poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MATEUSZ ANTONIUK
Natura – życie – świętość. I czarne światło
[Bogdan Loebl, „Czernienie bieli”, Toruń 2009] Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)

1 Tytuł autorskiego wyboru wierszy Bogdana Loebla kieruje uwagę czytelnika na pracę poety. Czernienie bieli – tak właśnie, peryfrazą, określił autor swą półwieczną aktywność poetycką. Loebl urodził się w roku 1932, swój pierwszy tomik wierszy ogłosił w roku 1961. Książka, która opowiada o zaczętej wówczas drodze twórczej, respektuje diachroniczny porządek prezentacji, dzieli się na osiem rozdziałów, po jednym dla każdego z opublikowanych tomów; rozdział dziewiąty to Wiersze nowe (ostatnie?) Wiersze jeszcze nie‑w osobnym tomiku. Taka konwencja kompozycyjna zachęca do śledzenia rozwojowych linii dzieła, identyfikowania jego konstant i metamorfoz.
Dla Loebla – zauważa Marta Wyka w recenzji zamieszczonej w książce w dziale Poezja Bogdana Loebla – opinie najważniejszy […] jest „świat wewnętrzny”, a także „świat domowy”. To powtarzające się tematy jego liryki, na różnych etapach życia poety osiągające coraz doskonalszy wyraz artystyczny. Cytowany komentarz ukazuje rozwój dzieła jako ciągłe doskonalenie sposobów artykulacji, przyporządkowanych dwóm centralnym ośrodkom tematycznym. Zastanawiam się: czy lektura Czernienia bieli pozwala wskazać jeszcze inne, podobnie istotne i trwałe skupienia znaczeń? Chyba tak. Loebl, poeta wewnętrznych, psychosomatycznych pejzaży oraz poeta domowego mikrokosmosu, jest też równie konsekwentnym poetą‑adoratorem życia i natury. W całej lirycznej twórczości tego autora (na każdym jej etapie i w każdym tomie) wyraża się predylekcja do ustanawiania triady: natura – życie – świętość. Co nie oznacza, że wyraża się ona w jeden sposób, zawsze tak samo.


2 Postawa afirmacji, a nawet sakralizacji natury, połączona z krytyką uroszczeń techniki i cywilizacji, dochodzi do głosu w co najmniej trzech wątkach tematycznych. Nie są one równie ciekawe, nie prowadzą do równie ważkich rezultatów artystycznych, ale każdemu z nich należy poświęcić choćby krótką notkę charakteryzującą.

A. Opozycja miasto – wieś

Dwa pierwsze tomy Bogdana Loebla (Szkic do pejzażu, 1961 oraz Pozapromienne, 1963) to wyraźna kumulacja motywów antyurbanistycznych. Miasto jest „pijane”, jego ulicami płyną ścieki, jego mieszkańcy są postaciami z kalejdoskopu nędzy, nieszczęścia, społecznej i moralnej degradacji (pijane prostytutki; podstarzałe przedwcześnie żony; mężowie leżący w rynsztokach; dzieci obdarte i głodne). Podmiot zamknięty w mieście nie może uzgodnić swojego codziennego doświadczenia z konwencją poezji miłosnej (Liryka, Chciałem napisać wiersz o miłości), towarzyszy mu poczucie zniewolenia (politycznie aluzyjny wiersz Klatki), a nawet przeczucia katastroficzne (Potrójny pejzaż). Najlepszym, najciekawszym wierszem jest w tej grupie utworów Kołysanka, drukowana zresztą dwukrotnie – tak w tomiku Szkic do pejzażu, jak i w zbiorze Pozapromienne. Tutaj poetycki opis przestrzeni miejskiej wydaje się ujawniać światoodczucie nie tylko pesymistyczne, ale nawet neurotyczne, obsesyjne: domy o mięśniach napiętych są jakby gotowe do skoku, przyczajone do ataku – drżą / by miażdżyć. Wprawdzie ulica jest pusta / jak naczynie / które można wypełnić…, ale ta potencjalność nie wiąże się z żadnym sygnałem nadziei, skoro tym, co wypełni pustkę ulicy, ma być głos rozpadających się ciał. W kontekście tak jednoznacznie negatywnej wizji miasta nie dziwi pierwszy wers utworu Do widzenia Boże: Jest w tym mieście świątynia martwa bo bez Boga. Można powiedzieć: cytowane zdanie ostatecznie potwierdza, pieczętuje obraz cywilizacji miejskiej jako rzeczywistości zdegradowanej, ziemi jałowej, miejsca etycznej i estetycznej klęski.

To, co w świecie miasta okazuje się silną niemożliwością (doświadczenia piękna, przeżycia sacrum), w świecie wsi, w bliskim kontakcie z przyrodą staje się naturalne, niemal oczywiste. Mówią o tym takie liryki z wczesnego okresu twórczości Loebla jak Świątek (dedykowany, fakt nie bez znaczenia, Janowi Bolesławowi Ożogowi), Kosiarze (utwór zamieszczony w trzecim tomie z roku 1968, ale napisany już w roku 1955) czy – zwłaszcza – Wieś. Ostatni z wymienionych tekstów ma charakter programowy i już w pierwszym wersie przynosi mocną konstatację światopoglądową: Wszystko ma tutaj wielki sens. Dalsze partie utworu wyjaśniają, że w słowie „wszystko” mieści się cierpienie i zło, praca i odpoczynek, starość i młodość, śmierć i erotyka. Słowem, pełnia ludzkiego doświadczenia egzystencjalnego dostępuje usensownienia w kręgu natury i wsi, z dala od cywilizacji i miasta.

B. Wątek przedmiotów martwych

Podmiot poezji Bogdana Loebla spogląda na przedmioty codziennego użytku, wytwory ludzkiej pracy, i widzi w nich dramat tworzywa, organicznego surowca, który niegdyś stanowił żywą część świata natury, a teraz – po rzemieślniczej lub przemysłowej obróbce – jest zamknięty w martwym artefakcie (Drzewa pozbawione szumu / pozapromienne życie wiodą w rzeczach). Drewniana szuflada jest niema, próżno szukać w niej głosu traw ni lasu. Na jej dnie leży kartka – z zapisanym wierszem? – a w istocie papier wyjałowiony ze słojów (cytaty z wiersza Pozapromienne). Znamienne, że określając status materii wtłoczonej w wytwory ludzkich rąk i narzędzi, Loebl gromadzi słowa i formanty związane z brakiem, zanikiem, utratą: pozbawienie szumu, życie poza-promienne [podkr. moje, M.A.], wyjałowienie. Jeszcze mocniej dopowiada tę kwestię Siódmy szkic do pejzażu z tomu Kwiat odwrócony (1979):

Anim się uśmiał tu ani nacieszył
ściany pochyło stoją jako drzewa
śnięte Już trupy powleczone chłodem
politur W rzeczy wtłoczone ogrody
Jabłoń w taboret Wiśnia w stół rozdarta

Świat artefaktów okazuje się cmentarzem życia, ludzka praca – uśmiercaniem, reifikacja – hamowaniem élan vital. Jedynym ratunkiem okazuje się wyobraźnia poety. To za jej sprawą nieodwracalna likwidacja życia w urzeczowionej materii może się cofnąć, choćby na chwilę, na jedno mgnienie metafory, na czas trwania jednej sytuacji lirycznej. Włókno, cząstka strukturalna, element konstrukcyjny, mocą poetyckiej licencji zostaje obdarzony przywilejem marzenia sennego. Co śni się włóknu?

Zlatują się liście zbutwiałe
i wrastają
w gałęzie stołu

pęcznieją łodygi koszul
i ustawiają się
w łan

A więc, innymi słowy, dokonuje się odwrócenie procesu reifikacji; materia organiczna wraca do swojej pełni bytu – do natury.

Na tle omawianych utworów bardzo ciekawie wybrzmiewa wiersz Matka Boska sosnowa, zaczynający się od słów: Wystrugali cię z sosny. Potoczne przyzwyczajenia językowe sprawiają, że początkowo słyszymy w tej frazie znaczenie oczywiste: wykonali cię, zrobili cię z drewna sosnowego. Ale kontekst wiersza (oraz całego „wątku rzeczy” w poezji Loebla) każe obdarzyć większą dozą uwagi zastosowany czasownik. „Wystrugali” znaczy tyle, co „wyrwali”, „wyrzucili”, „wypędzili” z sosny.

w lesie gałązki miałaś
prosto w niebo rosłaś
[…]
rozebrali cię z gałęzi
z żywicy osuszyli
w słoju wieży zamknęli
w skorupce złocistości.

Nie ulega wątpliwości, który stan – przed „wystruganiem” czy po nim – bliższy jest biegunowi sacrum, a który profanum… Zauważmy konsekwencję, z jaką autor Czernienia bieli splata temat bytu i niebytu Boga, prawdy i nieprawdy sacrum z dyskursem antycywilizacyjnym i antyurbanistycznym. Kościół w mieście jest martwą świątynią; Matka Boska sosnowa jest żywa jako część świata natury, w dziele ludzkich rąk podlega okaleczeniu.

C. Wątek teologiczny

Kulminację metafizycznej refleksji zapisanej w poezji Bogdana Loebla stanowi niewątpliwie cykl Wiersze nowe (ostatnie?) Wiersze jeszcze nie‑w osobnym tomiku (2009). Jest to sekwencja monologów kierowanych do „Ty”, Wysokiego Adresata, w którym można się domyślać Boga.

Wiem że programujesz każdy mój ruch Mistrzu
już dawno odkryłem
że jestem ożywionym przez Ciebie mechanizmem.

W rysującej się konsytuacji semantycznej pojęcie „mistrz” zbliża się do znaczenia: mistrz‑rzemieślnik. Z kolei człowiek nie zostaje przedstawiony jako osoba, lecz urządzenie. Wyraźna dominacja metaforyki techniczno‑mechanicznej osłabia znaczeniotwórczą rolę epitetu „ożywiony”, który występuje w pozycji niesamodzielnej, podporządkowanej. Jednakże dramaturgia cyklu Rozmów z Mistrzem polega na stopniowym wzmacnianiu znaczeń związanych z pojęciem „życia”, co w konsekwencji prowadzi do redefinicji stosunku mówiącego podmiotu wobec adresata monologów. W Trzeciej rozmowie z Mistrzem znajdziemy już inne niż na początku cyklu wyznanie:

Nie widzę Ciebie Mistrzu
ale czuję jak wdychasz i wydychasz wszechświat
i wiem że jestem w Twoim oddechu.

To jednak coś innego: określać się jako mechanizm nakręcany przez Boga albo jako część Jego oddechu. Leksyka techniczno‑mechaniczna znika, zastępuje ją obrazowanie biologiczne (Rozmnożyłeś siebie jak chleb i rybę / i nakarmiłeś tym pożywieniem człowieka / i nietknięte masochizmem i sadyzmem zwierzę – dopowiada Siódma rozmowa z Mistrzem). Kierunek metafizycznej refleksji wpisanej w cykl Rozmów… jest dla poezji Bogdana Loebla niezmiernie charakterystyczny. Obraz Boga – zimnego mechanika albo okrutnego eksperymentatora prowadzi do pesymizmu. Jedynym, co można mu przeciwstawić, jest wyobrażenie Boga Natury, niekoniecznie osobowego, ale na pewno przenikającego swą boskością całą rzecz stworzoną, pełnię żywego bytu. Tylko takie wyobrażenie skłania liryczne „ja” do zachwytu, adoracji, uwielbienia. A nawet więcej, pozwala pomyśleć o wrażliwości Boga, który – być może – doświadcza bólu, samotności… Można to powiedzieć jeszcze inaczej, mocniej: Bóg w świecie poezji Bogdana Loebla możliwy jest o tyle, o ile będzie Bogiem‑Naturą. Wiersz W niedzielę pierwszego sierpnia (tom Polak nieprawdziwy, 2000) jest strzelistym aktem panteizmu, pochwałą Boga, który od swych wyznawców nie oczekuje niczego prócz miłości do wszystkiego / co żyje na tym świecie / ponieważ to ON jest tym życiem.

Każdy z trzech umownie wydzielonych wątków Czernienia bieli ma swoiste usytuowanie historycznoliterackie. Pisane na przełomie lat 50. i 60. XX wieku wiersze antyurbanistyczne nietrudno lokować na mapie im współczesnych (lub nieco wcześniejszych) zjawisk literackich. Z jednej strony będzie to klimat „czarnej” poezji z niedawnego okresu „odwilżowego”, zrywającej z ideologicznym „lakiernictwem” w przedstawianiu rzeczywistości społecznej, z drugiej zaś klimat bieżących sporów o „turpizm”. Jeszcze inaczej mówiąc: miejsce drukowanych w Szkicu do pejzażu wierszy o ohydnym mieście przypada gdzieś pomiędzy Jest takie drzewo Drozdowskiego a Rozbieraniem do snu Grochowiaka. Z kolei reistyczne wiersze Loebla z lat 60. i 70. mogą być czytane w kontekście ówczesnej polskiej (i nie tylko polskiej) „poezji rzeczy”, a więc, przykładowo, między Studium przedmiotu Herberta i Mylnymi wzruszeniami Białoszewskiego.

Zarazem, trzy tematyczne strefy tworzą układ oparty na regułach kompatybilności, wzajemnego utwierdzenia. Pasja antyurbanistyczna znajduje dopełnienie w takim typie wyobraźni, który rezultat ludzkiej pracy nazywa uśmiercaniem żywej materii. Wczesny wiersz o Matce Bożej sosnowej i późne Rozmowy z Mistrzem łączy sakralizacja natury. Publikowane w latach 90. poetyckie manifesty ekologiczne ujawniają swój związek z głównym nerwem poezji Loebla, bronią się przed zarzutem doraźnego podejmowania tematów modnych, aktualnych. Poetycka twórczość Bogdana Loebla odsłania jedność dzieła konsekwentnie i przez wiele lat skupionego wokół równania natura – życie – świętość.


3 Czernienie bieli pozwala się też czytać jako książka o historii języka poetyckiego, którym posługiwał się autor wyboru. Debiutancki Szkic do pejzażu (1961) charakteryzuje względna prostota, klarowność komunikatu: poeta nie angażuje uwagi czytelnika niezwykłym, dziwnym kształtem jednostki leksykalnej lub frazeologicznej. Ale w tomach kolejnych coraz silniej uwyraźnia się gest eksperymentu. Tytułowy wiersz tomu Pozapromienne (1963) wysuwa na pierwszy plan rzeczownik „przyścienność”. Ten neologizm staje się ośrodkiem enigmatycznej wypowiedzi, która przypomina styl laboratoryjnej mowy, destylowanej w retortach Tymoteusza Karpowicza (np. Tutaj przyścienność ma granice płaskie / zbędny więc nad nią łuk przelotu ptaka…). Zresztą, w poezji Loebla z lat 60. w stronę Karpowicza prowadzi wiele tropów. Fakt ów bezbłędnie wychwyciła krytyka literacka; czytane dzisiaj, wczesne wiersze z Czernienia bieli przypominają o istotnej roli, odgrywanej w tamtych latach przez autora Trudnego lasu.

Gest eksperymentu narasta w tomie trzecim (Uspokojenie, 1968), zaznaczając się głównie w technice metaforyzacyjnej. Rysunek metafory ulega tu komplikacji, aż do przykładu chyba najbardziej ekstremalnego: głodem / wystrzelona rakieta ryby / wybucha / kolorem przybliżanej do oczu brzytwy. To już całe zdanie metaforyczne, bliskie efektowi katachrezy, dążące do zacierania granic między metaforyzowanym i metaforyzującym. Referencjalność obrazu poetyckiego uległa w konsekwencji poluzowaniu, ale chyba nie zawieszeniu. Najbardziej „zagęszczone”, wewnętrznie skomplikowane formuły z Uspokojenia są bowiem – tak przynajmniej twierdzi sam autor – próbą werbalizacji indywidualnych, psychofizycznych doświadczeń mówiącego podmiotu (por. zwłaszcza utwór Próba zapisu).

W kolejnym po Uspokojeniu tomie Kwiat odwrócony (1979) gest eksperymentu przejawia się w inny sposób. Poeta kopiuje teksty starych wierszy publikowanych w poprzednich tomach, jakby przekleja je do nowej książki poetyckiej, a następnie, pod spodem, przepisuje raz jeszcze, ale w odwrotnej kolejności, od ostatniego do pierwszego wersu. I tak powstają nowe-stare utwory: Repetycje odwrócone, Lekcja odwrócona, Gorączka odwrócona… Zastanawiam się: jaki sens ma taki zabieg? Zapewne sam tytuł tomu –Kwiat odwrócony – każe tu widzieć przewrotną aluzję do koncepcji i realizacji Peiperowskiego poematu rozkwitającego. Można też odwrócone wiersze Bogdana Loebla zobaczyć w szerszym kontekście historycznoliterackim, jakim jest zjawisko autotematyzmu XX‑wiecznej sztuki, „robienie” wierszy z wierszy i poezji z poezji. Pamięć przywoła zjawiska tak niewątpliwie różne jak sekwencyjne warianty liryków Przybosia (np. serie Wiosen), ironiczne autoparafrazy i powtórzenia Różewicza, symetryczne konstrukcje odbić i przekształceń obrazu w Odwróconym świetle Karpowicza (oryginały, kalki logiczne, kopie artystyczne). Od razu jednak dopowiem: w takim otoczeniu Loeblowe „wiersze odwrócone” wydają się strategią najmniej ciekawą. Odnoszę wrażenie, że opierają się na koncepcie, który łatwo podlega mechanizacji i w konsekwencji banalizacji. Ów koncept niewątpliwie przyspiesza proces „czernienia bieli”, jest skutecznym narzędziem generowania tekstów, ale nie intensyfikowania (zwielokrotniania, pogłębiania, modyfikowania) sensów.

Gest eksperymentu, tak istotny w poezji Loebla z lat 60. i 70., w kolejnych tomach i dekadach staje się mniej wyraźny, słabszy, schodzi na dalszy plan, aż wreszcie – znika. Wiersze odwrócone pojawiają się jeszcze raz – w Kwiatach rzeźnych z roku 1983 – później już nie występują. W swoich najlepszych utworach poeta dąży do językowej dyscypliny, lapidarności. Można odnieść wrażenie, że rola eksperymentatora przestała być dlań interesująca, że gdzie indziej niż w uniezwyklonej metaforze chciałby teraz lokować trudność swoich tekstów, że inaczej niż zaskakującym rozwiązaniem kompozycyjnym chciałby skupiać uwagę czytelnika.


4 „Świat wewnętrzny” i „świat domowy”, triada natura – życie – świętość, metamorfozy poetyki, uwarunkowania historycznoliterackie… To oczywiste, że istnieje wiele możliwych centrów krytycznej lektury Czernienia bieli. Ale każda lektura stawiająca sobie za cel skonstruowanie panoramicznego obrazu twórczości pozostawia uczucie niedosytu. Pojawia się chęć, by w relację o własnym rozumieniu autorskiego wyboru wierszy włączyć jeszcze, prawem kontrastu, zapis spotkania z tekstem pojedynczym, zindywidualizowanym. I co najważniejsze, przeczytanym inaczej – w oderwaniu od wcześniej proponowanych kategorii i modeli interpretacyjnych.
Oto taki utwór, Pocztówka szesnasta:

Dziś wbiegłem na ulicę przy czerwonym świetle
jednak w połowie drogi zamieniono kolor
krwistej czerwieni na czerń ale czarne światło
otworzyło mi przejście na nowe tereny
Tak nagle że stanąłem na środku ulicy
Piski aut krzyki ludzi ponaglały: ruszaj
To szansa. Zaraz zgaszą czerń I tak się stało

Zapewne można by powiedzieć: to wiersz o śmierci. Nie sposób tego odczytania ominąć, nasuwa się ono niemal automatycznie, zwłaszcza jeśli czyta się utwór w jego macierzystym kontekście, jakim jest tom Zaciśnięta pięść róży (2003) a w nim cykl Pocztówek. Zarazem, właśnie na takim tle cytowany wiersz ujawnia w pełni swoją indywidualność, wyjątkowość. W Zaciśniętej pięści róży znajdziemy utwory dotykające tematu śmierci, wieczności, poznania – zazwyczaj uruchamiają one symbolikę światła, istotną rolę odgrywa w nich wyraz „jasność”. Takie jest imię bohaterki Pocztówki szóstej, kobiety która nigdy nie sypia i wychodzi na spotkanie ze śmiertelnie chorym człowiekiem. Taki jest tytuł innego, ważnego wiersza z tego samego tomu, opowiadającego o spotkaniu z umarłą matką i zmarłym w dzieciństwie bratem.

Tak, ale ten jeden wiersz, Pocztówka szesnasta, operuje w innym rejestrze metaforycznym. Czarne światło, mroczna jasność – to może być śmierć, ale też (ale zarazem, ale jeszcze, ale przede wszystkim) coś niepojętego, nieznanego, zarazem groźnego i fascynującego, przy tym coś, co wiąże się z jakimś „przejściem”, przekroczeniem granicy, z gruntowną zmianą sytuacji mówiącego „ja”. (Na marginesie: Pocztówkę szesnastą można też czytać w związku z historią toposu „czarnego słońca”, opisaną przed laty przez Mariana Stalę). Loebl nie jest w tym wierszu, jak bywa w wielu innych utworach, poetą konstatacji, chociaż operuje zdaniami wyłącznie oznajmującymi. Spójrzmy na ostatni wers: każde skupienie wyrazów nosi w sobie problem interpretacyjny. Jaką szansę stanowi czerń, która świeci, kto ją zgasił i co się wówczas stało? Wiersz o czarnym świetle pozostawia po sobie echo niedomówień, ślad pytań bez odpowiedzi. A jednak ten enigmatyczny, „nieostry” utwór jest w mojej lekturze najsilniejszym punktem całego Czernienia bieli. Przez swoją lapidarność, przez swoją koncentrację wokół jednego, oksymoronicznego symbolu wydaje się zapisem jakiegoś nagłego skupienia poety. I szansą skupienia – dla czytelnika.


Mateusz Antoniuk

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas