poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura
Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)

Autopoprawka: Kamerzysta w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” (nr 14) narzeka, że nigdzie w prasie nie znalazł recenzji „rozlewiskowej” trylogii Małgorzaty Kalicińskiej. Przeoczył, że recenzja taka ukazała się – i to gdzie? W „Dekadzie Literackiej” (2008 nr 2/3, pióra Anny Pochłódki)!

Zygmunt Bauman („Gazeta Wyborcza” z 23–24 V) pisze: „Contradictio in adiecto (lub jak chcieliby Anglicy, oksymoron)”. Oksymoron nie jest angielską specyfiką, lecz terminem retoryki starożytnej, o znaczeniu jednak szerszym niż contradictio in adiecto (sprzeczność w przymiotniku, ściślej – w przydawce), bo obejmującym wszelkie powiązania przeciwstawnych pojęć w jedną całość (I mrozem pałam, i ogniami leję –  A. Morsztyn).

Według Marcina Lisickiego („Dziennik” z 28 V) to Piłsudski wypowiedział „słynne słowa”: dla Polski można wiele zrobić, lecz we współpracy z Polakami raczej nigdy. W rzeczywistości jest to parafraza powiedzenia Aleksandra Wielopolskiego z roku 1862.

Włodzimierz Bolecki („Plus Minus” z 23/24 V) mówi, że pracownicy folwarku Skrzelczyce należącego do rodziców Gustawa Herlinga byli to „starozakonni Żydzi noszący pejsy i jarmułki”. Brzmi to śmiesznie  –  bo „starozakonny” oznaczało wyznawcę judaizmu, niezależne od jego wyglądu i stroju.

„Twórczość” (nr 5) donosi, że o słowackim przekładzie powieści Zbigniewa Domino Syberiada polska tamtejszy krytyk Jozef Bžoch napisał: Jest to historyczny dokument, a także dzieło sztuki o wielkiej sile wypowiedzi. Czy to sąd trafny, czy nie – trudno się z prasy polskiej dowiedzieć. Powieść Domino pominięto całkowitym milczeniem. No bo czy można pisać o autorze, który w latach 1986–1989 był zastępcą kierownika Wydziału Kultury KC PZPR. Nasza prasa pisze tylko o swoich.

Tadeusz Dąbrowski („Tygodnik Powszechny” nr 21) nazywa Rimbauda „parnasistą”. Historycy literatury francuskiej bardzo by się tym zdziwili. Poetyka Rimbauda była wręcz zaprzeczeniem parnasizmu.

Wojciech Stanisławski („Nowe Książki” nr 5, s. 70), recenzując książkę Wegsa i Ladrecha Europa po roku 1945, twierdzi, że sporządzony tu opis przebiegu wydarzeń z września 1939 r. pokrywa się w zasadzie z fragmentem traktującego o tych samych wypadkach „Krótkiego kursu WKPb”. Stanisławski zmyśla. Gdyby zajrzał do Krótkiego kursu, przekonałby się, że ostatnim wydarzeniem, o którym książka ta wspomina, są wybory do Rady Najwyższej ZSRR z 12 XII 1937 roku.

Nie chce się wierzyć. Nawet Czapliński, Przemysław Czapliński („Dialog” nr 5, s. 23) przypisuje autorstwo noweli Konopnickiej Mendel Gdański – Elizie Orzeszkowej. I to dwukrotnie.

Maria Prussak („Wielogłos” 2008, nr 2, s. 11) o dramatach Wyspiańskiego: mają one bardzo przemyślaną stylistykę, nawet jeśli sprawia ona wrażenie koślawej czy ułomnej, a wiersz jest strasznie rymowany. Nie jestem w stanie uwierzyć, że to mu się wymyka, że jest świadectwem bezradności, a nie precyzyjnie pomyślaną konstrukcją. Czy należą tu także zwroty takie jak: Żagwiami zdzielić po łbiech; Na koń, zbudź się, ty żak, ty lecieć masz jak ptak!; Ażem gdzieś w ziemię wpad, gdzie mnie toczy gad?

Józef Ruszar („Plus Minus” z 6–7 VI) przypomina, że w arcybiskupim pałacu Karola Wojtyły odbyła się rocznicowa sesja poświęcona Krasińskiemu, podczas gdy państwowe uczelnie nie bardzo chciały się zajmować „antyproletariackim poetą”. Ale zajął się nim Instytut Badań Literackich PAN, organizując sesję naukową, w której udział wzięli uniwersyteccy profesorowie, m.in. Stefania Skwarczyńska, Konrad Górski, Maria Janion, Kazimierz Wyka.

Adam Wierciński (Zapomniane dziedzictwo kresowe, „Blok – Notes Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza” 2008, nr 14, s. 418) twierdzi, że w kulturze powojennej występował fakt wyręczania historyków przez pisarzy, gdy chodziło o dziedzictwo kulturalne Kresów Wschodnich. Wierciński krzywdzi tu historyków. Mimo (zmieniających się zresztą) ograniczeń cenzuralnych ukazało się monumentalne 11‑tomowe dzieło Romana Aftanazego Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej, książki Stanisława Nicieji o cmentarzach lwowskich, monografie Andrzeja Romanowskiego Pozytywizm na Litwie i Młoda Polska wileńska, liczne rozprawy o Ossolineum i prasie lwowskiej oraz wileńskiej, monografie wilnian – od Syrokomli do Zdziechowskiego, i lwowian – od J.M. Ossolińskiego do Andrzeja Szeptyckiego.

Paweł Lisicki („Plus Minus” nr 24) pisze: propagandzistom homoseksualizmu nie przeszkadza widok mężczyzny przebranego za jezuitę i pokazującego różowe majtki – mi tak. A mnie dziwi w tekście redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej” nieznajomość reguły gramatycznej, kiedy używa się zaimka „mi”, a kiedy „mnie”.

Coś pokręciło się Krzysztofowi Zanussiemu. Opowiada on („Polityka” nr 25), że odrzucił propozycję zrobienia filmu Mefisto, bo nie miał odwagi go zrobić: Byłem przedstawiony Katii Mann, a to była opowieść o jej synu. Nie chciałem jej zrobić przykrości. Nic się tu nie zgadza. Mefisto był filmem o niemieckim aktorze Gustafie Gründgensie, Klaus Mann (syn Katii i Tomasza Manna) był tylko autorem powieści, również pod tytułem Mefisto, która stała się podstawą scenariusza filmowego. O reżyserowanie tego filmu Katia Mann nie mogła więc mieć do Zanussiego żadnych pretensji.

Myli się Piotr Mucharski („Tygodnik Powszechny” nr 25), pisząc, że Andrzej Kurz u szczytu swej kariery był członkiem Biura Politycznego KC PZPR. U szczytu tej kariery był on tylko I sekretarzem Komitetu Miejskiego PZPR w Krakowie, a później kierował Telewizją Polską.

Primo voto – znaczy „[nazwisko] z pierwszego małżeństwa”. Nie wie chyba o tym Sylwia Chutnik („Przekrój” nr 27), skoro pisze: Anna Iwaszkiewicz primo voto Lilpop. „Lilpop” – to było nazwisko panieńskie późniejszej żony pisarza.

Leszek Elektorowicz w wywiadzie z Robertem Mazurkiem („Magazyn »Dziennika«” z 23–24 V) twierdzi, że Jan Brzechwa w czasie okupacji sowieckiej był we Lwowie i pisał tam różne paskudne rzeczy, chwaląc władzę radziecką. Jest to całkowicie bezpodstawne zmyślenie. Brzechwa ani przez jeden dzień nie przebywał we Lwowie w latach 1939–1941 i oczywiście nie ogłosił tam żadnego tekstu. Elektorowicza zawiodła pamięć, redaktorzy „Magazynu” nie uważali za potrzebne go skontrolować, sprostowania nikt nie nadesłał.

Maciej Zaremba („Tygodnik Powszechny” nr 23) powtarza za szwedzkim pisarzem Harry Martinsonem, że zjazd pisarzy sowieckich w roku 1934 odbywał się pod znakiem dewizy Lenina poeta jest inżynierem ludzkiej duszy. Tymczasem formuła ta brzmi: pisarze są inżynierami ludzkich dusz i pochodzi nie od Lenina, lecz od Stalina.


hm
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas