poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura
Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)

„Rzecz o Książkach” z 5-6 IV opublikowała napastliwy artykuł Henryka Skwarczyńskiego Okiem Indyka czyli humanistyka polska w percepcji amerykańskiej, mieszający z błotem wielu wybitnych uczonych polskich jako zniewolonych umysłowo, płaskich, wysługujących się Rosji. Przeciwstawia im autor swego ojca, prof. Zdzisława Skwarczyńskiego, który „nie dał się nakłonić do żadnej uległości wobec reżimu”. Kamerzysta nie czuje się powołany do wywlekania ludzkich błędów i upadków z czasów PRL, chciałby też uszanować synowskie uczucia Henryka Skwarczyńskiego, niemniej jednak trzeba przypomnieć, że biografia ojca nie była tak nieskazitelnie opozycyjna, jak ją syn zapamiętał. Po wydarzeniach marcowych, 1 IX 1968 powierzono mu funkcję prorektora do spraw nauczania Uniwersytetu Łódzkiego, a w rok później został jego rektorem. Musiał więc funkcje te sprawować ku zadowoleniu ówczesnych władz. Jako rektor współredagował publikację Uniwersytet Łódzki 1945-1970, z której usunięto nazwiska pracowników naukowych wyrzuconych z uczelni w r. 1968. A przy okazji – trudno inaczej niż skandalem nazwać opinię z tegoż artykułu, zrównującą udział żołnierzy polskich w zdobyciu Berlina w r. 1945 z ich udziałem w inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w r. 1968. I wreszcie – zmyśla H. Skwarczyński, że Reymont był ochotnikiem w wojnie z sowiecką Rosją (miał wówczas ponad 50 lat i był schorowany). Zmyśla też, twierdząc, że Stefan Żółkiewski redagował manifest PKWN. Manifest został zredagowany przez działaczy ZPP w Moskwie, a Żółkiewski przebywał w tym czasie na Pradze.

Myli się Anna Nasiłowska („Polityka” nr 14), twierdząc, że „klituś bajduś” czy „koszałki opałki” to powiedzenia pochodzące z utworów Zofii Rogoszówny (1881-1921). „Klituś bajduś” znajdziemy w Kronice tygodniowej Prusa z r. 1880, a „koszałki opałki” już u Franciszka Zabłockiego w Zabobonniku.

Polski czytelnik uśmiałby się (albo zirytował), gdyby w niemieckiej rozprawie naukowej znalazł tytuł „Ten podróż na Wschód Słowackiego”. Podobnie zareaguje czytelnik niemiecki (lub ktokolwiek, kto ma elementarną znajomość języka niemieckiego), gdy w rozprawie Zbigniewa Majchrowskiego zamieszczonej w Księdze Janion (s. 289) znajduje jako tytuł dzieła Goethego Das italienische Reise (zamiast: Die italienische).
Skoro taki błąd gramatyczny może znaleźć się w publikacji naukowej, trudno mieć pretensję do Wojciecha Młynarskiego o to, że w jego wierszu Baronowa Münchhausenowa (ogłoszonym w tomie Dożylnie o Dudku [s. 188]) mówi o Dziewońskim, że jest on „der echte alte Wunderkind” (zamiast „das… Wunderkind”).

Jan Frycz („Kultura”, dodatek do „Dziennika” z 4 IV) podkreśla jako rzecz znamienną, iż w sztuce Czechowa Iwanow dla jej bohatera „pracują nie chłopi pańszczyźniani, tylko wynajęci robotnicy”. Iwanow opublikowany w r. 1889 był sztuką współczesną, więc nie mogli w nim pojawić się pańszczyźniani chłopi: uwłaszczenie ich nastąpiło w Rosji 28 lat wcześniej, w r. 1861.

Andrzej Łapicki („Teatr” nr 4) pisze, że Każdemu to, na czym mu mniej zależy to tytuł sztuki Luigiego Pirandella. Nie ma jednak takiego tytułu w bibliografii Pirandella. Przytoczone zdanie to podtytuł opowiadania Adolfa Rudnickiego Pałeczka.

Małgorzata Pieńkowska w przekładzie artykułu Jeana Starobinskiego o melancholii („Odra” nr 4) kilkakrotnie nazywa słynnego lekarza greckiego imieniem „Galien”. Istotnie, tak brzmi wersja francuska imienia „Galenos”. Tłumaczka, jak widać, nie wie, że w tekstach polskich zawsze używano formy „Galen”, a nie „Galien”.

Fantazjuje Krzysztof Karasek („Odra” nr 4), mówiąc, że Flaubert w powieści Bouvard i Pécuchet „pokazuje ewolucję dwóch rewolucjonistów, którzy z czasem stają się najlepszymi policjantami w republice”. Niczego takiego u Flauberta nie ma: bohaterzy jego powieści nie mieli nic wspólnego z ideami czy działalnością rewolucyjną ani też z policją, a jako emeryci oddają się rozmaitym a zawsze niefortunnym eksperymentom i poszukiwaniom pseudo-naukowym. Kamerzysta zadaje sobie pytanie, czy redaktorzy nobliwego miesięcznika literackiego czytają to, co zamierzają wydrukować?

To samo pytanie zadać można w stosunku do redaktorów „Arkanów”, gdzie w numerze 79 (s. 231) Elżbieta Morawiec dwukrotnie przekręca nazwisko niebyle kogo, bo Ireny Sendlerowej na „Szyndlerowa”. Czyżby Sendlerową skojarzyła autorka z Oskarem Schindlerem?

Pod tytułem Stalinowski przymiotnik Włodzimierz Paźniewski dywaguje w „Twórczości” (nr 4) na temat funkcji epitetów w PRL-owskiej propagandzie. Za „arcydzieło stalinowskiego przymiotnika” uważa słowo „zapluty” w haśle „zapluty karzeł reakcji, ze znanej propagandowej agitki”. Nie była to propagandowa agitka, lecz plakat wymierzony przeciw AK. A samo wyrażenie „zapluty karzeł” wzięte zostało z przemówienia Piłsudskiego z 3 VII 1923, o czym wielokrotnie pisano. Do niego więc należy autorstwo tego „arcydzieła”.

Stanisław Bereś („Dziennik” z 24 IV) myli się, mówiąc, że Mickiewicz – zaciekły łowca mężatek „walił kandelabrem w łeb ich mężom, jeśli im się to nie podobało”. Incydent taki bowiem zdarzył się między Mickiewiczem a innym adoratorem pani Kowalskiej w Kownie. Nie wiadomo też, skąd Bereś zaczerpnął wiadomość, że Słowacki „lubił asystować przy krwawych pojedynkach” i że „pozamałżeńskie ekscesy Krasińskiego z Delfiną to czysta pornografia”.

W książce Hanny Arendt Walter Benjamin 1892-1990 wydanej w przekładzie Andrzeja Kopackiego znany urywek z Burzy Szekspira „Full fathom five thy father lies” umieszczony został na s. 61 w przekładzie poetyckim Stanisława Barańczaka, a na s. 114 (w posłowiu Ewy Rzannej) – w filologicznym tłumaczeniu Andrzeja Kopackiego. Dlaczego?

Wojciech Pięciak („Tygodnik Powszechny” nr 18): „Mało kto wie, że słowniki pisali ludzie znani z zupełnie innej działalności, np. bajkopisarze Jacob i Wilhelm Grimm”. Wojciech Pięciak z kolei nie wie, że bracia Grimm byli przede wszystkim filologami i Deutsches Wörterbuch jest jednym z ich głównych osiągnięć naukowych, a „bajkopisarzami” właściwie nie należy ich nazywać, bo tylko spisywali niemieckie bajki, zachowane w ustnej tradycji.

Rafał A. Ziemkiewicz („Rzeczpospolita” z 10-11 v) przypisuje prymasowi Wyszyńskiemu słowa „kłaniać się okolicznościom”. A jest to cytat z wiersza Norwida Początek broszury politycznej.
Maciej Urbanowski („Europa” nr 19) przypomina, że w czasach stalinizmu uznano Brzozowskiego za „ideologicznego prekursora polskiego faszyzmu”. W rzeczywistości stało się to wcześniej – formuła ta pochodzi z artykułu Ludwika Frydego, bynajmniej nie stalinisty, Brzozowski jako wychowawca, ogłoszonego już w r. 1938.

Myli się prezydent Lech Kaczyński, gdy w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (17-18 V) twierdzi, że Roman Dmowski w r. 1912 przegrał w wyborach do rosyjskiej Dumy z „pewnym żydowskim działaczem z Warszawy”. W rzeczywistości tym zwycięskim kontrkandydatem był polski działacz PPS-Lewicy Eugeniusz Jagiełło, na którego głos oddali także wyborcy żydowscy, co wywołało irytację Dmowskiego.

W wywiadzie matki Houellebecqa z Magdaleną Miecznicką („Dziennik” 17-18 V) mówi ona, że „Dostojewski w wieku 28 lat był na galerach”. Red. Miecznickiej jakoś nie zadziwiła ta informacja, nieznana biografom Dostojewskiego. A wzięła się ona stąd, że francuskie słowo „galère”, którego użyła zapewne matka Houellebecqa oznacza nie tylko „galery” (statek), lecz także „ciężkie roboty”, na które rzeczywiście Dostojewski został skazany za udział w nielegalnym kółku tzw. pietraszewców.

W niedawnym wywiadzie „Dziennika” Robert Mazurek zauważył, że Napieralski koleguje się z Olejniczakiem tak jak „Brutus kolegował się z Cezarem”, na co Napieralski, nie krępując się, dopowiedział, że „nie jest specjalistą od starożytnego Rzymu”. Gdyby o dziejach jego wiedział trochę więcej, odpowiedziałby, że Brutus, znacznie młodszy od Cezara, nie kolegował się z nim, lecz był jego ulubieńcem; plotkowano nawet, że jego synem.

Leszek Elektorowicz („Arcana” nr 80, s. 187) nazywa „ludowym porzekadłem” frazę „w ornat się ubiera i ogonem dzwoni”. W rzeczywistości porzekadło to wymyślił Sienkiewicz i włożył w usta Zagłobie w Potopie.

Ukazała się ważna i ciekawa książka Małgorzaty Terleckiej-Reksnis Holoubek – Rozmowy (wydawnictwo Prószyński i S-ka). Niestety, w niektórych miejscach pamięć zawiodła aktora, a może wypowiedzi jego zostały niedokładnie zapisane. W rezultacie wśród poetów staropolskich figuruje tu Ludwik Hieronim (zamiast Andrzeja) Morsztyn i Jan Chryzostom Pasek (s. 21); Wyspiański odwiedza często Adama Chmielowskiego (brata Alberta) w jego pustelni tatrzańskiej, o czym nikt z jego biografów nie wspomina (s. 30); Piotr Skarga staje się uczniem gimnazjum Nowodworskiego, założonego w czasie, gdy miał on lat przeszło pięćdziesiąt (s. 33); Stefan Srebrny i Tadeusz Sinko wywodzą się z krakowskiego gimnazjum św. Jacka (gdy tymczasem Srebrny uczęszczał do szkół średnich w Warszawie, a Sinko do gimnazjum Sobieskiego – s. 33); z początkiem okupacji odbywa się rozstrzelanie (!) profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego (s. 43); Antoni Euzebiusz Balicki nazwany zostaje współautorem podręcznika Mówią wieki (w rzeczywistości był nim Juliusz Balicki – s. 65); aktorka Jadwiga Zaklicka otrzymuje imię Bożena (s. 71), a aktor Włodzimierz Macherski zostaje przemianowany na Wojciecha (s. 82). I jeszcze jedno: na s. 11 umieszczono zdjęcie Holoubka, który, stojąc obok Sukiennic, spogląda niewątpliwie w stronę ulicy Sławkowskiej (skoro w tyle widać kościół św. Wojciecha). Tymczasem podpis pod fotografią mówi „Na Rynku Głównym przy Wiślnej”.

W miesięczniku „Śląsk” (nr 5) Marek Mierzwiak przypisuje Katechizm polskiego dziecka Stanisławowi, a Jan Prokop (Progi tożsamości – s. 9) – Włodzimierzowi Bełzie, gdy tymczasem autor wiersza miał na imię Władysław (jak zresztą Prokop pisze na s. 83 swej książki).
W tejże książce Prokop pisze, iż już Wokulski wiedział, że „Cesarstwo stanowi znakomity rynek zbytu dla rozwijającego się przemysłu włókienniczego Królestwa” (s. 163). Z powieści Prusa wcale to nie wynika: Wokulski zakłada spółkę, która ma importować z Rosji tkaniny, a nie eksportować!
Autorem wiersza Synkowie moi, poszedłem w bój, Jako wasz dziadek i ojciec mój – był nie Juliusz (jak czytamy na s. 83), lecz ojciec jego Jerzy Żuławski.
Pamięć zawodzi także Prokopa, gdy pisze, że Piłsudski urodził się w Zaosiu (s. 164) – zamiast w Zułowie. W Zaosiu urodził się prawdopodobnie Mickiewicz, stąd pomyłka. Cytat „nieugomonnyj nie dremlet wrog” pochodzi nie z wierszy Majakowskiego, jak czytamy na s. 191, lecz z Dwunastu Błoka.
Paweł Korczagin (bohater powieści Nikołaja Ostrowskiego Jak hartowała się stal, nie zadenuncjował swego ojca (s. 198) – postać ta w powieści tej w ogóle nie występuje. Krasiński nie został w latach stalinowskich „wykastrowany z pamięci szkolnej” (s. 291), bo Nie-boska komedia należała do lektur obowiązkowych.
Zaliczenie Bachtina do „powojennego nurtu strukturalnego” (s. 234) jest zdumiewające.
Równie dziwne jak wymienienie Zofii Stefanowskiej (s. 199) wśród propagatorów doktryny marksistowskiej w latach 50.
Powiedzenia „Boga niet, dusza eto kletoczka” próżno by szukać w Biesach (s. 239); tak parodiowali poglądy rosyjskich nihilistów ich przeciwnicy.
Ostrorogowie, wywodzący się z Wielkopolski, mieli co prawda w wieku XVII dobra w województwie ruskim, ale nie można ich zaliczać do magnaterii ruskiej (s. 309).

„Fronda” (nr 43), przedrukowując (s. 9) wiersz Czerwony sztandar, kilkakrotnie nazywa jego autora Bolesławem Czerwińskim (zamiast Czerwieńskim). Niby to tylko jedna litera – a jednak niechlujstwo.

Monika Małkowska („Rzeczpospolita” z 24-25 V) zadaje „kłopotliwe pytanie”, „z jakiego rozdania w nowowydanym Słowniku sztuki pojawia się Marian Konieczny, rzeźbiarz okryty niesławą za pomnik Lenina i inne koszmarki”. W odpowiedzi można by zadać Monice Małkowskiej nie mniej kłopotliwe pytanie, czy do „koszmarków” zalicza również warszawską „Nike” Koniecznego.

Krzysztof Masłoń pisze („Książki” nr 3): „Wylew krwi do mózgu zaskoczył go w chwili, gdy wypróbowując nowy model BMW, jechał na spotkanie z nową towarzyszką życia. Był 8 grudnia 1995 roku. Dwa lata później zmarł autor Skafandra i motyla Jean-Dominique Bauby. Coś się Państwu przypomina? No właśnie: Ksawery Pruszyński. Trzymajmy się, Panowie swoich żon i kochanek. W trosce o swoje życie”. Gratulacje dla poczucia humoru i dobrego smaku Krzysztofa Masłonia.

W nowym wydaniu Ciemnego źródła (s. 241) Andrzej Franaszek pisze o polskiej mitologii, która każe „strzelać do wrogów z diamentów”. Nawiązując do słynnego powiedzenia Stanisława Pigonia o śmierci Baczyńskiego – popełnia dwa błędy: Pigoń mówił o strzelaniu do wroga nie „z diamentów”, lecz – „brylantami”.

Polityk Zdzisław Girzyński w rozmowie „Kropka nad i” uzasadniał obecność krzyża w Sali sejmowej, powołując się na Mickiewiczowski wiersz „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem”. Historyk Zdzisław Girzyński powinien wiedzieć, że Mickiewicz nigdy takiego tekstu nie napisał.

Nie popisał się autor indeksu osobowego do książki Agnieszki Osieckiej Na wolności. Dziennik dla Adama. Bogusław Sobczuk nazwany tu został „aktorem”, choć to dziennikarz radiowy i telewizyjny, jego aktorstwo było zajęciem ubocznym i amatorskim. W tekście (s. 32) postać pojawiająca się pod nazwiskiem „Rogucki” określona została jako redaktor „Krakowa”, łatwo więc było ustalić, że chodzi o Zbigniewa Reguckiego, tymczasem w indeksie czytamy: „Rogucki (imienia nie ustalono) – dziennikarz (?)”. Z kolei Stanisław Balbus wymieniony w tekście na s. 52 – w indeksie został pominięty. No i wprost wierzyć się nie chce: indeks informuje, że „Fiszer Franz” to „przedwojenny aktor kabaretowy, konferansjer”! Trawestując Osiecką: Indeksy, indeksy, mówiąc jak najkrócej, często was robią niestety nieucy.

Ludwik Stomma obwieszcza czytelnikom „Polityki” (nr 25), że Mickiewicz umieścił swą żonę w szpitalu psychiatrycznym, bo robiła mu nazbyt częste wymówki z powodu zdrad małżeńskich, i dzięki temu „mógł swobodnie spółkować z niejaką Xawerą Deybel”. Pierwsze z tych stwierdzeń jest – mówiąc oględnie – niesmaczną insynuacją (nie mówiąc już o tym, że nic nie wiadomo o tym, by Mickiewicz w tym czasie miał jakieś romanse), drugie jest ewidentną nieprawdą, bo Celina przebywała w szpitalu psychiatrycznym w r. 1839, a Mickiewicz poznał Xawerę w r. 1841 lub 1842.
Nieprawdą jest też, że Matejko „sekował żonę” – to ona zatruwała mu życie swą chorobliwą zazdrością.
Dwa błędy są w zdaniu: „Jan Weyssenhoff przegrał majątek w kości” – pisarz miał na imię Józef, a fortunę swą przegrał w karty.



hm

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas