poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ MAJDOSZ
Pamiętnik utkany wierszem
[Janusz Szuber, „Pianie kogutów. Wiersze wybrane”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008] Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)

Okrągłe rocznice czasami skłaniają do refleksji. Janusz Szuber w 2007 roku obchodził sześćdziesiąte urodziny, czterdziestolecie pisania swoich wierszy, a za niedługo będzie obchodził piętnaście lat od debiutu prasowego (1994). Czyżby przyszedł czas na podsumowanie swojej twórczości? Dodajmy, że mimo „spóźnionego debiutu” dorobek poety jest niezwykle bogaty; przyznam szczerze, że pogubiłem się już w liczeniu kolejno wydawanych zbiorów. Patrzę więc z niedowierzaniem na swoją półkę, uginającą się pod tymi kilkunastoma tomikami poety, przede mną leży kolejny, będący wyborem wierszy. Ale jakim wyborem! Szuber dwa razy dokonał wyboru swoich wierszy, raz w roku 1999 publikując książeczkę O chłopcu mieszającym powidła, w której zebrane były liryki z tzw. „Pięcioksięgu” i z tomu Śniąc siebie w obcym domu (1997); drugi raz w 2003 roku, ogłaszając wybór Lekcja Tejrezjasza, w którym ukazały się wiersze od tomiku Biedronka na śniegu (1999). Selekcja, jaką poczynił autor Gorzkich prowincji w najnowszym wyborze Pianie kogutów, a także podział zbioru na siedem części mogą sugerować, że mamy do czynienia ze swoistym podsumowaniem poetyckiej twórczości.

Dobór wierszy do poszczególnych części Piania kogutów nie do końca podlega uporządkowaniu chronologicznemu. Wprawdzie pierwsze części zawierają wiersze z najstarszych tomików, jednak pomiędzy nie wplecione są liryki z późniejszych zbiorów. Pierwszy przykład z brzegu, w części I cztery początkowe liryki (Lato 1961; Pankowski; Klezmerzy galicyjscy; Eliasz Puretz fotografuje uczennice…) pochodzą z debiutanckiego tomu Paradne ubranko i inne wiersze (1995). Zaraz po nich dodany jest wiersz ze zbioru Okrągłe oko pogody (2000), po którym pojawiają się dwa wiersze z drugiego tomu Apokryfy i epitafia sanockie (1995). I w ten sposób mniej więcej przez kolejne cztery części „doczepiane” są wiersze. Szósta część zawiera stosunkowo najnowsze teksty drukowane dotąd w czasopismach (np. W trzeciej osobie liczby pojedynczej – pierwodruk w „Twórczości” 2007, nr 7 lub Chałka Kicz – z „Więzi” 2007, nr 1), w siódmej części zamieszczony jest tylko jeden liryk. Mówię o tym, by zaznaczyć, że w przypadku Piania kogutów mamy do czynienia nie z wyborem, lecz zupełnie nowym tomem wierszy.

Z poezją zwykle jest tak, że pojedyncze wiersze zebrane do jednego zbioru stanowią całość sytuacji lirycznej – wyjątek stanowi poezja Wisławy Szymborskiej – wybory, antologie okaleczają percepcję i w konsekwencji interpretacje. Są one podporządkowane regule tematu, chronologii; w rezultacie przypominają umieszczane w gablocie motyle nabite na szpilki. Szuber natomiast dokonał czegoś innego, połączył swoje wczesne wiersze, czy raczej dobrał, w taki sposób, że stworzył misternie utkany z poezji pamiętnik. Stare wiersze nabierają nowego znaczenia. Budują całość, dzięki której powstaje coś na wzór „poematu rozkwitającego” Tadeusza Peipera.

Podczas lektury Piania kogutów ma się wrażenie, że sześć części wypełnionych konkretnymi lirykami to sześć dekad życia pisarza. Jednocześnie sześć, niekoniecznie mających związek z chronologią, etapów poezji Szubera. Poeta snuje opowieść, jego bohater liryczny, co charakterystyczne u Szubera, zamienia się w narratora pamięci rodem z c.k. monarchii, galicyjskich rubieży. Świat makro, uniwersalne prawdy wypowiadane są przez szczegół, konkret: strych i jego inicjacyjny charakter (Przekraczanie progu), smak rozgotowanej kaszy gryczanej (Gorzkie prowincje), słodkiej smoły powideł (O chłopcu mieszającym powidła) czy tomy historii z rycinami tortur (Kocia szafa albo drzewo wątpliwości). Narrator daje do zrozumienia, że świat nie przestaje zadziwiać bez względu na bagaż doświadczeń i okres przeżytych lat (Po wieczorze autorskim). Mimo tego poezja Szubera unika moralizowania, raczej rejestruje pamięcią widzącą, spisuje w rejony podświadomości czyjeś biografie (Jednodniowa księżna; Burzliwy żywot ex-sierżanta W.; Notatnik o pannie Teodozji D. (1848-1941, January Poźniak).

Pamiętnik swój utkany poezją Szuber otwiera wierszem, w który dokonuje się inicjacja bohatera, przejście ze świata dzieciństwa do świata dorosłych (Lato 1961). Ekwiwalentem męskości staje się złowiona ryba, gdzie trzynastoletni kandydat na mężczyznę nieświadomie zdaje egzamin i wkracza w tajemnicę innego świata. Część szóstą kończy natomiast wiersz o wymownym tytule 60. Szuber explicite rozlicza swoje życie:

Niedługo skończę sześćdziesiąt lat,
ale nie to jest tematem tego wiersza.
Jest nim zgryzota, jaką do końca życia
zgotowałem moim rodzicom.
I że wiersze nie odkupują winy.

Obwinia się, że najbliższych obarczył swoją chorobą, nie potrafi zadośćuczynić, nawet pisać zaczął zbyt późno, kiedy oni już nie żyli. Paradoksalnie z całości Piania kogutów nie widać, by Szuber zmienił swój styl, w wierszach podejmowane są nadal tematy eschatologiczne, egzystencjalne, gdzie dominuje konkret w ujęciu opisywanej rzeczywistości. Interesujące jest z kolei unikanie „sanockości”, czytelników i krytyków mogła zmylić Mojość, gdzie poeta pisał: Sanok stawał się dla mnie centrum świata (myślę w tym miejscu o zbiorze Szubera Mojość z roku 2005). Autor Biedronki na śniegu niewątpliwie jest sanoczaninem, ale nie „bardem Gór Słonych”, jego uniwersalność podkreślona jest właśnie przez ostatni tom, który bliższy jest autobiografii lirycznej czy pisarskiej niż poezji „małych ojczyzn”.

Byłbym niekonsekwentny, gdybym nie dopowiedział paru słów o części siódmej. Sześć wcześniejszych partii zamyka pewien etap w życiu. Dosłownie poecie „idzie na siódmy krzyżyk”, jakiś czas się zamknął, trzeba otworzyć się na nowy. Egzemplifikacją tego sposobu myślenia jest wiersz Dopóki palce, zamykający całość najnowszego wyboru. Wracamy do punktu wyjścia, czytamy bowiem, że – utwór zapisany jest w całości kursywą – Zygmunt śp. i pstrąg śp. tyrawski złowieni na muchę… Na początku mieliśmy obraz chłopca nieświadomego przyszłości, zajętego łowieniem ryby (może właśnie tego pstrąga tyrawskiego), świat stawał się odkrywaną tajemnicą. Po latach świat nadal pozostaje niewiadomą, kolejne lata wyznaczają umarli, coraz więcej obcowania ze śmiercią, są lub były rzeczy, których nie da się powtórzyć, błędów których nie da się naprawić. Po prostu Było, minęło. Jest teraz. Dobrze, że jest. Mogło już nie. Czy jest to forma pogodzenia się z życiem i własną egzystencją? Na pewno częściowo tak, ale poprzestawać na tym byłoby dużym uproszczeniem. Pianie kogutów należy zatem odczytywać na kilka sposób: podsumowanie, zamknięcie jakiegoś etapu, ale również otwarcie nowego.


Tomasz Majdosz

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas