poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Pigułki z orzełkiem
Dekada Literacka 2008, nr 4 (230)
Jerzy Pilch
Marsz Polonia
Świat Książki, Warszawa 2008

W szystkie dotychczasowe teksty Jerzego Pilcha można było czytać jako jedną powieść – zarówno Pod mocnym Aniołem czy Miasto utrapienia, jak i Moje pierwsze samobójstwo. Niczym Konwicki, Pilch pokazywał czytelnikowi ciągle tego samego bohatera osadzonego w tej samej przestrzeni bez wyjścia, mnożył jego przeżycia, powracał do tych samych zgryzot i ograniczeń. W kolejnych utworach pogłębiał jego obsesje, dodawał nowe wspomnienia z domu rodzinnego w Wiśle, operował niezmiennym zbiorem motywów (Żołądkowa Gorzka, koty, ulica Hoża, ulubiony bar, ten sam typ wyśnionej kobiety, babka Zuzanna i stary Kubica). I tym razem zdawać by się mogło, że do rąk czytelnika trafia ciąg dalszy egzystencjalnych przygód Pilcha-bohatera: W przeddzień mych pięćdziesiątych drugich urodzin postanowiłem, że nazajutrz poznam nową kobietę. Myśl ta kołatała się we mnie od dawna, ale tonacji definitywnej nabierała stopniowo [ … ]. Miałem ambitny i poważny zamiar w ciągu dwudziestu czterech godzin spotkać, poznać i uwieść inteligentną, szczupłą i mierzącą najmniej metr siedemdziesiąt dziewczynę lekko przed trzydziestką. Plan ten jednak nie zostanie zrealizowany, ponieważ w dzień urodzin bohater otrzymuje SMS-a od szatana – zaproszenie na bal. Tutaj właśnie dokonuje się radykalny zwrot, który nie pozwala nam umieścić książki Marsz Polonia w ciągu tematycznym, jaki stanowią wcześniejsze powieści Pilcha. Najnowszy jego tekst, zamiast na mikroskali przeżyć wewnętrznych pisarza-erotomana, skupia się na narodowej makroskali. Zamiast ku sferze osobistej, jak było u niego dotychczas, Pilch zwraca się ku płaszczyźnie tego, co wspólnotowe, ponadjednostkowe, drenuje warstwę symboli i mitów polskich. Coraz więcej też u niego przerysowania i deformacji. Groteska staje się narzędziem zarówno na poziomie formalnym, jak i treściowym. Konwencja oniryczna pozwala zmieniać scenografię, przenosić akcję poszczególnych epizodów w czasie i przestrzeni, tworzyć magmową strukturę świata przedstawionego – poprzerastaną i jałową zarazem: Szliśmy przez zanurzone w masach upalnego powietrza pawilony, przez puste hale fabryczne, pociągi jechały przez Śląsk – wszystkie kopalnie liśćmi zasypane. W tej alogicznej przestrzeni pojawiają się też niezwykłe postacie – księżniczka Elena jest ogolona na łysą pałę, a: tu i ówdzie ekstrawrzodami upstrzona skóra przeświecała spod sztywnych jak tektura szmat od Armaniego. Wcześniej bohater spotyka Damiana – spasione dziecko terroryzujące rodzinę, czujące obawę jedynie przed ostatnim argumentem: Wystarczy jemu krzyknąć, że go Żydzi na macę przerobią, a jadł będzie z ręki. Niczego się nie boi,a Żydów, panie, jak ognia. Kłopot z tym jest, bo jak w obecnym stuleciu tak haniebnych argumentów używać? [ … ] Mniejsza o Holocaust, ale sześćdziesiąty ósmy rok!

Jednocześnie jednak groteskowy i prześmiewczy jest wyłaniający się z powieści obraz polskiego społeczeństwa i jego świadomości. Pilch nie oszczędza narodowych świętości, nie sakralizuje opozycji solidarnościowej, nie usprawiedliwia dzikiego kapitalizmu. Po prostu kpi. Marsz Polonia to zupełnie inny rodzaj humoru niż wcześniejsze powieści. Nie ma tu łagodnego żartu, pogodnego dowcipu. Jest za to ostre cięcie, uwypuklenie absurdu, nad powieściowym światem unosi się duch negacji. Podobnie jak w satyrze, Pilch nie daje żadnej odpowiedzi, nie buduje programu naprawy oszalałej duchowości polskiej. Pozostawia sobie tylko prawo do wskazywania tego, co tak straszne, że aż śmieszne, co powoduje erozję narodowej myśli. Żywiołem autora jest tu bluźnierstwo i obrazoburstwo: Ksiądz Jerzy żyje – obalenie komunizmu było niepotrzebne – głosi transparent rozciągnięty za helikopterem. Gospodarz zaprasza do stołu, bo kiszki Marsz Polonia grają, a Matka Polka ucieka w krzaki z Garstką – Towarzyszem Odchylenie Maoistowskie.

Bal zorganizowany przez Beniamina Bezetznego (tę postać publiczność rozszyfrowała szybko jako aluzję do Jerzego Urbana) w jego bogatej posiadłości emitującej w świat ohydny zapach, uniemożliwiający życie mieszkańcom okolicznych wiosek, staje się miejscem groteskowego zderzenia przeszłości i teraźniejszości, biografii ubeków i opozycjonistów, mitów skamieniałych w czasach PRL-u i ich nowych, zdeformowanych odpowiedników.

Marsz Polonia przypomina nieco rzeźbę Pochód na Wawel Wacława Szymanowskiego. Ten kondukt, na czele którego stoi figura Polski, składa się z przedstawicieli kolejnych pokoleń bojowników, męczenników za sprawę, żołnierzy i królów. U Pilcha pojawia się podobny przekrój przez pokolenia i wydarzenia historyczne, nikt nie kroczy jednak na przedzie. Autor odtwarza tu porządek, w jakim układają się wydarzenia w pamięci zbiorowej – połączone są one nie chronologią, lecz w planie treściowym. Tak też jest w książce Marsz Polonia – niedawna historia splata się z sarmatyzmem i romantyzmem, narracja powieściowa składa się z wielu mikrohistorii, opowieści osobistych streszczanych (lub opowiadanych rozwlekle przez najbardziej pijanych) w czasie drogi na przyjęcie i w czasie balu. Dzięki tej technice PRL i III RP stają się bliźniakami syjamskimi, zacierają się między nimi różnice, ludzie przez swoje historie relatywizują zło tamtego systemu i dobroć demokracji – jego następczyni. Mieszają się narracje Don Juana z pierwszej Solidarności i nostalgiczne wspomnienia zomowców, opowieści o Wałęsie i KC. Powaga, jeśli tylko się pojawia, ulega natychmiastowemu rozbiciu, rozsadzeniu poprzez śmiech, przesunięcie akcentów, tak by natychmiast zmieniła się konwencja. Parada wojenna przekształca się u Pilcha w cyrk i jarmark: Sunęły obok nas mundury polskie, ruskie, amerykańskie, chińskie, malezyjskie, przedwojenne, wojenne, dzisiejsze. Perorowali wędrowni kaznodzieje, grali muzykanci, artyści dawali pokazy. Widziałem stojących na ogromnych podestach iluzjonistów w czarnych podbitych czerwienią płaszczach; linoskoczkowie i akrobaci wyczyniali cuda na podniebnych trapezach.

Pilch podporządkowuje swoich bohaterów dwóm rolom. Niczym w Miazdze, jego postacie są reprezentantami społeczeństwa, różnych grup, światopoglądów, stronnictw. Chcą załatwić w czasie balu swoje interesy, ścierają się ze sobą w walce (która tutaj przybiera postaci meczu między Arką Noego i Wieżą Babel). Jednocześnie jednak u Andrzejewskiego bohaterowie byli tworzeni jako ludzie z krwi i kości, w Miazdze znajdziemy rozdział zbierający ich biografie, tymczasem u Pilcha status bohaterów jest wyraźnie tekstowy, niemimetyczny. Nie pełnią oni funkcji agensów, są jedynie przedmiotem rozgrywki. Figury powieściowe nie wywodzą się z życia, lecz ze wszystkich możliwych tradycji składających się na historię i literaturę Polski. Pilch uruchamia szereg tekstów, które pojawiają się u niego w formie aluzji i kryptocytatów. Postać Matki Polki wywodzi się wprost z wiersza Mickiewicza, Czarna Fakirka zapożyczona została od Goszczyńskiego, ale jest też podobna do kobiecego wyobrażenia Tanatosa u Iwaszkiewicza. Pod mianem Starego Poety kryje się Czesław Miłosz, zaś pierwowzorem dla drugorzędnej piosenkarki z pierwszorzędnym biustem była Doda. Bezetzny przypomina wojewodę Szczęsnego Potockiego – jego majątek stanowi państwo w państwie, posiadłość rozpościera się w olbrzymiej, pustej przestrzeni. Podobnie jak wojewoda ruski, Bezetzny traktuje polskość jako sferę obcą, nadaną. Mówi do naszego bohatera: Sąsiaduję z Polską. Podobnie jak pan. Graniczę z Polską. Niby wygoda, bo nie muszę emigrować, ani nawet myśleć o emigracji [ … ]. Pomiędzy mną a Polską wyraźna, bardzo wyraźna granica biegnie [ … ]. Granica śmiechu. Pomiędzy tymi postaciami osadzonymi w kontekście czy to literackim, czy społecznym, przywodzącymi na myśl pewien ciąg skojarzeń, ułatwiający osadzenie ich na powieściowej scenie, porusza się Pilch-bohater – postać bez właściwości, wolny elektron, nieumiejący się zadomowić w żadnej tradycji czy opcji politycznej. 

Sam bal to odniesienie do Balu u Senatora, ale też do Transatlantyku, Popiołu i diamentu oraz Miazgi (co zauważył w swojej recenzji w „Tygodniku Powszechnym” Dariusz Nowacki). Pilch odwołuje się do piekielnych skojarzeń z zabawą, groteskowych zabaw pijackich, szału i alkoholowego widu, całego ciągu wydarzeń mrocznych, dantejskich. Jego balowi daleko do mickiewiczowskiego poloneza z Pana Tadeusza. Noc urodzin Pilcha-bohatera to czas, kiedy budzą się ponure figury polskiej wyobraźni, kiedy fantazmaty narodowe ustanowione przez wieki tradycji zderzają się z nowobogacką mitologią Polski wyzwolonej.

Dla odczytania powieści Pilcha inny fragment Dziadów wydaje się ważniejszy od Balu u Senatora – jest to Noc dziadów. Ukoronowaniem balu ma być objawienie ducha, kogoś, kogo Bezetzny przetrzymuje w swoich lochach. Nikt nie wie, kim jest ów tajemniczy więzień. Ksiądz Popiełuszko? Cienie na ścianach. Cień pod podłogą. Ciało nigdy nie odnalezione. Ciało odnalezione, ale zamienione. Życie pośmiertne. Pośmiertne życie żywego trupa. Nie umarł, nie został zabity. Czasem go widywano. [ … ] Polski trup. Trup założycielski. Trup maturzysty. Trup studenta. Trup księdza – pisze Pilch. Nie wiadomo, kto stoi za jego schwytaniem: czy komuniści, czy opozycja. Nie jest to też ważne i nie zostaje wyjaśnione. Pilch mówi, że polska tożsamość zbudowana jest na micie ofiary, na ciele złamanym i podporządkowanym. Mitologia narodowa opiera się na śmierci, gniciu w więzieniu, karze. Ale u niego jest to ofiara niejasna, groteskowa, ciało żywe i nieżywe zarazem, niczym Ordon wysadzający się na reducie. Tajemnicza figura staje się tu też podobna do Chochoła z Wesela. Nie wiadomo, co się pod nim kryje – zawiera różę czy jest pusty i Polacy na wieki będą kręcić się w obłąkańczym tańcu?

W tym świecie skarnawalizowanym, świecie na opak, gdzie na głowy gości Bezetznego spada deszcz prezerwatyw, tylko jedna rzecz jest pewna i powtarzana niczym imperatyw kategoryczny: Nie mylić Cracovii z Wisłą. Nie mylić Manchesteru United z Manchesterem City.

Paulina Małochleb
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas