poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA ZACH
Mrs. Darwin i teologia. Glosy i dopowiedzenia
Dekada Literacka 2009, nr 4 (236)


Czesław Miłosz zainteresował się Darwinem w okresie gimnazjalnym: już jako czternastolatek wygłosił w szkole odczyt o teorii ewolucji. Do tego epizodu powracał później wielokrotnie w swoich wspomnieniach. Darwin jest przemilczanym bohaterem Ziemi Ulro, ponieważ jego wkład w ostateczne zwycięstwo naukowego obrazu świata stanowi brakujące ogniwo pomiędzy opowieścią o „przesileniu romantycznym” i perspektywą człowieka nowoczesnego. Dotkliwe obrazy wydziedziczenia, które od czasu wojny powracają w poezji Miłosza, mają swoje źródło w dogłębnym przeżyciu biologicznego ewolucjonizmu. Słowem, nie jest przypadkiem, że u schyłku drogi twórczej poeta zaczął się interesować życiorysem Darwina. W Piesku przydrożnym, na kanwie teologicznych rozważań, pojawiły się szkice do portretu uczonego.
Przyświeca im elementarne pytanie o związek pomiędzy życiem a dziełem, pomiędzy bezinteresowną pasją a prądem dziejowych przemian. To samo pytanie, które Miłosz od dłuższego czasu zadawał samemu sobie. Już sama forma literacka tych szkiców zasługuje na uwagę: jest to forma żartobliwie dydaktyczna, rodzaj przypowieści o cierpieniach wydziedziczonego umysłu. Kamyk, który porusza lawinę, tajemny pakt zawarty w imię postępu wiedzy, wymykają się moralnym ocenom: Naprawdę nie było chwili, kiedy pióro, umaczane we krwi rozciętego palca, waha się przed podpisem i kiedy jeszcze można powiedzieć „nie” (Cyrograf1).

Mrs. Darwin to jeden z „tematów do odstąpienia”. Na zbiór opatrzony takim tytułem składają się anegdoty, historie ludzkie, paraboliczne opowieści i powiastki. Każda z nich stanowi materiał do dalszych przemyśleń, pomysł do rozwinięcia, scenę z wielkiego widowiska, które – jak mówi poeta – odbywało się kiedy nas nie było i będzie odbywać się, kiedy nas nie będzie2. Jeżeli tak, to niech nam będzie wolno zajrzeć za kulisy tej sceny. Oto historia o pani Darwin oraz garść dopowiedzeń i dalszych wątpliwości…


Mrs. Darwin

Zanim Karol Darwin ogłosił w 1859 roku swoje dzieło O pochodzeniu gatunków, musiał znieść niemało wymówek z ust swojej żony, osoby głęboko religijnej, która nie mogła pogodzić się z jego decyzją wydania drukiem tak szkodliwej książki.

– Karolu – mówiła – Bóg oznajmił, że stwarza człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo. Nie powiedział tego ani o mrówce, ani o ptaku, ani o małpie, psie czy kocie. Postawił człowieka nad wszystkim, co żyje, jemu poddał ziemię. Jakim prawem chcesz istotę, która ma twarz Boga, istotę równą aniołom, pozbawić godności?

Mąż odpowiadał, że jeżeli on tego nie zrobi, zrobi to Wallace, który wpadł na podobną teorię.


– Karolu – mówiła – naszych motywów powinniśmy być świadomi. Nie zależałoby tobie na zyskaniu sławy uczonego, gdyby nie twoje kolejne niepowodzenia. Wiem, że nie lubisz, kiedy kto wspomina o tym, ale gdyby udało ci się zostać, jak chciałeś, lekarzem, znalazłbyś dość satysfakcji lecząc ludzi, zamiast szukać zaspokojenia swojej ambicji za wszelką cenę. I gdyby te lata, kiedy studiowałeś w Cambridge teologię, pozwoliły ci zostać duchownym, miejsce w ludzkiej społeczności uchroniłoby ciebie od awanturnictwa.

– Wiesz dobrze, skąd wziąłeś swoją teorię. Znalazłeś ją u Malthusa. To był zły człowiek, Karolu, okrutny i obojętny na los ubogich. Nie wierzę w prawdziwość twoich odkryć, bo nie w dobrych intencjach robiłeś swoje obserwacje.

Tak, Karol Darwin myślał później o tych jej słowach, choć zarazem był pewny, że teoria ewolucji jest prawdziwa. Tym gorzej dla mnie i dla ludzi, powiadał. Teologia, którą można z niej wysnuć, to nic innego niż teologia sług diabła. Jaki dobry Stwórca mógłby to tak urządzić, żeby świat był areną, na której, niby gladiatorzy, gatunki i indywidua walczą o przetrwanie? Jeżeli On przygląda się temu niby rzymski imperator z loży, nie będę składać mu hołdów. Szczęśliwi są wszyscy, którzy, jak Emma, zachowali obraz Boga jako naszego Ojca i Przyjaciela
3.


?…

To nie było tak. Karol Darwin był szczęśliwym człowiekiem. Odziedziczył spory majątek, z upodobaniem oddawał się swojej pracy, ożenił się z kobietą, o której mógł powiedzieć: W ciągu całego życia nie słyszałem od niej ani jednego słowa, które by nie powinno być powiedziane. U schyłku życia napisał: Nie odczuwam wyrzutów sumienia, gdyż nie popełniłem żadnego większego grzechu4.

Emma była kimś więcej niż troskliwą żoną; była jego najbliższym przyjacielem i mądrym doradcą. Chorowity, na wypadek swojej nagłej śmierci jej powierzył opiekę nad ukończonym w 1844 roku zarysem teorii gatunków. Miała przekazać go wydawcy za pośrednictwem osoby chętnej do podjęcia się trudu udoskonalenia i rozszerzenia tej pracy. Wyrażała się o mężu z szacunkiem i uwielbieniem. Jej piękny list, napisany tuż po ślubie, zawiera dopisek małżonka: Kiedy umrę, wiedzcie, że wiele razy całowałem te słowa i płakałem nad nimi5.

Tak, miał zostać duchownym i studia w Cambridge poszły na marne, podobnie jak dwa lata studiów w Edynburgu, które miały go przygotować do zawodu lekarza. Buntował się przeciwko plemiennemu Bogu Izraela, którego obraz przypominał mściwego tyrana. Czyż Stary Testament jest bardziej wiarygodny niż święte księgi Hindusów lub wierzenia barbarzyńcy? Wiek XIX był wiekiem rozszerzania się sceptycyzmu i ojciec Darwina, członek wolnomularskiej loży, wcześnie utracił wiarę, podobnie jak brat Erazm, imiennik sławnego dziadka. Skąd więc ten pomysł ojca, aby Karol został duchownym? Kariera? „Godziwe życie”? Osłona przed atakami ortodoksów? Żałował – owszem – straconego czasu, nudy wykładów, bezowocnej pracy. I tego jeszcze, że nie zdołał opanować matematyki, gdyż ludzie posiadający tę wiedzę mają – jak sądził – jakiś dodatkowy zmysł. Ale w ostatnim roku pobytu w Cambridge przeczytał uważnie Personal Narrative Humboldta – opis podróży morskiej na Nowy Kontynent. Czy dał się uwieść romantycznej filozofii przyrody, czy też urzekły go tylko opisy piękna Teneryfy?

W młodości zbierał chrząszcze i polował na ptaki. W wieku dojrzałym sadził drzewa i zachwycał się pięknem kwiatów. Ze wspomnień Franciszka Darwina wyłania się obraz ojca, który nie jest, przypuszczam, jedynie fasadą: Ojciec zasadził różne gatunki drzew, jak leszczyny, olchy, lipy, buki, brzozy, derenie, oraz długi szereg ostrokrzewów… W Ogrodzie zachwycał się pięknością kwiatów, a gdy podziwiał kwiaty, pokpiwał sobie często z brudnych kolorów sztuki, przeciwstawiając im świeże, błyszczące barwy natury. W podziwie jego dla kwiatów był rodzaj wdzięczności dla nich oraz osobista miłość do subtelnych ich barw i kształtów. Przypominam sobie, jak delikatnie dotykał się kwiatu, który go zachwycał; był to iście dziecięcy podziw… O czułku, rosiczce, dżdżownicach, które były przedmiotem jego badań, wyrażał się ze wzruszeniem6.

Wystarczy spojrzeć na zachowane fotografie: twarz zatroskana, w istocie poczciwa – siwy staruszek, który byłby prorokiem, ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie.


Bóg, czyli Przyroda

Nie, to nie było tak. Karol Darwin nie był jedynie uczonym, był również myślicielem i przewidywał, jakie będą konsekwencje jego teorii. Wiedział, że kładzie ona kres chrześcijańskiej teodycei i oznacza nie tylko przełom w nauce, ale także rozbrat wiedzy i wiary. Był przekonany, że jego teoria ewolucji jest prawdziwa. Nie tylko dlatego, że jest całkowicie zgodna z obserwacją i rozumem, przede wszystkim dlatego, że wyjaśnia fenomen życia znacznie lepiej, niż czynią to teologowie. I nie jest prawdą, że dotyka ona kwestii teologicznych „mimochodem”, całkiem niezależnie od głównego toku argumentacji. Wątpliwości, które doprowadziły Darwina do utraty wiary, miały istotny wpływ na ostateczne ukształtowanie się jego teorii i w tym sensie lata spędzone w Cambridge nie poszły na marne. Już w młodości zaprzątał go problem zła, pytanie o źródło i sens cierpienia. Stary argument manichejczyków, że świat napełniony bólem nie może być dziełem dobrego Boga, wydawał mu się bardzo poważny. Darwin był jednak naturą na wskroś racjonalistyczną i manichejskie rozwiązanie tej kwestii, oznaczające życie w rozdarciu, na samej granicy być i nie być, zupełnie nie zgadzało się z jego temperamentem. Podjął się tedy obrony świata materialnego przeciwko chrześcijańskiemu Bogu, zdejmując z niego odium winy, ale zarazem skazując go na milczenie. Zadanie, jakie przed sobą postawił, wymagało niemałego trudu: uzasadnić wewnętrzną przyczynowość natury na podstawie argumentów ściśle naukowych, a zarazem przemawiające do powszechnego rozsądku. Rozsądek nie jest władzą niezależną od zakorzenionych pojęć i wierzeń. Te zaś zmieniają się powoli, w wyniku procesów długotrwałych i w znacznym stopniu utajonych. To chyba miał na myśli Darwin, kiedy na marginesie lektury Życia Woltera zanotował: Rzeczywiste dobro wynika tylko z ataków bardzo stopniowych, pośrednich i słabo słyszalnych7. Był umysłem wybitnym, dlatego zdawał sobie sprawę, że o sile i nośności teorii decydują nie tylko empiryczne dowody, ale przede wszystkim wizja. Musiały być takie momenty, kiedy ta wizja odsłaniała mu się w nagłym błysku.

Wydane w 1859 roku dzieło O powstawaniu gatunków poprzedziły dwie krótsze rozprawy (z 1842 i z 1844 roku). Te wcześniejsze wersje zawierają jeszcze pojęcia i wyobrażenia o charakterze religijnym: Wyobraźmy sobie – pisze uczony w 1844 roku – Istotę zdolną zarówno postrzegać zewnętrzne różnice, jak i przenikać najskrytsze właściwości w stopniu dla człowieka nieosiągalnym; Istotę o nieograniczonej zdolności przewidywania, jakie będą cechy potomstwa dowolnego organizmu, która z nieomylną troską dokonuje ich doboru w określonych warunkach. Nie widzę żadnego rozsądnego powodu, aby taka istota nie była zdolna do uformowania nowej rasy… przystosowanej do nowych celów. Skoro zakładamy, że jej zdolność rozróżniania, jej wgląd w przyszłość i jej wytrwałość nieporównanie przewyższają analogiczne zdolności człowieka, możemy także przyjąć, że piękno, złożoność i różnice, dzielące nowe formy od form wyjściowych, są znacznie większe niż w przypadku ras udomowionych, uzyskanych przez człowieka8.

Natomiast w wersji ostatecznej Istotę o atrybutach boskich zastępuje już Natura: Jeżeli więc człowiek drogą świadomego i nieświadomego doboru może otrzymać i otrzymywał z pewnością znaczne rezultaty, to czegóż nie będzie mógł dokazać dobór naturalny? Człowiek może oddziaływać jedynie na cechy zewnętrzne i widzialne. Natura, jeśli wolno mi w ten sposób uosabiać naturalne zachowanie się, czyli przeżycie form najlepiej przystosowanych, nie dba o cechy widzialne, chyba tylko o tyle, o ile są one korzystne dla istoty organicznej. Może ona oddziaływać na każdy organ wewnętrzny, na każdy odcień różnicy w organizacji, na cały mechanizm życia. Człowiek dobiera cechy tylko dla własnej korzyści; natura dobiera jedynie to, co korzystne dla organizmu9.


O powstawaniu gatunków

czyli raj utracony


Teoria formowała się długo i jej początków trzeba szukać we wczesnej młodości Darwina, w jego latach wędrówki. Urzeczony Humboldtem, wybrał się w podróż dookoła świata na okręcie „Beagle”. Rozczarowała go Teneryfa, ale po niej otworzyły się nieznane lądy, wyspy i archipelagi. Kapitan Fitz Roy podarował mu egzemplarz Geologii Lyella. Prócz tego dzieła w podróży towarzyszył mu zawsze egzemplarz Raju utraconego. To właśnie sceny z poematu Miltona pobudzały jego wyobraźnię, gdy rozmyślał o historii naturalnej. Kiedy okręt dopływał do Baiha Blanca, Darwin notował w swym podróżnym dzienniku: Patrząc w ten przestwór wypełniony materią, przetopioną i trawioną gorącem, nie mogłem się oprzeć skojarzeniu z Miltonowskim opisem dziedziny Chaosu i Anarchii10. Jest to aluzja do drugiej księgi Raju utraconego, do sceny, w której Szatan wyrusza z piekła w poszukiwaniu Ziemi:

Otwarł się nagle widok siwej głębi,
Skrytej przed nimi dotąd: był to mroczny,
Nieogarniony ocean bez granic
I bez wymiaru, gdzie Szerokość, Długość
Wysokość, Miejsce i Czas się zgubiły,
Gdzie Czas wraz z Nocą, najstarsi przodkowie
Natury, rządzą w bezwładzie wieczystym
Pośród tumultu nieskończonych wojen
Na zamieszaniu wsparci, gdyż gorąco,
Zimno, wilgotność i susza, ci czterej
Współzawodnicy zaciekli, tu walczą
Wciąż o pierwszeństwo, do boju prowadząc
Swoje najprostsze atomy –
11.


Z lekturą Miltona wiąże się jeszcze jeden ważny motyw, powracający w pismach Darwina i przypomniany w konkluzji jego opus magnum. Nawiązuje on do ostatniej sceny poematu, w której Szatan obejmuje spojrzeniem dziedzinę natury, splątanej, ostrej i zagradzającej przejście. Powyżej piętrzą się wyniosłe szeregi drzew, teatr o iście królewskim widoku. I wreszcie na szczycie – najpiękniejszy krajobraz12, cud skapanej w słońcu, triumfalnej flory. Obraz wstępującego ruchu: od tego, co dzikie i nieprzystępne, ku temu, co życiodajne, od grozy i ciemności ku światłu, zawiera w sobie potencjalnie odpowiedź na pytanie o sens zła i cierpienia. Ostatni akapit O powstawaniu gatunków rozpoczyna się od opisu gęsto porośniętego lądu, brzegu pokrytego roślinami należącymi do różnych gatunków, kończy zaś następującą apostrofą: Tak więc z walki w przyrodzie, z głodu i śmierci bezpośrednio wynika najwznioślejsze zjawisko, jakie możemy pojąć, a mianowicie powstawanie wyższych form zwierzęcych. Wzniosły zaiste jest pogląd, że…. z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż się jeszcze rozwija nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu13.


Karol i Emma


Nie ma wątpliwości, że się kochali. Z pewnością Emma wychowywała jego dzieci w duchu swojej religii, ale także w duchu miłości i szacunku dla ojca, którego sama darzyła niekłamanym podziwem. On zaś przemilczał, co było do przemilczenia, tyleż czuły, co „strategiczny”. Dzięki temu osiągnął niemal wszystko, co można osiągnąć w małżeństwie: idealną równowagę pomiędzy życiem rodzinnym i pracą uczonego. Tak, był wybitnym strategiem i jego przemyślna dobroć przynosiła owoce. Ludzki i w miarę skromny, do czego przyczyniła się, być może, jego wrodzona słabość: często chorował i wymagał opieki.

Ktoś mógłby powiedzieć, że ożenek był przede wszystkim posunięciem taktycznym. Bo zachowała się notatka Darwina sporządzana na krótko przed ich ślubem, świadcząca o tym, jak cenił sobie głos rozsądku. Żenić się, czy nie żenić – „This is the Question”. Poniżej, w dwóch symetrycznych kolumnach, argumenty za i przeciw. Niedogodności małżeństwa: ograniczenie swobody, przymus odwiedzania krewnych, koszta związane z wychowaniem dzieci (mniej pieniędzy na książki), rozproszenie uwagi na przyziemne drobiazgi, przede wszystkim zaś – strata cennego czasu. Na przeciwnej szali: dzieci, czyli przedłużenie życia, towarzystwo (jak by nie patrzeć, lepsze to niż posiadanie psa), urok kobiecości. No i czyż można całe życie bez ustanku pracować, jak „bezpłciowa pszczoła”? Konkluzja: Żenić się – żenić się – żenić. Quod Erat Demonstrandum14.

Emma Darwin, z domu Wedgwood. Niewiele o niej wiemy: laurka w Autobiografii Darwina, idealizujące wspomnienia dzieci, no i przede wszystkim jej listy, w tym dwa adresowane do męża i dotyczące religii. Nic, co mogłoby nasuwać wątpliwości. Idealna żona wielkiego człowieka. Listy zdradzają umysł subtelny i przenikliwy, charakter dzielny i prawy, wzgląd na potrzeby i argumenty bliźnich. W istocie Emma odczuwała niepokój i starała się, najdelikatniej, jak to możliwe, wpłynąć na poglądy i postawę męża. I wpłynęła: oszczędzał ją, niewykluczone również, że ślady wyobrażeń religijnych w jego pismach to rezultat jej cichego oddziaływania. Zanim wstąpiłem w związek małżeński – wspomina uczony – ojciec radził mi ukrywać starannie moje wątpliwości, gdyż, jak mówił, znane mu są wielkie niedole, jakie z tego powodu wynikały u ludzi żyjących w małżeństwie15. W tamtym czasie niewiele kobiet odchodziło od wiary i Darwin nie uciekał się do perswazji. Zapamiętał wprawdzie słowa ojca, że kobieta o prawdziwie światłych poglądach nie może być wierząca, ale nie jest wcale pewne, że najwyżej cenił u ludzi „światłe poglądy”. Bardzo możliwe, że najgłębiej poruszała go prawdziwa dobroć i wyższość moralna, którą przypisywał swojej żonie.

Pierwszy z listów Emmy został napisany tuż po ślubie (w roku 1839) i dotyczy trudności, jakie napotyka umysł poszukujący prawdy, gdy daje się prowadzić określonej metodzie. Kiedy szczerze i sumiennie pragniesz i dążysz do prawdy, nie możesz się mylić – rozpoczyna pani Darwin. Ale jest coś, powie za chwilę, co ją niepokoi i sprawia, że nie zawsze potrafi ona utrzymać tę pewność. Pochłonięty intrygującymi myślami, które płyną z jego naukowych odkryć, umysł męża skłonny jest odrzucać wszystko, co wydaje się zakłócać przyjęty tok rozumowania. Wtedy łatwo może popaść w jednostronność, co uniemożliwia sprawiedliwy podział uwagi. Można zgubić prawdę – sugeruje Emma – jeśli zlekceważy się niepokój wywołany przez zachwianie proporcji pomiędzy troską o rzeczywiste dobro i namiętnością wiedzy. Aluzja do poglądów religijnych męża, najpierw bardzo subtelna, staje się coraz wyraźniejsza: Oby nawyk niedawania wiary niczemu, co nie jest dowiedzione, właściwy badaniom naukowym, nie wywierał wpływu na twój umysł w rzeczach, których dowieść w ten sam sposób niepodobna i które, jeśli są prawdziwe, przewyższają naszą zdolność rozumienia16.

Drugi list, z 1861 roku, dotyka problemu cierpienia i modlitwy: Twoje cierpienie przejmuje mnie niemal tak bardzo, jak gdyby było mym własnym. Jedyna ulga to przyjąć je z rąk Boga, próbując wierzyć, że wszelkie cierpienie i choroba są nam dane jako pomoc, aby nas podźwignąć i natchnąć nadzieją przyszłej radości17. Zdaje się, że wolała pewne myśli formułować na piśmie, gdyż żaden z tych listów nie był pisany z oddalenia. Robiła to w sytuacjach wyjątkowych, tak jakby pismo miało być jej „głosem zza grobu”, mocniejszym niż wymówione słowa. Nie ma tu żadnej przesady ani egzaltacji. Jej naturalna dobroć uzyskuje szczególny odcień wzniosłości. Pani Darwin była mądrym człowiekiem. W jej listach nie ma naiwności, nieodłącznej – zdawać by się mogło – od pewności wiary. Tak, Karol Darwin myślał później o tych jej słowach i zdumiewał się, że „z tak skromnego początku”, z międzyplanetarnej pustki, z iłów oceanu powstała taka istota jak Emma Darwin.


Joanna Zach

Przypisy

1 Czesław Miłosz, Piesek przydrożny, Kraków 1997, s. 65.
2 Tamże, s. 172.
3 Tamże, s. 187–188.
4 Karol Darwin, Dzieła wybrane, red. Eugenia Stołyhwo, t. 8. Autobiografia i wybór listów, przeł. Aleksandra Iwanowska [et al.], Warszawa 1959, s. 67.
5 The Autobiography of Charles Darwin 1809–1882, red. Nora Barlow, W.W. Norton&Company 2005, s. 199 [wszystkie cytaty z listów Emmy Darwin w moim przekładzie].
6 Cyt. za: Józef Nussbaum‑Hilarowicz, Idea ewolucji w biologii, t. 1. Zarys ewolucjonizmu do końca XIX wieku, Warszawa 1952, s. 405.
7 Cyt. za: George Sim Johnson, Czy Darwin miał rację?, przeł. Joanna Kaliszczyk, Kraków 2005, s. 20.
8 Charles Darwin, Essay of 1844, w: The Foundation of the Origin of Species, s. 85 (cyt. za: Robert J. Richards, The Romantic Conception of Life. Science and Philosophy in the Age of Goethe, The University of Chicago Press 2002, s. 536 [cytat w moim przekładzie].
9 Karol Darwin, O powstawaniu gatunków, przeł Szymon Dickstein i Józef Nussbaum, Warszawa 1955, s. 87.
10 Wpływ lektury Miltona na wyobraźnię uczonego rozważa Robert Faggen w książce Robert Frost and the Challenge of Darwin (The University of Michigan Press 2001, s. 16–17).
11 John Milton, Raj utracony, przeł. Maciej Słomczyński, Kraków 2005, s. 65.
12 Tamże, s. 104.
13 Karol Darwin, O powstawaniu gatunków…, dz. cyt., s. 515.
14 The Autobiography of Charles Darwin 1809–1882…, dz. cyt., s. 195 – 196.
15 Karol Darwin, Autobiografia…, dz. cyt., s. 48.
16 The Autobiography of Charles Darwin 1809–1882…, dz. cyt., s. 198.
17 Tamże, s. 199.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas