poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ELIZA KĄCKA
Logos poezji a rzeka historii
[Barbara Sienkiewicz, „Poznawanie i nazywanie. Refleksja cywilizacyjna i epistemologiczna w polskiej poezji modernistycznej”, Universitas, Kraków 2007] Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)

Doświadczenie bez poezji jest ślepe, poezja bez doświadczenia pusta – tym cytatem (parafrazą z Odo Marquarda) zamyka Barbara Sienkiewicz wprowadzenie do swojej nowej książki. Domknięcie to przechodzi w gest otwarcia rozmowy o poezji, w skierowane ku nam zaproszenie do przyjrzenia się obrazowi liryki polskiej od – bagatela – schyłku XIX do początków XXI wieku. Obszar, jaki poznańska badaczka stara się oświetlić i oswoić, imponuje rozległością nie tylko chronologiczną, ale i (a może: przede wszystkim) problemową. Erudycja, z jaką podejmuje wyprawy badawcze, pozwala na swobodne rozpięcie wielu naraz horyzontów: antropologiczno-filozoficznego, estetyczno-epistemologicznego, teoretycznoliterackiego, żeby wymienić tylko niektóre, a bez zaniedbania najważniejszego: horyzontu nie do końca wysławialnego doświadczenia. Doświadczenie niewyrażalności – dopowiadam za autorką – rodzi dwojaką potrzebę: poznawania i nazywania. Elementarna prostota tego spostrzeżenia poddaje się ciekawemu zniuansowaniu właśnie w poetyckim odtworzeniu i opracowaniu wymienionych aktów (można by pokusić się o nazwanie ich egzystencjałami). Stąd projekt lektury poezji, jaki proponuje Sienkiewicz, skoncentrowany jest wokół odkrywania i nazywania tych ze składników naszego „światoodczucia”, które nie poddawały się próbie nie-poetyckiego języka, a które udostępniają nam się za sprawą poezji. Radość z poetyckiego pseudonimowania rzeczy i zjawisk wiąże badaczka z radością ponownego porządkowania świata. A że książka podsuwa nam do uporządkowania wiele światów – świat doznań i przeżyć, świat rzeczy, świat natury i światy historii – to, wbrew scalającym zabiegom autorki, nie wyłania się z niej sugestywna i jednowymiarowa synteza, jeśli w ogóle takowa jest potrzebna…

Brak w pełni przekonującej syntezy zostaje zrekompensowany wielością przemyślanych odczytań twórczości poetów (i zjawisk kultury). Największą bodaj zaletą odnotowanych przez badaczkę prób czytelniczych jest samodzielność i odkrywczość rozpisywanych diagnoz. Sienkiewicz potrafi wskazać na inną – niż dotąd zakładana – genezę formacji i ruchów, na odmienne – od dyskutowanych dotychczas – źródła inspiracji. Wyraźne wskazanie związków między futuryzmem a filozofią życia lub podkreślenie ambiwalencji konstruktywizmu, biorących się z efektu podwójnego zakorzenienia (w poglądach pozytywistyczno-racjonalistycznych i w tendencjach fenomenologicznych), to zaledwie dwa przykłady wyłowione z morza podobnych… I nawet jeśli nie ze wszystkimi jej rozpoznaniami się zgadzamy, to uświadamiamy sobie możliwość łączenia faktów wcześniej ze sobą nie korespondujących, a pod piórem autorki nabierających znamion nieoczekiwanego powinowactwa.

Wierni czytelnicy książek Sienkiewicz odnotują w nowej pracy fascynacje obecne już w propozycjach interpretacyjnych sprzed lat. Wprawdzie Literackie „teorie widzenia” w prozie dwudziestolecia międzywojennego nie faworyzowały liryki, a poddawany analizie styk literatury i estetyki zdominowała refleksja nad teoriami percepcji, ale już tom Między rewelacją a repetycją. Od Przybosia do Herberta – chociaż dedykowany (zaledwie) dwóm poetom – antycypuje przedsięwzięcie interpretacyjne, które zaowocowało książką najnowszą. Odnajdujemy w nim bowiem tendencję do rozpisywania refleksji o poezji między biegunowo rozmieszczonymi pojęciami (tu: rewelacji i repetycji) – i do wpisywania jej w trudny, niewolny od napięć i zaprzeczeń pejzaż współczesności. Te skłonności dochodzą do głosu także w Poznawaniu i nazywaniu. Co więcej: potrzeba uwzględnienia wielu perspektyw i światopoglądowych konfrontacji zmienia pracę interpretacyjną Sienkiewicz w radykalny „poligon doświadczalny” lektury. Wybór takiej strategii badawczej otwiera panoramę polskiej poezji modernistycznej (rozciągającą się od Micińskiego aż po neolingwistów) na doświadczenie nowoczesności z jego centralnymi komponentami: doświadczeniem tożsamości rozbitej, domagającej się integracji poprzez język (i w języku) oraz doświadczeniem miasta, tłumu, szybkości… O ile jednak pierwsze z nich dotyczy (a może raczej: boleśnie dotyka) wszystkich omawianych w książce poetów, o tyle obecność drugiego zauważymy dopiero w opisie futurystycznego doświadczenia miasta. Tu, oczywiście, rysuje się pęknięcie: mało efektowne i ekonomiczne z punktu widzenia kompozycji i wartkości wywodu, konieczne jednak dla uzmysłowienia sobie cięcia miedzy „starym” a „nowym” wizerunkiem poety i jego roli w społeczeństwie. Gdybym musiała w jednym zdaniu zawrzeć fabułę, w jaką układają się dzieje poezji polskiej według Sienkiewicz, to zaryzykowałabym stwierdzenie, że są to dzieje przejścia od doświadczenia siebie poza wspólnotą poprzez wielorako rozumianą i problematyzowaną wspólnotowość – po doświadczenie różnie rozumianej i przeżywanej utraty integralności (siebie / świata / wspólnoty). Owszem, tak wyznaczona linia interpretacji prześlepia wiele wzmiankowanych w książce przełomów, jak chociażby wspomniany przełom futurystyczny w jego kulcie witalizmu, radości, chwili, skoku w tętniące życiem wielkie miasto etc. Nie unieważnia to jednak zapisanych spostrzeżeń, może z jednym uściśleniem: trudniej byłoby o taką prezentację idei omawianej książki, gdyby interpretatorka zdecydowała się pozostać przy tytule pierwotnym: Poezja, miasto i doświadczenie nowoczesności. Nie oznacza to bynajmniej, iż taki tytuł nie charakteryzowałby dobrze zawartości tomu. Przeciwnie, część druga książki – Opisać miasto, czyli oswajanie cywilizacji i zalążki zwątpienia (niemal 350 stron!) – dedykowana jest miastu postrzeganemu przez uruchamiane kolejno pryzmaty: futurystyczny, konstruktywistyczny (ze szczególnym uwydatnieniem Peiperowskiego), Przybosiowy (z czasów Awangardy Krakowskiej i późnych peregrynacji poetyckich), wreszcie: bliski zmaganiom surrealistów lub katastrofistów (i na tym nie koniec). Sienkiewicz zdecydowała się jednak na zastąpienie wspólnego mianownika wątków i problemów mianownikiem doświadczenia, przesuwając akcent z – powiedzmy – zamkniętych w poezję obrazów nowoczesnego miasta na to, co pod nimi pulsuje i co je poprzedza: jednostkowy, indywidualny akt postrzegania i nazywania. Akt paradoksalny, bo zawsze własny i zarazem niezbywalnie uwikłany w historię i przez nią zapośredniczony. Autorka nie przemilcza i tego zagadnienia, przeciwnie: problem zapośredniczenia przez dwie władze: język i historię podnosi parokrotnie do rangi samodzielnego przedmiotu refleksji (tak to robi w niektórych akapitach wywodu o Różewiczu czy w epizodach „dyskusji” Herberta z Marquardem). Można posunąć się nawet do stwierdzenia, że całościowy obraz polskiej poezji w ujęciu Sienkiewicz określałyby również (jak w poprzedniej książce) bieguny rewelacji i repetycji, z tym wszakże uściśleniem, że ciążyłby on jednak silniej ku biegunowi repetycji, powtarzania. A skoro, jak to ujmuje Marian Stala, granica między gestem poetyckim i egzystencjalnym bywa zatarta, to i samo przeżycie zadomowienia lub wykorzenienia, lęku albo nadziei, wspólnoty bądź samotności powraca w nowych przebraniach i odcieniach na kartach książki, zbliżając Różewicza z Adornem, Staffa z Nietzschem, Micińskiego z Herbertem, Białoszewskiego z neolingwistami… Sama autorka podobne „gry w przybliżenia” uzasadnia następująco: Z jednej strony […] buduję ciąg, opisując orientacje, poetyckie światoobrazy wyraźnie umiejscowione w czasie, następujące po sobie, z drugiej – wprowadzam zasadę wariantywności, po to, by po części przynajmniej zasadność tego ciągu zanegować, akcentując związki, przenikanie się i powroty wątków myślowych czy koncepcji estetycznych.

Pora na zwierzenie się z wątpliwości, jakie rodzi książka. Pierwszą niech będzie wątpliwość generalna, dotycząca patentów konstrukcyjnych, opatrzonych zresztą mnóstwem uzasadnień i zastrzeżeń. Uzasadnieniom i zastrzeżeniom nie da się odmówić słuszności, kłopot jednak w tym, że całość – mimo licznych zworników – pęka i trzeba dostarczać nowych argumentów podtrzymujących, spajających. Rezultat taki, że obok świetnych, odkrywczych diagnoz zapisuje się tu wiele spostrzeżeń niekoniecznych, wynikających bardziej z potrzeby utrzymania w ryzach całości wywodu niż z wewnętrznej ekonomii problemu. Być może to, iż książka powstała jako scalony post factum zbiór szkiców i artykułów (prawda, po znaczących ingerencjach, ale jednak) nie sprzyja naturalnej, niewymuszonej spoistości. A może poznawanie i nazywanie są wyróżnikami zbyt ogólnymi i za mało dystynktywnymi dla związania dziejów polskiej poezji modernistycznej w wyrazistą interpretacyjnie całość? Po drugie: część poświęcona Micińskiemu, Staffowi i Tetmajerowi zaciekawia próbą znalezienia dla ich pisania nowego klucza i (powiem za Blumenbergiem) „wiodącej metafory”, która organizowałaby ich twórczość, ale odpycha zbyt łatwo postawioną diagnozą o podmiotowości rozproszonej, wywiedzioną z przepuszczonej przez ponowoczesne sito pojęciowe (i jednostronnie interpretowanej) myśli Nietzschego. I dalej: o ile nie budzi we mnie zasadniczych sprzeciwów zaproponowany tu wizerunek Przybosia, o tyle nasuwa mi się wiele wątpliwości przy lekturze fragmentów o Białoszewskim (chociaż pomysł na zaaranżowanie niewczesnego spotkania z poetą na włościach neolingwistów nie jest nowy, to jednak wyciąganie z tego zbliżenia daleko idących konsekwencji dla jego pisarstwa wydaje mi się krokiem nieostrożnym, a w każdym razie wymagającym bardziej przekonującej argumentacji). Wreszcie: zaanonsowana przez Sienkiewicz we wprowadzeniu zasada wariantywności budzi obawy przed powierzeniem jej funkcji kierowniczej wobec całości przedsięwzięcia, bo to akurat zabieg tyleż atrakcyjny, co ryzykowny. Nie jestem pewna, czy autorka ryzyko to w pełni rozpoznaje i czy potrafi nad nim zapanować w takim stopniu, by uczynić zeń atut książki…

Niewątpliwą zaletą książki Sienkiewicz jest to, iż nie boi się ona w swojej narracji o poezji oddać głosu filozofom. Co ważne, udaje jej się uniknąć asekuracyjnego poprzestawania na co bardziej atrakcyjnych cytatach czy oderwanych od filozoficznego podłoża hasłach (kanonicznym przykładem takiego procederu byłaby chociażby Nietzscheańska „śmierć Boga”, używana w dyskusjach o podmiotowości nowoczesnej na zasadzie wytrycha otwierającego szybki dostęp do wiążących konkluzji). Nie każe filozofom stać za plecami filologów, ale stara się dopuścić ich do głosu na takich samych prawach, co bywa metodologicznie kłopotliwe, ale egzystencjalnie zawsze produktywne (a wyzwanie to trudniejsze niż w obszarze niemieckim, dysponującym kapitalnymi lekturami poetów dokonywanymi przez filozofów, że wspomnę tylko Diltheya, Heideggera czy Gadamera).

Książka Sienkiewicz ukazuje się w momencie ciągle-nie-dokończonej dyskusji o projekcie (również literackiego) modernizmu. Autorka opowiada się po stronie Welscha, opisującego postmodernizm jako nową fazę / dopełnienie modernizmu, co pozwala jej choćby na pisanie o projekcie neolingwizmu jako dokończonym projekcie awangardy. Można się spodziewać, że dla dyskusji nad znaczeniem modernizmu i awangardy (przypomnijmy Eysteinssona Awangarda jako / czy modernizm?) książka Barbary Sienkiewicz okaże się głosem istotnym.


Eliza Kącka

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas