poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
WOJCIECH RUSINEK
Zepsuty smak, zły dotyk
Inga Iwasiów, „Smaki i dotyki”, Świat Książki, Warszawa 2006.
Dekada Literacka 2007, nr 1 (221)


Pomieszczone w zbiorze „Smaki i dotyki” opowiadania Ingi Iwasiów mogą wywoływać ambiwalentne wrażenie. Z jednej strony – kolejne teksty ufundowane są na tym samym, wyrazistym projekcie pisarskim, konsekwentnie rozwijają raz obraną metodę, z drugiej – zbyt często ujawnia się w nich brak pomysłowego prowadzenia fabuły, dostrzegalna staje się pewna manieryczność ujęć i stylu. Być może dzieje się tak dlatego, że „zmęczenie” czytelnika i „wyczerpanie”, jakie dotyka materię tekstów Iwasiów, wpisane są w obrany przez autorkę sposób pisania: chłodny, momentami reporterski, częściej jednak obsesyjnie analityczny. Bohaterka jednego z opowiadań pyta na marginesie historii swojej choroby alkoholowej: „A gdybym opowiedziała naprawdę, bez owijania w bawełnę, tak dosłownie? Bez literackich przymieszek?” („Porada”, s. 93).

I rzeczywiście, narracje autorki „Rewindykacji” przypominają najczęściej „rozpamiętywanie” – analizę minionych zdarzeń (emocji, zachowań), w której nie chodzi o wirtuozerię stylu, lecz o dokładność i głębokie wejście w obszar przeżywanego raz jeszcze doświadczenia. To ostatnie natomiast dotyczy w prozie Iwasiów dramatycznych wymiarów kobiecości: nieudanych związków, kobiecego alkoholizmu, upodlenia kobiety w „machoidalnym” systemie społecznym. Modelem całego tomu staje się, z punktu widzenia takiej strategii, opowiadanie „Tydzień w Alpach i z powrotem”, którego bohaterka poświęca bezsenną noc na wspominanie przeszłych romansów, odkrywając w nich narastającą między kobietą a mężczyzną obcość. Dogłębna analiza, odzwierciedlona we flegmatycznym rytmie nużąco rozwlekłych zdań, zostaje wzbogacona napięciem czy też obsesyjnością, które towarzyszą zwykle nocnym rozmyślaniom. Gdzie jednak w tak zarysowanej perspektywie lektury otwierałoby się miejsce dla literatury? Otóż Iwasiów nie pozwala zapomnieć, że mimo wszystko z prozą artystyczną mamy w „Smakach i dotykach” do czynienia, że jakkolwiek byśmy się nie zbliżyli do „mówionej” formy opowiadań (jeden z tekstów – „Rozmówki między najlepszymi przyjaciółkami”, prawie w całości składa się z dialogów), zawsze forma ta pozostanie jedynie próbą. Próbą w dwojakim sensie, rozumianą jako zbliżanie tekstu literackiego do codziennej „paplaniny” (utożsamianej wszak z kobiecą odmianą komunikacji), ale i próbą zrozumienia, interpretacji doświadczenia kobiety. Już w otwierającej zbiór „Uczciwej transakcji” czytamy: „Tak, tak to mogło się potoczyć, chociaż to oczywiście tylko rekonstrukcja. Naprawdę nie wiemy, co może myśleć dziewczyna w tym barze za Travnikiem” („Uczciwa transakcja”, s. 13). Wbrew jednak tej pesymistycznej konstatacji narratorka opowiadania dodaje zaraz, że „jednak w coś się ta historia układa – dziewczyna, żołnierz, transakcja i miłość. Nie oddamy im głosu, coś za nich, nimi i tak będzie mówić” (tamże, s. 16). Można więc przypuszczać, że historie kobiet, które przedstawi nam autorka, będą wielorako uwikłane. „Świadectw doświadczenia”, bo o nie chyba głównie chodzi w „Smakach i dotykach”, trzeba będzie szukać na granicy między sugestywnymi faktami a naddatkiem literackiej interpretacji, między jednoznaczną wymową fabuły a nieuniknionymi w „rozpamiętywaniu” relatywizacją i niepewnością poznawczą.

Najbardziej interesujące wydają się w zbiorze te teksty, w których Iwasiów próbuje wyśledzić nieuchwytne motywacje decyzji, niedającą się przeniknąć świadomość bohaterek, zaskakujące związki między elementami rzeczywistości. W istocie owo „nieuchwytne” ściśle związane jest z kobiecością, z tymi jej aspektami, które kulturowo pozbawione są możliwości artykulacji. Świadomość bałkańskiej dziewczyny, sprzedanej amerykańskiemu żołnierzowi („Uczciwa transakcja”), pozostaje tylko na poziomie rekonstrukcji. Lesbijski związek europejskich urzędniczek mieszkających w Sarajewie znajduje, wobec nieprzyjaznej, patriarchalnej rzeczywistości, odbicie w równie tajemniczym związku gejowskim, do końca fabuły mieszczącym się w sferze domysłu („Murzyn z francuskiej ambasady”). Obca w nadadriatyckim miasteczku kobieta oswaja własne niezakorzenienie w zaskakującym zainteresowaniu śmiercią dziewczyny, której – mieszkając nieopodal – nigdy nie poznała („Wąskie przejście”). Znamienne, że w zarysowanych powyżej sytuacjach fabularnych przedmiotem odniesienia staje się zjawisko pozbawione werbalnej reprezentacji. Obsesyjna i drobiazgowa analiza, czy to ze strony narratorki, czy też osamotnionych bohaterek przywołanych tekstów, nie tylko kończy się na fantomach, ale i urywa się z braku sygnałów, które mogłyby zostać wysłane przez tę „drugą stronę”. Kontrast między „rozpamiętywaniem” a finalną nieuchwytnością, jaki pojawia się w wielu opowiadaniach Iwasiów, odsyła być może do feministycznej diagnozy „pozbawienia głosu”. Natomiast napięcie pomiędzy literackością i „mówionością”, między jasnym, zaangażowanym przesłaniem a złożonością obsesyjnego światoodczucia bohaterek pozwala w Smakach i dotykach skomplikować problem artykulacji i sugestywnie pokazać werbalną niepochwytność doświadczeń kobiecych. Bo skoro traumę prostytucji czy obcość w patriarchalnym społeczeństwie rozpisać w taki sposób, w jaki robi to Iwasiów, wówczas w charakterystycznych dla zbioru napięciach, pustych odniesieniach i niedomówieniach (stanowiących w gruncie rzeczy poznawczą klęskę) rozmyje się także sam głos kobiety. Paradoks ten frapuje podczas lektury zbioru – teksty, które w zamierzeniu mają chyba dotykać tych stron kobiecego doświadczenia, które nie znalazły dotąd powszechnego wyrazu w polskiej literaturze, chcą być głosem konsekwentnie kobiecym. Ale muszą wówczas, by pozostać w zgodzie z „naturą” tego głosu, owej artykulacji zaprzeczyć, uczynić ją niepewną, widmową, uwikłaną w literaturę. Jak jednak może być inaczej, skoro sceną większości przedstawionych w książce dramatów (toksycznych romansów, choroby alkoholowej, porodu) są klaustrofobiczne pokoje hotelowe, mieszkania-więzienia, obskurne sale szpitalne, alegorycznie sugerujące wyparcie kobiecości z (otwartej) przestrzeni publicznej?

Tropy tej paradoksalnej, bo uniemożliwianej artykulacji znajdujemy właściwie w całym zbiorze, Iwasiów wielokrotnie powraca do problemów snucia opowieści, tworzenia historii (zarówno historii, jak i Historii). W jednym z bardziej interesujących opowiadań – w „Polu walki jej najlepszej opowieści”, autorka „zamyka” swoją bohaterkę w nałogu fantazjowania, które przesłania ostatecznie życie samo. Nieprawdopodobne anegdoty, w których od dzieciństwa umieszcza siebie kobieta prowadząca najpewniej nieciekawe życie matki-Polki, stają się tą „właściwą” rzeczywistością, gdy to, co z pozoru realne, na poziomie tekstu jest tylko dodatkiem, napomknięciem. Iwasiów sprawnie potrafi przechodzić między dwoma rejestrami, przesunąć akcent na to, co pozornie – jako wytwór fantazji, eskapizm – jest tylko „przypisem” do życia. Nie może być jednak inaczej, skoro owo „prawdziwe życie” jest tylko pozornie oczywiste, naturalne, uniwersalne, a w gruncie rzeczy okazuje się „HIS-storią”, w której brak miejsca na indywidualny los kobiety („Kobieta z kotletem. Brednia paraakademicka”).

Trzeba jednak na marginesie dodać, że stematyzowane odwołania do feministycznej interpretacji dyskursu historycznego (jakiegokolwiek dyskursu kulturowego) obniżają sugestywność opowiadań – przywołany tekst nie pozostawia niestety pola dla pojawienia się „nieuchwytnego”, napięcia, które w niedopowiedzeniu otwierałoby na frapującą i nieoczywistą diagnozę. Historia (właściwie „HER-storia”) dziewczyny, która w biegu dziejów uczestniczy tylko jednym, niedocenionym gestem (przygotowania posiłku dla strajkujących) wydaje się błaha i przewidywalna. Warto wobec tego wrócić do tekstów problematyzujących kobiece fabularyzowanie w sposób bardziej przemyślany, chociażby do opowiadania tytułowego, w którym motyw pisania na ciele (zaczerpnięty być może z „The pillow book” Petera Greeneway’a) odsyła nas do ważnego w perspektywie pisarstwa kobiecego połączenia języka i ciała. Rodząca się już w dzieciństwie zażyłość dwóch bohaterek, w czasie późniejszym stająca się związkiem lesbijskim, za tło ma jedynie łóżko (a więc znowu – ograniczenie pola działania do zamkniętej przestrzeni pokoju!) oraz zamiłowanie do „pisania” palcem na plecach koleżanki/partnerki. „Pisanie” oznacza w tym wypadku przede wszystkim związanie słowa i ciała, zbliżenie opowieści do doświadczenia biologicznego. Nie bez przyczyny w zakończeniu opowiadania pojawia się fragment: „Ale nie umiesz odpowiedzieć. Musisz najpierw dotknąć. Skóry przez skórę. Żeby znów usłyszeć” (…) („Smaki i dotyki”, s. 183). Nie ma opowieści bez ciała – bez bardzo „fizjologicznej” historii o porodzie w czasach PRL-u („Bransoletka” 1983), bez amputacji piersi („Śmierć i życie”), „bo z historiami kobiet – dodaje ironicznie Iwasiów – jest ten dodatkowy kłopot, że one jakby z góry są bardziej ohydne” („Porada”, s. 93).

Przywołane komplikacje w obszarze doświadczenia i narracji, między chęcią wyrażenia a niemożliwością artykulacji, wreszcie między „słowem i ciałem” wydają mi się jedną z bardziej intrygujących ścieżek lektury opowiadań Iwasiów. W tak zarysowanej strategii „ohydne” historie, igrające ze stereotypowymi wyobrażeniami o kobiecym pisaniu, nabierają większej wyrazistości. Problem jednak w tym, że wiele spośród zamieszczonych w zbiorze tekstów zwyczajnie nuży – tak jakby analogiczny sposób pisania nie zawsze umożliwiał pokazanie rzeczywistości w sposób nieoczywisty, wytworzenie złożonej, wielopoziomowej narracji. Zdarza się, że tekst Iwasiów nie przynosi niczego więcej poza czytelną fabułą i stylem pozbawionym walorów („Pociąg do Berlina”, „Kiedy płacze”, „Niespodzianie”). Wydaje mi się to, jak wspomniałem już na początku tej recenzji, konsekwencją obrania określonej metody pisarskiej. Ot, tak jak w codziennym „rozpamiętywaniu”, które może zafrapować, ale może się też zamienić w zwyczajne powtarzanie oczywistego. Sygnały zmęczenia (narracji, czytelnika) pojawiają się około połowy zbioru, jego kumulacja przypada natomiast na długie, satyryczne w zamierzeniu „Rozmówki między najlepszymi przyjaciółkami”. Odmienne od pozostałych, rozgrywające się w dialogach (pozostałe teksty mają wyłącznie formę monologu lub narracji personalnej), opowiadanie powtarza tylko w mniej złożonej formie motywy poprzednich tekstów. Powtórzę jednak – ryzyko powstania mniej udanych tekstów wpisane jest w konsekwentnie realizowany przez autorkę wzór pisania. Szkoda tylko, że w skład „Smaków i dotyków” weszły i te mniej udane fragmenty. W efekcie książka przekonuje, że historie kobiet mogą być nie tylko „bardziej ohydne”, ale także „bardziej nużące”.

Cóż pozostaje? Może po prostu warto podjąć raz jeszcze lekturę tych fabuł, które – narracyjnie otwarte – ciągle zachęcać mogą do nowych odczytań? W końcu, jak przekonuje Iwasiów, „popsuty smak” ciągle nie zagospodarował swojego miejsca w polskiej literaturze, a „kobiecy język” ciągle domaga się przewartościowania. Inaczej literatura otwierać się będzie, jak ciało, na groźbę „złego dotyku” słów (męskich, opresywnych): „Po tamtych słowach zostały jej na ciele rany. Blizny występów na biodrach, popękane wokół nosa naczynka, powiększona wątroba” („Tydzień w Alpach i z powrotem”, s. 61-62).

Wojciech Rusinek

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas