poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
AGNIESZKA WESOŁOWSKA
Wiersze
Dekada Literacka 2006, nr 6 (220)

Lament uliczny

Ulico – w przydrożnym skupieniu
wyciągasz do mnie ręce
przebiegasz przez moje stopy
i zostawiasz w nich ślad

Pewnego razu - ulico
tam za siedmioma blokami
szłam i ludzie też szli

A to był taki tydzień –
ktoś umarł spośród nas
i mówił że z miłości

Tak. To był wielki czas
ale też była mgła
i my nie widzieliśmy
ulico żadnych łez

Hej wierzbo
ciesz się ciesz

Ulico – my twój sad
gruszki i śliwki i liście
a przeklął nas twój wiatr
gdy miało nastąpić przyjście

akurat zimy
Akurat zimy

I pada taki deszcz
iglasty, cichy, biały
Wierzbo ulicę czesz
chmurnymi korzeniami
 

Skwer

I

To prawda. Plac jest pusty
i tylko stada fajansowych domków
w czułości światła się pasą.

Układ słoneczny zamknięty,
na prawo przechodzi w jasny krwiobieg
przy wtórze barw potrzebnych.

Dzień kończy się odruchem wiatru
językiem dolin błyskiem
po raz kolejny niewyrażonym przez grzmot.

II

Aleja w poprzek idąca jest akurat
jak na tutejsze niebo
i może trochę zbyt wąska
jak na nasze zawiłe pochody

Bo nosimy na szyi bardzo wielkie dni
które przecież przyjdą. I nie będzie czarnych kotów,
potłuczonych pamiątek, zgubionych okularów.

A tymczasem za głuchy telefon
przychodzi wielki rachunek sumienia.
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas