poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA PEKANIEC
Opowiadać – podróżować – żyć
Olga Tokarczuk, „Bieguni”, Wydawnictwo Literackie Kraków 2007.
Dekada Literacka 2008, nr 1 (227)


Po dobrych „Ostatnich historiach”, będących zbiorem rozbudowanych opowiadań, nieudanej mini-powieści „Annie Inn w grobowcach świata”, Olga Tokarczuk przygotowała dla czytelników sporych rozmiarów powieść. „Bieguni” to ponad czterysta stron soczystej prozy, przypominającej porywający Dom dzienny, dom nocny. Już przed wejściem na rynek księgarski, nową książkę Tokarczuk okrzyknięto wydarzeniem literackim 2007 roku. Czy spełniona zostaje marketingowa obietnica? Reklama dźwignią handlu, ale czy także dźwignią lektury? Nie jest łatwo pisać o książce apriorycznie uznanej za ważną i wyjątkową.

Przystąpiłam do lektury ostrożnie i niezbyt ufnie, reklama reklamą, chwyty marketingowe zachęcające, lecz czy proponowany tekst spełni wyznaczone mu zadanie? Spełnił – i to z nawiązką. Nowa powieść Tokarczuk to bardzo udana próba zamknięcia w słowach płynnej rzeczywistości, umykającego czasu, stale zmieniającej się przestrzeni, ciekawych historii ludzkich. Po lekturze książka przestała być zachwalanym produktem, stała się fascynującym dziennikiem rozmaitego autoramentu podróży, odsłaniającym uniwersalną problematykę życia i śmierci.

Nazywam „Biegunów” powieścią (aż prosi się o nazwanie jej sylwą, czego jednak chciałabym uniknąć), choć jej kształt daleki jest od klasycznego wzorca. Być może, próba poszukiwania wyznaczników formy powieściowej w ponowoczesnych czasach jest co najmniej anachroniczna, ale łatwo jest uniknąć owej anachroniczności w tym, konkretnym przypadku. Tokarczuk zaczyna od narracji do złudzenia przypominającej autobiograficzną. Czytelnik wygodnie mości się w intymnej opowieści, jednakże nie zagości tam długo. Podobnie jak bohaterowie książki zostanie zmuszony do opuszczenie przytulnego lokum, zanurzenia się w literackim gąszczu opowiadań (nierzadko podzielonych na kilka, oddalonych od siebie fragmentów), wykładów z psychologii podróżnej, krótkich traktatów, zanotowanych spostrzeżeń natury egzystencjalnej, przytaczanych listów, dywagacji religijnych, impresji z podróży, notatek z wypraw w poszukiwaniu siebie, innych, straconego, czy precyzyjniej, umykającego czasu. Fragmentaryczna, heteronomiczna narracja spajana jest postacią narratorki-bohaterki-pisarki, nierzadko zwracającej się do czytelników, towarzyszącej opisywanym postaciom, nie roszczącej sobie praw do wyjaśniania wszelkich zawiłości, wprost oświadczającej, że nie opowiada wszystkiego, co się wydarzyło bohaterom, a jedynie to, co sama uzna za istotne do przekazania. Przerwane opowieści zostają jednak dokończone, wiadomości z wykładów znajdują praktyczne zastosowania. Narracją w „Biegunach” rządzi strategia opóźniania/odwlekania. Fragmentaryzacja sprzyja retardacjom, o czym świadczą porozrywane opowiadania, dodatkowo, budzi ciekawość i nie pozwala się zatrzymać, zmusza do ruchu. Opowieść staje się dosłownym ruchem, jest nie tylko następstwem słów i zdarzeń. Lektura staje się podróżą, gdyż czytany tekst jest podróżą.

Podróż, ciało i śmierć to główne motywy powieści, raz po raz powracające, splecione w specyficzną, jednakże koherentną całość. U Tokarczuk podróżują wszyscy i wszystko – Kunicki, od którego odeszła żona, doktor Blau – nieco perwersyjny pasjonat fotografii, Annuszka, pod wpływem rozczarowania religijnego zostająca biegunką, siostra Fryderyka Chopina, Ludwika, Karen, żona profesora „od antyku”. Podróżują ci, którzy nigdy nie żyli – spreparowane płody, zakonserwowane ciała i ich fragmenty, ciała-preparaty. Autorka ze znawstwem i lubością opisuje sposoby konserwacji ciał, jej efekty, (dys)harmonię ludzkiego ciała lub tylko jego fragmentów. Nie jest to proste epatowanie brzydotą, makabrą (dowodem – groteskowy, spreparowany kot z pozytywką umieszczoną we wnętrznościach i grającą piosenkę zespołu Queen, która jest wiodącym tematem muzycznym filmowego cyklu o Nieśmiertelnych), to paradoksalna afirmacja życia i ciała oraz próba oswojenia śmierci. Fascynacja technikami konserwacji ciał to wyraz tęsknoty za nieśmiertelnością ciała. Tokarczuk zwraca szczególną uwagę na kobiecą cielesność, przypomina, że ciało kobiety z czasem czyni ją niewidzialną, zaciera jej seksualność. Kobieta staje się istotą pozbawioną płci. Starzejąc się, nie przestaje jednak odczuwać pożądania. Perwersyjną realizacją owego nikomu (to jest, żadnemu mężczyźnie) nie potrzebnego pożądania jest zakonserwowane, wytatuowane ramię marynarza, który zachwycił Charlottę, córkę preparatora ciał.

Opowieść i ciało łączone są za pomocą wątku podróży. Trzy motywy/elementy korespondują ze sobą, niczym Baudelaire’owskie oddźwięki. Podróż to ruch, dynamizm, przemieszczanie się, odkrywanie nowych przestrzeni, swoiste zaglądanie pod podszewkę świata, uchylanie rąbka zasłony nieznanego lub niewyrażalnego. Opowieść także jest ruchem, działaniem i dzianiem się. Ciała w „Biegunach” są opowiadane, podróżują i są „podróżowane”. Poruszają się same, ale również podróżuje się w ich głąb. Narracja o wnętrzu i zewnętrzu ciał jawi się jako podróż w poszukiwaniu zagadki życia.

W jednym z fragmentów, narratorka na chwilę zatrzymuje się, aby zastanowić się nad celowością i przydatnością snutej opowieści. Opowieść, a więc mówienie nie jest tak uporządkowane jak narracja pisana, wymyka się opowiadającej, godzącej się jednak na bycie „akuszerką”, „ogrodniczką” (s. 240) – kimś, kto jedynie opiekuje się słowami, cierpliwie oddziela ziarna od plew. To, co opowiadane, przychodzi z zewnątrz. Opowiadanie ocala i scala. Pojawia się tu, tak popularna dziś, kategoria narracji jako rozumienia świata. Sądzę jednak, że w powieści nie rozumienie jest najważniejsze, ale sam fakt opowiadania – które unaoczniając, pozwala patrzeć, nie będąc widzianym/–ą, co jest jednym z marzeń narratorki, kilkakrotnie powtarzającej, iż „wiedzieć znaczy widzieć” (s. 206). I rzeczywiście, wzrok jest w książce zmysłem podstawowym, choć narratorka często odwołuje się do doznań węchowych czy dotykowych. Sensualne opisy to jedna z cech rozpoznawczych prozy Tokarczuk.

Chaotyczna narracja powieściowa tylko pozornie jest bezładną mozaiką. Rządzi nią wspomniana logika retardacji, a jej kontury tworzą swoistą klamrę. Tak, „Bieguni” mają budowę klamrową – rozpoczynają się fragmentem autobiograficznym, osobistym, intymnym i takim się kończą. Autorka, przywołując (w telegraficznym skrócie) wspomnienia z dzieciństwa i młodości, kreśląc swój portret, nazywa siebie anty-Anteuszem, a więc odcina się od chtonicznych korzeni (tym samym odrzucając mityczne przyporządkowanie kobiety ziemi), swoim żywiołem mianuje powietrze, ruch, dynamizm; doświadczeniem wyjściowym, inicjalnym, by nie rzecz, źródłowym, czyni odkrycie własnego faktu istnienia. Przemieszczając się w obrębie następujących po sobie opowieści, przemierzając kolejne przestrzenie, bohaterka potwierdza swoje istnienie, stopniowo odrzuca wszelkie punkty odniesienia własnego jestestwa poza nią samą, aby stwierdzić: „[...] dokądkolwiek byśmy podróżowali, podróżujemy zawsze w jednym kierunku. „Nieważne, gdzie jestem”, wszystko jedno, gdzie jestem. Jestem” (s. 443). Wieloaspektowa podróż, która rozpoczęła się wraz z samodzielną wyprawą małej bohaterki nad rzekę i kempingowymi fascynacjami jej rodziców, kończy się wejściem na pokład samolotu. Niezwykłość kolejnej podróży sygnalizują dokonywane przez współpasażerów rachunki sumienia, piękne stewardesy-anielice sprawdzające kompetencje do podróży. Czyżby wyprawa w zaświaty, w której łódź Charona zastąpił samolot (cóż, znak czasu)? Jeśli tak, to powieść Tokarczuk jest nie tylko specyficznym dziennikiem podróży – własnych, cudzych, prawdziwych i domniemywanych, lecz także ciekawą wersją metafory życia ludzkiego jako podróży. Banalne? Niekoniecznie – motyw podróży w twórczości Tokarczuk jest stale obecny – gwoli ścisłości przypomnę chociażby „Podróż ludzi Księgi”, wyprawy bohaterów „Prawieku...”, eskapadę Krysi Popłoch w poszukiwaniu tajemniczego Amosa z „Domu dziennego, domu nocnego” – „Bieguni” są jego kolejną realizacją.

Mieniąca się wieloma znaczeniami, opalizująca sensami powieść pełna jest erudycyjnych zabiegów, niezliczonej ilości nawiązań mitologicznych, filozoficznych, psychologicznych. Tym samym wymaga lektury uważnej, a najlepiej kilkakrotnej, gdyż za każdym razem odsłania nowe tropy interpretacyjne. Jednakowoż stanowiące zaletę bogactwo może stać się wadą. Erudycyjna ekwilibrystyka wywołuje znużenie nadmiarem, przytłacza obfitością, choć należy oddać sprawiedliwość Tokarczuk – pisząc „Biegunów” musiała poświęcić wiele czasu na dokumentację.

Nowa powieść Tokarczuk niełatwo poddaje się egzegezie. Rozgałęziająca się narracja raz po raz ujawnia ukryte przejścia, kolejne ścieżki, prowadzi na rozstaje po to, aby pokazać, że drogowskazu dawno tam nie ma. Wybór zostaje zostawiony czytelnikowi, punkt dojścia, zależy od punktu wyjścia, który każdy obiera sam. Owszem, ograniczenie klamrą istnieje, lecz pozwala na swobodne poruszanie się w jej obrębie. Można skupić się na bohaterach (ich historie często są historiami o miłości – spełnionej, trudnej, niemożliwej, trwającej i skończonej), porozrywanych fabułach, komentarzach autotematycznych itd., za każdym razem otrzymując inną odpowiedź na pytanie, o czym są „Bieguni”? Dla mnie są opowieścią o obmapywaniu świata, własnego i cudzego ciała. Dołączone do tekstu reprodukcje map, zdają się potwierdzać moją intuicję. Opowiadanie, podróżowanie służą czytelnikowi-kartografowi nakreśleniu mapy własnej egzystencji.

Anna Pekaniec

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas