poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MATEUSZ ANTONIUK
Radość z archiwalnej kwerendy. Uwagi na marginesie „Jaskini filozofów” Zbigniewa Herberta
Dekada Literacka 2007, nr 5-6 (225-226)

1

Postacią, której wypowiedź otwiera „Jaskinię filozofów”, jest Wysłannik. Pomijając, rzecz jasna, Chórzystów, ci wszakże występują w Prologu jako komentatorzy spoza świata dramatycznego. Właściwą akcję dramatu zapoczątkowuje dopiero krótkie pytanie odnoszące się do Sokratesa: „Śpi?” – i równie krótka odpowiedź udzielona przez Strażnika: „Śpi”. Gdy filozof zostaje zbudzony, Wysłannik przystępuje do realizacji powierzonej mu misji. W sposób jednoznaczny przedkłada propozycję Wysokiej Rady: Sokrates może uciec z więzienia. Propozycja zostaje odrzucona.
Akt II rozpoczyna się od powielenia tego samego schematu konstrukcyjnego i fabularnego. A więc kolejno: wejście Wysłannika, rytualne pytanie: „Śpi?”, odpowiedź twierdząca. Wrażenie scenicznego déjà vu narasta w toku rozmowy Wysłannika i Sokratesa, która, podobnie jak poprzednio, krąży wokół tematu możliwej ucieczki z więzienia. Protagonista ironizuje: „Czy nie rozumiesz, że nie można budować dramatu na takiej monotonii?”

2

Monotonia zostaje zaburzona w I scenie aktu III: Wysłannik nie przyszedł. Aż dotąd pojawił się ledwie dwa razy, ale jego zjawianie się było tak precyzyjne i charakterystyczne, iż zdążyło już zyskać cechę zaprogramowanej regularności. Absencja Wysłannika w akcie III sprawia wrażenie, jakby zatarciu uległ jakiś wewnętrzny mechanizm dramatu, dotychczas bezbłędny i przewidywalny w swym działaniu.

Badania archiwalne pozwalają stwierdzić, iż na taki efekt formalny zdecydował się Zbigniew Herbert dość późno i po długim wahaniu (1). Jeszcze w pierwszym rękopisie „Jaskini filozofów”, opatrzonym datami styczeń – kwiecień 1955 roku, akt III zaczyna się analogicznie jak poprzednie. Wysłannik odwiedza Sokratesa, tyle tylko, że nie próbuje go już nakłaniać do ratującej życie ucieczki. Klamka zapadła i wyrok musi zostać wykonany. W tych okolicznościach wizyta wydaje się być zdarzeniem pozbawionym sensu – jakoż dialog trwa krótko, jest myślowo pusty i po prostu zbędny. Można sądzić, że jedynym uzasadnieniem dla jego wprowadzenia była chęć podtrzymania strukturalnego rytmu utworu. Ostatecznie poeta zdecydował się na skreślenie całej sceny.

Decyzja ta nie była jednak równoznaczna z zarzuceniem myśli o trzeciej rozmowie Sokratesa i Wysłannika. Pomiędzy maszynopisami „Jaskini filozofów” zachowało się kilka luźnych kartek formatu A4, złożonych w pół i zapisanych odręcznie. Utrwalona została na nich druga, bardziej dojrzała wersja dialogu. Poniżej cytuję jego najistotniejszy fragment:

„WYSŁANNIK
W gruncie rzeczy obaj jesteśmy pedagogami. Tylko ja działałem z ukrycia. I mam niestety zbyt wielu uczniów. Wszyscy są moimi uczniami. Ty także.

SOKRATES

Mistrzu.

WYSŁANNIK

Nie chciałem cię urazić.

SOKRATES

Czego uczysz?

WYSŁANNIK

Życia. To znaczy zgody na pospolitość. Ty także posługiwałeś się nią. Żyłeś z niej. Miałeś tylko za mało wyobraźni, żeby dostrzec jej wartość. Czy byłeś w Pireusie na wieży strażniczej?

SOKRATES

Nie.

WYSŁANNIK

Szkoda. Znakomita lekcja. Kiedy patrzysz z góry widzisz mrowisko kupców, tragarzy, żebraków, dziwek. Tysiące gestów. Palce zaciśnięte wokół złota [nieczytelne], palce szukające [?] piersi. Pospolitość jest wspaniała, Sokratesie. Oparta na pewnym instynkcie a nie na niepewnym rozumowaniu. Jest piękna i w końcu zwycięska. Twoje państwo byłoby nieurodzajną płaszczyzną zaludnioną przez posągi wśród bezkrwistych drzew, bez ptaków, bez wiatru nawet.

SOKRATES

(milczy)”

Jest to po prostu gotowa scena, zredagowana i dająca się włączyć w strukturę komponowanej całości jako pierwsza odsłona aktu III. Ostatecznie poeta nie zdecydował się na jej wykorzystanie. Spróbujmy teraz na moment i czysto hipotetycznie zmienić tę decyzję. Jak wyglądałaby „Jaskinia filozofów” obszerniejsza o trzecią rozmowę Sokratesa i Wysłannika? Czy wzbogacona tym jednym elementem stałaby się już dramatem innym?

Przede wszystkim: obecność analizowanej sceny inaczej definiuje postać Wysłannika. Kim bowiem jest ów Wysłannik w akcie I i II? Najprościej powiedzieć, że imię postaci charakteryzuje jej funkcję, a z kolei w funkcji zawiera się jej istota. Wysłannik to ktoś wysłany. W tym przypadku: od Rady do Sokratesa. Istnieje zawsze pomiędzy i zawsze jako nośnik informacji. Wszystko, cokolwiek Wysłannik mówi do Sokratesa, nawet wówczas, gdy przybiera formę meandrycznych, dialektycznie kunsztownych wywodów, zachowuje bezpośrednie odniesienie do prostego zadania, które stworzyło tego bohatera dramatycznego. A zadanie jest następujące: sprawić, by więzień zechciał uniknąć egzekucji. To i tylko to ma Wysłannik na celu, gdy wykazuje Sokratesowi bezsensowność posłuszeństwa wobec praw (akt I), albo kiedy przekonuje go, iż dalsze prowadzenie działalności filozoficznej jest bezcelowe (akt III). Dla wykonawcy zadania obojętne jest czy więzień ucieknie, czy też (sugestia z aktu II) popełni samobójstwo. Byle tylko zdjął z państwa obowiązek wykonania wyroku.

Tymczasem projektowana scena I aktu III przynosi całkowite przemodelowanie sytuacji. Wysłannik nie przychodzi już jako wysłannik, ale we własnym imieniu. Zmienia się tym samym status postaci dramatycznej: z czysto funkcjonalnego na podmiotowy, autonomiczny. Metamorfoza tak radykalna, że właściwie możemy mówić o wykreowaniu – tu właśnie, na przestrzeni jednej sceny – nowego bohatera.

Przez nikogo niewysłany Wysłannik zjawia się, by wykazać błąd w filozofii Sokratesa. Mędrzec nie zrozumiał, że ludzi nie należy uwznioślać poprzez angażowanie do intelektualnego wysiłku. Myśleniem o człowieku może sobie zaprzątać głowę kilku egzaltowanych młodzieńców, zwących się uczniami Sokratesa. Ale ludzie w swojej masie, w wielkiej liczbie są i pozostaną zajęci tylko tym, co praktyczne i związane z ich egzystencją, pojętą najbardziej po prostu: jako biologiczne trwanie. Zdobywanie pokarmu, gromadzenie majątku, przedłużanie gatunku – trzy najważniejsze sprawy świata zdaniem ogółu. A jeśli Sokrates myśli i wartościuje inaczej, to nie ma w tym żadnej jego wyższości, a jedynie budząca pogardę słabość. Ponieważ instynkt, który rządzi zachowaniem ogółu, może się poszczycić pewnym i sprawdzalnym rezultatem: tłum trwa i przetrwa. A Sokrates ze swoim rozumem nie doszedł do żadnych pewników i już nie dojdzie: za chwilę, w następnej odsłonie, wniosą na scenę puchar z cykutą.

Tak można by ująć sens ataku, jaki Wysłannik przypuścił na filozofię protagonisty.

3.

A więc, wyobrażam sobie, scena o takiej właśnie treści znalazła się w „Jaskini filozofów”. Zauważmy, iż za jej sprawą w dramacie zainstalowany został nowy wątek myślowy. O wielu bowiem sprawach dyskutowali już bohaterowie Herberta: o prawach państwowych, o trwodze, o bycie doczesnym i bycie po śmierci, o prawdzie i kłamstwie. Ale po raz pierwszy w polu dyskusji znalazł się ten temat. Właśnie, „ten” to znaczy: jaki?

Spróbuję ująć go w formułę bardziej lapidarną, syntetyzującą: antynomia „normy życia” i heroizmu. Normą, która określa kształt życia zbiorowości, jest – według Wysłannika – dążenie do zrealizowania najprostszych i podstawowych potrzeb oraz aspiracji jednostek. Heroizm to określenie postawy, która polega na świadomym i dobrowolnym przekraczaniu owej normy w imię wartości przez nią nie uznawanych.

Antynomia „normy życia” i heroizmu... Jeśli skierujemy teraz naszą uwagę ku poezji Herberta z lat 50., zrozumiemy skąd pojawił się ten motyw w rozmowie Sokratesa z Wysłannikiem.

4

Proponuję poświęcić chwilę uwagi dwu wierszom, które wiele łączy – ze sobą nawzajem a także z analizowanym dialogiem. Są to: Substancja (data rękopisu: 29 XI 54) oraz „Tren Fortynbrasa” (8, 9 IX 56). Pierwszy z wymienionych utworów, opublikowany w tomie „Hermes, pies i gwiazda”, powstał w okresie, kiedy „Jaskinia filozofów” była jeszcze projektem niezrealizowanym. Drugi, ogłoszony w „Studium przedmiotu”, został napisany około rok po sfinalizowaniu pracy nad dramatem. Oba wiersze doczekały się licznych interpretacji oraz sporów o morał i sens, powracających zresztą aż po dziś dzień.

W „Substancji” podmiot mówiący dokonuje deprecjacji wartości związanych ze sprawowaniem godności i władzy, z prestiżem. Pomniejsza także wartość narodowej martyrologii:

„Ani w głowach które gasi ostry cień proporców
ani w piersiach otwartych poniechanych na rżysku
ani w dłoniach dźwigających zimne berło i jabłko

ani w sercu dzwonu
ani pod stopami katedry
nie zawiera się wszystko”.

Przedmiotem afirmacji staje się natomiast biologiczne trwanie narodu, możliwe dzięki kierowaniu się najprostszymi instynktami. Najprostszymi – a jednak w pewnych okolicznościach wymagającymi wysiłku, sprytu, adaptacji:


„zdolność zdobywania pokarmu
zdolność oddychania
zdolność przekazywania życia pod murem więziennym”.

To dzięki tym, którzy takie umiejętności opanowali, „naród trwa”, czyli przedłuża swoją cielesną, materialną, elementarną egzystencję. Substancja ludzkości, anonimowa i niezmienna w swej praktycznej zapobiegliwości, sprawia, że narody przechodzą przez wielką rzeźnię historii – do życia.

„giną ci
którzy kochają bardziej piękne słowa niż tłuste zapachy
ale jest ich na szczęście niewielu”

Czy argumentacja przedstawiana przez podmiot wiersza nie powraca niczym echo w zarzuconej scenie Jaskini filozofów? Element wspólny to wyraziste dzielenie świata na stronę tłumu, „normy życia” i stronę wyalienowanych jednostek, które normie nie hołdują, więc – giną. Wysłannik odmówił takiej postawie miana heroizmu, widząc w niej raczej rys słabości. A jak postępuje podmiot wiersza? Konstruuje wypowiedź jednoznaczną, czy raczej stosuje dykcję ironiczną, przewrotną, gdzie czułość wyraża się brutalnością, a uznanie deprecjacją? Począwszy od takich pytań otwiera się sfera interpretacyjnego namysłu, uruchamiającego różne kategorie analitycznej lektury (podmiot, autor wewnętrzny, autoironia, strategia prowokacji…). Wkraczanie w tę sferę nie jest już moim celem.

Nie stanowi go również próba rozwikłania zagadek „Trenu Fortynbrasa”. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na to, że charakterystyczna antynomia „normy” oraz „heroizmu” organizuje świadomość podmiotu także i tego utworu. Fortynbras mówi:

„Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia
wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie w glinę ludzką
żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery
łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś
nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy

nawet oddychać nie umiałeś”.


Przywołany w pierwszym wersie kolokwialny frazeologizm „być nie do życia” urasta tu do rangi diagnozy filozoficznej. Hamlet widziany oczami swojego sukcesora na duńskim tronie jest bowiem właśnie kimś, kto wyłamał się z reguł, według których rozgrywają się sprawy państw oraz ludzi.

O ile w „Substancji” antynomia normy i heroizmu służyła za kategorię porządkującą myślenie o bycie narodowym, o tyle w Trenie Fortynbrasa staje się ona składową traktatu o władzy. Fortynbras przekonuje: postawa Hamleta to solidny fundament tragedii, ale nie ładu państwowego. Technika rządzenia nie może być sprzeczna z normą życia.

Czy zarodek tego dyskursu nie był już rozpoznawalny w tyradzie Wysłannika?

Adwersarz Sokratesa:

„Kiedy patrzysz z góry widzisz mrowisko kupców, tragarzy, żebraków, dziwek. Tysiące gestów. Pospolitość jest wspaniała, Sokratesie”.

Adwersarz Hamleta
„Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało i masz spokój. Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie wybrałeś część łatwiejszą efektowny sztych lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle z widokiem na mrowisko i tarczę zegara”

Adwersarz Sokratesa
„Twoje państwo byłoby nieurodzajną płaszczyzną zaludnioną przez posągi wśród bezkrwistych drzew, bez ptaków, bez wiatru nawet”.

Adwersarz Hamleta
„wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie w glinę ludzką…”


Tyle, że osobowość Fortynbrasa jest znacznie bardziej pogłębiona, skomplikowana, zagadkowa. Czy w tonacji jego osobliwego trenu nad zwłokami śmiesznego księcia lekceważenie nie miesza się w dziwny sposób z zazdrością, tryumf – z poczuciem klęski, pogarda – z kompleksem? W porównaniu z Norwegiem Wysłannik jest figurą płaską: przychodzi do skazańca, aby dać arogancki spektakl na temat wyższości, więcej, wyłączności swojej racji.

Zaproponowane powyżej zestawienie cytatów uzmysławia jeden jeszcze, dość zaskakujący, punkt spotkania. Hamlet, który leży na schodach i widzi tyle co zabita mrówka, nie może już odpowiedzieć na głos Fortynbrasa inaczej niż milczeniem. Sokrates, choć jeszcze żywy, zachowuje się tak samo. A więc: odmowa podjęcia rozmowy z takimi racjami, tak a nie inaczej wyrażanymi.

5

„Wielki spacer ze Zbyszkiem Herbertem aż do skraju Puszczy Kampinoskiej. (...) Uwaga Herberta po przeczytaniu listu ks. Prymasa [pisanego z Komańczy, doręczonego Zawieyskiemu 23 marca 1956 r. – przyp. edytora]: w zakończeniu „Hamleta” jest apologia Fortynbrasa, która każe się domyślać, że w Elsynorze wszystko wróci do dawnego i że dramat Hamleta, który mógł poruszyć gwiazdy, nie zdoła poruszyć twardych codziennych praw życia. – Podobnie – mówi Herbert – jest z ks. Prymasem. Hamletowie są niezbędni, jako siły moralne i napięcia uczuciowe, ale życie nie oni kształtują. – Pamiętasz – mówiłem – „Antygonę” Anouilha? Jest to właściwie obrona Kreona. Antygona zrobiła swoje i odeszła, ale drobiazgi życia, brud życia należał do Kreona. Na nim się wspierało państwo, organizacja, instytucje, wszystko codzienne i kłopotliwe. – Niemniej – dowodziłem, na co Zbyszek się zgodził – Kreonowie, Poloniuszowie, Fortynbrasi i im podobni – budują na Hamletach. Bo substancja duchowa Hamleta – to świętość zasad, prawa niepisane, niezłomność morale, non possumus, które pociąga za sobą więzienia, deportacje, odejście w samotność. I oni tylko tworzą wierzchołki historii, te szczyty wyniosłe, ku którym ludzie przeciętni podnoszą z tęsknotą swe oczy. – Tak – przyznał Zbyszek. – I na tym polega swoista dialektyka życia. Rozmowa ta, niedokładnie przeze mnie przytoczona, odbywała się na cmentarzu przy grobie O. Korniłowicza”.

Relację z rozmowy, odbytej w Laskach pod Warszawą, zapisał Jerzy Zawieyski w swym „Dzienniku” pod datą 28 III 1956. Chcąc ją traktować jako dokument umożliwiający wgląd w myśli autora „Jaskini filozofów”, należy zachować należytą ostrożność. Na scenę przy grobie ojca Korniłowicza patrzymy przecież oczyma narratora i to jego typ wrażliwości (także językowej) zabarwia całą opowieść. Passus: I oni tylko tworzą wierzchołki historii, te szczyty wyniosłe, ku którym ludzie przeciętni podnoszą z tęsknotą swe oczy – na pewno nie mieści się w rejestrze stylistycznym Herberta. Jest natomiast utrzymany w stylistyce autora Męża doskonałego. Czytelny wydaje się być także osobisty podtekst niektórych sformułowań. Kiedy Zawieyski pisze o „non possumus, które pociąga za sobą więzienia, deportacje, odejście w samotność”, ma chyba po trosze na myśli własny los pisarza milczącego, wyrzuconego w latach stalinizmu poza oficjalne życie literackie.

Nie zmienia to faktu, że w cytowanej relacji potwierdza się ten rys osobowości intelektualnej Herberta, który odcisnął się na „Substancji”, dialogu Wysłannika z Sokratesem, „Trenie Fortynbrasa”. Za każdym bowiem razem natrafiamy na skłonność do eskalowania napięcia między postawą heroiczną, wzniosłą pod względem duchowym, etycznym czy intelektualnym, a tym, co jest rozpoznawane jako norma. Zawieyski zaproponował Herbertowi rozwiązanie, mające neutralizować omawianą sprzeczność: Kreonowie, Poloniuszowie, Fortynbrasi budują na Hamletach. Rzecz ciekawa: taki typ myślenia, oparty o schemat „concordia discors”, znalazł się również w arsenale strategii interpretacyjnych, stosowanych wobec „Substancji” oraz „Trenu Fortynbrasa”. Nad trybem lektury pojednawczej, przezwyciężającej polaryzacje sądów, zastanawiała się niedawno Zofia Zarębianka, komentując pierwszy z wymienionych wierszy: „Nasycona głęboką ironią, wręcz sarkazmem, zdaje się być konkluzja utworu mówiąca o >>łuku tryumfalnym / dla pięknych umarłych<<, wznoszonym przez naród w dziękczynnym geście pamięci... Gest ten, w świetle epitetów określających tych, którym udało się nie zginąć, nabiera dość dwuznacznej wymowy, tak jakby kryła się za nim swego rodzaju historyczna hipokryzja. Jednak można także uważać, że poeta – z właściwym sobie ironicznym dystansem – obserwuje jedynie swoistą dialektykę, polegającą na nieuchronności śmierci bohaterów, którzy poświęcają się ideom i wartościom, po to, by później idee te i wartości żywiły społeczeństwa oraz umożliwiały rozwój myśli” (2).

Jednakże Zarębianka traktuje to rozwiązanie myślowe (bliskoznaczne z pointą Zawieyskiego) jako możliwość interpretacyjną bynajmniej nie dominującą, stwierdzając, że postawionego problemu „wiersz (…) nie rozstrzyga ostatecznie”.

Uważam to zastrzeżenie za cenne i trafne. Byłoby niewątpliwą szkodą wyrządzoną omawianym wierszom Herberta, gdybyśmy niwelowali istniejące w nich napięcie formułą „concordia discors”. Tego rodzaju ujęcia łagodzą bowiem samo ostrze problemu, które Herbert prezentuje właśnie po to – jak sądzę – aby pozostało ostrzem.

6

Dlaczego autor nie zdecydował się na włączenie już napisanej, gotowej sceny do dzieła finalnego? „Jaskinia filozofów” to dramat oparty na modelu dyskusji. Akcja polega tu na pojawianiu się nowych propozycji myślowych i ich konfrontacji. Można zatem powiedzieć, iż wprowadzenie jednego więcej tematu byłoby działaniem zgodnym z wewnętrzną logiką utworu. Być może jednak Herbert uznał, że jeden dramat przyjął już w siebie dostatecznie wiele treści, a stan intelektualnego nasycenia bliski jest przesycenia. Rezygnacja z analizowanej sceny mogła być świadectwem myślenia w kategoriach ekonomii dzieła. Jakakolwiek była przyczyna – decyzja autorska zapadła. Trzecia rozmowa Wysłannika i Sokratesa została uznana za niebyłą.

Po upływie półwiecza odkrywam ją z poczuciem zaciekawienia i, także, badawczej radości. Cieszy mnie tropienie wątków oplatających ten poniechany dialog. Między już napisaną Substancją a dopiero mającym powstać Trenem Fortynbrasa scena jawi się jako swoisty łącznik, ogniwo w łańcuchu refleksji. Konfrontacja z diariuszowym zapiskiem innego pisarza odsłania jej związek z atmosferą rozmów polskich intelektualistów w połowie lat 50. ubiegłego stulecia. W głębokim tle skreślonej sceny dramatycznej dostrzec można pytania o ówczesną politykę i nieodległą historię… A przecież listę możliwych współbrzmień nietrudno rozbudować. Przykładowo: w roku 1957 Herbert ogłosił na łamach „Tygodnika Powszechnego” krótki felieton „Niedźwiedzia przysługa”, gdzie, między innymi, wymieniał te fragmenty dramatów Stanisława Wyspiańskiego, które uznał za poetycko wartościowe. Na tej liście znalazła się „kapitalna mowa Tersytesa” z „Achilleis”. Przypuszczenie: być może monolog ten zainteresował Herberta ze względu na zawartą w nim podstępną apoteozą instynktu przetrwania? Sądzę, iż pomiędzy skreśloną sceną z aktu III „Jaskini filozofów” a XV odsłoną „Achilleis” zachodzi pewne myślowe współbrzmienie.

Innymi słowy: naprawdę ciekawa staje się ta scena wówczas, gdy nie tylko odtworzy się jej miejsce w strukturze dramatu, ale także zrekonstruuje usytuowanie w przestrzeni myślenia Herberta. Gdy zobaczy się ją w wielu możliwych związkach, także tych mniej oczywistych lub wcale nieoczywistych. Wówczas trzecia rozmowa Sokratesa i Wysłannika zaczyna rosnąć w znaczenia, tłumaczyć się w świetle innych tekstów i sama także – rzucać światło.

Choć, i o tym nie zapominam, jest to właściwie rozmowa niedoszła, zapis z kilku luźnych kartek, pozostawionych na dnie szuflady, przyczynek.

 Mateusz Antoniuk

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas