poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Niebezpieczni autorzy
„Niebezpieczne kobiety”, tłum. Alina Siewior-Kuś, Prószyński i S-ka,Warszawa 2007.
Dekada Literacka 2007, nr 1 (221)


„Niebezpieczne kobiety” to antologia, jakich wiele ukazuje się na anglosaskim rynku: wokół nośnego, atrakcyjnego tematu zgrupowano teksty sławnych, lecz różnorodnych stylistycznie autorów. Do rąk czytelnika trafia książka rzetelnie przygotowana, sprawnie skomponowana, przeplatająca umiejętnie różne nastroje i style narracji. Jej polskie tłumaczenie sprzedało się w ciągu półtora miesiąca i aż chciałoby się napisać, że to książka świetna warsztatowo. Ale niestety – w „Niebezpiecznych kobietach” dla czytelnika najbardziej niebezpieczni okazali się autorzy, którzy nie potrafili udźwignąć tematu opowiadań i polegli, pokonani przez jeden z mitów kultury masowej.

Niebezpieczna kobieta to zjawisko związane ściśle z literaturą popularną. Figura, wywodząca się z mitu o syrenach czy z postaci Kirke, ujawniła się w wyobrażeniach wampirzycy i czarownicy. W kulturze masowej femme fatale zaczęła karierę jako bohaterka czarnego kryminału Jamesa Caina, Dashiella Hammetta i Raymonda Chandlera. Ich kreacje spopularyzował film noir: Brigid O'Shaughnessy uwiodła Sama Spade’a w „Sokole maltańskim”, Carmen Sternwood rozkochała w sobie Philipa Marlowe’a w „Wielkim śnie”, Gilda zniszczyła życie Johnnyego Farrella i Ballina Mundsona. Postacie tych kobiet ciążą nad otaczającymi je bohaterami, fascynują swoją seksualnością, destrukcyjną osobowością, władzą nad mężczyznami. Tymczasem niebezpieczne kobiety z antologii opracowanej przez Otto Penzlera są płaskie i nieciekawe.

Każdy z autorów wokół głównej bohaterki obudował inny typ historii. Joyce Carol Oates napisała monolog porzuconej kochanki straszącej niewiernego mężczyznę śmiercią i domagającej się przeszczepienia jego serca. Walter Mosler skonstruował kryminalną intrygę wokół śledztwa prowadzonego przez czarnego detektywa na zlecenie kobiety podejrzewającej narzeczonego o niewierność. Nelson DeMille osadził akcję swojego opowiadania w Wietnamie, gdzie snajperka zabija cały oddział amerykańskich komandosów, a przy życiu pozostawia tylko dowódcę. Thomas H. Cook pisze o samobójstwie osamotnionej femme fatale, o jej ucieczce ze znienawidzonego świata. John Connolly opowiada historyjkę „antykizujacą” – o odkryciu w fundamencie bungalowu zwłok pramatki Lilith. Lorenzo Carcaterra wykorzystuje filmowy pomysł na rozgrywkę między panią prokurator a płatnym zabójcą. Elmore Leonard zaś sięga do gangsterskiej opowieści z Południa.

Dla większości opowiadań inspiracji należałoby szukać w filmach, nie w literaturze. Autorzy poszczególnych tekstów analizują twarze kobiety niebezpiecznej wprowadzone do kultury przez kino. Filmowa jest również geneza przywoływanych tu poszczególnych konwencji gatunkowych: horroru, romansu, filmu gangsterskiego, wojennego czy więziennego. Właśnie w takim prostym, nieprzepracowanym i niezbyt refleksyjnym odwołaniu do filmowej tożsamości femme fatale szukać można przyczyn słabości opowiadań należących do antologii Prószyńskiego. Choć do książki przyciągają wielkie nazwiska, to jednak apetyt czytelnika nie zostaje zaspokojony, bowiem mistrzowie amerykańskiego kryminału nie wywiązali się dobrze z postawionego im zadania. Niebezpieczne kobiety nie wnoszą niczego nowego do wizerunku femme fatale, nie podejmują dyskusji z utrwalonymi wyobrażeniami, nie ocierają się nawet o talent kreacyjny Caina w „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”. Oprócz prostej kontynuacji tożsamości femme fatale, można zarzucić opowiadaniom jeszcze brak pomysłu na skonstruowanie fabuły. Nudna niebezpieczna kobieta staje się żałosna.

Wielkość kreacji femme fatale polega na nadaniu jej podmiotowości, na uczynieniu jej przyczyną sprawczą wydarzeń. To ona tka bowiem misterną sieć intrygi, manipuluje męskim bohaterem. To jej osobowość wysuwa się na plan pierwszy. Tymczasem w antologii Prószyńskiego nie znajdziemy niczego takiego. Kobieta niebezpieczna konstruowana jest w opowiadaniach jako zbiór atrybutów, wieszak na ubrania, jej tożsamość tworzy się poprzez połączenie w jedno: szczupłej figury, ponętnej urody, pończoch, wysokich obcasów i małej czarnej. Bohaterka „To, co miała do zaofiarowania” kopiuje strój postaci z czarnych filmów lat 40. Postaci z „Improwizacji” noszą sukienki koktajlowe, przy każdym ruchu obnażając fragment uda. Znika podmiotowość bohaterki, zostaje ona sprowadzona do poziomu przedmiotu – w „Cielo azul” femme fatale występuje jako… zwłoki wyjątkowej urody. Cała aura tajemniczości otaczająca bohaterkę realizuje się tutaj poprzez jej bezimienność: zabójca nawet w celi śmierci nie chce ujawnić imienia dziewczyny. Zamiast wykorzystać potencjał fabularny, jaki niesienie z sobą ten typ bohaterki, autorzy opowiadań zajęli się odcinaniem okrawków z wyobrażeń femme fatale. Zamiast pogłębionego studium psychiki, ironicznej transpozycji, przedstawili oni czytelnikowi manekiny ze sklepowych wystaw.

Niejednoznaczność moralna bohaterki wydaje się cechą równie ważną, co jej tajemniczość. Tymczasem w tych popowych opowiadaniach świat wartości nawet lekko nie zachwiał się w posadach, a wszystkie motywy działań wyjaśniono. Zło zawsze zostaje ukarane, dobro zwycięża, przestępczyni zostaje napiętnowana. Bohaterka „Karmy” przez lata planuje zemstę, żona w „Świadku” zabija męża, by zagarnąć jego majątek i żyć z kochankiem, podróżniczka w „Drogi >>Penthousie<<” zabija przygodnie napotkanego mężczyznę, ćwiartuje jego zwłoki i pakuje do słojów. W „Jej panie i władcy” bohaterka traktuje zabójstwo swojego partnera jako dalszy ciąg erotycznej gry sadomasochistycznej. Femme fatale jest zła, autorzy nie dają nam możliwości spojrzenia na świat z jej perspektywy. Tymczasem to mężczyźnie przysługuje prawo do dystrybucji wartości. Choć między snajperką a porucznikiem w „Randez-vous” wytwarza się pewna więź, to mężczyzna nie ma oporów, by do niej strzelać w nocy. W „Pawilonie pana Graya” mąż obezwładnia żonę, próbującą otworzyć trumnę Lilith.

Antologia Prószyńskiego posiada wszystkie wady, jakie tylko może mieć zbiór opowiadań – nie mam tu na myśli jedynie nierównego poziomu tekstów, lecz raczej ich przypadkowość: wygląda na to, że utwory takie jak „Improwizacja”, „Cielo azul” czy „Zdradliwa fala” zostały włączone do antologii tylko dlatego, że ich głównymi bohaterkami były kobiety. Opowiadania wydają się połączone słabą więzią – spaja je tylko temat (i to również luźno pojmowany), nie ma pomiędzy nimi żadnych innych punktów wspólnych. Czytelnik ma wrażenie chaosu, a także pewnego przymusu – wiele tekstów nie pasuje do wyboru, ponieważ kobiety stanowią jedynie przedmiot intrygi.

Magia femme fatale, jaką wytworzyła kultura popularna, w tych opowiadaniach została amputowana. Znika uwodzicielska tajemnica – bo detektywi w śledztwie odkrywają wszystkie elementy intrygi. Niepokojący urok ulega racjonalizacji, przepada pozarozumowy pociąg, namiętność zamienia się w pożądanie wywołane krótką sukienką. Niebezpiecznie czytać.

Paulina Małochleb

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas