poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA ORSKA
Dzikuska
[Agnieszka Wolny-Hamkało, „Spamy miłosne”, Wydawnictwo a5, Kraków 2007] Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)

Wiersze z tomu Spamy miłosne Agnieszki Wolny-Hamkało są po prostu urocze… To, według mnie, najgorsza z możliwych opinii, jakie można wygłosić na temat czyjejś poezji. No ale cóż, w dziedzinie, jaką stanowi literatura, wszystko pozostaje kwestią gustu, a gusta z kolei najczęściej pozostają kwestią postulatów. Być może więc z pewnej perspektywy słowo „urocze” nie determinuje negatywnych odczytań, nie powoduje negatywnych emocji, może nawet pobudza odbiorcę do stanu pełnej komunikacyjnej gotowości… A poezja powinna być dialogiczna (!?). Więc oczywiście biorę pod uwagę tę perspektywę, rozumiem jej konieczność i wagę, jeżeli chodzi o ustanawianie skomplikowanej, subtelnej sieci związków, porozumień, wspólnych wibracji, jaką w rzeczywistości stanowi życie literackie. Nazwałabym ją zaś najchętniej na przykład… „perspektywą Starszych Panów”?

Wiersze Agnieszki Wolny-Hamkało są więc właśnie urocze… Dobrze zrobione (uczesane), z lekka surrealistycznym zakrętem – odrobiną „malinowej” nieodpowiedzialności zarówno w sferze przedstawiania, jak i w warstwie językowej (tu, uwaga, pazurki!). Autorka potrafi precyzyjnie odmierzać dawki spalanej szałwii i kolorowych trunków, znamionujące pewne nieprzystosowanie podmiotu do powszechnie obowiązujących norm. Do tego są mokre miętusy, zielony lak na orzechach, białe wiśnie w brzuchu: w efekcie otrzymujemy twór językowy o charakterze gimnazjalnym, w typie – oczywiście inteligentnej – „dzikuski”. Dobrze został on scharakteryzowany w wierszu Syndrom: Ona idzie stamtąd: cudzoziemka, komediantka, wiedźma / (Mistrzyni w robieniu przydymionego oka). / Tak się złożyło, że dla niej oszalał […]. Jakkolwiek tak dosłowne, zarazem modne i wyczerpujące definicje kobiecości zdarzają się w Spamach rzadko, a w cytowanym akurat tekście widoczna jest autoironia, to – mam wrażenie – zbyt wiele z tej pensjonarskości przenika w strategie podmiotu twórczego, którego głównym celem pozostaje, by niepokoić, drażnić, słowem flirtować. Często chodzi tu o bardzo przejrzysty flirt z cudzymi językami – trwająca już od dłuższego czasu przygoda z Marcinem Świetlickim i chyba nieco świeższe z Andrzejem Sosnowskim i Mariuszem Grzebalskim. Na „drażnienie” składa się jednak przede wszystkim delikatnie sugerowana seksualność zabaw językowych. Nawet tak ryzykowne eksperymenty, jak szumiące szaszłykarnie czy siąpiący zadzior księżyca powstały jakby wyłącznie po to, by łaskotać uszy.

Z tego wszystkiego można zrobić świetną literaturę oczywiście. Najnowsze poetyckie próby Wolny-Hamkało mogłyby stać się przecież ostrą i bezprecedensową flirciarską propozycją. Genialna jest twórczość wiecznego chłopca Artura Rimbauda, więc dlaczego nie miałaby być genialną poezja wiecznej dziewczynki? Niestety, podobnie wyrazisty, poetycki format gimnazjalnej żeńskości – romantyczny, głupi aż do boskiej ironii – w polszczyźnie nie istnieje. Poetka musiałaby się znacznie bardziej napocić, niż to ma miejsce w Spamach, by uciec przed stereotypem seksownej „Dzikuski”, w który się poprzez swój język i sposób konstruowania poetyckiej przestrzeni wpisuje. Trzeba byłoby tu jednak ważyć się na jakieś zasadnicze ryzyko – na przykład chociażby zacząć hodować brodawki na pięknej twarzy. Takiego ryzyka Wolny-Hamkało jednak nie podejmuje… Może zresztą i lepiej; może nie poszłoby to w smak Starszym Panom? Nie jestem modelowym odbiorcą tego tomu w sposób oczywisty. Może dlatego trudno było mi się odnaleźć wobec literackiej kokieterii.


Joanna Orska

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas