poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Jacek Błach
Rachunki za hojność
Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)


„Zbyt wielu ludzi czyta tylko po to, żeby nie myśleć”.
Georg Christoph LICHTENBERG

„W gruncie rzeczy nigdy nic nie napisałem sam z siebie, zawsze tylko na zamówienie, mniej lub bardziej wyraźne. Należę do pokolenia ludzi małych pism literackich, dla których artykuł był często rodzajem rozwiniętego listu do bardzo wąskiej grupy czytelników, z których bardzo wielu się znało osobiście, którzy czytali te same książki, interesowali się tymi samymi problemami” - pisał Konstanty A. Jeleński, „Kot”. Fascynująca, inspirująca osobowość. Tłumacz, wydawca, eseista, znawca malarstwa i literatury. Związany z malarką Leonor Fi-ni (tej niejednoznaczej, niezwykłej postaci poświęcono 61. numer „Zeszytów Literackich”). Polak w jednym z najlepszych, kosmopolitycznych wydań: wielojęzyczny, czytający, myślący, działający. Kochający życie.

Na tom Chwile oderwane składają się eseje, noty, recenzje, wypowiedzi drukowane w „Kulturze” i „Zeszytach Literackich”, od lat 50. po rok śmierci w 1987 r. O literaturze i malarstwie, Miłoszu, Iwaszkiewiczu, Herlingu-Grudzińskim, Czapskim, Lebensteinie. I przede wszystkim o Gombrowiczu. Chwile oderwane to świetna edycja, 600 pięknie wydanych stron, w rzetelnym opracowaniu Piotra Kłoczowskiego (który opracował już wcześniej jeden wybór tekstów Jeleńskiego, wydane w 1981 roku „Zbiegi okoliczności”, a 10 lat temu był wydawcą tomu: „Bellmer albo Anatomia Nieświadomości Fizycznej i Miłości”, w którym znajdziemy esej Jeleńskiego o Hansie Bellmerze, tekst Heinricha von Kleista „O teatrze marionetek” i Bellmera samego – „Lalkę”).

Jeleński traktuje lekturę książek i obrazów nieomal jak modlitwę, czyta w pełnym skupieniu, całkowitym otwarciu na inne, w wysiłku umysłowym i emocjonalnym, który prowadzi do przeżycia wewnętrznego tak silnego, że wydaje się, że rezultatem musi być trafne, w samo sedno trafiające opisanie migotliwości doświadczenia życiowego, odczuwanego dzięki za-pośredniczeniu sztuki. Choć może sedno to złe słowo, bo sugeruje że jest jakiś punkt, jeden, stały, określony i martwy, tymczasem Jeleńskiego określenia uderzają celnością nie w punkt, a jądro znaczeń, gorące, pulsujące, niejednoznaczne, rodzące się cały czas na styku niewiadomych i przeczuwanych. Lektura Jeleńskie-go jest niezwykle inspirująca między innymi i dlatego: pokazuje, jak wiele można wykrzesać ze sprzeczności w akcie wielokrotnego skupienia, medytacji wręcz nad tekstem, obrazem.

Dzięki niemu na Zachodzie zaistniał Gombrowicz (Wszystkie wydania moich dzieł w obcych językach powinny być opatrzone pieczątką: dzięki Jeleńskiemu), był zaangażowany w promowanie kultury i twórców w sposób bezprzykładny. Przepędził wiele życia na staraniach - dla innych. Gdy się czyta Jeleńskiego, narzuca się nieodparcie pytanie: czemu nie pisał nie „na zamówienie, mniej lub bardziej wyraźne”? Czemu nie pisał czegoś „od siebie dla siebie, a nie dla innych o innych”.

Pisał po jego śmierci Wojciech Karpiński w przejmującym wspomnieniu zamieszczonym w poświęconym Jeleńskiemu 21. numerze „Zeszytów Literackich”: „Skromność bywa zapewne zaletą piękną i płodną, ale brak ambicji często prowadzi do duchowego paraliżu, jeszcze częściej jest maską, za którą kryją się ambicje skryte. W wypadku Kota, któremu przyglądałem się z fascynacją od lat ponad dwudziestu, wiedziałem - takich ambicji nie ma. Zapytałem go wprost jak on tłumaczy swój przypadek. [...] Odpowiadał, jak już kilka razy w podobnych rozmowach, że jego ambicją nie jest dzieło, lecz życie, bujność spotkań, przemyśleń, zmysłów, wrażeń. Karpiński konstatował: Może tylko tak mogło zrealizować się dzieło i spełnić osobowość: lekko, jakby od niechcenia, w wyniku „zbiegu okoliczności”, jako wypadkowa konfliktowych dążeń?”.

Coś ważnego swoim życiem i pisaniem zrozumiał, objął, widać w jego pisarstwie przebłyski niezwykłej intuicji artystycznej, splot leczącej i trującej tarniny, tkanki życia, z tkaniną słów. Świadomie nawiązuję tu do pięknego wiersza Zbigniewa Herberta, poświęconego Konstantemu Jeleńskiem, „TarNina”, którego ustępy można czytać jako portret Jeleńskiego: „ten przydrożny krzew łamie / zmowę ostrożnych / i jest / jak piękni młodzi ochotnicy / którzy giną w pierwszym dniu wojny w nowiutkich mundurach / podeszwy butów ledwo zapisane piaskiem / jak gwiazdy poezji przedwcześnie zagasłe”. Jeleński jest dla mnie taką właśnie przedwcześnie zagasłą gwiazdą. Lecz przecież to był jego wybór: życie, ludzie, zamiast „zamiaru pisania”, czyli męczącego stanu napięcia z konieczności odrzucającego cudzą obecność. Herbert kończy wiersz gorzkim, lecz przecież spokojnym, surowym, żołnierskim, pocieszeniem: „tak tarnino / kilka czystych taktów / to bardzo dużo / to wszystko”.

Józef Czapski z kolei pisał po śmierci Jeleńskiego: „Jego zdolność wejścia w cudzy świat, który przez sekundę stawał się jego własnym. Przez takie braterstwo stawał się nam nie tylko potrzebny, stawał się koniecznym, niewymuszonym potwierdzeniem nas samych. Za tę hojność płacił drogo. Hojność bez rachunku polega na tym, że sprawę cudzą wybierał zawsze ponad własną. Komuś pomóc czy się zamknąć w swoim własnym zamiarze pisania?”.

Nie zamknął się w zamiarze pisania, otwierając się na życie i służenie tym, których podziwiał, szanował, którym chciał pomóc, otwierając się na obecność innych w sobie. Nie zdążył „otworzyć się w pisaniu”? Naprawdę nie chciał? Czy to pytanie nie jest jednak bezpodstawne? Ale przecież nie mogę się od niego uwolnić, czując, że wiele straciliśmy przez to, że Jeleński tak mocno... żył - i zamiar pisania oddalał się, i oddalał. Choć skorzystali ci, którzy go znali, którym pomagał, skorzystały też jego „zamówione” teksty, ale mam wrażenie, że za Jeleńskiego hojność w rozdawaniu siebie zapłaciliśmy jednak cenę za dużą. Choć może rację ma Wojciech Karpiński, pisząc, że właśnie tak miało się spełnić to dzieło, ta osobowość?

„Należę do pokolenia ludzi małych pism literackich, dla których artykuł był często rodzajem rozwiniętego listu do bardzo wąskiej grupy czytelników...”. Grono adresatów tych listów, mam nadzieję, będzie się poszerzać.

Jacek Błach


Konstanty A. Jeleński, „Chwile oderwane”, wybrał i opracował Piotr Kłoczowski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2008.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas