poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KRZYSZTOF LISOWSKI
Leszek Rózga – malarz mitu Śródziemnomorza
Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)

Dzięki Piotrowi Szewcowi odkryłem dla siebie, a właściwie zacząłem poznawać twórczość nestora grafików łódzkich, Leszka Rózgi. Nie wiem skąd się to zainteresowanie wzięło u Piotra, ale na początku nowego stulecia, inspirowany konkretnymi rysunkami i akwafortami Rózgi, jął pisywać interesujące ekfrazy, które znalazły potem swoje trwałe miejsce w tomie Całkiem prywatnie z 2006 roku. Okładkę książki poetyckiej autora Zagłady zdobi barwna, „ekspresjonistyczna” grafika pt. Miasteczko Bełz.

Następnym krokiem do poznania Rózgi, twórcy urodzonego w Zgierzu w 1924 roku, współorganizatora Wydziału Grafiki łódzkiej PWSSP, profesora, wykładowcy, podróżnika, przygodnego poety, było zaznajamianie się z jego bogatą stroną w internecie, pokazującą prace graficzne od roku 1949 aż po 2008, który przyniósł cykl grafik kreteńskich (wcześniej Rózga portretował inne okolice – polskie pejzaże i prowincjonalne zaułki, miasteczka, naturę w różnych sezonach, kobiety, zioła, kwiaty i ptaki).

Pierwsze, pomijając pobyt na przymusowych robotach w Niemczech, były zapewne Rózgi „podróże do Polski”. Następuje potem stopniowa przemiana tematów, emocjonalnych napięć, wrażeń, którym artysta pragnie nadać kształt Widzialnego. Jak pisze we wstępie do dawnego katalogu Rózgi Henryk Anders: Nie wyzbywa się jednak pewnej melancholii „nostalgicznych” – jak sam je nazywa – tęsknot za jakimś innym światem, niekoniecznie barwniejszym i wspanialszym, lecz właśnie innym, wolnym od zgiełku, pełnym ciszy i ukojenia. Światem niby ziemskim, a przecież nierealnym, jak wymarzone wyspy szczęśliwości, owo legendarne Elizjum. […] Rozległe bezludzia, wody i góry powtarzają się nie tylko w pejzażach fantastycznych, również w licznych szkicach z natury…

Pojawia się więc konieczność wzbogacania doświadczenia oka i ręki: wędrówki po Europie, na Bliski Wschód i do Ameryki Północnej. Im bliżej naszej współczesności, tym krąg zainteresowań artysty, obszar jego badawczych i poznawczych penetracji, wyraźnie się zacieśnia. Ale to piękne i mądre samoograniczenie – do krajobrazu i mitu Śródziemnomorza. Poświadcza to najnowsza wystawa artysty i wydany z jej okazji katalog, mieszczący „grafiki z lat 2001–2008”. Dominują trzy wielkie tematy – Wenecja, Toskania i Grecja/Kreta.

Wenecja – ta światowa stolica iluzji, lustrzane miasto mostów i balkonów, wodny grób i stary trakt świetnej Europy. Piękno i tajemnica, zjawy przeszłości pod promieniami czarnego Słońca, cienie getta, turystów, żeglarzy, więźniów i kochanków. Jakby zbiorowisko ciał poddanych okrutnej pandemii, majak sennej materii, dawnych twarzy z przymkniętymi oczyma – jeden wielki, płożący się blisko wody, płomień. Wszystko skłębione, tłoczne i w rudościach podobnych czuprynie księdza Vivaldiego, przemykającego pod murami Pałacu Dożów.

Cykl grafik toskańskich przynosi po tym „zgiełku” i paroksyzmach obrazów weneckich uspokojenie, ciszę, kontemplację dalekich wzgórz z rosnącą gdzieniegdzie i z rzadka grupą cyprysów i pinii między winnicami. Przychodzi na myśl praca wcześniejsza – Dziewczyna w renesansowym pejzażu – gdzie znajdziemy pokrewny, naśladujący precyzyjną kreskę Leonarda, krajowidok, i podobny odcień zgaszonej zieleni, jakby na chwilę Słońce przesłoniły przelotne obłoki.

Rózga odpowiada we wspomnianym katalogu na pytania wywiadu przeprowadzonego z okazji jubileuszu 85-lecia urodzin i 55-lecia działalności artystycznej: Grecja, Rzym, chrześcijaństwo to nasza kultura, która promieniuje nieustannie. Ciągle potwierdza naszą siłę i słabość, dobro i zło. […] Miniatury – pejzaże polskie i podmalowane pejzaże śródziemnomorskie to usiłowanie zatrzymania w mojej pamięci zachwytu przyrodą i pięknem, ale również moja intymna wypowiedź własna. Żyję i we mnie jest wszystko. Patrzę na człowieka, który jest podobny do innych, tych którzy byli i tych, którzy będą. […] Nie uciekam od chaosu współczesności, ja go nie widzę. Przeżyłem wiele „chaosów”. Wszystko przemija, tylko przyroda jest niezmienna… a my i ja od niej zależni, trwamy.

Jeszcze inny Rózga pojawia się w cyklu kreteńskim, składającym się bodaj z dziesięciu prac, część z nich to suchoryty, inne wykonane techniką mieszaną – to podmalowane akwarelą akwaforty. Grafiki wyraziste, większych rozmiarów, bo przecież wielokrotnie Rózga przyzwyczajał nas do eleganckiego drobiazgu, detalu, kojarzył się z miniaturą…

Przyjrzyjmy się tytułom: Podejrzenie albo Satyr i Menady, Popołudnie Fauna, Cztery pory, Sen Europy, Kreta – Vaj (Vai – to przedstawienie pięknej zatoki z piaszczystą plażą, na wschodnim wybrzeżu wyspy), Ikona, Minos, Ariadna, Droga, Mity. Część z nich nawiązuje bezpośrednio do mitologii greckiej w jej wersji „wielkiego mitu kreteńskiego”, czyli opowieści o uprowadzeniu przez Zeusa-byka Europy, kreteńskim królu, królewnie z kłębkiem zbawczej wełny i biednym Minotaurze. Inna grupa przypomina „mit dionizyjski” – bachantki z orszaku Dionizosa, tańczące w ekstazie, szalone, nieobliczalne (to one przecież uśmierciły Orfeusza!); widać tu ogromną energię i witalizm kogoś o bujnej naturze, wystawionego na pokusy zmysłów, zwierzęcego na poły i nienasyconego. Mocna jest, pokryta czarnym włosem, ręka Dionizosa.

Inne zupełnie są barwne pejzaże wyspy Minosa – nadmorskie skały, różne odcienie nieba i morza, bezludna surowość pejzażu. Ale jednak ktoś tu jest – oni dawni czy my przyszli? Wędrowcy, wieczni turyści wszystkich czasów? Filozofowie, badacze, marzyciele rozmaitych epok? Widać zaledwie kontury, kreski, napowietrzne sylwetki, profile, przeniesione może wewnętrznym okiem z czarnofigurowej scenki z jakiegoś naczynia. To jakby duchy błąkały się po morzu, nawiedzały skrawki ziemskich ojczyzn.

Przenikają się tu dwa światy, fizyczny i metafizyczny, mocne ciała ziemi i wody o wyrazistych płaszczyznach i duch dawności, świętej myśli, mitologicznej prawdy o bogach i ludziach. Wiecznym porządku, który dziś może zaledwie przyśnił się w godzinie sjesty.

Wszak notuje Rózga prawdziwie po Heraklitejsku w pewnym zapisie lirycznym z katalogu Stoję na krawędzi (Łódź 2003), że:

Drogi filozofa nigdy się nie kończą,
Pną się w górę, schodzą w otchłanie,
Ulatują, nikną, kamienieją,
Zamieniają się w nieskończoność.
(Egea – droga filozofa)

Wędrówka Leszka Rózgi zaczyna się od rejestracji brzydoty, turpizmu świata w pierwszych cyklach grafik: Ruderach, Reliktach, Śmietnikach, by odkryć inne pejzaże i przejść do rozmowy o pięknie świata, zobrazować wielokrotnie zachwyt, harmonię, spokój greckiego „wiecznego momentu”.
Dalej jest już tylko droga do Elizjum, przylepiona jak gniazdo jaskółcze do cielska Białych Gór, niknie wędrowcowi za horyzontem.


Kraków, marzec 2009

Krzysztof Lisowski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas