.

Kolejny raz rozważania nad niesmacznością i pornograficznym rzekomo charakterem dzieła, czy to plastycznego, czy też literackiego, gotowe są nam przesłonić spokojny namysł nad treścią. Tak się jakoś składa, że w przypadku wielu znanych książek ostatniej dekady – by wspomnieć chociażby Sąsiadów Grossa czy Kinderszenen Rymkiewicza – zdecydowanie zbyt wiele osób odmawia lektury tych pozycji, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do wypowiedzi na ich temat.

Sam zabieg polegający na uczynieniu z esesmana głównego bohatera powieści należy widzieć z perspektywy kultu jakim kultura zachodnia – nie tylko amerykańska i nie tylko współczesna – otacza postacie psychopatycznych morderców, od Gillesa de Rais i Adama Trędowatego, aż po Teda Bundy’ego i nastolatków z Columbine. Książka Littella wydaje się być tworzona także jako anatomia indywidualnej, choć seryjnej zbrodni. Mordercy zaludniają wyobraźnię uczestnika kultury zachodniej. W końcu, po dobrowolnej amputacji edukacji klasycznej, jaką sama na sobie nasza cywilizacja przeprowadziła, najbardziej rozpoznawalnym spośród rzymskich cesarzy jest Neron. Nie podejmuję się wyjaśnienia tej fascynacji obecnej zarówno w kulturze wysokiej, jak i popularnej. Na jej ogromną siłę wskazuje wszechobecność tego motywu we współczesnej kulturze, nie tylko zachodniej zresztą. Łaskawe powinny być widziane także w tym świetle, jako próba odpowiedzi na pytanie o morderstwo, najbardziej niepokojącą kwestię ludzkiego świata w ogóle. Moje obawy dotyczyły jedynie reakcji na tę książkę czytelnika, który – a przecież wciąż wiele wśród nas takich osób – sam przeżył opisywane wydarzenia, będąc najczęściej ich bezbronną ofiarą. Czy takie skupienie się na osobie oprawcy i ryzykowna gra z ambiwalencją uczuć wobec niego nie przysporzą im cierpienia? Te wątpliwości rozproszyła jednak entuzjastyczne reakcje osób z mojego otoczenia, rodziny i nauczycieli, którzy sami wojnę przeżyli. Jeśli autorowi udało się zaciekawić tych ludzi, sprawić, by pomimo swoich dramatycznych przeżyć cieszyli się lekturą tej książki, to wydaje się to tylko potwierdzać mistrzostwo jego warsztatu.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt pisarstwa Littella, który dla mnie – antropologa pracującego w Afryce – wydaje się szczególnie ważny (w tę stronę, jak się wydaje, zmierzał Stefan Chwin w rozmowie na temat Łaskawych opublikowanej przez „Tygodnik Powszechny”). Otóż jest to książka na wskroś współczesna, bowiem materiału do opisu biurokratycznych procedur Zagłady dostarczyła Littellowi, według wszelkiego prawdopodobieństwa, jego praca w organizacjach humanitarnych. W gruncie rzeczy Littell jest pisarzem współczesnym, właściwie może nawet reportażystą, co udowadnia w opublikowanym niedawno w „Przeglądzie Politycznym” szkicu o wojnie w Gruzji. Kto raz widział (szczególnie na obszarach pozaeuropejskich) foucaultiańskie zabiegi szeregowania ludzi i ich potrzeb w imię nadrzędnej racjonalności to już nigdy nie przekroczy bramy muzeum w Auschwitz z równie spokojnym sumieniem. Littell dobrze wie, w jaki sposób funkcjonują wspomniane wyżej organizacje. Oto dzisiejsza banalność zła wyraża się też w zagmatwanej, splątanej narracji, która momentami zdaje się tonąć w nadmiarze urzędowej i wojskowej terminologii. Śmierć z głodu. Powoli ślepnące dzieci przykute do swoich warsztatów pracy. Śmiertelna choroba rozlewająca się po najuboższym z kontynentów. Wszystko to odbywa się przecież wobec milionów kart papieru zapisanych uchwałami, dyrektywami, zaleceniami wyrażającymi oburzenie, poparcie, chęć pomocy. Po powrocie z piekła Littell podstawia nam pod nos lustro z norymberskiego kryształu. Co odpowiecie, kiedy spytają was o to wszystko dzieci i wnuki? Być może to jest ukryta odpowiedź na współczesne fascynacje zachodniej kultury. „Uważajcie”, zdaje się powtarzać za Hannah Arendt Littell, „to, co potworne, jest często nudne i zwyczajne”.

Łaskawym Littella udało się wzbudzić niepokój i zainteresowanie. Być może dlatego, że świat, który opisuje – w przeciwieństwie do tylu powieści współczesnych – jest naszym, ludzkim światem, a nie produktem strategii reklamowych.


*
Do księgarń trafiło właśnie polskie tłumaczenie nowej książki Littella Suche i wilgotne, wydane w zeszłym roku przez Gallimarda. Autor w tym obszernym eseju analizuje język wojennych opowieści dowódcy walońskiego oddziału Waffen SS Leona Degrella, starając się pokazać mechanizm budowy nowoczesnego mitu. Ta niewielka – w porównaniu z opasłym tomem Łaskawych – książeczka stanowi świetne uzupełnienie lektury powieści i pozwala lepiej zrozumieć intencje autora. Zachęcam do sięgnięcia także i po tę książkę.



Tomasz Wierusz Walknowski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas