poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA CZABANOWSKA-WRÓBEL
Listy miłosne
Katarzyna Koschany, „Zielony promień”, Biblioteka „Toposu”, T. 31 Sopot 2006.
Dekada Literacka 2008, nr 1 (227)


„Stare listy miłosne w szufladzie. Ten podarty z kredkową różą. Ten piękny z Kasią od Kotów” (s. 23). Czy Kasia od Kotów i Kasia od Rilkego to jedna i ta sama osoba? Jeżeli tak, to mieszka w Poznaniu i jest mamą Tobiasza i Leny, jak czytamy na okładce, jest też badaczką literatury, znawczynią poezji. Jej małe prozy poetyckie wydane w tomie „Zielony promień” były wcześniej publikowane w „Toposie”, „Zeszytach Literackich” i w „Kresach”. Jeżeli nie – jest tylko bytem tekstowym i egzystuje w fabułach, wysnutych ze słów i mitów. Wiedzie oniryczny żywot w zwielokrotnionych przestrzeniach luster i cudzych snów. Istnieje gdzieś w ukryciu, u Matek.

Ta druga, tekstowa, przywędrowała z literatury, przede wszystkim z prozy Schulza i żywi się słowem pisanym, żyje tylko dzięki niemu. Można zresztą wyobrazić sobie, że na jakiejś szczególnej zasadzie nie ma tu sprzeczności. Tekstowa i realna postać jest tą samą i nie tą samą równocześnie, równolegle. Tropy podpowiada Schulz. Autorka monografii „Rilke poetów polskich” zdałaby u autora „Sklepów cynamonowych” nieoficjalny egzamin ze znajomości wierszy Rilkego i zostałaby na pewno przyjęta do grona jego korespondencyjnych przyjaciół, znalazłoby się wtedy dla niej miejsce gdzieś w pobliżu Debory Vogel. Upodobanie do Rilkego stanowiło dla autora „Sklepów cynamonowych” ważne kryterium doboru znajomych. A może właśnie takie niewidzialne listy już przychodzą do Poznania…

Jest jeszcze Leśmian, którego słowa z „Szewczyka”, że w „szyciu nie ma nic prócz szycia” patronują tkaninom, łatom i patchworkom autorki „Zielonego promienia”. Jest Iwaszkiewicz – i literackie, a nie tylko „przyrodnicze” źródło zainteresowania brzozami. Z „Brzeziny”, opowiadania i filmu, bierze się zachwyt nad drzewami, które potem ukonkretnią się w doświadczeniu, w doznaniu.

„Ja” tych małych tekstów multiplikuje się i odmienia, przybiera różne i kształty i fazy rozwoju: dziecko, mała dziewczynka, dwunastolatka, która dopiero odkrywa swoje ciało, dorosła kobieta znająca dobrze miłosną geografię, kobieta rodząca i przekwitająca, wreszcie staruszka, taka jak ta z prozy zatytułowanej „Babcia”: „Gimnastykująca się osiemdziesięciolatka odmładzała świat. […] Po jej śmierci zostały same skarby. […] Zapasy babcinych mydeł były tak ogromne, że myłam się nimi nad pomarszczoną skórą przedwojennej umywalki przez lato, zimę i jeszcze następne lato” (s. 17). Z sensualnych doznań nie jednej, ale wielu kobiet, pochodzących z trzech co najmniej pokoleń zostały utkane zapisane tu obrazy. Z radości i lęków, w tym także z lęków zbiorowych, doświadczanych przez generację wojenną, powstały powidoki pamięci, które przekraczają pamięć jednostki. Przekazana, nie zaś doświadczona, nie do końca przetrawiona trauma Holocaustu zyskuje w „Zielonym promieniu” bardzo swoisty, specyficzny oddźwięk. Wiele w atmosferze tych małych próz zrodziło się z rozstań na Dworcu Gdańskim – to zastanawiające w przypadku autorki urodzonej w 1970 roku. „Ona jeszcze nie wie. Kończy się październik, ten po marcu. W Polsce nie ma ani jednego Żyda. Właśnie zaczynasz być ciałem, wykluwasz się z ich pożegnań na Dworcu Gdańskim. W lipcu rozchylą się jej zmęczone uda i położna powie >>chłopiec<<” (s.28).

Bohaterami tomu są koty i ludzie, często są to ciężarne kotki i ciężarne kobiety – współczesne i te z przeszłości, żydowskie, chrześcijańskie i poza kategorią wyznania. Znajdzie się tu więc święta Katarzyna ze Sieny – córka zmęczonej porodami wielodzietnej matki opisana w prozie pod tytułem „W sieni, w Sienie” i rodząca jak co roku Maryjka z prozy (wiersza?) „Boże Narodzenie”.

Prozy poetyckie Koschany są pisane białym, mlecznym atramentem – wprawdzie mówiono tak o niejednym utworze napisanym przez kobietę, ale w przypadku „Zielonego promienia” odpowiada to tak ściśle istocie tego zjawiska, że można pomyśleć, iż to świadomy zamiar wykreowania nowego języka, języka metonimii, smaków i kolorów, które dotąd nie zostały w żaden sposób opisane. Koschany kolekcjonuje imiona kotów, brzmiące magicznie jak Toyen, imiona koni z dziecięcych książek, przedmioty (jak stuletni termometr „aus Jenaer Normalglass”), rozkosze i smaki („Jagły z suszem”), ale przede wszystkim słowa: „modry” (jak kapusta na zachodzie Polski). W jej utworach coś może być określone jako „lobeliowe”. Małe prozy bywają manieryczne, jak rysunki tworzone tuż przed I wojną, kiedy secesja przechodziła – płynnie – w art deco, kiedy linie się upraszczały, ale równocześnie stawały się coraz bardziej subtelne, lekkie. Rysunki kreślone bardzo cienką kreską jak w technikach graficznych, których nazwy Koschany z upodobaniem powtarza i odmienia: „Węgiel. Sucha igła. Magiczne zaklęcia. Czasem niebiańska ekologia – fluoroforta. Gęste. Oszczędne. Zanurzone w niebycie” (s. 23) – wylicza, wypunktowuje w prozie zatytułowanej „Grapho”. Przy skłonności do enumeracji, cenna jest powściągliwość, miniaturyzacja, zgęszczenie, konieczne samoograniczenie – utwory są więc krótkie, enigmatyczne, milkną nim powiedzą za wiele.

Prozy poetyckie z „Zielonego promienia” cechuje precyzyjne wyczucie słowa – i ciała. Kiedy czytam teksty Koschany, zastanawiam się nad właściwościami jej pisania i specyfiką przeżywania, wrażliwości, doświadczenia. Myślę, że najciekawsze jest połączenie intelektu i zmysłów, tego, co pochodzi z tradycji, i tego, co podpowiada natura. Zapis czystego doświadczenia to utopia. Zapis głosów z przeszłości – również. Ale możliwe są jakieś mediacje, jakieś miejsca pomiędzy odmiennymi strefami. Zapewne mamy do nich dostęp w snach – śnimy o naszych ciałach, ale także o tych, którzy nas poprzedzili. Zmarli znajdują wtedy do nas łatwy dostęp. Śnimy to, co oni kiedyś przeżyli/prześnili. Teksty Koschany, silnie naznaczone oniryzmem, mają także taki podwójny wymiar – są osobiste i zarazem ponadjednostkowe.

Anna Czabanowska–Wróbel

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas