poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
STANISŁAW JAWORSKI
Mozaika przeszłości
Aleksander Wat, „Korespondencja”, t. 1-2, wybór i opracowanie Alina Kowalczykowa, Czytelnik, Warszawa 2005.
Dekada Literacka 2007, nr 5-6 (225-226)


Sięgając po te dwa tomy listów, wchodzimy jakby do innego, osobnego świata. To imponujący zbiór – 62 osoby oraz 4 instytucje wśród adresatów i odpowiednio – 90 osób piszących do Wata. Przewijają się tu różne czasy i różne osoby, od Jerzego Andrzejewskiego po Marka Żuławskiego, a są tu listy i od Tadeusza Borowskiego i Władysława Broniewskiego, od Iwaszkiewicza i Dąbrowskiej, Miłosza i Nowaka-Jeziorańskiego, Ważyka i Wyki, a nawet Jana Twardowskiego. Ten świat jest jak model do składania – gdyby ułożyć te listy według lat, środowisk czy osób – można by na stworzone w ten sposób tematy – pisać osobno. A widzieć można też wielość ról samego Wata – występującego tu jako pisarz, krytyk sztuki, czuły mąż czy ojciec udzielający rad synowi.

Tak już chce nasza historia, że te listy są już z czasów powojennych (poza listami do i od rodziny – z czasów wojny). Te najwcześniejsze, najbardziej poruszające – listy rodziny odnajdującej się gdzieś w przestrzeniach sowieckiej Azji – dochodzą do nas też w porządku alfabetycznym, nie zaś chronologicznym. Najdawniejsze więc, przedwojenne lata, pojawiają się tu tylko jako przedmiot wspomnień, widziane z pewnego dystansu, w oddaleniu. Tę futurystyczną przeszłość tak po latach widzi więc Wat: „Czysta bezinteresowna kpina. W tym cały walor, sens i prekursorstwo tzw. polskiego futuryzmu (…)” (w liście do Jana Śpiewaka z 1965 roku). Pisał to zresztą podrażniony nieco „gierkami reklamowymi” Sterna, przypominając, że Peiper uważał Sterna za nieszczęście ruchu nowatorskiego, że i on oraz Witkacy domagali się, aby zerwał z Anatolem. Tymczasem, mówi Wat: „miałem ze Sternem »ubaw« setny, wyrafinowanie inteligentne, chuligaństwo literackie, filozoficzne, umysłowe. (…) Dwaj gówniarze (…) kpili absolutnie ze wszystkiego, a nade wszystko z poezji”.

Najbardziej fascynujące jest tu wszystko to, co dotyczy ówczesnego życia literackiego (w kraju i na emigracji), stosunków między pisarzami, środowiska, szukania sposobu poradzenia sobie w PRL-u czy za granicą, wobec wydawnictw w kraju, a potem wobec dziwnego Włocha-wydawcy. Te różne szczegóły i opinie sytuują się w szerokim kontekście historycznym i artystycznym. Pisząc do Andrzejewskiego, omawia na przykład Wat szanse Bram raju we Francji i we Włoszech. W większych zespołach listów – jak choćby do Miłosza – urasta pewna sekwencyjność relacji, coś w rodzaju dziennikowości. Miłoszowi, z którym był blisko, pisze wiele o jego tekstach (tu na przykład szczegółowe i precyzyjne uwagi dotyczące przygotowywanego wyboru wierszy, zwłaszcza z „Ocalenia”, a także ewentualnego projektu wznowienia „Zniewolonego umysłu”). Tu także z okazji książki Ważyka wraca do swojej młodości, pisząc o ich domowych powiązaniach, co nie pojawia się we wspomnieniowych książkach Ważyka.

Niektóre złośliwości (na przykład w stosunku do Giedroycia, jako bardzo samopańskiego, stale tu nazywanego Księciem) w jakiś sposób pozwalają mu wyładować swoje impulsy.

Do Miłosza zbliżała Wata najpierw sytuacja – pisarzy polskich, którzy spędziwszy jakiś czas w powojennej Polsce, znaleźli się za granicą. Niezmiernie ciekawe są więc listy Miłosza, gdy Wat zdecydował się już osiąść za granicą. Zawierają wiele wskazówek, jak się poruszać wśród propozycji literackich i uniwersyteckich amerykańskich czy zachodnioeuropejskich. A zabawne są uwagi Miłosza jak poeci „nieumieszczeni” w antologii, czy to mieszkający w PRL, czy za granicą będą na to reagować, plując na antologistów w imię różnych szczytnych haseł. Można tu zresztą rozpoznawać i te polskie obsesje – milczenie, cisza wokół pisarza polskiego za granicą – w porównaniu z hałaśliwym przyjęciem na przykład młodych poetów rosyjskich. Z zespołów większych – warto przypomnieć także korespondencję z Giedroyciem – ukazującą różne formy oporu środowiska pisarzy wobec władzy w latach 1945–56 oraz – dzieje stosunków Wata z „Kulturą”.

Opinie i sądy Wata o ludziach ujawniają się choćby we wskazówkach udzielanych synowi przed jednym ze zjazdów poetów (w Paryżu w marcu 1967 roku): „Jak masz się zachować wobec kolegów z kraju? Z Ważykiem – serdecznie i powiedz mu, że bardzo żałuję, że się z nim nie zobaczę. Z Jastrunem, [Kazimierzem] Brandysem, Bieńkowskim – nijako, wobec Iwaszkiewicza – według jego zachowania się. Jeżeli będzie zdawkowy, to i Ty, jeżeli z nutą serdeczną lub żywą niezdawkową zapyta o mnie, powiedz mu to samo, co Ważykowi, jeśli będzie konwencjonalny, bądź taki sam. Unikaj, o ile to będzie możliwe, podania ręki Przybosiowi, ale bez żadnej ostentacji. (…) Unikaj z nim kontaktu, ale bez zwracania uwagi publiki. Gdyby sam Cię zatrzymał, bądź chłodny i milczący – nawet jeżeli będzie się tłumaczył” (list z 22 II 1967). Zresztą już w liście do Miłosza tak określał Przybosia: „Mój kochany, nikt w kraju nie bierze na serio opinii Przybosia. Brutalność, prostactwo, arogancja, kategoryczność jego ataków, wyrachowanie i mściwość, megalomania, absurdalność i przesadyzm jego paradoksów nadojadły już absolutnie wszystkim” (list z 5 IX 1960). Są tu także sprawy jak najbardziej prywatne, opis ataku choroby, różne fazy cierpienia i bólu.

Z listów kierowanych do pisarza warto przypomnieć, co Ola Watowa pisała o zachowaniu się Borowskiego w domu literatów: „Przy stole grono nam zeszczuplało i zmieniło atmosferę. Ewangeliczne zachowanie się Zawieyskiego na razie łagodzi agresywność i ostrość poglądów Borowskiego, który jest jakby przedstawicielem pozytywnego odłamu młodego naszego pokolenia, które mnie jednak zupełnie nie zachwyca. Autorytatywność, pewność siebie, pogarda dla słabszych intelektualnie i dla tzw. człowieka szarego. Sposób bycia – manieryczny, udziwniający siebie w celu wydobycia przeciętności otoczenia. Umie nawet dobrze zrobić prozę odtwarzającą piekło, powiedzmy, obozowe, ale poza odtworzeniem obrazu nic właściwie nie jest w stanie dać, ponieważ w nic nie wierzy i jest cyniczny. O istnieniu zwyczajnej ludzkiej dobroci – nie chcą wiedzieć, to jest dla zwykłego człowieka, a oni są tacy dziwni! Borowski w dalszym ciągu wydaje mi się pozytywnym typem ludzkim, jednak trudno mi się pogodzić z jego bezwzględnością, którą pieczołowicie w sobie hołubi. A może jest to przywilejem młodości” (list z 23 XII 1947, i można się zastanawiać nad relacją między osobowością tu opisaną a osobowością Borowskiego, autora/narratora). A po wspólnej wigilii dodała: „W pewnej chwili Borowski zaproponował, że sam zadeklamuje swoją kolędę. Wśród wielkiej ciszy powiedział złowrogie słowa. Sens taki, że Chrystus urodził się po to, żeby były rzezie i mordy” (list z 27 XII 1947).

Wprowadza w tę lekturę bogaty komentarz Aliny Kowalczykowej. Niekiedy chciałoby się tu coś dodać (na przykład cytat z Majakowskiego na s. 408 to „Obłok w spodniach” – cytat zniekształcony – na przykład nie „paszoł poet”, lecz „priszoł”, nie „durak” lecz „wdochnawiennyj prostak”; pytanie Piłata to zapewne: „Co to jest prawda?” s. 459), niekiedy – o coś jeszcze zapytać, ale bez tej mrówczej pracy trudniej byłoby czytać te teksty. A jest to żywe źródło do poznawania układów między ludźmi, do dziejów życia literackiego i umysłowego, dodające nieznane dotąd materiały do nowej historii literatury XX wieku.

Stanisław Jaworski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas