poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
AGNIESZKA KOSIŃSKA
Komentarz
Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)

Elegia jest tekstem wstrząsającym, na granicy płaczu i tłumionej, bezradnej wściekłości.

Nie odnotowuje jej żadna bibliografia twórczości Czesława Miłosza. Tekst został opublikowany po raz pierwszy w piśmie „Polityka” w 1987 roku w numerze 26, prawdopodobnie bez wiedzy autora, skoro Andrzej Miłosz, brat poety, opiekujący się prawami autorskimi Miłosza w Polsce, upominał się w swoim liście do redakcji o poszanowanie prawa autorskiego i prasowego. Redakcja zamieściła list Andrzeja Miłosza oraz swoją nań odpowiedź w numerze 29. Sądzę, że redakcja „Polityki” nie musiałaby czekać na rozmowę zbyt długo, jeżeli zwykli śmiertelnicy otrzymują połączenie z Kalifornią w ciągu kilku godzin. Przy okazji wypadałoby zapytać autora, czy zgadza się na opublikowanie w „Polityce” tekstu sprzed prawie pół wieku, odnalezionego teraz w archiwum – pisał Andrzej Miłosz.

Rękopis Elegii wchodził w skład archiwum Jana Szczawieja (1906-1983), poety i publicysty, archiwum, które po śmierci męża sprzedała Bibliotece Wojewódzkiej w Chełmie wdowa Jadwiga Radlińska-Szczawiejowa. Nie ma śladów bezpośrednich kontaktów poetów, choć obaj podczas wojny byli zaangażowani w podziemną działalność kulturalną, a po wojnie Miłosz publikował w „Warszawie”, ilustrowanym dwutygodniku literacko-społecznym wydawanym w stolicy w latach 1946-1950 pod redakcją Szczawieja. Szczawiej zamieścił w swojej Antologii poezji podziemnej 1939–1945 (Warszawa 1957) wiersz Miłosza pt. Równina (z roku 1941; maszynopis tego wiersza znajduje się również w kolekcji Szczawieja w Chełmie); pisze również o Miłoszu w drugim tomie książki wspomnieniowej Ciosy. Z lat walki 1939-1945 (tom 1–2, Warszawa 1975). Możliwe, że Miłosz przekazał tekst Elegii Szczawiejowi do publikacji w piśmie „Warszawa”. Tekst nie został tam jednak opublikowany.

Rękopis Elegii zaginął. Biblioteka nie dysponuje żadną jego kopią. Nota towarzysząca publikacji w „Polityce”, podpisana: ZSZ (najprawdopodobniej są to inicjały Zygmunta Szeligi, ówczesnego z-cy redaktora naczelnego „Polityki”), podaje, że rękopis nie był datowany, zapisany jest na
firmowym blankiecie niemieckiej firmy „Thomas – Feine Herren – Ausstattungen” we Wrocławiu.

W końcu listopada lub na początku grudnia 1945 roku Czesław Miłosz wraz z Janiną Cękalską wylatują do Londynu, gdzie zatrzymują się na pięć tygodni, po czym przenoszą się do Nowego Jorku, gdzie od 7 lutego 1946 roku Miłosz zaczyna pracę jako attaché (radca) kulturalny przy Konsulacie Generalnym RP. Tuż przed wyjazdem odwiedza w Drewnicy pod Gdańskiem chorą matkę. Robię sobie wyrzuty sumienia, że wtedy, w niedzielę sprzeciwiłem się sprowadzeniu księdza – ale temperatura nie była wysoka i nic przecie nie wiedzieliśmy, że to tyfus. Bardzo mi ciężko. Ten lekarz, który powiedział, że niebezpieczeństwo minęło – to niewybaczalne. Czuję się winien, że bagatelizowałem chorobę Matki. Teraz wydaje mi się, że była w apatii i w niezwyczajnej u niej niechęci do życia. Co dalej – nie wiem. Ten fakt zmienia całkowicie losy naszej rodziny. […] Jakiś punkt oparcia w życiu zniknął i w ogóle to życie jest idiotyczne – pisze Czesław Miłosz do ojca, w odpowiedzi na depeszę zawiadamiającą o śmierci Matki. Do młodszego brata zaś: Drogi Andrzeju, jesteśmy sami. Właściwie dla mnie to jest koniec młodości. Bądź rozsądny mój drogi, też nie jesteś szczeniakiem. Jakoś za późno dojrzewamy – powinieneś właściwie już mieć kilkoro dzieci, nie mówiąc o mnie. Bardzo jakoś nagle pusto. […] Jak to się mogło stać z Matką? Co się stało? Czy serce? („Kwartalnik Artystyczny” 2008, nr 3, s. 7–15). Do pytań o przyczyny śmierci Matki będzie Miłosz wracał w listach do rodziny przez najbliższe miesiące. Będzie uporczywie prosił o szczegóły jej ostatnich chwil (czy cierpiała bardzo; czy miała księdza dopóki była jeszcze przytomna); analizuje psychologiczne przyczyny jej przedwczesnej i bezsensownej – bo tuż po zakończeniu wojny – śmierci (po prostu nie chciała żyć; zaważyło w tem również oderwanie od stron rodzinnych); pyta też o wieczny dług zaciągnięty przez dziecko u rodzica: […] myślę o tem, jak wielka była miłość Matki do mnie i czem się za to wszystko mogę wypłacić.

Weronika Miłoszowa zmarła 22 listopada 1945 roku, w Drewnicy koło Gdańska, tuż po repatriacji z Wilna do Polski, pielęgnując chorą na tyfus staruszkę Niemkę. Faktycznie, jak przeczuwał ukochany syn Czesław, był w tym akcie bezinteresownej pomocy, na jaką zdecydowała się kobieta o wielkim sercu i intuicji, ale rozważna i ostrożna, jakiś element samozatracenia, ale także – wywołana przeżyciami wojennymi – chęć odkupienia, za wszelką cenę, tym drobnym aktem, morza win ludzkich.

Elegia powstała prawdopodobnie tuż po wojnie. Ale tonem swym jest bliska takim utworom wojennym Miłosza jak Rzeka (Warszawa, 1940), gdzie tytułowa rzeka, patrzy od wieków na kraj krzywdy i żalu czy Pieśń niedobrych synów (1942), która zaczyna się od słów Kraino smutna, rozdarta i dzika, a dalej czytamy: my, z żalu niemi synowie niedobrzy. Wiersz Naród (Kraków, 1945) jest z kolei wręcz poetyckim streszczeniem Elegii, tak jakby tłumiona wojną gorycz i kłębowisko obrazów (widoczne w wierszach wojennych) teraz dopiero znalazło swoją wyraźną formę.

Nie bez powodu Elegia, w której autor Ocalenia opłakuje gwałt na narodzie i ziemi, zaczyna się od przywołania bezsensownej śmierci matki. Wątki poruszane w tym utworze będą pojawiać się w całej twórczości pisarza stale, ale nigdy z taką intensywnością, emocjami i bezpośrednio. To utwór-płacz. To z tego tonu przebiją do świadomości poety utwory „dziwne”, wciąż czekające na swego interpretatora, takie jak np. Traktat moralny (1947) czy Toast (1949), który bardzo nie spodobał się Giedroyciowi (ma bardzo nieprzyjemne akcenty – pisał Redaktor do Aleksandra Janty-Połczyńskiego; list z 22 kwietnia 1949 roku – por. Korespondencja 1947-1974, Warszawa 2009, s. 119). Ten płacz Miłosz będzie nosił w sobie do końca. Nie będzie się z niego szczodrze spowiadał, bo nie zawsze znajdzie powierników. Ale jeśli znajdzie ich ponownie, jak przed laty, sięgnie po ten sam ton. Któregoś dnia szliśmy z Anną Kowalską ulicą w Krakowie i zaczęła mówić o wszystkim, co się dzieje, urywanymi zdaniami, przez ściśnięte gardło, aż chwyciła mnie za klapy marynarki i trzęsła się od płaczu, całą koszulę miałem mokrą, próbowałem ją pocieszać, sam bez żadnego argumentu czy pociechy. To był płacz najczystszej litości, caritas. Prawda o roku 1945, o nieszczęściu kraju, w którym montowano naprędce aparat władzy z rzezimieszków i bandziorów, nigdy nie została opowiedziana, przysypały ją zmyślenia i bajki. Dotychczas nie jest dla mnie jasne, ilu z tych, co (jak ja) godzili się na konieczność, zdołało tak sobie żałobne narodziny nowego państwa zracjonalizować, że zapomnieli o świadectwie własnych oczu – napisze w eseju powstałym w Berkeley w roku 1968 pt. Sienkiewicz, Homer i Gnębon Puczymorda (Czesław Miłosz, Prywatne obowiązki, Paryż 1972).

Dziękuję Grzegorzowi Musidlakowi, że przed laty zwrócił mi uwagę na ten tekst, oraz Annie Pietuch, Dyrektor Biblioteki Wojewódzkiej w Chełmie, i Tomaszowi Cieślakowi-Sokołowskiemu za pomoc w jego opracowaniu.


Agnieszka Kosińska

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas