poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura [Dekada Literacka 2008, nr 1 (227)]

Dariusz Libionka („Tygodnik Powszechny” nr 8) referuje list prymasa Hlonda, w którym, komentując swój wcześniejszy wywiad o pogromie kieleckim z r. 1946, pisze on, że wywiad ten nie mógł zadowolić ani władz polskich, ani „międzynarodowych organizacji żydowskich”, które chciały zdyskontować pogrom w walce o „sprawę izraelską” w sojuszu z Kremlem i Kominternem przeciwko Anglosasom i „pozycjom chrześcijańskim”. Czy rzeczywiście Hlond pisał o Kominternie? Przecież Komintern (Międzynarodówka Komunistyczna) został rozwiązany przez Stalina trzy lata wcześniej!

Aż dziw bierze, jak duża jest niewiedza specjalistów w dziedzinach ich własnej specjalności. Otwieramy (arcypożyteczną) „Kronikę” Witolda Gombrowicza w „Pamiętniku Teatralnym” (2006, s. 33) – i czytamy, że w r. 1949 o „Ślubie” „bardzo pozytywnie wypowiadają się Wilhelm Mach, ówczesny redaktor naczelny „Twórczości”, jak również Kazimierz Wyka”. Wstyd tłumaczyć, że redaktorem naczelnym „Twórczości” był wówczas Wyka, a Mach nigdy nim nie był.

Nawet w „Polityce” (nr 9), nawet w felietonie profesora Ludwika Stommy znalazł się potworek gramatyczny „Ceterum censeo Carthaginem delendum esse” (zamiast „delendam”).

W programie „Cienie PRL” (10 III) można było usłyszeć z ust Jarosława Sellina, że rozwój gospodarczy Królestwa Kongresowego w latach 1815–1830 był zasługą mądrej polityki w. ks. Konstantego. Uczestniczący w programie historyk, prof. Andrzej Nowak na tę rewelację historyczną nie zareagował.

W artykule Stanisława Burkota „Policzyć albo rozliczyć” („Kraków”, nr 2–3) czytamy, że teoretykiem realizmu został po zjeździe pisarzy radzieckich w r. 1934 Andrzej Burow. Kto to taki? Był w ZSRR estetyk Aleksandr Burow, ale czynny dopiero w latach 50. XX w. A na imię „Andriej” miał kto inny – Żdanow, sekretarz WKP(b), którego można nazwać teoretykiem realizmu, o tyle że w r. 1934 i 1947 wygłosił programowe przemówienia w sprawach literatury i sztuki.

Nie poszczęściło się w tym numerze „Krakowa” także amerykańskiemu filozofowi Rorty’emu, który wprawdzie w wykładzie arcybiskupa Józefa Życińskiego (zanotowanym przez Marię Hernandez-Paluch) został nazwany „znanym”, ale mimo to imię z Richarda zmieniono mu na „Philipa”.

Agnieszka Holland („Dziennik” z 14 III) opowiada, że w procesie Janosika wyszło, że prawdopodobnie utrzymywał kontakty z ludźmi Franciszka Rakoczego, który wzniecił powstanie przeciw rządom cesarza Franciszka Józefa I. A stało się to, kiedy Kara Mustafa, wielki wódz Krzyżaków, szedł przez Alpy na Kraków – bo cesarz Franciszek Józef I urodził się przeszło sto lat po straceniu Janosika.

Janusz Anderman („Gazeta Wyborcza” z 1–2 III) opowiada na podstawie tego, co usłyszał kiedyś od Mariana Brandysa, o historii palca Aleksandra Fredry zabranego w latach 70. z jego grobowca przez jakiegoś fredrologa i przewiezionego nielegalnie do Wrocławia, gdzie został zamurowany w ścianie kościoła św. Maurycego. „Na pewno Marian Brandys wymieniał nazwisko badacza zafascynowanego Fredrą, lecz od czasu, kiedy to opowiadał minęło zbyt wiele lat, nie pamiętam” – usprawiedliwia się Anderman. Gdyby zasięgnął informacji u któregoś z historyków literatury, dowiedziałby się, że badaczem tym był Bogdan Zakrzewski, który całą tę historię szczegółowo (i w szczegółach odmiennie od wersji Andermana) opisał w artykule „Historia grobu Fredry” („Pamiętnik Literacki” 1990, z. 3).

Tomasz Zbigniew Zapert („Rzecz o książkach” z 1–2 III) pisze, że Ferdynand Goetel w r. 1936 został przyjęty w poczet członków Polskiej Akademii Literatury „z rekomendacji” Karola Irzykowskiego. Goetel nie został przyjęty, lecz został wybrany do PAL przez jej członków, a Irzykowski go nie rekomendował, lecz po wyborze wygłosił mowę na cześć Goetla, zgodnie z przyjętym w PAL zwyczajem.

Marek Nowakowski („Nekropolis” 2, s. 47) zastanawia się: „«Wolę polskie gówno w polu, niż fiołki w Neapolu». Czy napisał to [Tetmajer] w latach późniejszych, czy w pełnym twórczym rozkwicie?” Odpowiedź łatwa – dwuwiersz ten pochodzi z utworu „Patriota” ogłoszonego w krakowskim „Życiu” w r. 1898, więc pochodzi z okresu świetności talentu autora.

„Naszą kochaną grafomanką” nazwał Marię Konopnicką Zdzisław Pietrasik w „Polityce” (nr 12). Konopnicka popełniła rzeczywiście wiele banalnych rymowanek (z obowiązku patriotycznego i dla zarobku), ale inni, niegorsi od red. Pietrasika znawcy, są lepszego zdania o jej twórczości. „Konopnicka jest typem poetki intelektualnej, nastawionej na myśl, a nie na wrażeniowość i nastrojowość [...]. Jest poetką silną. Jej słowo ma muskulaturę, brzmi, dźwięczy, nie szeleści [...]. W różnorodności strof i melodii ludowych stylizacji pomysłowość Konopnickiej jest naprawdę zdumiewająca [...]. „Imagina” ukazuje, jak świetnymi zasobami dowcipu i ironii władała” – pisała w r. 1965 Anna Kamieńska.

Ciekawostka – z własnego podwórka: zmarły niedawno Jerzy Janicki we wstępie do książki „Knajpy Lwowa” Jurija Wynnyczuka opowiada, jak to Henryk Markiewicz zwrócił się do niego z prośbą o informację o lwowskiej kawiarni „U Józia”, potrzebną mu niezbędnie do pracy nad „Konradem Wallenrodem”. Janickiemu udało się ustalić, że chodzi tu o kawiarnię Józefa Millera przy placu Bernardyńskim. Jej stałym bywalcem był niejaki Ostap Lewicki, autor m.in. poematu „Uciekinierzy” – będącego parodią „Konrada Wallenroda” „i na to właśnie czatował prof. Markiewicz” – domyśla się Janicki. Rzecz w tym, że piszący te słowa nad książką o Konradzie Wallenrodzie nigdy nie pracował, o „Uciekinierach” nic nie wiedział, a o kawiarnię „U Józia” pytał Jerzego Janickiego, bo pojawia się ona w „Wędrówce po Galilei” Stanisława Tarnowskiego, której fragmenty zostały umieszczone w „Zabawach literackich krakowskich uczonych”, więc chciał ten szczegół skomentować. Skąd u Janickiego ta konfabulacja – trudno zgadnąć. Nasuwa się jednak refleksja, że pamiętnikarzom ufać nie można.

hm
 
Co się nie zmieściło w „Camerze”


Nikt nie jest doskonały – więc znalazło się kilka pretensji pod adresem imponującej księgi „Polska literatura nowoczesna” Michała Pawła Markowskiego. Oto one: „alienację” określa autor jako kategorię wprowadzoną przez Marksa (s. 25); ściśle mówiąc, Marks tego terminu nie używał; pisał tylko o „Entäusserung” i „Entfremdung”, i to posługując się wyrazami zapożyczonymi od Hegla, o czym zresztą Markowski pisze na s. 336.

Trudno zgodzić się z utożsamianiem pojęcia „świata przedstawionego” z kategorią fikcji (s. 181). Ingarden co prawda wprowadził termin „świat przedstawiony” w toku rozważań o dziele literackim, ale ten „przedmiotowy korelat” warstwy znaczeniowej tekstu istnieje przecież także poza obszarem fikcji literackiej – w reportażu, pamiętniku, dziele naukowym.

„Darstellung” niekoniecznie odnosi się „do tego jak świat się sam z siebie prezentuje”. Częściej, od czasów Klopstocka, odnosi się do twórczości artystycznej i jej rezultatów. A w terminologii Karla Bühlera to jedna z podstawowych funkcji języka.

Myli się Markowski, gdy pisze, że tradycja żydowska opiera się na dwóch pięcioksięgach, tzw. Torze pisanej, którą „znamy z Biblii, oraz Torze ustnej, składającej się z Talmudu oraz Kabały” (s. 185). W rzeczywistości nazwa „Tora” odnosi się czasem tylko do Pięcioksięgu Mojżesza, ale wyrażenie „Tora pisana” dotyczy całości Starego Testamentu, który oczywiście pięcioksięgiem nie jest. Nie jest również pięcioksięgiem Tora ustna, tj. Talmud. I wreszcie – Kabały nie zalicza się do Tory ustnej.

Max Nordau nie był „niemieckim politykiem” (s. 220), lecz publicystą i literatem, później także działaczem syjonistycznym.

Termin „nominalizm” nie pochodzi od greckiego słowa „nomos” („prawo, umowa”, s. 306). Źródłem jego jest pospolity wyraz łaciński „nomen” (imię, nazwa). W żadnym słowniku filozoficznym nie znajdziemy informacji, iż „nominalizm właściwy twierdzi, że istnieje tylko opis świata, świat zaś jako taki nie istnieje, to znaczy nie istnieje sam w sobie”. Nominalizm odmawia istnienia nie światu, lecz pojęciom ogólnym. Nazwanie w tym kontekście Witkacego „realistą” (bo uznawał, że świat istnieje) jest mylące: realistami w przeciwieństwie do nominalistów, nazywano w średniowieczu tych filozofów, którzy uważali, że owe pojęcia ogólne realnie istnieją.

Zgon Leśmiana odnotowały „Wiadomości Literackie” nie tylko „niewielką wzmianką” na ostatniej stronie (s. 86), ale czułym o nim wspomnieniem Tuwima, a w r. 1939 – mową Kazimierza Wierzyńskiego wygłoszoną w Polskiej Akademii Literatury. W zmniejszonym w stosunku do nakładu „Łąki” nakładzie „Napoju cienistego” widzi Markowski dowód „zmniejszonej popularności” Leśmiana. Nie bierze pod uwagę faktu, że właśnie tom ten, a potem śmierć poety wywołał wiele aprobatywnych wypowiedzi młodych pisarzy i krytyków (m.in. Kołonieckiego, Jastruna, Troczyńskiego, Frydego, Łaszowskiego, Kotta, Sandauera).

hm

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas