poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA MUELLER
Wiersze
Dekada Literacka 2008, nr 4 (230)
czarne obwódki

wejść w ludzkie ciepło, pozostać przy życiu
tak chcą, lecz gdy w pół słowa przerwą
pokrętkę czy oklepankę – ich usta,
zacięte w kreskę, oblecze sobą szron

te panny przebrzmiewanny, zaciekłe doktrynistki
mają wieczysty kłopot z krnąbrną faktycznością
te dogmatki, ramotki, solenne lenniczki,
poddane i podatne siostry inkwizytki

losy tych kobiet uskładane z zasad
na zachowek ciułają etos-etykietos
zmienne przez bliskość czy przez uwikłanie?
co chowają w zaszłościach? grajdołek czy getto?

świat się ich nie ima – ściska jak imadło
jest dla nich chiazmem schizmą i stygmatem
graniczną wylotówką do mdlących rozmodleń
lekką i lepką stęchłą mamrotanką

i kiedy tamte, młodsze, chroniczne tanecznice,
te stale elastyczne tniaczki agresywki,
widzą w nich rychłe zmieszczki, otylie infantylie,
z ich dawnych czynów matczynych czynią urągowisko,

głucho im wtedy, zapadłym kataraktom,
więc grają sobie podzwonne bez zbędnych drastyczności,
i podobnie jak żyły – nieugięte i godne
wchodzą w śmierć swoją tak miękko jak w ciasto

drążel

starałam się szyfrować czule
więc ty, z ręką mocną w precyzję i skalpel
strzępy zwiotczałych masek ujmuj mi powoli

żadnego sekretu nie ma i nie będzie
piszę to tobie, bo wiem, że zaboli
ja bywa nadmiarem – trzeba mu poruszeń

edukowania w smutku, ćwiczeń z melancholii
ta cisza cieszy, bo można w niej pisać
znów siebie zaczynać od domu z domina

znów w swoje imię zaprzysiąc przestawki i przegłosy
puste przebiegi zaprząc do gry w samozwankę
przenicować się i przewrócić

na miękką, wewnętrzną stronę
sprzymierzyć widzenia obłoczne i zabawy z twarzą
jak mi się żywnie, jak mi się rzewnie spodoba

wymówić sobie ciało
lecz hola, melancholio, hola
do cna mnie nie przehulaj, do dna mnie nie przekonuj

z próżnego płaczu nie nalejesz
i choćby wszystko wokół zmierzało do przygaszenia
i choćby górę brały niemocje albo przydławki

czy co tam jeszcze we mnie zostało prostego
nie zniszczeje ogień krzyżowy
nie wzrośnie w zgliszcza miasteczko pożarne

na pokusę uspokojeń nie zawiodę się
zanim dorosnę do swej wyobraźni
wyruszę i pobłądzę, nie dojdę do siebie
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas