poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MAREK KOZICKI
Praiły naszej duszy narodowej
Maria Janion, „Niesamowita Słowiańszczyzna – fantazmaty literatury”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006.

Norman Davis, gdy odbierał w 2004 roku od przedstawiciela „Tygodnika Powszechnego” Medal św. Jerzego, zaczął swoją błyskotliwą mowę od słów: „w VII wieku…” – sala wybuchnęła śmiechem, co Davis skwitował: „tak śmiejecie się, ponieważ wy nie macie VII wieku”, a to z kolei wzbudziło kolejną falę wesołości. To bardzo interesujące zdarzenie, które może wiele powiedzieć o polskim kompleksie niższości-wyższości. Właśnie temu problemowi poświęcona jest książka Marii Janion „Niesamowita Słowiańszczyzna – fantazmaty literatury”, będąca próbą stworzenia nowej opowieści, która pomogłaby znieść tożsamościowy brak.

Tu właśnie dostrzega autorka zadanie dla humanistyki. Potrzebna jest nowa, całościowa narracja o polskiej historii, o polskiej tożsamości. Opowieść jest podstawowym sposobem orientacji w świecie. Dopiero rozbudowana narracja opisująca świat i nas w nim daje szansę zadomowienia, równowagi pozwalającej normalnie działać, zarówno na płaszczyźnie pragmatycznej, jak i intelektualnej czy artystycznej. „Jakie mogłyby być ramy nowej opowieści?…Czy do opowieści o Słowiańszczyźnie i Polsce można wykorzystać kategorie krytyki postkolonialnej?” (1) – pyta Janion.

Można by w tym miejscu przywołać słowa Anthony Giddensa z pracy „Nowoczesność i tożsamość”: „W posttradycyjnym porządku nowoczesności, w kontekście nowych form zapośredniczenia doświadczenia, tożsamość jednostki staje się przedsięwzięciem refleksyjnym. Refleksyjny projekt „ja”, który polega na utrzymywaniu spójnych, chociaż wciąż na bieżąco weryfikowanych narracji biograficznych, rozgrywa się w kontekście wielokrotnego wyboru zapośredniczonego przez systemy abstrakcyjne” (2). Wydaje się, iż w pożyteczny sposób można te słowa odnieść również do tożsamości narodowej. Istnieje potrzeba przemyślenia i skonstruowania nowej wielkiej opowieści, potrzebnej zarówno dziś, jak i jutro.

Opowieść humanistyki o narodowej tożsamości jest uwikłana w tysiącletni podział religijno-kulturowy między łacińskim Zachodem a greckim Wschodem. Cały wysiłek polskich intelektualistów skierowany był i jest na udowodnienie naszych związków z Zachodem. Janion natomiast podejmuje próbę tworzenia alternatywnej opowieści. „(…) polskie stare narracje powielają wzory mesjanistyczno-martyrologiczne (…) ale na zasadzie inercji poznawczej i przywiązania do stereotypów”. Polskie doświadczenia historyczne bycia kolonizowanym i kolonizowania „wytworzyły nieraz paradoksalną polską mentalność postkolonialną. Przejawia się ona w poczuciu bezsilności i klęski, niższości, niższości i peryferyjności kraju oraz jego opowieści. Temu dość powszechnemu odczuciu niższości wobec „Zachodu” przeciwstawia się w obrębie tego samego paradygmatu mesjanistyczna duma w postaci narracji o naszych wyjątkowych cierpieniach i zasługach, o naszej wielkości i wyższości nad „niemoralnym” Zachodem, o naszej misji na Wschodzie. Taka opowieść jest zamkniętym kołem niższości i wyższości, które przeradza się w figurę totalnej niemożności i wiecznej szarpaniny między „europejskim pozorem” (który może wcale nie jest pozorem) a „polską prawdą” (która podejrzewa się o to, że nie jest absolutem)” (3).

Jak wiadomo, naród to wspólnota wyobrażona – nasza jest wyobrażona z defektem, obciążona historyczną traumą, poczuciem młodszości, gorszości. Ta gorszość ujawnia się na dwóch płaszczyznach: po pierwsze – w wyparciu pre–historii, która była związana ze Słowiańszczyzną i Wschodem, po drugie – w konsekwencji wyparcia tego wyparcia. Janion stawia tezę, że w wyniku zniszczenia, wyparcia przeszłości przedchrześcijańskiej utraciliśmy fundamentalny przyczółek naszego poczucia godności.

Przemysław Czapliński pisze w trochę innym kontekście o Marii Janion: „Badaczka widziała ratunek w odwołaniu się do wartości lokalnych, w umiejętności zachowania tego, co dana kultura uznaje dla siebie za właściwe” (4). Tożsamość narodowa opierać się może-musi na opowieści, która jest narracją zawierającą te wartości lokalne. Polega na odnalezieniu różnicy – odmienności, swoistości – najlepiej pierwotnej, założycielskiej, starożytnej – z okresu powstawania kultur rywalizujących czy też dominujących. Ponowoczesność daje nam, pewnie częściowo złudną, możliwość przebudowywania naszych dziejów.

Rezerwuarem wiedzy o naszej starożytności są przede wszystkim badania i poszukiwania realizowane przez badaczy okresu romantyzmu. Źródła naszej tożsamości narodowej powszechnie funkcjonujące w świadomości są w dużej mierze zakorzenione w romantyzmie, czerpiemy z nich jednak wybiórczo. Z jednej strony przejmujemy postawy mesjanistyczne i martyrologiczne, z drugiej – odrzucamy rezultaty poszukiwań dokonywanych przez romantyków, czyli elementy tożsamości przedchrześcijańskiej odnajdywane w tradycji i wierzeniach ludowych. Były one w XIX wieku próbą, można by tak rzec (z perspektywy krytyki postkolonialnej), napisania dziejów narodu różnych od stworzonych przez kulturę łacińską. A jakie są te, narzucone, ale zinterioryzowane dzieje narodu polskiego przez nas pisane? To dzieje Polski, której historia rozpoczyna się wraz z chrztem w 966 roku.

Zorian Dołęga Chodakowski (Adam Czarnocki) w dziele „O Słowiańszczyźnie przed chrześcijaństwem” opisał i wprowadził w obieg kultury ważne znamiona inności romantycznej: słowiaństwo, pogaństwo, antylatynizm, północność (5). Jednym z nielicznych uchwytnych przejawów kultury przedchrześcijańskiej był opisany przez Mickiewicza w II części Dziadów obrzęd obcowania ze zmarłymi; ujawniała się tu ludowa źródłowość i skrywana niezależność względem plebanii i dworu. Słowiańszczyzna przedchrześcijańska prezentowana w literaturze romantycznej jest „upiorna”, co mogło wynikać albo z faktu, że historia kultury słowiańszczyzny jako kultury pogaństwa pisana była z uwewnętrznionej przez polskich pisarzy i badaczy perspektywy chrześcijańskich kolonizatorów, albo też z typowo romantycznego zamiłowania do frenezji.

Ale jeśli chodzi o możliwość identyfikacji czy też ocenę z dzisiejszej perspektywy inności mitologii słowiańskiej, to przypomina się krytyka mitologii greckiej, opiewanej w eposach, dokonana przez Platona, który uznawał ją za niemoralną i nasyconą złymi wzorcami wychowawczymi. Jak widać, mitologii się nie wybiera.

Janion pisze: „Warto w tym miejscu wspomnieć o znamiennym rysie chrystianizacji Polski – o stosunku łacińskich misjonarzy do pogańskiej mitologii i religii Słowian. Zostały one w taki sposób zlekceważone i bezwzględnie zniszczone, że wśród badaczy powstało przekonanie – poparte brakiem źródeł – iż w ogóle prawie nie istniały” (6). Odmiennie, jak pisze autorka, przedstawiały się losy Irlandii nawróconej w V wieku, która przyjęła język łaciński, ale zdołała zachować jednak swoją odrębność, a także spisać swoją rdzenną celtycką literaturę.

Istniało w XIX wieku kilka wariantów utopii prasłowiańskiej. Najbardziej interesujący wydaje się Joachima Lelewela „mit pierwotnego gminowładztwa słowiańskiego, bezpośredniej demokracji, utraconego obywatelstwa stanu kmiecego w Polsce” (7). Jednak, jak powtarza Janion za Karolem Modzelewskim, doszukiwanie się w prasłowiańskich stosunkach społecznych pierwowzoru demokracji jest nadużyciem. System wiecowy miał charakter pierwotny i był w istocie zaprzeczeniem demokracji, charakteryzując się brakiem możliwości działania grupy bez całkowitej jednomyślności. Ta „demokracja”, w odróżnieniu od istoty współczesnej, nie tolerowała różnic.

W związku z polskim doświadczeniem rozbiorowym oraz geopolitycznym „pomiędzy” – Wschodem i Zachodem, Rosją i Niemcami – ukształtowała się religia patriotyzmu według paradygmatu romantycznego – obecna w polskiej świadomości do dziś. Ukształtowała ona wzorzec Polaka-katolika, który w związku z „patriotycznymi interesami do Boga” traci z pola widzenia transcendentalne przeżycie religijne i absolutyzuje, sakralizuje ojczyznę. „Mesjanizm tłumaczył, że, owszem, Polska została narażona na szczególne cierpienia i krzywdy, na wyjątkowy ucisk przez zło, ale to dlatego, że została wybrana przez Boga na ofiarę – za grzeszne narody. Aż nadto zrozumiała staje się wówczas angelizacja Polski, bardzo wyraźna na tle innych narodów, grzesznych i złych, jak zwłaszcza Rosjanie i Niemcy” (8). Angelizacja Polski prowadzi w oczywisty sposób do „satanizacji” jej prześladowców, sąsiadów.

Autorka w drugiej części książki („Polska w Europie”) wiele miejsca poświęca naszemu stosunkowi do Rosji, mówi o potrzebie rewizji naszego jej wyobrażenia. Przytaczane jednak argumenty, na przykład z książek Wiktora Jerofiejewa dekonstruującego pojęcie „duszy rosyjskiej”, nie są przekonujące, ani symptomatyczne dla myślenia i postaw w Rosji. Relacje z Rosją zbudowane są na wiekach agresji i rywalizacji, na jej orientalizacji przez będącą Zachodem a przynajmniej jego przedmurzem Polskę. Nasz stosunek do Rosji jest jednak powiązany z odrzuceniem jednego z korzeni polskiej tożsamości słowiańskości. Autorka przytacza również opinie badaczy, którzy twierdzą, że ziemie polskie, chrystianizowane w drugiej połowie dziesiątego wieku siłą, były wcześniej chrystianizowane w sposób pokojowy w obrządku wschodnim przez Cyryla i Metodego. Jest to jednak próba odkrycia naszych korzeni, nie zaś nawoływanie do panslawizmu, który był i bywa używany w imperialnych grach Rosji.

Głównym celem książki Janion jest zasypywanie przepaści między Wschodem i Zachodem we wszystkich możliwych sferach, kruszenie wzniesionych po obydwu stronach murów, które zdają się nie do przebicia, zmienianie myślenia, wedle którego Wschód jest negatywnym odbiciem Zachodu. Postulaty autorki są godne uznania z wielu powodów: po pierwsze, to Polska jest zawieszona nad międzykulturową przepaścią, a po drugie, nasz kraj mógłby stać się naturalnym łącznikiem i mediatorem pomiędzy dwiema kulturami, czego zresztą oczekiwali i oczekują nasi sojusznicy z Europy i Ameryki.

Słowiańszczyzna jest wypierana ze świadomości zbiorowej przez inne formy symboliczno-geograficzne, takie jak Europa Środkowo-Wschodnia, a to właśnie słowiańskość jest i może stać się fundamentem zbliżenia i dialogu. Dialog utrudniają jednak historyczne zaszłości i wzajemna nieufność, a także budowanie własnej tożsamości głównie w oparciu o stereotypizacje i kreowanie negatywnego obrazu drugiej strony. Janion pisze: „Nie znaczy to, że należałoby wymazać czy zarzucić pamięć o narodowych cierpieniach, potrzebują one jednak nowej narracji, nowej opowieści, nie powielającej romantyczno-narodowych schematów i stereotypów” (9).

Janion przypomina zastrzeżenia i potencjalne niebezpieczeństwa zgłaszane przez innych badaczy do jej koncepcji Słowiańszczyzny jako wyobrażonej wspólnoty słowiańskiej.

„Brakowiecki twierdzi, że koncepcja, którą przedstawiam (nazywa ją mitycznym „naszym Wschodem”) jest zajmującą konfabulacją, ale to „mit jeszcze bardziej niebezpieczny dla naszego zdrowia społecznego i moralnego niż Trup Trójkąta Weimarskiego”. Rozumiem obawy, zwłaszcza jedną, polską: przypisywanie do Słowiańszczyzny budzić może posądzenie o „słowianofilstwo” czy „panslawizm”, pojmowane jako podporządkowanie się rosyjskiemu imperializmowi, który maskował się zawsze pod hasłem „jedności słowiańskiej” (…) Druga obawa łączy się z faktem, że każdy mit etniczny, mit plemiennej tożsamości staje się łatwą pożywką nacjonalizmów i żerem faszystów” (10). W odpowiedzi na zarzuty autorka wyraża nadzieję, że podejście mniej histeryczne do spraw polsko-rosyjskich może wyjść nam na dobre, nie tylko w budowaniu normalnych relacji z Rosją, że umożliwi nam także zaakceptowanie w sobie wypartej słowiańskiej cząstki naszej tożsamości, którą orientalizujemy wraz z Rosją. Sugeruje rozdzielenie istniejących autonomicznych i autentycznych dążeń słowianofilskich od tych, także istniejących, które chciały podporządkować Polskę Rosji.

W drugiej zaś sprawie – mitu plemiennego – badaczka twierdzi, iż budowanie mitu etnicznego niekoniecznie musi prowadzić do nacjonalizmu i faszyzmu. Janion cytuje tu Tomasza Manna, który z dumą mówił, że wyrwał mit z rąk faszystów.

Niemożliwe jest poruszenie wszystkich wątków podniesionych w tej książce, projekt Janion jest maksymalistyczny, zarówno jeśli chodzi o zakres czasowy, którego dotyczą studia, jak i ilość i zakres prezentowanego materiału – od najstarszych śladów dotyczących historii ziem polskich, po ważne głosy pojawiające się w gazetach codziennych publikowanych niemalże w przeddzień druku książki. Ten rozmach i odwaga myślenia w dużej mierze przesądza o unikatowości i wartości tej pracy w jej szerokiej perspektywie można podjąć rzeczową i trudną dyskusję o polskiej tożsamości.

W ostatnim rozdziale („Rozstanie z Polską?”), mówiąc o niechęci do podejmowania tej fundamentalnej problematyki, badaczka wspomina o pospiesznej i pobieżnej debacie przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej: „(…) ujawnia się (…) obrona przed trudną pracą nad definicją polskości, ponieważ – jak można się domyślić – musiałaby ona być redefinicją, procesem debaty nad ponownym samookreśleniem, może dekonstrukcją tego, co zastane, i odczytywaniem subtekstu naszej kultury” (11). Brak poważnej i całkowicie otwartej, odważnej debaty zwiększa rozdźwięk pomiędzy językiem romantycznych kalek, używanych w języku polityki, a zagubieniem i frustracją młodego pokolenia otwartego na świat i sfrustrowanego brakiem perspektyw w kraju.

Książka Janion jest szeroko zarysowanym zadaniem, ten imponujący projekt przemawia do mojej wyobraźni, choć rzetelność i ugruntowanie naukowe analiz rozbija co rusz, łatwo budowane przez rozbudzonego czytelnika, mityczne struktury.

Marek Kozicki

PRZYPISY:

(1)    Maria Janion, „Niesamowita Słowiańszczyzna”, Kraków 2006, str.10.

(2)    Anthony Giddens, „Nowoczesność i tożsamość”, Warszawa 2006, str. 8-9.

(3)    Maria Janion, op. cit., str. 12.

(4)    Przemysław Czapliński, „Powrót centrali”, „Kresy” 2005 nr 1-2, str. 39.

(5)     Maria Janion, op. cit., str. 49.

(6)    Ibidem, str. 13.

(7)    Ibidem, str. 51.

(8)    M. Janion, op. cit., str. 193.

(9)    Ibidem, str. 289.

(10)    Ibidem, str. 22.

(11)    Ibidem, str. 303.


Dekada Literacka 2006, nr 6 (220)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas