poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
Giedroyc i jemu współcześni
[Magdalena Grochowska, „Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu”, Warszawa 2009] Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)

Monografię Magdaleny Grochowskiej należy czytać od końca. Na końcu bowiem tej prawie siedemsetstronicowej książki umieściła autorka kalendarium, które nazwała Linie życia, zbiegi okoliczności, nawiązując do Konstantego J. Jeleńskiego, oraz mniej trafnie Klucz do postaci, bo są to po prostu dość szczegółowe, ale i lapidarne, biogramy licznych postaci, książkę tę zaludniających. No i oczywiście nader obfitą bibliografię oraz indeks. Moja supozycja dotyczy jednak przede wszystkim uważnej lektury kalendarium, szeroko i dokładnie ujętego, które sytuuje osobę Redaktora „Kultury” w czasie, przestrzeni i w konkretnym środowisku intelektualistów spod znaku Stanisława Brzozowskiego. Nieprzypadkowo więc otwiera to kalendarium informacja o urodzinach autora Legendy Młodej Polski (28 października 1878), a zamyka informacja o śmierci jednego z ostatnich „lenników księcia Giedroycia”, Wojciecha Skalmowskiego, wieloletniego współpracownika „Kultury” (16 lipca 2008). W tej to stutrzydziestoletniej epoce umieszcza autorka życie i twórczość Jerzego Giedroycia.

Mottem jej książki można by uczynić słowa Gombrowicza, przytoczone zresztą przez nią samą pod koniec monografii: […] sens czyjegoś życia, czyjejś działalności, określa się pomiędzy danym człowiekiem a innymi. Nie tylko ja nadaję sobie sens. Także inni nadają mi sens. Ze starcia tych interpretacji powstaje jakiś trzeci sens, który mnie wyznacza.

Tego właśnie sensu życia Giedroycia poszukuje Grochowska od rozdziału pierwszego, zatytułowanego Korzenie, po ostatni – Do Polski ze snu. Genealogię miał Jerzy Giedroyc bogatą, ale akurat nie pochodzenie ukształtowało młodego potomka klanu książąt litewskich, którego korzenie sięgają XIII wieku. Bo już ojciec jego lekceważy swą błękitną krew, jest demokratą. Organizuje związki zawodowe urzędników magistratu. Przyszły redaktor „Buntu Młodych” w gimnazjum, w sześć lat po śmierci Brzozowskiego, zaczytuje się w Dębinie, Płomieniach, Legendzie Młodej Polski, i styka się z legendą Piłsudskiego. Do końca życia pozostanie pod silnym wpływem tych dwóch charakterystycznych dla antyendeckich tendencji osobowości, choć nie będzie się w czasach swej młodości utożsamiał z obozem piłsudczyków, bowiem, jak trafnie to określił Miłosz, jest wewnątrz i na zewnątrz każdego ugrupowania.

W okresie „Buntu Młodych” i „Polityki” bliskim współpracownikiem Giedroycia był Adolf Bocheński. W latach 60., gdy współautor wydanego nakładem „Polityki” programu politycznego grupy Giedroycia aspirującej do Sejmu 1940 roku pt. Polska idea imperialna już nie żył, w nocie do jego tekstu z okresu wojny redaktor „Kultury” wspominał: Umiał on, jak nikt, łączyć zimny realizm swej świetnej publicystki z romantyzmem w życiu, z wiernością dla swych poglądów i przyjaźni.

A przecież nie mieli na wszystkie sprawy identycznych poglądów, konfrontowali je z sobą w dyskusjach, nawet kłótniach, na przykład o Brześć. W latach „Kultury” Bocheńskiego „zastąpi” Juliusz Mieroszewski.

Grochowska w następnych rozdziałach śledzi losy Giedroycia jako ministerialnego urzędnika (od połowy lat 30.), najpierw w Warszawie, potem w Bukareszcie, gdzie spotyka się on z „typowym polskim piekłem”: oskarżają go pod absurdalnym zarzutem i na polecenie Kota inwigilują. Cytując Wańkowicza, autorka opisuje żołnierską drogę Giedroycia, który w 1942 roku zaprzyjaźnia się z Czapskim, a ten werbuje go do biura propagandy, Giedroyc kieruje potem wydawnictwami wojskowymi. W jego rękach – konstatuje Grochowska – rachityczny tygodnik „Orzeł Biały” nabiera kolorów. Nadzoruje wydawany przez Anglików tygodnik ilustrowany „Parada”, w którym pracuje Mieroszewski. Spośród żołnierskiej masy wyławia ludzi – do odczytów, programów rozrywkowych, do pisania, do wydawnictw książkowych. Władysław Broniewski, Artur Międzyrzecki, Melchior Wańkowicz, nieco później Gustaw Herling‑Grudziński. Z podobnie bogatym ludzkim kapitałem będzie parę lat potem tworzył „Kulturę”, która stanie się zwieńczeniem jego wysiłków organizacyjnych, treścią i sensem jego życia.

Książka Grochowskiej nie jest oczywiście monografią pisma ani Instytutu Literackiego, lecz biografią Giedroycia, ale w sprawach „Kultury” siłą rzeczy zanurzoną i od czwartego rozdziału zatytułowanego Po stronie Europy zaczyna się zasadniczy tok narracji.

Nieprzypadkowo to właśnie komentarz pióra Herlinga‑Grudzińskiego do Ksiąg Narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego uzna Giedroyc za manifest i program Instytutu Literackiego: Żadne doraźne rozporządzenia i ustawy nie zatrą kolein, jakie wyżłobiło sobie w umysłowości polskiej przeszło stuletnie wychowanie romantyczne. Natomiast można ten wyczerpujący się w jałowych problemach moralno‑religijnych i psychiczno‑narodowych dynamizm skierować na inne łożysko. Można, i trzeba marzyć, za Brzozowskim, o zasadniczych zmianach w „strukturze polskiej duszy kulturalnej”.

„Kultura” (pierwszy numer ukazał się w czerwcu 1947 roku) rodzi się w Instytucie Literackim, który był na początku agendą wojskową powołaną do zbierania dorobku piśmiennictwa polskiego z okresu ostatniej wojny i wydawania dla żołnierzy pamiątkowych albumów, słowników, literatury popularnej. Jak się udało Giedroyciowi z tak podporządkowanej prozaicznym celom oficyny stworzyć najważniejsze na emigracji, najpotężniejsze i najbardziej niezależne wydawnictwo? Odpowiedź nie jest prosta, jest wielowątkowa, podobnie jak wielowątkowa jest książka Grochowskiej.

Sam Giedroyc uważał „Kulturę” za polską odmianę Hercenowskiego „Kołokoła”. Nie ukrywał ambicji politycznych, była ona dla niego narzędziem, głównym instrumentem politycznego działania, polegającego na umieszczaniu spraw polskich w kontekście spraw światowych, na widzeniu Polski jako sojusznika swoich najbliższych sąsiadów, Ukrainy, Litwy, Białorusi (słynna koncepcja ULB). Jego poglądy oscylowały w zupełnie innym kierunku niż londyńskiej emigracji i pewnym paradoksem było, że publicysta, który te poglądy podzielał i artykułował je na łamach „Kultury”, mieszkał właśnie w Londynie. Wyznawał etykę kompromisu, popierał polski rewizjonizm, chociaż po paru latach trochę się do niego rozczarował, dużą nadzieję pokładał w działalności „pokolenia komandosów” i był przekonany, że wielka przemiana musi wyjść od marksistów, jak pisał Mieroszewski, oceniając działalność Kuronia i Modzelewskiego.

Odejście Juliusza Mieroszewskiego, jednego z najbliższych współpracowników, z którym zgadzał się w wielu ideowych i politycznych sprawach, swojego rówieśnika, Giedroyc odczuje bardzo boleśnie – nie tylko w planie osobistym, przede wszystkim jako olbrzymią stratę dla „Kultury”. W ostatnim liście do przyjaciela pisał, że nie mamy prawa wyprzęgać. Musiał odnieść to do siebie. Grochowska przywołuje opinię Jacka Krawczyka, oddanego Redaktorowi bibliotekarza: Giedroyc odmówił posłuszeństwa śmierci. Bez względu na okoliczności – snuł swe projekty. Wychodził poza swą „przygodę” z Mieroszewskim, szukał nowych piór. Odcinał uczucia i szedł dalej.

I znajdował nowe pióra, mając wielkie wyczucie talentów oraz umiejętność ich pozyskiwania dla swych celów. Do „Kultury” zaczęli pisywać Michał Heller, Leszek Kołakowski, Leopold Unger. Ale Mieroszewskiego, który zmarł w roku 1976, dyskusji z nim, jego politycznego zmysłu zabrakło na pewno w latach 80., które przyniosły zasadniczą zmianę politycznej i kulturalnej sytuacji zarówno w kraju, jak i na emigracji. Zacytujmy za autorką Adama Michnika, bo jest to opinia nader istotna: – Po roku 1976 coś się z „Kulturą” stało, ale nie jest łatwo uchwycić ten moment – mówi Adam Michnik. – Znamienne było przyjęcie Sierpnia ’80. „Kultura” drukowała wspaniałe i mądre analizy o świecie, ale ani jednego interesującego tekstu o fenomenie „Solidarności”, którym żyła cała Polska. Pojawiła się nowa, społeczna, polityczna i historyczna rzeczywistość, której Giedroyc już nie ogarniał.

Pytanie jednak: czy tylko nie ogarniał, czy brakowało mu w tym przypadku piór, by ten fenomen zanalizować? Pamiętajmy, że po porozumieniach sierpniowych cenzura w kraju zelżała, a i redaktorzy naczelni tygodników zaczęli przestawiać swoje żagle, drukując odważne i ciekawe reportaże ze strajków oraz publicystyczne analizy. „Kultura” korzystała zawsze w czasach przykręcania śruby, i tak się stało w okresie stanu wojennego, czego już Grochowska nie rozwija. Pisze natomiast o chłodnym, wręcz niechętnym stosunku Giedroycia do inicjatywy „Zeszytów Literackich”, powołując się na mało akurat obiektywne w tym przypadku źródło, jakim jest naczelna pisma Barbara Toruńczyk.

Ciekawsze jednak są opinie Giedroycia o roli emigracji w półtora roku po ogłoszeniu stanu wojennego. Opierając się na rozmowie z Giedroyciem i Herlingiem‑Grudzińskim, drukowanej w „Kontakcie” Mirosława Chojeckiego, Grochowska przytacza opinię Redaktora, który sądził, że w sytuacji zagubienia polskiego społeczeństwa to właśnie na emigracji powinien być stworzony ośrodek decyzyjny, coś w rodzaju „delegatury społeczeństwa podziemnego”, wspierany przez wypuszczonych z internowania działaczy politycznych i czołowych publicystów. Teza ta spotkała się z ostrą krytyką Aleksandra Smolara, także Adama Michnika i – pamiętam – również innych publicystów w kraju. Uważali oni, nie bez racji, że emigracja daje wyraz polskim aspiracjom, jest schronieniem dla polskiej kultury i myśli, współtworzy atmosferę duchową, w której krystalizuje się refleksja polityczna w kraju, lecz rzeczywiste działania polityczne pozostają w Polsce.

W toku myślenia Giedroycia o stosunku emigracji do kraju istotnie można zauważyć pewną niekonsekwencję. Wcześniej zawsze podkreślał prymat spraw krajowych i rolę krajowych intelektualistów, jak również społecznych protestów w przygotowywaniu gruntu pod zasadnicze reformy polityczne. W latach 80. nastąpiła zmiana. Czy była ona wywołana obawą przed utratą wpływu na szybko następujące po sobie wydarzenia i sytuacje polityczne? Na emigracji przybywało pism lawino, ale przecież „Kultura” pozostawała pismem najważniejszym, w którym druk nadal nobilitował. Czy też zabrakło przyjacielskiej dyskusji z Mieroszewskim, na przykład?

Grochowska unika jednoznacznych odpowiedzi, woli przytaczać opinie innych, choć w tym przypadku przytacza je dość jednostronnie, nie usiłuje spojrzeć na ten problem z perspektywy Redaktora „Kultury”. Czyni to dopiero, rozważając sprawę jego stosunku do rzeczywistości lat 90., w rozdziale ładnie zatytułowanym Do Polski ze snu. Czy pisane wówczas z niespotykaną wcześniej pasją Notatki Redaktora były tylko jałowym krytykanctwem, jak uważali niektórzy publicyści krajowi, czy też odwrotnie – jak uważa Wojciech Sikora – z racji swego doświadczenia i niesłychanej osobowości widział [on] dalej niż ktokolwiek inny? Czy w III RP widział już Redaktor zarodki IV RP?

Stefan Meller, często goszczący u Giedroycia w połowie lat 90., opowiada, że rozmowy ich to były monologi idealisty i marzyciela. Bo może, za Słowackim, Brzozowskim i Żeromskim, chciał Polaków w anioły przerobić. Świetnie rozumiał naturę polskości, ale jego słowa były dla Polaków zbyt raniące, by zechcieli je przyjąć. Andrzej Walicki dodawał dobitnie i bez ogródek: – Obecna Polska nie jest triumfem idei Giedroycia i w tym sensie jest on postacią tragiczną. Ale zdaniem politologa Basila Kerskiego, niemieckiego pisarza, Giedroyc do końca był w awangardzie myślenia europejskiego. Więc, zastanawia się autorka, wygrał on czy przegrał, i powtarza te obiegowe sformułowania, dlatego że skupiła się głównie na politycznej roli pisma Giedroycia, a nie na jego roli kulturotwórczej.

W słowie od autorki konstatuje ona szczerze: „Kultura” Jerzego Giedroycia to budowla wielopiętrowa. Wchodzisz, Czytelniku – i wędrujesz w czasie i przestrzeni: od międzywojnia w wiek XXI, poprzez literaturę i koncepcje polityczne, pomiędzy wschodnią Europą i Zachodem. Nie zdołasz zwiedzić wszystkich korytarzy. Literacki korytarz pozostał dla autorki najmniej znany, mimo że poświęciła osobne rozdziały najbliższym merytorycznym, jeśli można tak rzec, współpracownikom Giedroycia: Miłoszowi, Herlingowi‑Grudzińskiemu, Jeleńskiemu, Czapskiemu, mającym zasadniczy wpływ na formę, zawartość i linię „Kultury”. To dobre, interesujące rozdziały. Można je nazwać, z uwagi na silne akcenty osobiste, odnoszące się do bohaterów poszczególnych rozdziałów, krótkimi opowieściami biograficznymi, obejmującymi przede wszystkim okres współpracy z Giedroyciem. Ważniejsze jednak dla wymowy książki jest opisanie w odniesieniu do korespondencji, opinii innych, relacji pomiędzy nimi a Redaktorem „Kultury”. Ponieważ w innym tekście (Miłosz od innej strony. Na marginesie korespondencji z Giedroyciem) omawiam relacje pomiędzy autorem Rodzinnej Europy a Giedroyciem, pominę tutaj ten wątek. Znamienne jednak dla charakteru książki jest, że autorka dużo miejsca poświęca przede wszystkim tzw. sprawie Miłosza, wokół której, i wokół Zniewolonego umysłu, jak podkreśla, spory tliły się przez półwiecze i nie wygasły do dziś.

Utrata, wygnanie, wykluczenie, obcość – los pisarza, a całe rozdziały życia pełne zagadek, zatartych śladów, zapieczętowane milczeniem. Jednym z najważniejszych zatartych śladów były żydowskie korzenie Herlinga‑Grudzińskiego. Kompleks żydowskiego pochodzenia miał, zdaniem autorki, istotny wpływ na jego postawę wobec innych, wobec świata i na konstrukcję jego postawy moralnej. Przyjaciel i monografista Herlinga‑Grudzińskiego, Zdzisław Kudelski, sądził, że w jego duszy toczył się spór miedzy judaizmem a chrześcijaństwem, spór, z którego wyrosła znaczna część jego twórczości. Trafnie zwraca uwagę autorka na rozdwojenie osobowości autora Portretu weneckiego: jako publicysta wyznawał rygoryzm moralny, był dla ludzi odmiennych poglądów, odmiennej mentalności bezlitosny, nietolerancyjny dla ludzkich słabości, jako pisarz nigdy nie potępiał swoich bohaterów, był artystą współczującym. Przyczyny rozstania dwóch przyjaciół tworzących „Kulturę” upatruje Grochowska przede wszystkim w odmiennym widzeniu III RP. Herling‑Grudziński, otoczony w kraju dworem, manifestacyjnie adorowany przez przedstawicieli nowej prawicy, miał Giedroyciowi za złe zbyt tolerancyjny stosunek do postkomunistów. Nie to chyba jednak zaważyło na definitywnym rozstaniu. Gierdroyc wysoko cenił formę dziennika, która dopuszczała publicystykę jako jeden z wątków narracyjnych, ale w ostatnich fragmentach Dziennika pisanego nocą nastąpiło zdecydowane odwrócenie proporcji między pisarzem a publicystą, na co zwracał uwagę cytowany przez Grochowską Kudelski. Tego Giedroyc, doceniający literackie walory utworów Herlinga‑Grudzińskiego, zaakceptować nie mógł. Mimo że był apodyktyczny w sądach, dopuszczał na łamach „Kultury” wielość poglądów, ale istniały granice tej swobody, jak na łamach każdego pisma autorskiego, a takim w najgłębszym tego słowa znaczeniu była „Kultura”.

Pod względem wrażliwości artystycznej i mentalnie Konstanty J. Jeleński, czołowy krytyk literacki „Kultury”, był zdecydowanie bliższy Czapskiemu, z którym łączyła go przyjaźń, i którego adorował jako malarza oraz człowieka sztuce oddanego, niż Giedroyciowi. Bo – retorycznie pyta Grochowska – czy w relacji mnicha i światowca, zwierzęcia politycznego i miłośnika sztuk, człowieka idei i człowieka zmysłów, możliwe było urabianie, wychowanie i przywiązanie do lafickiej płaszczyzny? Mimo tego przez wiele lat współpraca ich układała się wyśmienicie, Giedroyc miał wielkie zaufanie do jego gustu, do sądów o dziełach sztuki i literatury, to on również, obok Czapskiego, łączył Redaktora ze światem piękna. Stosunki ich uległy ochłodzeniu gdzieś w połowie lat 60., trudno dociec, z jakiej przyczyny.

Józef Czapski to najbliższy przyjaciel Giedroycia, podpora „Kultury”. Grochowska sporo pisze na temat spięć, jakie powstawały w tym kołchozie, jakim był dom przy Avenue de Poissy 91. Czapski i jego siostra, Maria, zajmowali pokoje na piętrze. Staropanieństwo pani Marii i starokawalerstwo pana Józefa, do tego samotny Giedroyc i dość apodyktyczna Zofia Hertzowa z jowialnym mężem Zygmuntem to była mieszanka wybuchowa. Ale pomińmy te prozaiczne, choć zapewne odciskające się nie tylko na towarzyskich stosunkach sprawy.

Czapski i Giedroyc – osobowości zupełnie różne: jeden otwarty na ludzi, drugi zamknięty, typ samotnika, choć ludźmi otoczony; jeden elokwentny, łatwy w kontaktach, drugi najlepiej czujący się w rozmowach i dysputach kameralnych, nie publicznych; jeden o niebywałej wrażliwości na sztukę, drugi konserwatywny w swych gustach, choć umiejący docenić nowe zjawiska w literaturze. A przecież mimo uszczypliwych czasem uwag o Czapskim cenił go Giedroyc niezwykle, spełniał on w „Kulturze” rolę dzwonu Zygmunta. I gdy było trzeba, bronił jej zażarcie, na ataki on zwykle odpowiadał.

Na koniec przypomnę swoją konstatację zawartą w artykule opublikowanym z okazji wydania ostatniego numeru „Kultury”. W grudniu 2000 roku pisałem: DOM KULTURY – otwarty dla przybyszów z Polski – pełnił przez długie lata rolę pośrednika między Emigracją a Krajem. Przede wszystkim jednak dzięki bardzo przemyślanej i konsekwentnej działalności wydawniczej i dzięki polityce integrującej nie tylko emigrację z Krajem, ale i Polskę z jej wschodnimi sąsiadami – stał się on jednym z najtrwalszych elementów polskiej kultury XX wieku. Mimo więc słusznej decyzji, jaką podjął sam Redaktor, oznaczającej, że 637. numer „Kultury” stał się numerem ostatnim, należy z całą powagą potraktować deklarację i apel Jego Spadkobierców – żebyśmy nie zaprzepaścili pięćdziesięcioletniego dorobku Jerzego Giedroycia…

Książka Magdaleny Grochowskiej, napisana na bazie materiałów bogatego i jakże cennego archiwum Instytutu, naprzeciw temu apelowi wychodzi. Jak już pisałem, skupiła się autorka na linii politycznej „Kultury”, która uczyła kulturalnego uprawiania polityki. To, że mniejszą uwagę zwróciła na literacki dorobek Instytutu Giedroycia, wynikało z charakteru jej książki, bardziej reportażowej niż monograficznej, więc nie stawiam z tego powodu autorce zarzutu. Niemniej i temu dorobkowi warto byłoby w przyszłości poświęcić osobną monografię.


Bogdan Rogatko

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas