poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA KUSIAK
Co dziś znaczy patriotyzm?
Dekada Literacka 2006, nr 6 (220)

Patriotyzm w słowniku definiuje się jako „miłość do ojczyzny i własnego narodu“. Miłość, dodajmy, o charakterze miłości synowsko–rodzicielskiej, bo przecież słowa „ojczyzna“ i „patriotyzm“ odnoszą nas do postaci ojca, samą Polskę zaś umieszcza się zazwyczaj w archetypie matki. Za Polskę rodzicielską, dającą język i korzenie, walczyło się więc podczas kolejnych wojen, zgodnie z zasadą, że zniewagi wobec rodziców się nie wybacza. Niektórzy – to zdarza się w wielu rodzinach – emigrowali, nie mogąc znieść tego niewybieranego dziedzictwa i – przychodzi tu na myśl freudowska figura ojcobójstwa – jak Gombrowicz próbowali zrzucić brzemię, Ojczyznę zastąpić Synczyzną. Próbowali, szarpiąc więzy, zerwać je – bezskutecznie, bo, jak w sidłach, im bardziej próbujesz się uwolnić, tym mocniej sznur zaciska się na gardle. Miała więc Polska synów walecznych i synów marnotrawnych, którzy zawsze – nie chcąc – wracali. Dopiero moje pokolenie, pokolenie urodzonych już po stanie wojennym, któremu obcy jest widok czołgu stojącego na ulicy i ciężar butelki z benzyną, pierwsze pokolenie wychowane wreszcie w normalnych w gruncie rzeczy warunkach pokoju, robi to, co robią setki normalnych dzieci na całym świecie: po osiągnięciu odpowiedniego wieku i wykształcenia opuszcza dom i rodziców, by rozpocząć niezależne życie. Opuszcza go bez szarpania się i prób ojcobójczych, dlatego skuteczniej, spokojniej i ostateczniej. Nie chyłkiem ani transatlantykiem jako cudownym zbiegiem okoliczności, ale na zarezerwowanym odpowiednio wcześniej miejscu w samolocie linii Centralwings albo Sky Europe. Córki i synowie oczywiście deklarują, że matkę-Polskę zawsze kochać będą, chleb kupują tylko w małej polskiej piekarni w Edynburgu i wysyłają kartki na święta – naprawdę piękne kartki z ośnieżonym pałacem Buckingham.

Co dziś znaczy patriotyzm? Co znaczył kiedyś? Czy patriotyzm należy do sfery prywatnej, rodzinnej właśnie, sfery indywidualnych odczuć i emocji, czy też jest sprawą publiczną, polityczną, „wielkim zbiorowym obowiązkiem“. W Starożytnej Grecji sfera domu – „oikos” i sfera państwa – „polis”, były starannie oddzielone. Obie były ważne, choć to agora była miejscem zdobywania cnót moralnych, a więc w jakiś sposób wyższa. Miłość do ojczyzny była „miłością publiczną”. W języku starogreckim tego samego słowa używało się na określenie miłości do polis i erotycznej miłości do kochanka. Bo kochanków, młodych chłopców, też zdobywało się na agorze, uwodząc ich politycznymi przemowami i erudycją. Dom był miejscem przeznaczonym dla kobiet, opiekujących się potomstwem i dbających o „oikos” – ekonomię gospodarstwa domowego. Dziś słowo miłość wydaje nam się słowem najbardziej prywatnym, odnoszącym nas do głębi uczuć osobistych, które właśnie przed światem publicznym powinno się skrywać i chronić.

W słynnej książce “The Fall of Public Man” Richard Sennett dowodzi, że przez ostatnie dwa stulecia upadła kultura publiczna, kultura ról, masek i konwenansu, żywych dyskusji politycznych podejmowanych z obcymi w Kaffeehausach. W zamian wybrano autentyczność poszukiwaną na drodze psychologizmu, wartości rodzinne jako miernik cnoty moralnej i bezpieczeństwo ukrytego przed obcymi „ja”. Człowiek publiczny upadł, czego symptomem jest ocenianie wiarygodności polityka nie tyle po jego kompetencjach, co po tym, za jaką osobę się go uważa – czy kłamał na temat swoich romansów, z kim je miał i czy naprawdę współczuje górnikom. Któżby tak ocenił Juliusza Cezara?

Także miłość się zmieniła. Miłość publiczną Sennett odkrywa m.in. w erotyzmie, który – sprywatyzowany – przemienił się po prostu w seksualność. Kiedy więcej było form, norm i zakazów, miłość kochanków odnosiła ich do całego społeczeństwa, kobiet nie podrywało się, a uwodziło, czasem łamiąc, a czasem wypełniając nakaz społeczeństwa. Miłość jako sprawa społeczna mogła być groźna, każdy związek mógł się okazać niebezpiecznym związkiem, ktoś mógł przegrać, a ktoś wygrać w grze form, chwytów i półsłówek. Plansza takiej gry zawsze jednak była publiczna, wszystko zaczynało się od wielkich przyjęć i spotkań w foyer teatru, gdzie nie było mowy o dosłowności. Nikt rzecz jasna nie twierdzi, że te czasy, choć pełne uroku (pełne także ucisku), powinny powrócić, jednak wraz z zasadą „wolnoć Tomku“ zanikła prawie zupełnie zdolność do jakiejkolwiek miłości publicznej, która jest nie tylko sprawą moją, ale całego społeczeństwa – do patriotyzmu wyrażającego się nie tylko w tradycyjnym sposobie pieczenia schabowego, ale na przykład w powszechnej aktywności politycznej.

Co dziś powinien znaczyć patriotyzm? To co zawsze: miłość do ojczyzny i do własnego narodu. Ale miłość wychodzącą poza własne przeżywanie, poza sentymentalne wzruszenie własnym wzruszeniem, gdy wygrywają nasi siatkarze. Obejmującą nie niczyje a publiczne korytarze wspólnych bloków, brzydkie place, o które można zadbać, i ludzi, z którymi można podyskutować o naszych – nie „onych“ – politykach.

Nawet, jeśli Polska jest matką, miłość do niej nie pozostaje prywatną sprawą. Francuska Marianna to też matka, na rewolucyjnych rycinach karmiąca Francuzów mlekiem z jakże apetycznej piersi. Clement maluje ją z pełnym, jędrnym biustem o sterczących sutkach i podpisuje obraz „Republikańska Francja ofiarowuje swoje łono wszystkim Francuzom”. To matka, ale jednocześnie kochanka, którą – jeśli chcesz, by była naprawdę twoja – musisz uwodzić publicznie, publicznym czynem, publiczną mową i kształtowaniem publicznej przestrzeni.

Miłość do pięknej Marianny, do greckiego chłopca z agory i do matki Polski – to patriotyzm. To miłość publiczna, miłość czynu, której nie da się pielęgnować jedynie w głębi swego serca, śpiewając cicho polską kolędę pod pałacem Buckingham, z wolna pokrywającym się równą warstwą śniegu.

Joanna Kusiak

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas