poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA POCHŁÓDKA
Petarda ciepłych skarpetek
[Małgorzata Kalicińska, „Dom nad rozlewiskiem”, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2006; „Powroty nad rozlewiskiem”, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2007] Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)


Małgorzata to atrakcyjna, zadbana warszawianka, pracownica dobrze prosperującej agencji reklamowej. Modelowa „rycząca czterdziestka”. Ma ładny dom, kulturalnego męża, wspaniałą córkę i mądrą teściową. Brak satysfakcji erotycznej ze współmałżonkiem wetuje sobie niekiedy z kolegami z pracy. Dzielnie walczy z oznakami starzenia się, uzbrojona w balejaż, makijaż permanentny oraz pieczywo chrupkie. Mimo to traci pracę. Sfrustrowana i przygnębiona, idzie za radą teściowej i jedzie do matki, z którą przez prawie całe życie nie utrzymywała kontaktu.

Mama Basia mieszka na Mazurach w malowniczym domu nad rozlewiskiem. Opiekuje się Kaśką, przybraną siostrą o mentalności dziecka. Ma krowę, drób i psa. Łączy ją nieformalny związek z leśniczym o urodzie Indianina. Basia przyjmuje marnotrawną córkę z otwartymi ramionami. Kobiety zaprzyjaźniają się i stopniowo odbudowują relacje zniszczone przez długotrwałe milczenie. Małgorzata wkrótce przeprowadza się na Mazury, rozwodzi się, a następnie zaprzyjaźnia z mężem i rozbudowuje dom matki w pensjonat agroturystyczny. Buduje swoje życie od początku: nowe miejsce zamieszkania, zajęcia, przyjaźnie, kochankowie, zawód, problemy.

Z kolei Powroty nad rozlewiskiem to prequel, będący, jak można sądzić, dzieckiem sukcesu Domu nad rozlewiskiem. Książka opowiada o Basi – matce Małgorzaty. Zapewne jest to przypadłość większości prequeli, ale historię Basi już znamy, przez co powieść jest nieco nudnawa. Poza tym jest słabsza niż Dom nad rozlewiskiem. Więcej tu też stylistycznych niedoróbek.

W obu książkach Kalicińska snuje ciepłą, obyczajową opowieść o kobietach i rodzinie. Jej bohaterki (pozytywne) to jednocześnie wiedźmy i matki-Polki. Potrafią zaklinać deszcz, leczyć dotykiem, a wśród kuchennej magii wyczarować najwspanialsze potrawy. Serce roście od liczby kolorowych słoików z przetworami na zimę. Zarazem kobiety te są odważne i nieugięte. Nie boją się ani iść naprzeciw radzieckiemu frontowi, ani sprzątać zapuszczony strych, ani wypowiadać swojego zdania – oczywiście, pod warunkiem, że jest dla kogo się starać. Mają przy tym serca tak pojemne, jak wszystkie słoiki świata, i tak ciepłe, jak skwarki w kaszy. Prowadzą domy otwarte, do których – aż dziw – przychodzą wyłącznie mili ludzie. Nawet goście pensjonatu zachowują się jak przyjaciele. Właściwie to dosyć irytujące, bo panie u Kalicińskiej owszem, popełniają błędy, ale wad nie mają. Na przykład takiej Broni – matce Basi, babce Gosi i prababce Marysi – nie można zarzucić zupełnie nic, poza tym, że nader niefortunnie pod względem literackim poczuła głęboką beznadzieję (Powroty nad rozlewiskiem, s. 18). Nawet na skrzydełku książki napisane jest: To rola nas, kobiet: babć, mam, córek i wnuczek – budowanie atmosfery domu – Rodziny.

Mocne kobiety ferują kategoryczne sądy. Szczególnie Małgorzata wręcz epatuje szczerością (w końcu jest główną bohaterką dłuższej z książek). Bez ceregieli opowiada o własnym życiu erotycznym, realizując nową zasadę prostolinijności, której wagę docenia tym mocniej, że przez lata pracowała w reklamie. Podchodzi do swojego nowego życia z rubasznym humorem, przaśnym jak świeżo przez nią odkryte smaki polskiej wsi. Pierwszoosobowa, emocjonalna narracja oscyluje przez to między ciężkostrawną błazenadą a egzaltacją.

Trzeba wszakże zaznaczyć, że o ile rola kobiety jest pojęta tradycyjnie (strażniczka domowego ogniska), o tyle model rodziny odbiega od ortodoksji. Rozwody, zdrady, opuszczenia, alkoholizm, oziębłość, wolne związki – to nie są składniki portretu rodzinnego w klasycznym guście. Jednak dominująca figura dającej poczucie bezpieczeństwa matki jest tak silna, że powstały powieści o wręcz sielankowym nastroju. W pewnym sensie Kalicińskiej udało się coś niezwykłego: opowieść o prawdopodobnych i bolesnych problemach napisała tak, że staje się baśnią. Niewątpliwie sprzyja temu odwołanie do mitu arkadyjskiego oraz mitu czystej natury (w odróżnieniu od brzydkiego i śmierdzącego miasta, gdzie ludzie są fałszywi i kłamią). Do baśni zbliża książki również szwankujące prawdopodobieństwo. Ta proza jest jak konfiturki na ciepło.

U Kalicińskiej bardzo silny jest zresztą wymiar dydaktyczny. Obie powieści nie tylko lansują wyrazisty i łatwo identyfikowalny wzorzec kobiecości, ale także uczą wprost, realizując szlachetną myśl „przyjemne z pożytecznym”. Tu i ówdzie podane są przepisy na potrawy, o których mowa w tekście. Zwłaszcza w Powrotach nad rozlewiskiem jest ich dużo. Receptury złożone są inną czcionką niż reszta tekstu i stanowią wydzielone całostki. Walor edukacyjny mają też rozmowy i rozmyślania bohaterów, sugerujące czytelnikowi, co mniemać należy. Ponadto w toku konwersacji bohaterowie przybliżają czytelnikom sylwetki m.in. Nigela Kennedy’ego oraz Marii Szyszkowskiej, która skądinąd cytowana jest na czwartej stronie okładki. Informacje praktyczne uzupełnione są o mądrości życiowe, na przykład: No widzisz? Katharine Hepburn całe życie borykała się z piciem Spencera Tracy. Lauren Bacall miała ten problem z bożyszczem Bogartem, takich przykładów jest mnóstwo i co związek, to inaczej to się toczy… Powszechnie wiadomo, że Wiktor Osiatyński poradził sobie z tą przypadłością i mówi o tym otwarcie, że żona mu bardzo pomogła. Ewa Woydyłło, jego żona, znana psychoterapeutka, twierdzi, że łatwo nie jest, ale jaka satysfakcja! Wszystkich to może dotknąć, wielkich i małych (Dom nad rozlewiskiem, s. 354). Ileż tu cennych wiadomości! Albo w takim oto fragmencie dialogu: …tak jak pisał Mickiewicz: „pola malowane zbożem rozmaitem”, a w tym zbożu, mówię wam! Mnóstwo czerwonych maków. Impresjoniści byliby zachwyceni! (s. 402).

Kpić łatwo, ale rzecz w tym, że nie ja jestem właściwym odbiorcą tej prozy. Napisana ona została pewnie dla takich Małgorzat. Kobiet, które z takich czy innych przyczyn popadają we frustrację, czując, że spychane są na margines życia, a wcale nie chcą tam być. Którym kończy się odwaga, by radykalnie zmieniać swoje życie, zaprzyjaźniać się z mężem dopiero po rozwodzie i próbować sił w biznesie, na którym się nie znają. Które kąpiel w mazurskim jeziorku na golasa naprawdę uznają za wyczyn. Za młoda jestem, aby się identyfikować z głównymi bohaterkami, ale wydaje mi się, że Kalicińska wiarygodnie przedstawia problemy swoich czytelniczek. Rozgoryczenie z powodu starzenia się, zazdrość o młodsze kobiety, strach przed pójściem w odstawkę, staranie o mężczyznę, dorastanie córki, choroby bliskich. Pisze:

Boże! Mam przecież dopiero czterdzieści parę lat! Dopiero się rozkręcam! Mam siłę, wiedzę, doświadczenie! Nie mam maleńkich dzieci i obowiązków domowych! Moja wiedza jest sto razy większa od wiedzy dzieciaków z działu promocji! Ja jedyna mam jeszcze jako tako opanowaną gramatykę i ortografię, wiedzę ogólną…
Szlag! Przecież to się nie liczy! W „kompie” jest Tezaurus, w internecie ­– wszystko. To co się liczy? Młodość! Brak zahamowań, nonszalancja, „cel uświęca środki”, „za wszelką cenę”. Nie pasuję tu z moimi manierami, wahaniami, poglądami… (s. 33).

Nie mogłam pojąć, że wszyscy są tak ślepi i nie widzą ewidentnych korzyści płynących z zatrudnienia mnie. W ciążę już nie zajdę, na macierzyński nie bryknę, mam doświadczenie wielkie jak słoń, wyglądam… jeszcze nieźle. Mam wysoki poziom kultury, samochód… Mam wszystko!!! Wszystko, co wam jest potrzebne, tylko nie mam czarodziejskich dwudziestu pięciu lat!!! (s. 49).

W kontekście takich przymówek aż chce się wytknąć błędy ortograficzne, pojawiającą się gdzieniegdzie „optykę widzenia” oraz nieprawidłowe, acz konsekwentne użycie wyrazu „ekspiacja”. Złośliwości nie zmienią jednak faktu, że obie książki są nowoczesne i wyraziste. Pokazują samodzielne kobiety, które dobrze radzą sobie w życiu. Te ciepłe skarpetki (kosztem pończoszek) to świadomy, śmiały wybór. Mimo że obie powieści są pretensjonalne, rozwlekłe i miejscami mało prawdopodobne, udaje im się zbudować sentymentalny, ale błogi obraz wspólnoty kobiet. Spodobało się to innej wspólnocie – liczącej 100 tysięcy osób wspólnocie nabywców tej książki.


Anna Pochłódka

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas