poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
HENRYK MARKIEWICZ
Autocamera obscura
Dekada Literacka 2007, nr 5-6 (225-226)

16 listopada 2007 r. prof. Henryk Markiewicz obchodził 85 rocznicę urodzin. Pośród licznych uroczystości, które odbyły się z tej okazji, znalazło się też spotkanie w redakcji „Dekady Literackiej”. Podczas tego spotkania Jubilat odczytał przygotowaną przez siebie „Autokamerę”.

 
  Od lat prowadzę w „Dekadzie Literackiej” dział „Camera obscura”, w którym wytykam innym ich błędy i omyłki. Pomyślałem sobie, że z okazji jubileuszowej dobrze będzie wyjawić własne potknięcia tego rodzaju. Korzyść z tego może będzie i taka, że Autocamera udobrucha osoby urażone swą obecnością w owym dziale.

Sprawcą pierwszego błędu jest niespełna 13-letni Markiewicz, który w klasie I krakowskiego Gimnazjum Sobieskiego wręcza poloniście, Józefowi Ledererowi, referat ze swej nadobowiązkowej lektury – „Kordiana”. Nauczyciel, zdziwiony, bo „Kordian” był lekturą dopiero w ostatniej klasie gimnazjalnej, zaczyna sprawdzać moje wiadomości. W związku ze wzmianką w referacie o „Cierpieniach młodego Wertera”, pyta, czy jest to poemat, czy dramat. „Wertera” nie czytałem, ale wiedziałem, o co w nim chodzi, zdenerwowany jednak i zdezorientowany fałszywą alternatywą, pomieszałem „Wertera” z nieczytanym zresztą także „Manfredem” Byrona i nazwałem „poematem dramatycznym”. Lederer nielitościwie mnie wtedy obrugał.

Z czasów redagowania „Przekroju” przypominam sobie błąd popełniony przez Antoniego Uniechowskiego w ilustracji do mojej rocznicowej opowieści o życiu Puszkina, więc i mnie także obciążający. Na pięknym tym rysunku poeta tworzy przy świetle lampy naftowej, którą wynaleziono dopiero w 16 lat po jego śmierci... Okropnie wyśmiał wtedy „mędrców z Przekroju” Paweł Jasienica w „Tygodniku Powszechnym”.

Choć minęło od tego czasu pół wieku, do dziś się wstydzę, że jako redaktor naczelny „Pism” Boya wprowadziłem w komentarzu do „Słówek” informację, że dwuwiersz „Kaśka, jagze bendzie wzglendem tego co i owszem” to cytat z „Wesela”. W dodatku błąd ten obciążył nie mnie, ale Jana Kotta, bo on pod objaśnieniami był podpisany.

W artykule „Kłopoty historyków literatury” jako autor wyrażenia „die Wissenschaft des Nichtwissenswerten” – „wiedza o tym, czego wiedzieć nie warto” pojawia się Nietzsche, gdy tymczasem jest to tytuł książki węgierskiego filologa Lajosa Hatvany z r. 1908.

Polemizując kiedyś z Hamiltonem (Janem Zbigniewem Słojewskim) i zarzucając mu stylistyczne niedbalstwo – jako przykład podałem nie własny jego tekst, lecz cytat przez niego przytoczony i krytycznie skomentowany.

W syntezie „Pozytywizm” umieściłem wiersz mazurskiego poety ludowego Michała Kajki napisany dopiero w r. 1925. Co gorsza, pisząc o patriotyzmie cechującym ówczesne piśmiennictwo ludowe, nie wiedziałem, że na Mazurach był to przeważnie – patriotyzm, ale pruski.

Z kolei w mojej antologii „Współczesna teoria badań literackich za granicą” amerykański badacz Hillis Miller, który swe imię zawsze skraca do pierwszej litery J. – nazwany został „James”, a powinno być „Joseph”.

Inne pomyłki są banalne. Powstały na skutek nieuwagi czy niestaranności. I tak w „Polskich teoriach powieści” artykuł Bolesława Farona o Leonie Piwińskim przypisałem Józefowi Zbigniewowi Białkowi. Pisząc o „Pałubie”, uwagę o ekshibicjonizmie autora zlokalizowałem w „Walce o treść” zamiast w „Beniaminku”. W antologii „Zabawy literackie krakowskich uczonych” jako data śmierci Kazimierza Wyki figuruje r. 1979, choć przecież prawdziwą datę (1975) dobrze pamiętam, a Leonard Neuger odmłodzony został o rok.

Najwięcej błędów, co zresztą nie dziwota, znalazłem lub wytknięto mi w „Skrzydlatych słowach”. Cytat z poety greckiego Semonidesa z Amorgos został tu dołączony do cytatów z Symonidesa z Keos. Autentyczną piosenkę z lat 70-80. XIX w. „I ta co smyczkiem tnie, i ta co w puzon dmie” uznałem za pastisz pióra Tuwima, bo wprowadził ją do swej przeróbki „Żołnierza królowej Madagaskaru”. Błędnie streściłem twierdzenie Fermata (sprostowanie zawdzięczam prof. Andrzejowi Pelczarowi). Nazwę „Buffalo Bill” objaśniłem jako „Bill z Buffalo”, a powinno być „Bizonowy Bill”, bo był to przydomek sławnego łowcy bizonów. Nie XVIII-wieczny teolog niemiecki Friedrich Oetinger jest autorem znanej modlitwy „Boże, daj mi pogodę ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę” itd., lecz XX-wieczny teolog amerykański Reinhold Niebuhr (pomyłkę tę powtórzyłem za innymi słownikami cytatów, a wynikła ona stąd, że pseudonimem „Oetinger” posługiwał się niemiecki autor XX-wieczny Theodor Wilhelm, który w swej książce umieścił przekład owej modlitwy, nie wskazując autora). Określenie amerykańskie „camp” przetłumaczyłem rzeczownikowo jako „obóz”, nie wiedząc, że chodzi tu o przymiotnik używany w znaczeniu „sztuczny, pretensjonalny, zniewieściały, homoseksualny”. Inne błędy znajdzie, kto ciekawy, w rozdziale „Skrzydlatych słów” zatytułowanym eufemistycznie „Poprawki i uściślenia”.

W „Cytatach mądrych i zabawnych” umieściłem odpowiedź na pytanie „Jak się czujesz?” – „Dziękuję, lepiej. Lepiej niż jutro” z adnotacją „Zasłyszane”, która pseudonimowała moje – jak mi się wydawało – autorstwo. Tymczasem powiedzenie to znalazłem potem w „Elementarzu” ks. Jana Twardowskiego. W średniowiecznym cytacie wydrukowano (nie wiem, z czyjej winy): „Omnes tui inimici / Bodaj wrychle kijem zbici i kapustą pluskani”, a powinno być – „kampustem”, tj. kwaśnym mlekiem.

I wreszcie „casus pascudeus” – błędny zarzut cudzego błędu: w Camerze wytknąłem komuś, że pisze „per procura” zamiast „per procuram”, bo wydawało mi się, że to zwrot łaciński. Jacek Woźniakowski zwrócił mi uwagę, że jest to zwrot włoski najzupełniej poprawny; wyraz „procura” zresztą w łacinie nie istnieje.

„Oto są grzechy mojego żywota” – powtórzę za poetą. Oczywiście – tylko żywota naukowego, i to grzechy pomniejsze, bo jak mówi La Rochefoucauld, „przyznajemy się do małych wad jedynie po to, aby przekonać innych, że nie mamy wielkich”. O tych wielkich jednak pisałem trochę w „Moim życiorysie polonistycznym” i dałoby się stamtąd wykroić spory artykuł „Co się nie zmieściło w Autocamerze”. Na pewno jednak nie obeszłoby się bez uzupełnień. Tymczasem, kończąc ten prowizoryczny bilans – nałogowy Kamerzysta nie może oprzeć się perwersyjnej pokusie, by wytknąć błąd Tadeuszowi Nyczkowi, który twierdzi w „Dialogu” (2007, nr 11), że „błędy rzeczowe zdarzają się każdemu, może z wyjątkiem Henryka Markiewicza”. Jak widać – nie jest on tym wyjątkiem.

Henryk Markiewicz
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas