poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BERNADETTA DARSKA
Dramat katoliczki w wersji pop
Dekada Literacka 2007, nr 5-6 (225-226)
Ewa Madeyska, „Katoniela”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007.


Debiutancką powieść Ewy Madeyskiej zapowiadano jako rzecz kontrowersyjną, a nawet obrazoburczą. Rzeczywiście, „Katoniela” została napisana, tak mogłoby się wydawać, wedle sprawdzonego przepisu na literacki skandal. Religia powiązana z seksem jest niewątpliwie gwarantem czytelniczego podekscytowania i zbulwersowania. Cóż jednak takiego się stało, że oczekiwanego efektu nie osiągnięto? Dlaczego sprawdzony pomysł na sukces okazał się chybiony, nie przyniósł spodziewanego efektu? Gdzie popełniła błąd Madeyska, że zamiast łamać stereotypy religijno-płciowe, zbudowała fabułę pełną schematów i przewidywalnych rozwiązań? Czyżby etykieta „pierwszej powieści obnażającej zakłamanie katolicyzmu” okazała się niewystarczająca? Najwyraźniej tak. Mieliśmy otrzymać błyskotliwy debiut, odkrywczą opowieść, dostaliśmy historię składającą się z samych oczywistości.

Fabuła książki nie jest szczególnie skomplikowana. Aniela pochodzi z rodziny katolickiej, dość szybko jednak rezygnuje z wnikliwego studiowania religijnych problemów. Wyznanie nie jest efektem jej świadomego wyboru, lecz decyzji rodziców. Szczególnie religijnymi osobami w rodzinie okazują się matka i starsza siostra, Marta. Ta ostatnia zresztą decyduje się pójść do zakonu, a później przedwcześnie umiera na raka. Odejście siostry jest dla Anieli kolejną traumą, która utwierdza ją w przekonaniu, że Bogu tak naprawdę na niej nie zależy. Decyduje się na przyśpieszony ślub z liderem Ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Totalny, bo tak będzie cały czas nazywany jej mąż, jest człowiekiem mocno zaangażowanym w życie wspólnoty, nie interesuje go jednak życie rodzinne. Poza jednym aspektem, seksualnym. Aniela dojrzewa w końcu do trudnej decyzji. Postanawia złożyć pozew o rozwód i rozstać się z mężem, który traktuje ją, jak przedmiot do używania i podporzadkowywania sobie. Okazuje się, że rozwód nie jest początkiem szczęśliwego życia, bohaterka dowiaduje się bowiem, że jest ciężko chora…

Powieść Madeyskiej faktycznie daje pretekst do wielu odczytań. Problem w tym, że za każdym razem dokładnie wiemy, co się wydarzy, i nieco męczy nas fakt, że patologicznych relacji jest w książce tak dużo. Autorka prawdopodobnie chciała pokazać ogromny rozmiar krzywd powstałych w efekcie katolickiego wychowania, tymczasem odsłania się przed nami karykatura problemu i wersja w stylu pop. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć, że autorka stawia na jednoznaczność i oczywistość. Brak w książce przestrzeni niedopowiedzianych. Wszystko, nawet gdy dotyczy emocji, musi być do końca wyartykułowane.

„Katonielę” można czytać jako opowieść o katolicyzmie, który niszczy relacje międzyludzkie, zamiast prawdy i miłości, stawiając na hipokryzję, pozór i formę. W książce bardzo często znajdziemy sformułowania, sugerujące, że taki już jest los kobiety, że musi nosić swój krzyż, że trzeba uważać na to, co ludzie powiedzą. Własne szczęście sprzedawane więc jest za cenę zadowolenia i niedrażnienia otoczenia. Wszystkie związki, w których religia odgrywa ważną rolę, okazują się w powieści patologiczne. Matka Anieli, wiecznie rozmodlona, tak naprawdę nie zauważa, że jej małżeństwo dawno się rozpadło; Marta, siostra bohaterki, zostaje zakonnicą, ale i tak umiera, bycie blisko Boga nie pomaga jej ocalić własnego życia. Mąż Poli, przyjaciółki Anieli, jest również religijny i choć pozornie ich związek jest szczęśliwy, to jednak dostrzegamy szybko, że rodzenie kolejnych dzieci i opiekowanie się domem jest dla Poli w dużej mierze kompensacją tego, czego nie miała we własnej rodzinie. Karykaturą religijności jest sam Totalny, mąż Anieli. Lider wspólnoty, mający na swoim koncie rok nowicjatu, chętnie uczestniczący w różnego rodzaju zgromadzeniach. Zapatrzony w grupę, której przewodzi, jednocześnie pogardza żoną – chcę ją sobie podporządkować, traktuje ją jako kogoś, kto służy jedynie do zaspokajania popędu seksualnego, jest obojętnym ojcem i mężem. Katolicyzm zostaje więc skojarzony z emocjonalnym spotwornieniem człowieka.

Powieść Madeyskiej stanowi także portret stłumionej i instrumentalnie traktowanej cielesności. W świecie katolickich zasad nie ma miejsca na akceptowaną seksualność. Seks dla jednych staje się formą sprawowania władzy, dla innych – zniewoleniem. Matka Anieli w dzieciństwie nie akceptuje tego, że jej ciało dojrzewa. Czytamy chociażby: „Modlitwa zbliżała ją do Boga. Piersi oddalały” (s. 198). Aniela decyduje się na pierwszy raz z Totalnym i nie zamierza kontynuować tego związku. Okazuje się jednak, że po pierwszym, nieszczególnie udanym, stosunku seksualnym zachodzi w ciążę. Jest więc automatycznie, za sprawą ciała, skazana na małżeństwo. Totalny, mimo że sprawia wrażenia człowieka nieustannie skupionego na Bogu, tak naprawdę ciągle myśli o seksie. Relacje pomiędzy małżonkami przyjmują w końcu formę prostytucji. Totalny, który wylicza Anieli pieniądze, zaczyna płacić za usługi seksualne. Kobieta za pomocą swojego ciała zdobywa fundusze na książki, na pieluchy dla dziecka, wreszcie na przedmioty potrzebne do domu: „Ustalił cennik. Za wymianę okien w pokoju Maryśki (wieje, prosto na łóżeczko dziecka wieje, nie mam gdzie go przestawić, proszę cię, mówiła Aniela) miesiąc oralnego z aneksem do umowy, będziesz mi to robić dwa razy dziennie, alleluja!” (s. 177). Fragmenty dotyczące sprzedawania siebie w małżeństwie są najlepszymi w powieści Madeyskiej, obok fragmentu opisującego poród Anieli. Gdy bohaterka zaczyna w nocy rodzić, Totalny daje jej wyraźnie do zrozumienia, że nie jest to odpowiednia pora, następnie wręcza jej swoją koszulę do wyprasowania, każe odśnieżyć samochód i dopiero, ewentualnie, mogą jechać do szpitala. Poród jest dla niego problemem, czymś co psuje mu plany. Madeyskiej udaje się przekonująco pokazać opuszczenie, upodlenie i samotność kobiety w momencie, gdy narodzić się ma nowe życie.

Trudne relacje między matką a córką to także ważny temat w „Katonieli”. Bohaterka zawsze jest tą drugą, czuje się gorsza, mniej kochana. W milczeniu czeka na gest miłości ze strony matki. Gdy oznajmia jej, że wychodzi za mąż, podświadomie liczy, że matka ją powstrzyma. Ta jednak obojętnie przyjmuje nowinę i nie reaguje na informację, że córka nie chce ślubu, ale z wiadomego powodu „musi” się na małżeństwo zdecydować. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Madeyskiej udaje się zaledwie powierzchownie dotknąć problemu. O wiele bardziej przekonująco i nie tak jednoznacznie toksyczne relacje matki i córki pokazują chociażby Anna Janko w „Dziewczynie z zapałkami” czy Maria Nurowska w powieści „Po tamtej stronie śmierć”.

Madeyska zapewne chciała również opisać, jak trudno porozumieć się ludziom pozornie sobie bliskim. Matka Anieli tak bardzo oddala się od męża, że przestaje jej na nim zależeć i nie widzi, że ten ma kochankę. Aniela, nie mogąc znieść codzienności z Totalnym, nawiązuje romans z jego bratem. Matka Totalnego nienawidzi swojego męża za to, że ten zna jej tajemnicę i zaakceptował ją, jego wielkoduszność odczytywana jest jako słabość. Intymność zamienia się w przestrzeń walki, w miejsce renegocjowania wpływów i ustępstw. Małżeństwo okazuje się sposobem na pokonanie drugiej osoby. Totalny na przykład definiuje związek następująco: „[…] chciałaś mieć oddzielne pieniądze? Masz. Kosztem wspólnoty małżeńskiej, ale masz. Na co je wydajesz? Na książki. A poza tym daję ci dużo, bardzo dużo spokoju. Inne skaczą wokół swoich mężów, żony poddane im, posłuszne. Ale tego cię nie nauczyłem. Ani poddaństwa, ani posłuszeństwa. Choć próbowałem. Nie łączy nas miłość, lecz wygodny układ” (s. 173). Ważnym momentem, w którym Aniela dostrzega obcość swojego męża, jest spotkanie Odnowy w Duchu Świętym, na którym Totalny próbuje ją zmusić, by złożyła świadectwo. Gdy mu się to nie udaje, sam opowiada zebranym o intymnych szczegółach z jej życia. Zdradzona kobieta szczególnie mocno czuje się wówczas oszukana.

Powieść Madeyskiej mogłaby być ciekawą propozycją. Mogłaby, ale nie jest. Stanowi jedynie opowieść o dramacie katoliczki w wersji pop. To powieść popularna, wersja obyczajowo-katolicka do czytania w zastępstwie kolejnego odcinka ulubionego serialu. Autorka starała się stylizować język opowieści na język Ewangelii, modlitwy czy litanii. Znajdziemy na przykład takie zwroty, jak „Zaprawdę powiadam wam” (s. 9), czy „dokonało się” (s. 311). Trudno jednak powiedzieć, czy wspomniana stylizacja naprawdę czemuś służy. Raczej jest prostym zabiegiem, który potwierdzać ma przyjętą optykę książki – katolickim językiem napisano o katolickich wynaturzeniach dnia codziennego. Gdyby Madeyska zdecydowała się na sportretowanie większej liczby różnych zachowań, powieść byłaby z pewnością bardziej interesująca. Tymczasem natykamy się na świat nie tyle czarno-biały, co wręcz jednobarwny. Ruch Odnowy w Duchu Świętym to sekta, uczestniczki wspólnoty to kobiety z nieustannym „waginalnym ślinotokiem” (s. 101), liderzy to mężczyźni myślący tylko jedną częścią ciała. Żony zwykle przesadzają z chodzeniem do kościoła i modleniem się, a mężowie muszą szukać szczęścia u kochanek. Córki są odrzucone i nie potrafią sobie poradzić w dorosłym życiu z traumami dzieciństwa. Mężczyźni nie umieją spełnić się w roli ojców, dzieciom pozostaje po nich pustka i doświadczenie nieobecności. Kobiety przypisane są do domu i do rodziny, a ich mężowie brylują w przestrzeni publicznej. I tak dalej. Nie można zaprzeczyć, że takie postawy zdarzają się, trudno się jednak zgodzić, że jest to norma, że tak mają wszyscy bez wyjątku. Madeyska w swojej powieści sugeruje coś, co nie przekonuje w ogóle – że ludzie niczym się nie różnią, że są tacy sami. Tytułowa Katoniela byłaby więc rodzajem everymana. Problem w tym, że uniwersalność tej akurat postaci sprowadza się do przekonania, że wszystkie kobiety, jeśli mają dziecko, to wychodzą za mąż, a wcześniej tylko marzą o małżeństwie, że wszystkie kobiety nie umieją przerwać związków, w których ponoszą zbyt duże koszty emocjonalne, i każda bez wyjątku poddaje się sile i urokowi miłego brutala. Madeyska, w uproszczeniu rzecz ujmując, zdaje się wierzyć, że cała płeć piękna bez wyjątku czeka na księcia z bajki. Wiara to doprawdy szlachetna, wiele powieści dla kobiet na niej się właśnie opiera. I „Katoniela” się do nich, niestety, zalicza – jako popularna powieść katolicko-obyczajowa.

Bernadetta Darska




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas