poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Zmysłowość uwolniona od płci
[Colette, „Czyste, nieczyste”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009] Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)

Wydanie Czystego, nieczystego, jakie trafiło właśnie do czytelników, wydaje się pozycją ważną na polskim rynku z dwóch pozatekstowych względów: wpisuje się ono w pewien konkretny plan stworzenia kanonu, ponadto ożywia środowiska homoseksualne i feministyczne, a co za tym idzie, galwanizuje polską dyskusję o definicjach seksualności.

Książka Colette ukazała się w serii Nowy Kanon pod patronatem „The New York Times Review of Books”, a twórca owej serii – wydawnictwo W.A.B. – jako pierwsze od dekady podjęło próbę stworzenia nowego kanonu, zaprojektowania własnej listy książek ważnych i znaczących w literaturze. Na ile jest to propozycja trafiona – powinni ocenić czytelnicy, ale istotny wydaje się fakt, że wreszcie, od czasu serii Kanon na Koniec Wieku, wydawanej od 1998 roku, zainicjowano pewną konkretną akcję wydawniczą. Choć seria ta jest tylko jednym z projektów W.A.B., zasługuje na uwagę, ponieważ widać w niej myślenie o literaturze jako pewnej całości, przybliżenie polskiemu czytelnikowi nieznanych arcydzieł, a nie tylko chaotyczne dążenie do przedrukowywania zagranicznych bestsellerów i laureatów prestiżowych nagród, o ile oczywiście nie okażą się one zbyt radykalne na polski rynek, a ich target będzie wystarczająco rozległy.

Czyste, nieczyste również pod tym względem nie pasuje do pozycji ukazujących się w Polsce – mało tego, że opowiada o życiu erotycznym w Paryżu początku XX wieku, ale jeszcze skupia się na filozofii płci i opowiada szeroko o homoseksualizmie, automatycznie więc zwraca się do niewielkiego kręgu odbiorców. Colette napisała tę książkę w latach 30., wywołała ona dwukrotnie wielki skandal – po raz pierwszy, gdy opublikowano tekst w roku 1932 pod tytułem Te rozkosze… (przy czym dla autorki najważniejszą częścią tytułu był ów wiele mówiący wielokropek, przemilczenie, ale zarazem wyraźne wskazanie pewnego tabu) – przyczyną społecznego poruszenia był fakt, że znana pisarka i aktorka opisała wiele osób z bohemy artystycznej Paryża. Szokował także sposób ujęcia tematu: problem zmysłowości został tu bowiem przedstawiony w konwencji serio, przy użyciu wysokiego stylu. Czyste, nieczyste to analiza ludzkiej zmysłowości w kontekście duchowym i filozoficznym, a nie seksualnym. Colette, daleka od literackiej pornografii, wpisuje się w nurt écriture intime, zapoczątkowany przez Rousseau i Chateaubrianda. Po raz pierwszy więc w literaturze XX wieku kobieta sięgnęła po temat seksu i opracowała go w nurcie literatury wysokiej, a nie bulwarowej. Nowy skandal wybuchł w roku 1941, gdy powieść ukazała się po raz drugi, tym razem pod używanym dziś tytułem. Paryż w okresie wojennym był rozdarty pomiędzy ruchem oporu i kolaborantami, Colette zaś manewrowała między nimi, pragnąc zachować artystyczną niezależność. Nigdy nie opowiedziała się wyraźnie po żadnej ze stron, choć opublikowała parę tekstów w czasopismach kolaborujących z Niemcami. Jej powojenni biografowie uważają jednak, że gotowość do ustępstw na rzecz sprawujących władzę wynikała z faktu, iż mąż Colette, Maurice Goudeket, był Żydem, i tylko dzięki sławie pisarki udało się go uwolnić z obozu internowania. Publikację „pornograficznej” i „perwersyjnej” książki Colette w czasie wojny, w Paryżu znajdującym się pod okupacją, uznano w każdym razie za akt zdrady, przejaw bezmyślności i braku współczucia dla walczących za ojczyznę, próbę rozmywania, niszczenia zagrożonej kultury i bagatelizowania problemów życia codziennego w czasie wojny.

Do rąk polskiego czytelnika Czyste, nieczyste trafia prawie osiemdziesiąt lat od swego powstania. Choć przedstawione w tekście tezy straciły dawno swą świeżość i odkrywczość, choć wydają się często – jak pisze Maria Janion w swoim wstępie – archaiczne, ciągle aktualny pozostał język, jakim Colette pisze o zmysłowości. Można patrzeć na jej książkę przez pryzmat skandalu: widzieć w autorce rozwódkę, aktorkę, bywalczynię palarni opium, lesbijkę i gorszycielkę. Jednak ta perspektywa, poza tym, że ograniczająca, okazuje się również przestarzała. Colette należy bowiem współcześnie do grona najbardziej szanowanych i najczęściej czytanych autorek literatury francuskiej. Stawiana jest na równi z Simone de Beauvoir i Marguerite Duras, uznana za jedną z matek feminizmu, o czym pisze obszernie Julia Kristeva w trzecim tomie swojej pracy Le Génie féminin z 2002 roku. Oczywiście, istotna jest tu jej aura gorszycielki, jednej z propagatorek światopoglądu modernistycznego w lewobrzeżnym Paryżu, ale czyta się jej biografię i teksty jako spójny projekt dojrzewania kobiecego. Colette zadebiutowała bowiem w wieku 27 lat powieścią Klaudyna w szkole, którą napisała pod nazwiskiem swego męża Willy’ego, Henry’ego Gauthier‑Villarsa. Willy podpisał za nią umowę z wydawcą i otrzymywał wszystkie zyski ze sprzedaży. Dopiero po opublikowaniu kolejnych trzech części przygód Klaudyny publiczność dowiedziała się, kto jest ich autorem. Colette pracowała później jako mim i aktorka, była żoną Henry’ego de Jouvenela, zaangażowanego politycznie redaktora dziennika „Matin”; miała romans z markizą Mathilde de Morny, nazywaną w środowisku Missy. W roku 1936 Colette otrzymała Legię Honorową. W 1945 powołano ją do jury nagrody Goncourtów, a później została przewodniczącą kapituły tej nagrody. Zmarła w 1954 roku, została pochowana przez państwo ze wszystkimi honorami, lecz Kościół odmówił jej pochówku w poświęconej ziemi, argumentując, że była kobietą dwukrotnie rozwiedzioną.

Sama Colette uznała Czyste, nieczyste za swój najlepszy tekst, najbardziej autobiograficzny spośród wszystkich jej dzieł, a także w najwyższym stopniu wyrażający jej światopogląd. Książka ta ma poniekąd charakter pamiętnika, istotną rolę odgrywa tu dystans czasowy dzielący wypowiedzi narratorki od czasu zdarzeń. Mówiąca kobieta narzuca tu swoją perspektywę narracyjną, to jej wrażliwość, a także świadomość zmian w sposobie pojmowania własnej płci na przestrzeni lat stanowią główną oś refleksji. Maria Janion w swoim wstępie do książki i w rozmowie z Kazimierą Szczuką drukowaną w „Gazecie Wyborczej” kładzie nacisk na studium żeńskiego homoseksualizmu, jakiego wykład daje tu Colette. Nie zgadzam się z ograniczeniem powieści do takiej perspektywy, ponieważ można czytać Czyste, nieczyste jako analizę ludzkiej zmysłowości wyzwolonej od ciała, studium rozkoszy, która nie zważa na płeć. Sygnałów do innego typu interpretacji dostarczają zarówno pierwotny, jak i drugi tytuł tekstu. Te rozkosze… to był fragment zdania, które sama autorka wyłowiła ze swojego tekstu. Zdanie to brzmiało: Te rozkosze, które tak lekko nazywa się fizycznymi. Colette kładzie nacisk na pogoń za rozkoszą, wskazuje – to było coś nowego w literaturze lat 30. – że seksualność człowieka nie jest sferą wąską i zamkniętą, ograniczoną do pewnych tylko godzin i sytuacji, lecz że rozciąga się ona na całe życie i dominuje w każdej sferze. Dążenie do zaspokojenia seksualnego i kult zmysłowości dla przedstawionych przez nią postaci zawsze są czymś więcej niż łóżkową przygodą. Charlotte – jedna z bohaterek – to postać zapożyczona z literatury modernistycznej końca XIX wieku, postać, której charakterystyka bazuje na wizerunku kobiety‑modliszki. Colette, przed laty autorka opowieści o dorastającej panience, snuje tu historię dojrzałej kobiety wychowującej młodego kochanka, kobiety zakochanej i jednocześnie świadomej wszystkich ograniczeń miłości do chłopca, który mógłby być jej synem. Charlotte spotyka się ze swoim kochankiem w palarniach opium, poza domem, w którym czeka na nią mąż. Romans, krótkotrwały i burzliwy, oparty na jej kłamstwie, daje kobiecie poczucie dominacji i władzy, którego nie może zdobyć w domu. Charlotte manipuluje zakochanym w niej młodzieńcem, ale jednocześnie czeka na niego z tęsknotą, wie, że jest niepohamowany i porywczy, źle wychowany, ale jednocześnie podporządkowuje się gwałtowności jego popędu, bo to jedyne silne uczucie, jakie jest jej dostępne. Zmysłowość w jej przypadku jest więc sposobem na oderwanie się od ograniczeń życia mieszczańskiego, na sekretne i pozorne wyzwolenie z krępujących zasad. Takiej wartości nie niesie ze sobą zdrada jako taka – dla Charlotte liczy się także cała otoczka owego aktu, a nie jedynie jego cielesność.

Drugi tytuł powieści: Czyste, nieczyste – odwołuje się do porządku symbolicznego. Tytułowa para opozycji wywodzi się z założenia, że istnieje jakiś homogeniczny stan początkowy, który został zaburzony przez rozdarcie, oddzielenie, pojawienie się elementów heteronomicznych. Czyste to stan całkowitej jedności, jednolitości i jasności, brak elementów obcych. Czyste jest to, co krystaliczne, przezroczyste, jednorodne. Nieczyste zaś powstaje na drodze kontaminacji, mieszania, wprowadzania elementów obcych. Nieczyste jest to, co brudne, ale też mnogie, wielorakie, zróżnicowane. Żywiołem czystości jest homonimiczność, żywiołem nieczystości – heteronomiczność. Podział ten odnieść można do definiowanej przez Colette zmysłowości, przy czym nie waloryzuje ona obu tych binarnych przeciwieństw, w ramach jej dekadenckiego światopoglądu nieczyste jest równie wartościowe jak wszystko to, co czyste. Zmysłowość u Colette jest sferą zarazem czystą i nieczystą, operuje bowiem zarówno podobieństwem, jak i różnicą. Dla Colette homoseksualizm to przejaw czystości, łączą się w nim bowiem elementy bliźniacze. Homoseksualizm wyrasta, według niej, z podobieństwa, pragnienia znalezienia swojego odbicia, sobowtóra, bliźniaczego ciała. Dlatego to właśnie w Czyste, nieczyste prawdziwe uczucie pozbawione gry i barier możliwe jest tylko między kobietami: Uczucie wstydu, które oddala kochanków w chwilach odpoczynku, toalety czy choroby niezmiernie rzadko wkracza między dwa bliźniacze ciała, podobnie cierpiące, skazane na te same zabiegi, te same nieuchronne chwile wstrzemięźliwości… Kobieta zachwyca się i rozczula, jak bardzo podobna jest do ukochanej istoty, potrafi jej także współczuć… Jakież cuda mogą zdziałać słabość i intymne poznanie! Żyjąc ze sobą, dwie kobiety potrafią nareszcie odkryć, iż źródłem ich wzajemnych skłonności nie jest zmysłowość – nigdy nie bywa zmysłowość.

Nieczystość zaś to domena miłości heteroseksualnej, jej sensem jest właśnie różnica, zderzenie elementów obcych, sprzecznych, wrogich. Colette jako pierwsza odwraca ustalony w tradycji porządek i stawia kobietę w pozycji podmiotu, a z mężczyzny czyni przedmiot pożądania, ofiarę zmysłowości. X. i Damien to bohaterowie mający opinię kobieciarzy, donżuanów. Uwodzą i porzucają kolejne kochanki, utrzymują związki z kilkoma kobietami naraz. Ten schemat męskiej dominacji w powieści Colette ulega jednak odwróceniu, ponieważ wytrawni uwodziciele nie są przedstawieni jako zwycięzcy w miłosnych pojedynkach. Przegrywają z niezaspokojonym nigdy popędem, który gna ich do kolejnych kobiet, podporządkowują swoje życie zmysłowości, ciągle pragnąc więcej, stają się cyniczni i przeżarci zepsuciem. Przegrywają również z żeńskim pożądaniem, ono bowiem ukoronowane zostaje, jak mówi jeden z nich, większą rozkoszą, która mężczyźnie nigdy nie będzie dostępna. W ten właśnie sposób kobieta wykorzystuje pozycję obiektu seksualnego, by zaspokoić swoją zmysłowość: Przeklęte dziwki! Żadna nie przepuściła mi uścisku – mówi X., co narratorka komentuje: Rzadko spotykam u kobiet tak wielką niechęć, jaką potrafi żywić mężczyzna do kochanek, które fizycznie go wykończyły. Być może dlatego, że kobieta, będąca dla mężczyzny zasobnym spichlerzem, ma świadomość, że jest bez mała niewyczerpalna.

Julia Kristeva idzie dalej w swojej interpretacji twórczości Colette; nie ogranicza się jedynie do dostrzeżenia binarności płci i ich przewartościowania, lecz uważa, że autorka w Czystym, nieczystym znosi w ogóle opozycje płciowe i analizuje zmysłowość jako przejaw „ekstazy Ja”. W tej perspektywie każda więź seksualna jest oparta na dążeniu do upodobnienia, nie ma więc znaczenia, jakie ciało staje się obiektem zmysłowości.

Maria Janion, choć dostrzega pogłębienie problemu i osobiste zaangażowanie Colette, która w życiu osobistym była biseksualna i ostatecznie zdecydowała się na związek heteroseksualny, podkreśla ograniczenia i błędy widoczne w tekście, a wynikające z tabu kulturowego otaczającego homoseksualizm na początku XX wieku. Janion twierdzi, że Colette zbytnio skupiła się na wydobywaniu męskich cech w postawie lesbijek. Wydaje się jednak, że uwaga autorki skupiona na maskulinizacji kobiet nie wynika jedynie z pragnienia opisania ich dążenia do osiągnięcia męskości, lecz także z potrzeb estetycznych. Colette to nieodrodne dziecko modernistycznej mody, córka Baudelaire’a, widząca konieczność przezwyciężenia natury przez kulturę. Tę konieczność stylizowania siebie i swojego otoczenia w każdej sytuacji widać wyraźnie w Czystym, nieczystym. Obiektem pożądania nie jest dla Colette nigdy ciało jako takie, ciało męskie czy żeńskie, lecz zawsze ciało przebrane, ustrojone, ciało podporządkowana kulturze, a jednocześnie bawiące się modą i strojem, traktujące ubranie jako przebranie. Zmysłowość staje się dla narratorki Czystego, nieczystego taką samą formą dekadenckiego kultywowania życia, jaką jest obcowanie ze sztuką. Każda forma ludzkiego doświadczenia musi zostać poddana refleksji, naturalne stają się więc rozważania o życiu seksualnym, rozkoszy czy braku spełnienia. Modernistyczny światopogląd, jaki jest widoczny w powieści Colette, nie pozwala jej bohaterom na romantyczne, szalone podążanie za żywiołem. Niczym u Baudelaire’a, na pierwszy plan zawsze wysuwają się tutaj te postacie, które nie potrafią poddać się całkowicie namiętności; które szukają żaru, a jednocześnie są niezdolne do jego pełnego przeżywania. Dlatego też właśnie jedną z najważniejszych bohaterek tomu jest Chevalière – kobieta delikatna, przebrana w męski strój, pożądająca miłości i oddania innych kobiet, ale odczuwająca wstyd i niechęć wobec zbliżenia fizycznego z nimi. Ta niezdolność do podporządkowania się czemuś poza własnym odczuciem i intelektem sprawia, że bohaterowie Colette poszukują jakiejś nadświadomości, pragną przepracować intelektualnie własne cielesne doświadczenia. Dla autorki ważniejsza niż sama namiętność staje się więc umiejętność wyprowadzenia refleksji z dojmujących miłosnych przeżyć. Każda siła, nawet porywająca, żywiołowa miłość, poddawana jest w którymś momencie chłodnej refleksji, oceniana z oddalenia. Nawet na ciało ogarnięte namiętnością autorka spogląda w sposób zimny i zdystansowany, by móc dobrać odpowiednie słowa, służące opisowi owej pasji.


Paulina Małochleb

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas