poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA POCHŁÓDKA
Miasto – nocą
[Krystyna Kulesza, „W mroku dnia”, Wydawnictwo Razz, Warszawa 2003] Dekada Literacka 2009, nr 3 (235)

Młoda, atrakcyjna (a jakże) pani doktor, Łucja Grab, pracuje w renomowanym krakowskim szpitalu jako chirurg. Spełnia się zawodowo, ceniona przez kolegów i pacjentów, lecz życie wiedzie samotne i odosobnione: do kina sama, na obiad sama, rowerem po wioskach też sama, jedynie w domu z kotem. Kiedy jednak na horyzoncie pojawiają się mężczyźni, w życiu Łucji następują zmiany. Rzutki kolega po fachu, nowo zatrudniony w szpitalu chirurg ortodonta imieniem Karol, proponuje wspólne wypady rowerowe po podmiejskich wertepach. Natomiast świeżo poznany właściciel firmy budowlanej remontującej sąsiednie studio – Jan – zaprasza Łucję na egzotyczne potrawy kuchni tajskiej. Bynajmniej nieprzytłoczona testosteronową klęską urodzaju, Łucja rozkwita; podczas rowerowych eskapad z Karolem spala kalorie spożyte z Janem, do kina zaś chodzi z oboma panami naprzemiennie. Jednak jako że w trójkącie się nie godzi, niebawem Łucja wybiera jednego z mężczyzn i wiąże się z Karolem. Choć najwyraźniej tajska kuchnia była dla niej za pikantna, bohaterka utrzymuje z Janem przyjazne relacje i nawet nadal oglądają razem filmy.

Wkrótce jednak pogodna atmosfera ulega zakłóceniu. Wokół Łucji zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Sympatyczna sąsiadka, która dokarmiała – zaniedbywanego ostatnio – kota, rozpływa się w powietrzu. W szpitalu pani doktor jest nieprzyjemnie nagabywana przez natarczywego pacjenta. Napięcie się pogłębia, gdy kobieta ma – wprawdzie niegroźny – wypadek na rowerze: wygląda na to, że ktoś uszkodził jej łańcuch. Podobnych wydarzeń jest więcej i w rezultacie Łucja stopniowo daje się opanować poczuciu zagrożenia oraz niepewności. Słabo sypia, mało jada, jest drażliwa i niespokojna, za to kompulsywnie sprząta. W jej relacje z Karolem wkrada się nieufność. Kobieta uzmysławia sobie, że właściwie nic nie wie o żadnym ze swoich nowych, bliskich przecież znajomych. Karol jest ortodontą, to prawda, ale czy rzeczywiście jego narzeczona zmarła na udar? Czy Karol umiałby – i przede wszystkim byłby w stanie – wywołać udar farmakologicznie? Czy Jan, z którym tak miło ogląda się klasykę kina, rzeczywiście jest rozwiedziony i ma ciotkę w Bieszczadach? Bohaterka ze wszystkich sił stara się zachować trzeźwość umysłu i nie popaść w paranoję. Udaje się nawet do odpowiedniego lekarza. Pilnie zapamiętuje wszystkie przypadki, kiedy Karol albo Jan bezsprzecznie mówili prawdę, i szuka w internecie potwierdzenia własnych informacji na temat znajomych. Lecz kiedy jej kot również znika, zaufanie pęka nieodwołalnie. Na domiar złego niewyjaśnione incydenty mają coraz bardziej złowieszczy i drastyczny charakter – Łucja znajduje głowę kota na wycieraczce…

Krystyna Kulesza podjęła próbę spolonizowania hybrydy gatunkowej, tak udatnie uprawianej w literaturze anglojęzycznej m.in. przez Norę Roberts czy Hilary Norman: thrillera z wątkiem obyczajowym lub też romansu z dreszczykiem (określenie jest tu uzależnione od tego, jak rozkładają się akcenty wewnątrztekstowe, a także czytelnicze interpretacje). Trzeba powiedzieć, że próbę wolno uznać za sukces. Kulesza wprowadza dobrze dobranych bohaterów. Protagonistka ma prestiżowy zawód, a jednocześnie – przez swoje trwałe osamotnienie – staje się czytelnikom bliska. Jej tekstowi partnerzy są atrakcyjni zarówno dla niej samej, jak i dla odbiorców książki, a przy tym nieco tajemniczy. Autorka prowadzi czytelników do – umiarkowanie zaskakującego – finału przez solidne fabularne meandry. Poczucie zagrożenia jest dawkowane umiejętnie, dzięki czemu można samodzielnie zadecydować, czy Łucja jest obiektem prześladowania, czy ofiarą paranoi i instynktu samozagłady. Nastrojowi zaniepokojenia sprzyja konsekwentne zastosowanie czasu teraźniejszego oraz ekspresywnej składni: Łucja wstaje z łóżka, czując chłód. Ze zdziwieniem zauważa uchylone okno – jest przekonana, że zamknęła je przed pójściem spać. Sięga po szlafrok i  – nagle! Pod nim leżą klucze! Przecież pamięta, wyraźnie pamięta, że schowała je do torebki po powrocie do domu. Łucja bierze klucze do ręki.
 – Co to? – Powierzchnia metalu jest śliska i pokryta rdzawymi plamami. Łucja czuje w ustach metaliczny posmak, choć dotknęła kluczy tylko dłonią. Kulesza prawie do samego końca nie rozstrzyga, kto tu jest psychotyczny, pozwala jednak obserwować coraz gorszy stan bohaterki, sprokurowany przez mniej lub bardziej krwawe epizody. Przez całą zresztą książkę przepływa nurt fizjologicznych fluidów.

Bardzo ważne jest to, że autorka nie przesadza z liczbą bohaterów. Dzięki jej zredukowaniu powieść zyskuje bowiem na klarowności i w pewnym sensie nabiera znamion studium. Jednocześnie ograniczenie liczby bohaterów i sprowadzenie ich do kilku typów buduje opozycję jednostki wobec miasta, pogłębiając wrażenie osamotnienia głównej bohaterki i dając efekt alienacji, o co przecież chodzi w tym wariancie powieści popularnej. Jednostka wśród obcych – oto warunek konieczny (choć niewystarczający) thrillera. (Sądzę zresztą, że to właśnie może być jedną z przyczyn stosunkowego niedoinwestowania thrillerów w literaturze polskiej: silne i trwałe więzi między ludźmi. Pod tym względem zresztą – w płaszczyźnie realistycznej obserwacji – powieść Kuleszy szwankuje i wypada najsłabiej). Thriller jako gatunek czy odmiana gatunkowa stanowi więc odpowiedź na szczególną sytuację życia w mieście, jest zapisem tego doświadczenia w postaci wyjaskrawionej i krańcowo ujętej. W mroku dnia przynosi więc tym samym ciekawą modyfikację literackiego wizerunku Krakowa – w tej powieści miasto jawi się jako posępna metropolia, przestrzeń stwarzająca zagrożenie i nacechowana niepokojącymi przebłyskami horrendum, niemająca nic wspólnego z rześkim deszczykiem na Brackiej wśród stylowych zabytków. Warto zauważyć na marginesie, że istnienie tego rodzaju połączeń odmian gatunkowych – np. jak tutaj, powieści obyczajowej z dreszczowcem – wykazuje, że literatura popularna nie jest „literaturą gatunków” w rozumieniu występowania jasnych i jednoznacznych podziałów między poszczególnymi odmianami. Wręcz przeciwnie, stopienie różnych modeli nie tylko zachodzi, lecz także może przynieść interesujące efekty.

W mroku dnia oferuje trzymającą w napięciu lekturę i zajmujące połączenie romansu z thrillerem. To czytelnicy jednak muszą zdecydować, czy taki model sprawdza się w polskiej scenerii.



Anna Pochłódka

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas