poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PIOTR SOBOLCZYK
Społeczne funkcje komunikacyjnej nudy
Dekada Literacka 2008, nr 4 (230)
Jarosław Lipszyc
Mnemotechniki
Wydawnictwo Krytyki Politycznej 
Warszawa 2008

Kiedy przygotowywałem do druku esej Na awangardowym marginesie („Tygiel Kultury” 2008, nr 1-3) o poezji awangardowej po 2000 roku, tomik Mnemotechniki Jarosława Lipszyca nie był jeszcze wydany, choć funkcjonował w internecie – a szkicowany obraz interesująco by dopełnił. Przypomniałem też w rzeczonym eseju jednym zdaniem krakowskiego poetę Adama Michajłówa. Michajłów przychodzi mi na myśl także w związku z książką Lipszyca. Ten zapomniany poeta wydał w 1991 r. swój jedyny tomik 9+18+9, dobrze przyjęty – m.in. przez Stanisława Balbusa, Wisławę Szymborską, Bronisława Maja, Krzysztofa Koehlera (który określił go mianem pochówku literatury). Był to jeden z bardziej awangardowych głosów pokolenia „bruLionu”, w rozumieniu awangardy modernistycznej, odsyłający do Przybosia, Karpowicza, Bieńkowskiego („bruLion” dążył raczej ku awangardzie postmodernistycznej, kształtowanej na wzorcach amerykańskich). W cyklu hasła poeta posłużył się techniką poetyckich ready-mades i przepisał kilka haseł ze Słownika wyrazów obcych, zaznaczając podział na wersy, ale techniką polonistycznego cytowania, a więc tworząc quasi-wiersze, „sugestie wierszy”. Na przykład:

polityka  /  (sztuka)  /  rządzenia państwem  
zręczne 
konsekwentne  /  postępowanie jednostki  /   
lub
grupy  /  dla osiągnięcia określonego celu  
daw-
niej:  /  dobre wychowanie  /  etykieta  
uprzej-
mość

Po czym następował przypis do cytowanej strony w słowniku. 

Ponad 15 lat później Jarosław Lipszyc zajął się „remixowaniem” Wikipedii, encyklopedii internetowej redagowanej przez nieznanych najczęściej użytkowników (hasła nie są podpisywane), być może specjalistów, a często nie (co widać, gdy czyta się hasła z dziedziny, w której jest się specjalistą). Technikę poetycką można określać słowami, których już użyłem: „reday-mades”, „remixowanie”, ale można też dorzucić „sampling / samplowanie”, „remasterowanie” itd. Porównanie z Michajłówem już nasuwa refleksję o przemianie kulturowej, jaka zaszła wraz z wprowadzeniem internetu: demokratyzacja czy, jak kto woli, pauperyzacja lub egalitaryzacja autorytetów. (Michajłów – chyba w celach ironicznych – zaznaczył, że cytuje słownik pod red. doc. Dr. Jana Tokarskiego). Przy czym Lipszyc stosuje „tradycyjny” podział na wersy. Pierwszy oczywisty wniosek, jaki się przy obu tych (i innych tego rodzaju, jak np. u Katalończyka Joana Brossy) projektach nasuwa, brzmi: chodzi o testowanie i wyznaczanie lub redefinicję granic tego, co „poetyckie” (resp. artystyczne), czym jest „poezja”, jaki udział w wytwarzaniu „efektu poetyckości” ma stosowanie tak w gruncie rzeczy prymitywnego chwytu, jak podział na wersy i nieco nowocześniejsza przerzutnia stosowana w celu wywołania zaskoczenia. Jak zadziała zmiana kontekstu. Jest to postawienie spraw w duchu „klasycznych” ready-mades Marcela Duchampa. 

Tomik Lipszyca mnie nudzi. Tomik Lipszyca mnie także pobudza. Spójrzmy dla przykładu na utwór, wiersz, Pierre Olimpijczyk: Pierre Clostermann ur. 28 lutego 1921 francuski as w turnieju / uczestniczą reprezentacje narodowe, nominowane przez narodowe związki / organizowany przez Międzynarodową Federację w cyklu dwuletnim / od 1927 roku urodził się / 28 lutego 1921 roku w Kurytybie w Brazylii jako syn dyplomaty francuskiego zafascynowany w wieku 16 lat ukończył kurs / regulamin przewidywał rozgrywki na czterech szachownicach w systemie kołowym każda drużyna z każdą drużyny mogły mieć / zawodnika rezerwowego / wszystkie zrzeszone po klęsce Francji / przedostał się do Wielkiej Brytanii gdzie następnie w 1942 przeszedł szkolenie / przedwojenne olimpiady były zdominowane przez niezwykle silne zespoły USA, Węgier i Polski liczba uczestniczących drużyn / sukcesywnie rosła / pierwsze zwycięstwo odniósł 27 lipca 1943 kolejne dwa zwycięstwa odniósł w sierpniu i wrześniu / 7 lipca 1944 został odznaczony i odsunięty / na swoją prośbę powrócił jednak pomimo braku doświadczenia został od razu mianowany dowódcą odniósł 33 zwycięstwa na pewno, z / tego 19 prawdopodobnie / potrzeba było aż pięciu lat, by odżyła olimpijska idea i zmaterializowała się podobnie do pierwszej paryskiej olimpiady / zabrakło jeszcze drużyny radzieckiej a z elity szachistów poprzedniej doby przybyło zaledwie kilku niektórzy już w innych rolach / został uhonorowany odznaczeniami, m.in. Wielkim Krzyżem Legii Honorowej, Médaille Militaire, Croix de Guerre z 19 palmami / Distinguished Service Order dwukrotnym Distinguished Flying Cross i amerykańskim Silver Star napisał kilka wspomnieniowych / książek, z których największą sławę zyskała mu „Wielki cyrk”.

„Treściowo” nudzi. A czym pobudza? Refleksją z gatunku „meta”. Nowe wiersze Lipszyca mianowicie kwestionują poezję jako wyraz doświadczenia osobistego (a jeśli nie samą taką poezję, to przynajmniej monoparadygmat jej odbioru), bodaj dominującą w tej chwili konceptualizację tego, czym „poezja jest”. Jest to też inne „nudzenie” niż w nurtach, które wywoławczo można by określić mianem „banalistycznych” czy „personalistycznych”, ponieważ te programowo odwoływały się właśnie do kategorii doświadczenia, do czynnika ludzkiego, do egzystencji. Lipszyc przygląda się zaś paradoksowi technik informacyjnych: przecież w pewnych okolicznościach ludzie poszukują informacji konkretnej, specjalistycznej, szczegółowej, eksperckiej, tak zwanej „encyklopedycznej”. Jednak zazwyczaj ich poszukiwania są ukierunkowane, wiedzą, co chcą znaleźć – i wiedzą po co, do czego taką informację wykorzystać. Tymczasem przeniesienie tych samych informacji do domeny poezji – rekontekstualizacja – każe natychmiast zrewidować kilka mitów czy „reguł” pojmowania poezji, najczęściej zautomatyzowanych. Na przykład mit (Kantowskiego pochodzenia) o „bezinteresowności dzieła sztuki”. Na przykład regułę pewnej niekonkretności w adresowaniu wierszy: mają one być na tyle ogólne, aby nieokreślony „ktokolwiek” mógł je nie tyle zrozumieć, co jakoś „przyswoić”. Tymczasem może w bezwartościowości podanych informacji poza pewnymi ściśle określonymi kontekstami tkwi właśnie „bezinteresowne piękno”? Może układy słowne, w innym kontekście tworzące spójną strukturę semantyczną, tu zmieniają się w ową Kantowską arabeskę (słowną)? A poem should not mean  /  But be? (Kolejny mit o poezji, sławna formuła Archibalda MacLeisha z wiersza Ars poetica). Paradoksalnie Lipszyc we Wstępie wyznaje: Jednocześnie jednak jest to książka głęboko osobista. Bo choć wykorzystuję w niej wyłącznie cudze teksty, teksty tworzone kolektywnie dla wolnej encyklopedii, to poprzez ich własną redakcję opowiadam pewną prywatną opowieść. Przestaje to być paradoksem, jeśli dostrzeżemy w tym wolę innej definicji tego, co „osobiste”, redefinicję kategorii „doświadczenia osobistego”. Kolaż jako doświadczenie osobiste. Remix jako doświadczenie osobiste. Redagowanie jako doświadczenie osobiste. Rzecz prosta, prowadzi to ku innemu (niż oparte na romantycznej proweniencji teoriach geniuszu) pojmowaniu „autorstwa” i „oryginalności”. W bardzo, bardzo tradycyjnej poetyce używało się pojęcia „liryka maski”. (Internetowym odpowiednikiem byłaby „liryka nicka”). Ale Lipszyc zdaje się sugerować, że kategoria „osobistego” jako intersubiektywna jest tak samo podatna na mityzacje czy rytualizację, na czym jednak ów walor „osobistości” może tracić. Gdy zależy nam na tym, co „osobiste”, nie poszukujmy paradygmatu „mówienia osobistego”, tylko zwróćmy się ku dziedzinom, miejscom, przez obowiązującą normę „osobistości” wykluczanym. (To taki wariant Foucaultowskiej archeologii. Wiedza jako doświadczenie).

Można więc czytać ten projekt jako grę na poziomie „meta”, swoiste bezinteresowne manipulowanie interesowną komunikacją. Ale nie znaczy to, że można by, przez łatwe odwołanie do opozycji, określić ten tomik jako „niezaangażowany” (według tradycyjnego modernistycznego podziału: literatura „czysta” –„zaangażowana”). Lipszyc taką opozycję rozmywa. Pomijam już fakt, że operowanie cytatami z intersubiektywnego tworu, jakim jest encyklopedia podlegająca nieustannym zmianom (powiedzmy: ulepszeniom) i będącego w stałym społecznym użyciu, jest działalnością odwołującą się do praktyk społecznych (do praktyki społecznej komunikacji). Powoływanie się na definicje, a więc coś ciążącego ku intersubiektywności (zdaniem niektórych, „obiektywności”), w przeciwieństwie do „doświadczenia osobistego”, jakoby czysto „subiektywnego”, jest zaangażowaniem społecznym. Jest więc bliższe rozumieniu Jacques’a Rancière’a, wydawanego ostatnio przez Krytykę Polityczną, gdzie wyszedł także tomik Lipszyca (i pokrewieństwo to nie jest pewnie przypadkowe). 

Ale też w kilku utworach, wierszach, Lipszyc korzysta wprost z charakterystycznych wyrażeń ze społecznego obiegu, w niektórych wypadkach mających swoje źródło wprost polityczne. (Przypuszczam, że również intencją Michajłówa w haśle „polityka” był rodzaj „krytyki społecznej”). Jak np. „Patriotyzm jutra” czy wyrażenie używane przez Jana Pawła II „Cywilizacja śmierci”. W Stanie krytycznym poetyckie triki – chwyty wiązane najczęściej z „poezją lingwistyczną” – zostają jawnie użyte w celu „krytyki społecznej” (oczywiście można też natychmiast obrócić to w „żart meta”: przecież wiersz mówi o „funkcji krytycznej”, to i ją explicite demonstruje):

np.
stan krytyczny α=0,05 oznacza 5% 
szansy na uzyskanie
likwidacji ustroju

nas
tępo
wał
oto
stop
ni
owo 

Ale w wypadku takich zbitek jak „patriotyzm jutra” czy „cywilizacja śmierci” (oraz innych) Lipszyc zastosował jeszcze jeden interesujący chwyt, dający świetne wyniki. Otóż w Wikipedii jest hasło „cywilizacja śmierci” albo „Lalka Barbie” (tytuł innego wiersza). Lipszyc podszył się jednak pod dziecko, które wierzy w naiwne podejście do języka i nie przepisuje tego właśnie hasła, tylko dokonuje kolażu, czy mixu, dwóch innych: „śmierć” i… no właśnie, tu jest kolejne dno dowcipu: nie „cywilizacja”, tylko Civilisation, kultowa gra komputerowa! (Hasło „Barbie” skonfrontował z hasłem poświęconym powieści Prusa). Dziecko myśli: czyż „cywilizacja śmierci” nie powstaje poprzez połączenie znaczeń obu składowych słów? Tymczasem takie potraktowanie, nałożenie planów (czy pól semantycznych), czyli po prostu (i według najdawniejszych definicji): koncept, wywołuje efekty ironiczne, nierzadko złośliwe, a więc – jawnie krytyczne. W niektórych wypadkach prowadzi to wręcz do postawienia pytania, jak to możliwe, że używamy równocześnie w komunikacji społecznej pojęć, które się wykluczają lub są definiowane zupełnie niezbieżnie? Jak jest możliwa komunikacja w komunikacji? 

Tak oto tomik Lipszyca mnie nudził i pobudzał. A że to – powie ktoś – „jednorazowe”, nienadające się do kontynuacji, „nieefektowne” w sumie itp.? (Właśnie że „efektowne”.) Ależ taka jest funkcja pierwszej linii. Zginąć prędko w blasku. I niech ci, co dalej, myślą teraz, jak przekuć ich śmierć w zwycięstwo.

Piotr Sobolczyk
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas