poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT OSTASZEWSKI
Pokaz bez fajerwerków
„Pokaz prozy”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006.
Dekada Literacka 2007, nr 1 (221)


Nie jest łatwo przygotować taki pokaz prozy, który zwróciłby uwagę czytelników – nie wspominając już o wprowadzeniu ich w stan lekturowej euforii – czego dowodzi przypadek antologii współczesnej prozy wydanej w zeszłym roku przez Wydawnictwo Literackie. Książka przeszła właściwie bez echa, co może dziwić, zważywszy na nazwiska autorów, teksty których udało się wydawcy zgromadzić; a są to twórcy (celowo używam słowa „twórcy” zamiast „prozaicy”, a dlaczego, wyjaśnię poniżej) sprawdzeni i wyśmienici: Stanisław Barańczak, Stefan Chwin, Paweł Huelle, Włodzimierz Kowalewski, Antoni Libera, Bronisław Maj, Zbigniew Mentzel, Jerzy Pilch, Eustachy Rylski, Olga Tokarczuk i Adam Zagajewski. Co sprawiło, że ten akurat pomysł wydawniczy nie wypalił? Co spowodowało, że pokaz prozy odbył się bez fajerwerków?

Mógłbym rzecz całą skwitować ogólnikami. Czytelnicy niechętnie sięgają po zbiory opowiadań, nic więc dziwnego, że nie zainteresowali się opasłym tomem składającym się w większości właśnie z opowiadań i nowel. Tak, to może być powód porażki. Projekt pod tytułem „Pokaz prozy” skierowany jest do wszystkich miłośników współczesnej polskiej prozy, ma więc – co tu kryć – dosyć szeroki, a przy tym nieostry target, co jest o tyle niekorzystne, że zdecydowanie lepiej sprzedają się antologie wyraźnie sprofilowane, zawierające teksty poświęcone jednemu tematowi (choćby wizjom Polski za lat pięćdziesiąt) czy należące do jednej odmiany prozy (na przykład kryminalne albo sensacyjne). To zapewne również nie pomogło WL-owskiej antologii. Zamiast jednak wybrzydzać na gusta czytelników czy takie a nie inne mechanizmy rządzące rynkiem książki, warto bliżej przyjrzeć się samej antologii, zasadom, wedle których została ułożona, czyli zacząć od wnikliwej lektury krótkiego wprowadzenia „Któż nie lubi…”

Wprowadzenie to nie zostało podpisane, trudno więc określić, czy za wybór tekstów odpowiada jedna osoba, czy też – jak to się zwykło w takiej sytuacji określać – tzw. zespół. Ale mniejsza o to. Selekcję zaczęto od określenia grupy wiekowej i wybór padł na twórców średniego pokolenia, urodzonych – jak czytam – „w okresie mniej więcej 1945–1960” (dokładnie: 1944–1962, bo najstarszy w grupie wymienionych już przez mnie pisarzy, Rylski, urodził się w 1944, najmłodsza zaś, Tokarczuk – w 1962). Oczywiście, pojawiają się wątpliwości czy choćby Rylskiego można jeszcze uważać za pisarza średniego pokolenia, ale nie jest to kwestia najistotniejsza, skoro panuje u nas spora dowolność przy przypisywaniu autorów do grup wiekowych. Ważne jest jednak pytanie, dlaczego akurat taką grupę wybrano i co ją wyróżnia? Są to wszystko osoby, które dojrzewały, kształtowały się jako ludzie i twórcy w czasach PRL-u. Ma to związek z jednym z trzech kryteriów, którymi posłużono się przy wyborze „pokazowej” dwunastki twórców, kryterium tematycznym. Zdecydowano się pomieścić w antologii teksty dotyczące „odchodzącej epoki”, układające się w zbiór widokówek z PRL-owskiego świata (wyjątkiem są opowiadania Kowalewskiego „Powrót do Breitenheide” i „Wieczór autorski”, jak również tekst Tokarczuk „Wieczór autorski”, których akcja rozgrywa się w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku). Wybór twórców urodzonych w latach 1944-1962 wynikał zapewne z założenia, które jednak nie zostało wyrażone wprost, że to właśnie oni, ukształtowani w czasach realnego socjalizmu, są w stanie przedstawić doświadczenia tamtych lat najpełniej i najciekawiej. To sprawa co najmniej dyskusyjna; można spierać się, czy „ducha” tamtych czasów nie oddali lepiej pisarze spoglądający na nie z większym dystansem, autorzy starszego pokolenia (choćby Marek Nowakowski czy Włodzimierz Odojewski) albo młodego (na przykład Mariusz Sieniewicz czy Michał Witkowski). Pewny jednak jestem, że obraz PRL-u wyłaniający się z tekstów zamieszczonych w antologii byłby bardziej urozmaicony i zwyczajnie ciekawszy, gdyby oprócz tekstów twórców średniego pokolenia pojawiły się w niej także utwory pisarzy starszych i młodszych.

A jeśli już o urozmaicenie chodzi, warto przyjrzeć się kolejnemu kryterium – estetycznemu. Z wprowadzenia dowiaduję się, że wybrano autorów, którzy „z reguły hołdują klasycznym regułom formy i stylu. Są po stronie dyscypliny, porządku i jasności, w opozycji do bezformia i bezhołowia językowego, tak niestety częstego we współczesnej produkcji literackiej”. Chętnie takiemu wyborowi przyklasnę, tym bardziej że małe formy prozatorskie, dominujące w tomie, wymagają właśnie – jak sądzę – przede wszystkim „dyscypliny, porządku i jasności”. Jest jednak jedno „ale”. W antologii umieszczono sporo tekstów realizujących wzorzec prozy nostalgiczno-wspomnieniowej, mieszczących się w nurcie „literatury małych ojczyzn” (fragment „Krótkiej historii pewnego żartu” Chwina czy opowiadania Huellego z tomu „Opowiadania na czas przeprowadzki”) albo prozy „wzniosłych tęsknot” (choćby „a-C-D-F-a-C-E…” Maja czy „Torpeda i Tramwaj na Kubę” Mentzla). A to sprawia, że cała antologia jest – jak na mój gust – nazbyt jednostajna stylistycznie i tematycznie; w kolejnych tekstach różni autorzy piszą mniej więcej tak samo o mniej więcej tym samym. Pomijam już fakt, że proza nostalgiczno-wspomnieniowa ma już chyba najlepsze lata za sobą, więc ponowne przypominanie o niej, jeśli nawet nie mija się z celem, to ma raczej wymiar historycznej dokumentacji szeroko rozlewającego się kiedyś nurtu.

I wreszcie ostatnie kryterium, jakim posłużono się przy układaniu antologii „Pokaz prozy” – we wprowadzeniu czytam: „wszyscy wybrani autorzy, choć nierówny jest ich dorobek, odnieśli sukces. Zdobyli liczne, prestiżowe nagrody i rozgłos, ich utwory przełożono na wiele języków”. Wszystko pięknie, dobrze jest zaprezentować ludzi sukcesu – to zawsze oddziałuje budująco. Tyle tylko że nie wszyscy z „pokazowej” dwunastki odnieśli sukces w dziedzinie prozy. Z całym szacunkiem dla dokonań w rozmaitych dziedzinach aktywności twórczej Barańczaka, Maja, Weissa czy Zagajewskiego – nie są oni jednak prozaikami, których teksty zajmowałyby znaczące miejsce we współczesnej polskiej prozie. Trudno też stwierdzić, że teksty tych autorów pomieszczone w antologii są wyjątkowej jakości. Może jednak lepiej by było w tomie pomyślanym jako „pokaz prozy” postawić zamiast na twórców w ogóle po prostu na prozaików najważniejszych, tych z prozatorskiej ekstraklasy.

Dziwi mnie też nieco, że w antologii zdecydowano się umieścić sporo przedruków z książek, które zostały opublikowane wcale nie tak dawno temu (choćby z „Gry na wielu bębenkach” Tokarczuk wydanej w 2002 roku, „Światła i lęku” Kowalewskiego z 2003 roku czy „Opowiadań na czas przeprowadzki” Huelle z 1999 roku). Oczywiście, ktoś, kto słabo orientuje się we współczesnej produkcji prozatorskiej, na pewno na tym skorzysta, bo będzie miał możliwość zapoznania się z próbkami twórczości kilkunastu autorów. Jednak czytelnik jako tako śledzący pojawiające się na rynku książki, na pewno nie pożywi się tą antologią. Ja, prawdę powiedziawszy, lekturę, bądź co bądź opasłego, „Pokazu prozy” skończyłem po dwóch godzinach, ponieważ większość ze znajdujących się w nim tekstów świetnie już znałem.

Miało być wydarzenie, miał być efektowny pokaz prozy, a koniec końców pojawiła się kolejna niezbyt istotna książka. Niewiele wyszło z ambitnych zamierzeń. Pod koniec wprowadzenia czytam, że antologia „jest po prostu głosem w toczącej się nieprzerwanie debacie literackiej – tej wielkiej dyskusji o tym, co ważne, wartościowe, reprezentatywne, mające szansę przetrwać próbę czasu. Jest to zarazem swoisty list-lista wysłany przyszłym pokoleniom”. Obawiam się, że ten „list” zostanie przez przyszłe pokolenia kompletnie zignorowany.

Robert Ostaszewski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas