poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JAROSŁAW URBANIUK
Demokracja, godność i koryto
[Teresa Torańska, „Będziemy”, Świat Książki, Warszawa 2009] Dekada Literacka 2009, nr 3 (235)

Teresa Torańska po raz kolejny dowodzi swej nieprzemijającej klasy. Choć zdanie to brzmi jak żywcem wyjęte z reklamy nowej płyty Maryli Rodowicz, to czasem po prostu tak bywa, gdy autor dostarcza czegoś wyjątkowego: tekst, który rzuca nowe, czasem wręcz niespodziewane, światło na obraz rzeczywistości ukształtowanej w naszych czaszkach. Torańska w kolejnych zbiorach wywiadów pokazała dotąd między innymi: twarz stalinistów w trzydzieści lat po upadku ich ideałów (Oni), prominentów komunizmu czasów Gierka i Jaruzelskiego (Byli), przewrotny obraz opozycji antykomunistycznej (My), portret emigrantów marcowych (Jesteśmy. Rozstania 68) czy zapis pokręconych ludzkich losów (Są. Rozmowy o dobrych uczuciach). Kiedy spojrzy się na dobór rozmówców dokonywany przez autorkę Onych (już chyba zawsze będę tak na nią patrzył), widać, że przez lata wybierała tych, którzy w ten czy inny sposób współistnieli w „wielkich wydarzeniach”, jako ich współkreatorzy czy też osoby poddane ich skutkom. Tym razem Torańska dokonuje zwrotu. I to radykalnego. Sięga do osób istotnych, lecz stojących zdecydowanie nie w pierwszym szeregu polskiej polityki, stanowiących raczej jej zaplecze. Nowy zbiór wywiadów Torańskiej zatytułowany Będziemy pokazuje młodą twarz polskich partii politycznych – liderów i działaczy młodzieżówek partii zasiadających w parlamencie oraz tych, które nie znalazły w nim miejsca.

Torańska wyraźnie musi przebijać się przez mur niepewności (częściej) i czołobitnego szacunku dla wielkości osoby przeprowadzającej wywiad (zdecydowanie rzadziej). Ogólniki, banały, komunały o demokracji i współpracy „dla dobra” – to początek właściwie każdego z wywiadów, poza być może początkiem rozmowy z szefem młodzieżówki anarchistycznej powiązanej w mniej lub bardziej usankcjonowany sposób (o ile można tak mówić w odniesieniu do anarchistów) z jednym z ruchów społeczeństwa alternatywnego. On jako jedyny od samego początku rozmowy zasypuje autorkę wywiadu obelgami, by pod koniec stwierdzić z rozbrajającą szczerością, że za fascynacją hasłami „no future” i „alternatywna kultura” dokładnie nic się nie kryje. Już sam fakt, że jest młody, w pewnym stopniu wyróżnia go spośród przedstawicieli młodzieżówek partii, z których większość przekroczyła już trzydziestkę i może pochwalić się własną, zupełnie prywatną dziatwą (co zresztą jest szczególnie częste wśród młodzieżówek partii uznawanych za konserwatywne). Odnoszę jednak wrażenie, że popełniam błąd, cały czas przywołując, choć ogólnikowo, poglądy polityczne rozmówców Torańskiej. W rzeczywistości nie mają oni żadnych poglądów, a ich wypowiedzi są kopiami, niejednokrotnie zaś dokładnymi kalkami haseł i ideologizowanych opisów Polski dostępnych na stronach internetowych partii lub w ich ulotkach wyborczych. Zdarzają się w sytuacji „przyłapania” delikwenta na ogólniku te nieliczne chwile, w których w Torańskiej budzi się dawna agresywna autorka. Tym razem przede wszystkim pozwala mówić swoim rozmówcom. Kilkakrotnie niewinnie prosi o powtórzenie wypowiedzi, ale własnymi słowami, a później słucha kulawego tłumaczenia „języka europejskiego na polski”, często nie komentuje, pozostawiając czytelnikowi ocenę postaci, z którą przyszło się jej spotkać. Ci dojrzewający już w wolnej Polsce ludzie nie mają bowiem nic do powiedzenia, polityka nie jest dla nich realizacją własnej, czy raczej uznanej za własną wizji, lecz – ma się takie wrażenie – wartością samą w sobie, swoistym występem przed kamerami i w świetle reflektorów.

Wizja kariery młodego polityka wyłaniająca się z wypowiedzi szefów młodzieżówek partyjnych może być zbliżona do „amerykańskiego snu”, czyli nagłej drogi od pucybuta do milionera, ale i losu mrówki z bajki La Fontaine’a. W tym pierwszym przypadku działacz zostaje szybko zauważony przez szefostwo regionu czy dokładnie, daj Boże!, centrali. W drugim przypadku ciężka praca prowadzi także do jednego celu – bycia zauważonym przez instytucje wyższe. Właśnie w tym wczesnym okresie życia partyjnego młody działacz dowiaduje się o sile mediów. W końcu kierownictwo, średnio zainteresowane śledzeniem życia politycznego na niskim szczeblu, musi skądś dowiadywać się, że ten czy ów jest szczególnie aktywny w terenie i można by go było wyciągnąć, oczywiście również po to, by polityk-senior mógł ukazać się w roli dobrego wujka wspierającego młode polityczne talenty. Młodzi szczególnie ożywiają się, kiedy opisują swoje kontakty z mediami, występy w telewizji i, jeszcze nieliczne, wywiady.

Przeraża unifikacja pojęć używanych przez młodych polityków (choć może raczej powinienem napisać – politykierów?). Szermują oni ciągle tymi samymi wyrazami: demokracja, wolność, godność, wrażliwość społeczna… Nie do końca wiadomo, co przez nie rozumieją, bo ich język to jakaś przerażająca nowomowa, nowotwór językowy stanowiący spotworniałą wersję języka starszego pokolenia polityków. Młodzi i rządni kariery nawet mówić starają się w taki sposób, aby ukontentować to starsze pokolenie, od którego, jak wiadomo, zależy awans w hierarchii partyjnej.
Klisze językowe przeplatają się z kliszami światopoglądowymi. Widać wyraźnie, że potrafią oni dostrzec w Torańskiej jedynie przyjazną im panią redaktor lub zakamieniałego wroga, prawdopodobnie napuszczonego przez wrogie siły, w celu skompromitowania ich lub ich partii. Z rozmówców Torańskiej wychodzi głęboka nieumiejętność postrzegania świata poza podstawowymi wariantami „swój-sojusznik” i „obcy-wróg”. Tylko „swój” może mieć rację, „obcy” nigdy. Choćby mówił prawdy oczywiste jak słońce.

Równie wyraźnie widać jednotorowość życia działaczy młodzieżówek. Szkoła, studia, działalność partii, nawet przeżycia pokoleniowe (upadek komunizmu – swoją drogą mieli wtedy po kilkanaście lat – śmierć Jana Pawła II, 11 września 2001) opisują w zbliżony sposób, cenią sobie Jurka Owsiaka oraz bojowników o niepodległość i wolność. Przeważnie studiowali marketing, prawo lub ekonomię.

Czują się elitą. Czują, że nikogo innego nie ma, że jeśli góra partii nie dopuści przynajmniej niektórych z nich do władzy, to prędzej czy później młodzi zmiotą paru zmęczonych życiem staruszków. Jeśli nie oni, to watażkowie ludowi, tajne służby lub ciemne demony polskiej ksenofobii. W ustach rozmówców Torańskiej dopuszczenie „do władzy” brzmi zupełnie jak dopuszczenie „do koryta”.

A Torańska słucha, chyba już trochę zmęczona przepytywaniem zbrodniarzy i bohaterów, teraz pyta tych, którzy przyszli, gdy „historyczna walka o wolność” się zakończyła. Działacze młodzieżówek są tymi, którzy wyrośli na glebie polskich „przemian roku 1989”. To oni są kolejnym pokoleniem w polskiej polityce. Torańska zadaje coraz mniej pytań. Jest zawodowcem. Wie, że jedyne, co udałoby się jej pokazać, to ustawiczna ucieczka tych młodych ludzi przed sensem, jakimkolwiek własnym zdaniem i czymkolwiek, co posiada pozory prawdziwego zaangażowania. Torańska ukazała to w sposób zimny, dosłowny i wyraźny. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby to, co zobaczyła, odebrało jej chęć do zadawania dalszych pytań. Ale o tym, że tak wygląda „pierwsze pokolenie dojrzewające w wolnej Polsce”, wiedzieli wszyscy. Pozostaje jedynie pytanie – skąd wzorce tych zachowań? O to Torańska nie zapytała. Ale poczekajmy – przecież będzie pytać ludzi jeszcze nie raz.



Jarosław Urbaniuk

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas