poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ZOFIA ZARĘBIANKA
„Miejsca święte” w wierszach Wojciecha Kudyby
Wojciech Kudyba, „Tyszowce i inne miasta”, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2007.
Dekada Literacka 2007, nr 5-6 (225-226)


Określenie „miejsca święte” daje się rozumieć co najmniej na dwa sposoby: dosłowny lub metaforyczny, w obrębie których wskazać można dalsze warianty semantyczne terminu. I tak – w znaczeniu dosłownym „miejsce święte” miałoby przede wszystkim odniesienia przestrzenne, wskazując konkretną lokalizację jako nacechowaną sakralnością lub ją objawiającą. W tym sensie daje się mówić o pewnych miejscowościach jako o „świętych”, a więc zarazem najczęściej miejscach szczególnej mocy i szczególnego kultu, w takich, w których w jakiś sposób dochodzi do epifanicznych manifestacji. W rozumieniu przestrzennym „miejsce święte” może się też ograniczać do obiektu znajdującego się na danym obszarze, a więc na przykład świętego drzewa, góry czy rzeki. Tak zresztą ten termin pojmowano pierwotnie, odnosząc go do przedmiotów naturalnych, nieukształtowanych ręką człowieka. Istotna dla dalszych rozważań wydaje się uwaga o kosmogonicznym charakterze „miejsca świętego”. Warto zatem podkreślić, iż zazwyczaj ustanawia ono środek kosmosu, oś świata, wyznacza więc i wskazuje centrum, jako punkt generujący ostateczny Sens. Odnosi się to zarówno do ogrodu, jak również do świątyni, będącej ucieleśnieniem kosmicznego ładu i centrum świata, a także do domu, identyfikowanego przez większość kultur jako miejsce nacechowane sakralnością i w szczególny sposób święte.

Powyższe rozumienia mają charakter religioznawczy; można je jednak także przenosić na inne sfery życia, w dziedzinę związaną nie tyle z wierzeniami czy kultem publicznym, lecz w wymiar jednostkowej mitologii i prywatnego sacrum, kreowanego zresztą zazwyczaj w oparciu i w powiązaniu ze znaczeniami nadawanymi określonym przedmiotom symbolicznym przez daną kulturę.

„Miejsce święte” bywa także związane z obecnością (czy wspomnieniem obecności) postaci otaczanych w danej kulturze bądź religii czcią lub nawet – kultem. Tego rodzaju modyfikacja znaczenia oddala nieco od bezpośrednich wyobrażeń przestrzennych, pozwalając na „przeniesienie” określenia na samą osobę, w której upatruje się nośnika lub wręcz uobecnienia sacrum. Tym samym jednocześnie przechodzimy do drugiej ze wskazanych możliwych wykładni „miejsc świętych”, wyjaśnianych tym razem metaforycznie. W takim ujęciu – „miejsce święte” podlega niejako uwewnętrznieniu, przestrzeń dosłowna zastąpiona zaś zostaje „przestrzenią wewnętrzną”, traktowaną analogicznie do przestrzeni fizycznej. „Miejscem świętym” może być również przestrzeń relacji interpersonalnych – na przykład pomiędzy członkami rodziny: matką a dziećmi czy mężem i żoną. Bywa nim niekiedy także przestrzeń kontaktu pomiędzy człowiekiem a Bogiem: „zdejm sandały, bo ziemia na której stoisz, jest święta”, pouczył Bóg Mojżesza, wyznaczając święty obszar wzajemnego obcowania. W interesującej nas tutaj twórczości Wojciecha Kudyby wykorzystane zostają wszystkie wskazane wyżej warianty rozumienia „miejsca świętego”. Wydaje się też, iż owe poszczególne – nazwijmy je tak – jego wersje wchodzą ze sobą w jego poezji w dialog i w efekcie budują nie tylko fizyczną topografię świata przedstawionego, ale także kształtują przestrzeń wewnętrzną, której stają się znakiem, wyrazem, punktem orientacyjnym, wreszcie – jej kwintesencją eschatologiczną, symbolizowaną w tomie przez traktowane zamiennie świątynię lub Jerozolimę, wyobrażającą zawsze szczęśliwość wieczną, niebieskie Jeruzalem, rzeczywistość nowych niebiosów i nowej ziemi. Jeśli więc w wierszu „Miasta” bohater wyznaje: „Wierzymy w istnienie świątyni”, to jest to deklaracja wyznaczająca dynamikę jego całej aktywności, skupionej na odnajdywaniu świętego miasta i odbudowywaniu świątyni, niezależnie od metaforycznego pojmowania tych określeń i możliwości ich różnoimiennej wykładni.

Z tej perspektywy tom „Tyszowce i inne miasta” stanowi przykład konsekwentnej wizji, w której ponad znaczeniami dosłownymi konstytuowane są sensy symboliczne, wskazujące na wymiar duchowy, uznany w tekście za najistotniejszy, choć zarazem niemożliwy do rozpoznania z pominięciem znaczeń bardziej – by tak rzec – przyziemnych i odnoszonych do przywoływanego w utworze konkretu – geograficznego czy w inny sposób namacalnego dla zmysłowego postrzegania. Owa podwójność znaczeń, generujących inne sensy na płaszczyźnie dosłownej, inne na płaszczyźnie symbolicznej, oraz powiązania semantyczne pomiędzy nimi są – jak sądzę – istotnym, o ile nie wręcz najistotniejszym, czynnikiem artyzmu omawianego tomu i stanowią o jego głębi, narastającej, jeśli uwzględnić obydwa wymiary: konkretny oraz symboliczny. Na poziomie konkretu mamy do czynienia z ewokowaniem, mówiąc najbardziej ogólnie, przeszłości, odległego dzieciństwa, wydarzeń rodzinnych, zapamiętanych miejsc, zabaw, chwil, wycieczek, atmosfery i emocji minionego, wskrzeszanych przez wspomnienie oraz, być może, przez ponowne odwiedzanie tamtych, znaczących dla biografii bohatera, miejsc. Na poziomie metaforycznym owa sentymentalna podróż w czasie ukazuje strukturę mitu i nabiera uniwersalnych znaczeń duchowych.

Podstawowe doświadczenie podmiotu mówiącego daje się zatem sprowadzić do wędrówki w poszukiwaniu archetypicznego „miejsca świętego”. Być może jest tylko to: „Niecierpliwa wędrówka do świętego Miasta”, podejrzewa bohater Tyszowiec…, a słowa te uznać trzeba za nieprzypadkowe w kontekście całego tomu; generują one bowiem zarówno koncepcję bohatera jako wędrowca, pielgrzyma Sensu, jak i ludzkiego losu, ujmowanego w perspektywie podróży przez życie do mitycznej ziemi obiecanej. „Wciąż trzeba jechać”, konstatuje liryczny głos w cytowanym wyżej utworze, co oznacza przecież nie tyle konieczność rzeczywistego przemieszczania się w fizycznej przestrzeni, lecz świadomość wezwania do poszukiwań, których kresem miałoby być „zamieszkanie w sobie” oraz odkrycie własnej tożsamości, a także – może nade wszystko – dojście do Boga, którego znakiem jest w tomie między innymi Jerozolima, ale także świątynia oraz dom, nie mówiąc o tym, że wskazują nań również inne określenia peryfrastyczne, jak ogród czy studnia, a także miasto, skoro bohater, zwracając się do Boga, mówi: „A przecież jesteś tym miastem. Tak mieszkamy w Tobie // od Piasku po Kobierzyn, Swoszowice, Dąbie, // Spięte żebrami mostów dzielnice są jak Twoje Ciało”.

Znamienny pod względem tego rodzaju otwartości znaczeń wydaje się wiersz „Dom”. Tytułowy dom jest tu zarówno domem w rozumieniu dosłownym, z którym związane są wspomnienia dzieciństwa, jak i synonimem bliskości i wspólnoty odnajdywanej pod rodzinnym dachem, jak też – twierdzą wewnętrzną w rozumieniu mistycznym, tożsamą z najbardziej intymną głębią samego siebie. Wreszcie – dom zdaje się tu wskazywać i określać samego Boga, co pozostaje zresztą, na mocy specyfiki mistycznej, w ścisłym związku ze znaczeniem poprzednim: „Rozmawiając w ten sposób można więc czasami // Dojść do siebie (...) Zdarza się jednak, że nie przestając być domem // Staje się płomieniem”.

W ten też sposób jednostkowy los i pojedynczy bohater stają się zarazem figurą uniwersalnej kondycji ludzkiej, ukazując to, co wspólne jest wszystkim ludziom bez wyjątku, choć w różnych formach i postaciach bywa realizowane w indywidualnym doświadczeniu. Opowieść o poszukiwaniu „miejsca świętego”, siebie i wędrowaniu ku sobie prawdziwemu nabiera tym samym cech przypowieści, nie tracąc przy tym bynajmniej niczego ze swej lirycznej niepowtarzalności i wyjątkowości, znaczonej między innymi specyfiką przywoływanych miejsc oraz odwołaniami do zapamiętanych wydarzeń z własnego życia. Warto podkreślić, iż struktura świata przedstawionego ewokowanego w tomie „Tyszowce i inne miasta” posiada cechy w pewnym sensie mityczne, co odnosi się w szczególnym stopniu do kreślonej w nim poetyckiej topografii opartej na wyobrażeniach archetypicznych i przywołującej odwieczne topoi: domu, miasta, świątyni, studni, furtki (bramy), ogrodu, wody oraz cmentarzyska. Wszystkie wskazane rekwizyty mają odniesienie zarówno do świata realnego, w którym dokonywało się wczesne wtajemniczenie bohatera lirycznego, jak i stanowią archetypiczne wyznaczniki wszelkich poszukiwań duchowych. Użycie ich wskazuje na złożoną i bogatą znaczeniowo symbolikę, aktualizującą się poprzez wymienione elementy przestrzeni.

Tego rodzaju urządzenie przestrzeni implikuje zarazem inicjacyjny charakter podejmowanych przez bohatera poszukiwań. Podąża on ku Centrum ściśle wytyczonym szlakiem i powtarza gesty oraz zaklęcia ponawiane od wieków przez wszystkich śmiałków, mających odwagę zmierzyć się z ciemnością, aby w końcu zrozumieć, iż Środek może być wszędzie, w jakimkolwiek miejscu. Wolno zatem, jak się wydaje, wysunąć hipotezę, iż przywołana wyżej kategoria „miejsca świętego”, dzięki swej semantycznej pojemności i znaczeniowej wielokształtności, poprzez mnogość odpowiadających jej desygnatów zdaje się szczególnie przydatna do opisu świata poetyckiego ewokowanego w twórczości sądeckiego poety. Trafnie też pokazuje rzecz dla tej twórczości niezmiernie istotną, mianowicie jej ukryte sakralne nacechowanie, przydające zwyczajnym elementom pejzażu, czynnościom oraz codziennym przedmiotom i miejscom wymiar tajemnicy i sytuujące je, wraz z całym życiem bohatera lirycznego, w wymiarze misteryjnym, schowanym poza potocznością i wskazującym na ponadziemską tajemnicę, nierozpoznaną, ale obecną, umykającą, ale przeczuwaną i upragnioną: „Byleby trwała”.

„Miejsce święte” daje się zatem uznać za zwornik światoodczucia budowanego kolejnymi tekstami poety – dodajmy, bardzo spójnego, zwartego, konsekwentnego mimo oczywistych rozgałęzień wyobraźni wędrującej po różnych obszarach i zwiedzającej „po drodze” przez życie i przez siebie samego niejedno „święte miejsce”, zawsze w poszukiwaniu tego najistotniejszego, które, po wielu trudach i pokonaniu (jak w baśni!) rozmaitych przeszkód, objawi się w końcu bohaterowi jako przestrzeń ostatecznego spełnienia, dokonującego się poprzez zamieszkanie w świętej Obecności i rozpoznanego jako taka: „Ktoś, kto osłania, kto nie ma obwodu”.

Dochodzi zatem, w trakcie owej wędrówki, do znamiennej transformacji, w wyniku której przestrzeń fizyczna przestaje być ważna sama w sobie, staje się natomiast znakiem rzeczywistości wewnętrznej, duchowej, z którą, jak się wydaje, ostatecznie zostaje utożsamione „miejsce święte” w tej poezji. Tego rodzaju intuicję wyraża wiersz „Uprawa ogrodu”: „Pod warstwą śmieci, błota, mierzwy i nawozu // odnaleźć dawny wzór, zarysy grządek, ścieżek // Zaufać temu, co proste”.

W obrębie całego tomu mamy zatem do czynienia z pewnym procesem duchowym, którego znakiem wydaje się porządek wędrówki. Jej zasadnicze przystanki symbolizowane są przez wymienione już wcześniej rekwizyty przestrzenne. Pełnią one funkcję słów-kluczy i mają zasadnicze znaczenie nie tylko dla ukazania wewnętrznej natury kreowanych przez Kudybę obrazów poetyckich, ale stanowią o ich mityczno-baśniowym charakterze, determinując sferę sensów głębokich tej twórczości. Jeżeli przyjąć, że ogród oraz miasto pozostają wobec siebie w opozycji, to można w precyzyjny sposób wyznaczyć szlak podróży bohatera lirycznego. Ogród mianowicie wskazuje na rzeczywistość pierwotną, na rajski początek, niewinność oraz szczęśliwość, przez co ukazuje się jego ścisłe powiązanie semantyczne ze znaczeniami niesionymi przez dzieciństwo. Miasto, rozumiane jako „miejsce święte”, Jerozolima, ukazuje natomiast kres, ostateczny cel podróży, szczęśliwość wieczną, niebieską, pozaziemską, wreszcie: samego Boga. Podróż odbywa się od ogrodu ku miastu. Rzecz jednak bynajmniej nie jest tak prosta, gdyż... ogród, pierwotna niewinność, święta naiwność, jednym słowem – dusza dziecka, została gdzieś w międzyczasie utracona, a klucz do niej zagubiony. Bohater pozostaje wciąż na zewnątrz. Aby znaleźć się w środku, aby uzyskać dostęp do tajemnicy, nie tylko musi wyruszyć w drogę, ale także pokonać przeszkody uobecniane w lirycznym świecie przez furtkę (postać bramy) oraz studnię, oznaczającą zarówno samą tajemnicę – żywą wodę, jak i siły mroczne, strzegące do niej dostępu.

Poszukiwanie, do którego bohater czuje się zaproszony i które traktuje jako powołanie: „zaproszenie, gdy wschodzi blask i ścieżką biegnie obietnica”, poszukiwanie więc, które prowadzi przez cały tom („wciąż musimy jechać. Ktoś nas woła”), od samego początku jawi się bohaterowi jako zadanie najważniejsze: „Brzmi jak wezwanie – zupełnie osobne, skierowane tylko i wyłącznie do mnie” i szczególne, a zarazem niezmiernie trudne: „Szukanie naszego domu na Średniej – trudne, Po omacku”, okazuje się zarazem szukaniem mozolnej obecności. W dalszej części poematu pada dodatkowe, znamienne stwierdzenie: Dom zawsze gdzie indziej, potwierdzające wcześniejszą intuicję o niejednoznacznym charakterze przedmiotu poszukiwań i swego rodzaju podwójnym kierunku owej podróży: na zewnątrz, w przestrzeni fizycznej oraz – przede wszystkim do wewnątrz, dośrodkowo, w sobie, w pamięci, refleksji.

Podróż do „miejsca świętego” staje się więc tak czy owak wędrówką duchową, niezależnie od faktu, iż równocześnie dokonuje się, a raczej mogłaby się dokonywać, także w realnej przestrzeni... Możliwe jest jednak i inne jej umiejscowienie – wyłącznie w pamięci bohatera lirycznego. Wtedy ewokowana w utworze przestrzeń realna, konkretnie przywoływane miejsca: Częstochowa, Grabarka, Jerozolima, Kraków, Tyszowce, Limanowa, byłyby tylko znakami wspomnień, prowadzących ku odkrywaniu „miejsca świętego” w sobie samym: „w takt odchodzenia, powrotu w rytmie, który ocala i pozwala powoli stawać się świątynią Pana”.

Najpewniej więc, niezależnie od statusu podjętej wędrówki i sposobu przemieszczania się w przestrzeni, chodzi bohaterowi o to, ażeby przywrócić w sobie stan pierwotnej, doznawanej w dzieciństwie niewinności, kiedy konstatacja (przywołana po latach): „byliśmy kościołem”, uważana była za najbardziej oczywistą oraz naturalną i która z upływem czasu została unieważniona przez późniejsze doświadczenia i teraz, w dorosłym życiu, potrzebny jest niemały wysiłek wewnętrzny, by odnaleźć w sobie tamto przyrodzone przekonanie i tamtą – realną przecież kiedyś – zapomnianą jedność. Powiedzieć by trzeba: świętą jedność.

Kierunek ruchu określony zostaje jednoznacznie jako „zawsze do wewnątrz”, nawet wówczas, gdy podróż odbywa się w rzeczywistej przestrzeni. Zawsze jednak jej celem jest nie tyle wskrzeszenie przeszłości, ile pojednanie. Przewodnikiem w owej wędrówce do korzeni bywa zaś nie tylko pamięć, ale także rozmowa, której przypisuje się w tomie Kudyby szczególne znaczenie, skoro mówi się o niej jako o miejscu: „Rozmowa to miejsce zupełnie osobne. (...) Zapomniane drzwi do domu”.

O jaką jednak rozmowę chodzi? Czy o wspólnotę bliskich, ciocię Wandę, matkę, wuja, dziadka Pawła, z którymi przestawanie odświeża i niejako uruchamia wspomnienia i tym sposobem przywraca nie tylko przeszłość, ale – przede wszystkim – staje się drogą do siebie samego? „W głębi powinien być dom i ktoś, do kogo się idzie”, mówi w jednym z teksów bohater, słowa jego jednak pozostają dość dalekie od klarownej jasności. W świetle kolejnego utworu ukazują się dwie możliwości ich rozumienia, wzajemnie zresztą współbrzmiące ze sobą. Albo jest tak, jak powiedziano wyżej, iż rozmowa z najbliższymi staje się drogą poznania: przeszłości, siebie i w końcu Boga. W tym układzie droga do Boga wiodłaby poprzez osobistą historię bohatera i próbę zrozumienia jej sensu, w czym istotną pomocą miałby być kontakt z innymi, a więc wspólnotą. Albo też jest całkiem na odwrót: „Rozmowa z Nim jest jak podróż, zawsze w innym miejscu” – wtedy własna przeszłość byłaby bohaterowi przywracana dzięki nastawieniu na Boga, odkryciu Go i słuchaniu. W tym samym wierszu mówi się wszak: „Wędrówka słuchaniem”, co uprawomocnia także drugie przypuszczenie interpretacyjne: że to kontakt z Bogiem staje się pierwszym i najważniejszym miejscem, w którym bohater odkrywa siebie samego, wraz z całą swą przeszłością i jej „świętymi miejscami”, które go ukształtowały. Punktem dojścia zdaje się dotarcie do miejsca określonego jako: „Miejsce zupełnie czyste // wody przezroczyste”, które, nawiasem mówiąc, pozostaje w jawnej łączności, także semantycznej, z Mickiewiczowskimi łzami, które wylały się na dzieciństwo sielskie, anielskie. To miejsce zupełnie czyste uznać trzeba za synonim „miejsca świętego”, „niepokalanego”, jawiącego się teraz, po przejściu całego szlaku postrzeganego jako „pielgrzymi”, jako rzeczywistość wieczna, pozostająca zawsze „na swoim miejscu”, mimo błądzenia bohatera, niezmienna i trwała: „Nawet, jeśli byliśmy gdzie indziej, ona // Wciąż tam była: Sama w sobie. Zupełnie osobna”. Zatoczywszy więc duchowe koło hermeneutyczne: od dzieciństwa ku Bogu i od Boga ku dzieciństwu, ostatecznie bohater liryczny zostaje niejako przywrócony sobie samemu i dysponując szerszą niż wcześniej świadomością, spostrzega, iż „Wciąż tam jesteśmy – modląc się, poszcząc, śpiewając”. Innymi słowy: odkrycie Boga implikuje odkrycie siebie, dotarcie do siebie zaś warunkuje odszukanie Boga. „Miejsce święte” jawi się jako Środek, który może być wszędzie, w jakimkolwiek miejscu... a mądrość serca oznacza przeczucie jedności oraz poznanie, iż „Dokądkolwiek byśmy nie poszli, jest zawsze u kresu. Gdziekolwiek byśmy się nie udali – będzie”.

Zofia Zarębianka



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas