poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ BOCHEŃSKI
„Jedyny czyn, i tego nie móc spełnić”
Dekada Literacka 2006, nr 6 (220)

Legenda Witkacego? Jedynie stereotypowe cechy nowoczesnego artysty. W legendzie znalazło się miejsce na „sztuczne raje”, „erotomanię”, „ekstrawagancję”, „prowokacje”, „niezrozumienie” i „tragiczny koniec”, nie znalazło – na patriotyzm. „Dziwny” Witkacy zasłonił Witkiewicza patriotę – romantyka, który w walce o wolną Polskę szukał sensu istnienia. Witkacy romantyk? Prawda, taka etykieta brzmi zaskakująco, jak propagandowy frazes. A jednak polityczna biografia Stanisława Ignacego układa się w tragiczną, romantyczną opowieść o artyście, któremu „przeklęty” los napisała historia Polski. „A cóż nam przeszkadza nazwać Witkacego Ostatnim Wielkim Romantykiem Polski Odrodzonej” – napisała przed wielu laty (w roku 1974) Anna Micińska (1). Coś przeszkadza, skoro tytuł się nie przyjął.

Stanisław Ignacy Witkiewicz wychowany został w domu o wielkich tradycjach patriotycznych. Jego dziad ze strony ojca, Ignacy (1814-1868) brał udział u boku swego ojczyma Narbutta (który zginął w 1831 roku, pod Szawlami) w powstaniu listopadowym. W powstaniu styczniowym Ignacy – ojciec dziewięciorga dzieci – wziął czynny udział wraz z żoną Elwirą. Jako naczelnik cywilny powiatu szawelskiego został aresztowany i uniknął kary śmierci tylko dzięki protekcji bratowej żony – damy dworu carskiego (2). Gdy upadła insurekcja, skonfiskowano jego majątek i pozbawiono „praw stanu”. Po rocznym areszcie został skazany na stałe zesłanie na Syberię, do Tomska. Z zesłania nie wrócił. Umarł na statku rzecznym w 1868 roku, kiedy po staraniach rodziny uzyskał prawo powrotu z wygnania. W powstańczych działaniach rodzicom pomagał syn Stanisław (miał wtedy 12 lat) – ojciec Stanisława Ignacego. Woził beczki z prochem, prowiant, owies dla koni (3). Widział represje popowstaniowe – areszt, konfiskatę majątku. Na Syberię udał się wraz z ojcem. W 1868 roku pojechał do Warszawy, by wyjednać dla bliskich prawo powrotu z zesłania. Matka Witkacego – Maria z Pietrzkiewiczów – także była córką powstańca z 1863 roku. Rodzice Stanisława Ignacego przyjaźnili się z Józefem Piłsudskim, bliskim krewnym (ciotecznym bratem Stanisława Witkiewicza). Dodajmy, że w rodzinie Witkiewiczów pamiętano o legendzie Wallenroda – Jana Prospera Witkiewicza (4) (brata Ignacego).

Jakie znaczenie miało wychowanie patriotyczne w edukacyjnym planie Stanisława Witkiewicza, możemy się domyślać. Ojcowska cyropedia miała obudzić w Witkacym przede wszystkim dobrego, współczującego człowieka. Także artystę. Dobroci nie mógł sobie wyobrazić Witkiewicz-ojciec bez duchowego udziału w dążeniach społeczeństwa do wyzwolenia i bez realizacji marzeń o wolności. Jak można wywnioskować z listów do syna – Witkacy przeciw wartościom ojca uzbrajał się w idee indywidualistyczne. Na przekór ojcu naturaliście wieszał na ścianie cytat z Whistlera lekceważący studiowanie natury, na przekór postawie społecznikowskiej wybierał gest dandysa, na przekór dobroci epatował demonizmem. Bronił się przed współczuciem, ale czy przekreślał „współ” również przed słowem Polska? Na prowokacje syna odpowiadał Witkiewicz-ojciec cierpliwymi napomnieniami i wskazówkami. W 1905 roku, po wypadkach styczniowych, pouczał syna (list z 21 stycznia): „Odbywają się wielkie ruchy zbiorowej duszy i źle by było, żebyś przeżył ten czas nie wiedząc o tym. Żebyś zrozumiał stosunek jednostki do tych ruchów, żebyś pojął, że ta swoboda życia intelektualnego, którą posiadasz, wydzieliła się dopiero z takiego właśnie waru rewolucyjnych ruchów” (5). Niecały tydzień później (27 stycznia) ponownie zachęca Witkacego: „Udział w wielkich wypadkach powiększa duszę i odrywa od małych i marnych, egoistycznych ciasnych interesów i płytkich przyjemności” (6). Na podstawie listów i pośrednio na podstawie „622 upadków Bunga” możemy domyślać się, że Witkacy w uspołecznieniu widział raczej zagrożenie indywidualnej aktywności twórczej niż szansę na „powiększenie duszy”. Ale lekcji ojca ani nie lekceważył, ani nie zapomniał. Nie znamy listów Witkacego (poza nielicznymi wyjątkami) do ojca, znamy jednak odpowiedzi Witkiewicza. Sądząc z listu z 29 stycznia, można założyć, że Stanisław Ignacy pytał ojca o powodzenie powstania w Polsce. Zapewne zastanawiał się w zaginionym tekście, czy można wykorzystać zamieszanie rewolucyjne w Rosji, skoro ojciec w następujący sposób odpowiadał: „Co do powstania to jest tak: powstania być nie może. Nie może być wojny, ponieważ nie ma żadnych środków jej prowadzenia. Nasz kraj przyrodniczo i społecznie stał się nie do użycia w jakiejkolwiek partyzanckiej wojnie.(...) Nie wyrosłeś w atmosferze spisku i nie masz – w tej chwili – pewnych przymiotów do tego potrzebnych – i nie znasz tego świata. Obeznaj się z tym. Przeczytaj to wszystko, co o tym pisze Piłsudski. (...) Nie, synu, do powstania nie idź. Zabierz się do wychowania siebie na siłę w walce” (7). Witkiewicz waha się – uważa powstanie za anachronizm i zachęca syna, by zdobył potrzebne do spiskowania przymioty. Wątpić należy, czy Witkacy wyrabiał w sobie ducha spiskowca. Nie uczestniczył „programowo” w życiu społecznym i kwestiami politycznymi zapewne zanadto się nie interesował. Aż do wybuchu I wojny.

Wojna zastała go w Australii, gdzie udał się – jak wiadomo – na wyprawę etnologiczną z Malinowskim, by uciec przed „nonsensem istnienia” wywołanym samobójczą śmiercią narzeczonej. Paradoksalnie wojna stała się remedium na poczucie absurdu. Witkacy – poddany rosyjski postanawia jak najszybciej wrócić do Polski, by walczyć o niepodległość. Wrócić z Australii nie było łatwo. Zanim załatwił sprawy urzędowe (8), Witkacy cierpiał z powodu bezsilności: „W tak strasznej chwili, kiedy krajowi i Wam – pisze do rodziców – grozi niebezpieczeństwo, ja nie mogę się do Was dostać – o tysiące kilometrów od Was odległy w bezsilności i rozpaczy” (9). Rozpacz pogłębia dręczące Witkacego poczucie winy za śmierć narzeczonej i odczucie miałkości własnego życia. Witkacy nie tylko pragnie walczyć o niepodległość, ale i heroicznym czynem chce „usprawiedliwić swe nędzne istnienie”. Tak nauka Witkiewicza-ojca, by poprzez „udział w wielkich wypadkach” oderwać się od egoistycznych interesów, znajduje zastosowanie, przyznajmy – terapeutyczne. Syn chciałby i wstąpić do Strzelca, i śmiercią nawet okupić winę. Wybór zaiste Makbetowski. „Jakże zazdroszczę tym, którzy mogą spełnić teraz obowiązek. Mówiłem żartem, że jedyna rzecz, to zapisać się do Strzelca. Ale w czasie pokoju wydawało mi się to farsą w tym stanie w jakim byłem. (...) Czemu nie mogę być tam i walczyć, i przynajmniej śmiercią pożyteczną zatrzeć te wszystkie złe rzeczy, które popełniłem” (10).

Do ruchu strzeleckiego jednak nie przystępuje. W drodze powrotnej do Polski postanawia walczyć o niepodległość po stronie rosyjskiej. Co wpłynęło na jego decyzję? Przekora wobec ojca? Wątpliwe. Rodzinne znajomości w Petersburgu? Prawdopodobne. A może wpływ Micińskiego? Najprawdopodobniej Witkacy sam na podstawie skąpych informacji ocenił sytuację polityczną. I może już wtedy rozmyślał nad korzyściami duchowymi płynącymi z kontaktów z kulturą rosyjską. Zamiast udać się do „wuja Ziuka”, wybrał walkę u boku Rosji przeciwko Niemcom – głównemu wrogowi niepodległości Polski. Jak wiemy z pisanego już w Petersburgu listu do Malinowskiego, Witkacy czuł się osamotniony w tym politycznym wyborze, i zdeterminowany: „Garstka strzelców, walcząca o kawałek Galicji razem z Niemcami, którzy spustoszyli w najokropniejszy sposób większą część Królestwa i pastwią się nad tamtejszymi Polakami jak zwierzęta, jest rzeczą tragiczną i potworną. Honor żołnierski, który ich trzyma przy Austrii i każe walczyć razem z Niemcami, tak piękny w innych warunkach, jest w tym wypadku czymś okropnym. Tak to w naszych nienormalnych warunkach cnoty stają się zbrodniami przeciwko duchowi narodu. Byłem sam w moich myślach o Rosji i konieczności walczenia z nią przeciw Niemcom i przeszedłem straszne chwile na ten temat” (11).

Witkacowska ocena (z października 1914 roku) ruchu strzeleckiego – „zbrodnia przeciwko duchowi narodu” – brzmi oczywiście bardzo radykalnie. Równie radykalnie brzmią również oceny Strzelca wygłaszane przez Tadeusza Micińskiego, który pisał o „psuciu wszelkiego mostu zgody i lepszej przyszłości” (12). Całkiem inaczej oceniał działania Piłsudskiego Witkiewicz-ojciec (list z końca 1914 roku): „Wuj Ziuk zawsze z tą samą niezmordowaną energią walczy z przeciwnościami życia, pracując ze swymi dziećmi nad lepszym jutrem. Trudności, które pokonali ku zdumieniu ludzi kompetentnych, nie wyczerpały jednak ich zadania i mają wiele do zrobienia” (13). List ojca niewiele mógł zmienić, gdyż syn szkolił się już w wojskowej szkole oficerskiej. Służba wojskowa przyniosła mu także coś, czego najbardziej pożądał – lek na „apatię i inercję”. Trzymał się prosto, był spokojny i radosny – jak pisze do jego matki Aniela Jałowiecka (jej zabiegi umożliwiły Witkacemu służbę w carskiej armii). Zapewne nie tylko wojskowy regulamin odmienił niedoszłego samobójcę, ale również przekonanie, że służy niepodległości. Przypuszczam również, że młody Witkiewicz w wojnie znajdował nadzieję na zagładę starego świata, świata niesprawiedliwości społecznej i fałszywych ideałów. To zaskakujące, ale obaj Witkiewiczowie oczekują po wielkich ruchach społecznych ustanowienia nowego społecznego porządku. Zaskakujące, gdyż pochodzą przecież z Kresów, ze świata, który tworzyły różne nacje, w miarę pokojowo współistniejąc, ze świata, który wojna skazywała na zagładę.

Pod koniec wojny Witkacy być może starał się o przeniesienie do oddziałów polskich tworzonych w Rosji przez generała Żeligowskiego. Na pewno zakończył służbę w armii carskiej oddelegowany do tzw. Naczpolu (Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego) przygotowującego żołnierzy do służby wojskowej w kraju. Jak wiadomo, po powrocie do Polski rozpoczął intensywną działalność artystyczną i filozoficzną. Wiele energii zużywał na działalność krytyczną, od której oczekiwał między innymi realizacji ważnego celu społecznego – podniesienia poziomu dyskusji intelektualnych w Polsce. Programowo nie interesował się życiem politycznym. Jak piszą zgodnie witkacolodzy, w Rosji narodził się dojrzały twórca – Witkacy. Już nie dandys, choć jeszcze nie człowiek uspołeczniony (w myśl formuły Witkiewicza-ojca). Jego cele zdają się jedynie artystyczne, choć w istocie ukrywają plan duchowego przeistoczenia społeczeństwa. Nie interesuje się Witkacy polityką, choć wie o niej całkiem dużo. Odżegnuje się od politycznej interpretacji „Wścieklicy” i portretuje Piłsudskiego w „Nienasyceniu”. Jan Błoński, który z właściwą sobie przenikliwością tropił polityczne aluzje w powieściach Witkacego, doszedł do wniosku, że autor dużo wiedział o „bieżącej” polityce, choć wiedzę tę mieszał z iluzjami historiozoficznymi. Z pewnością autor Szewców podziwiał Piłsudskiego, gdyż widział w nim wielką jednostkę „zabłąkaną w epokę skazaną na przeciętność przez masy, samotnego rycerza, władczego a tolerancyjnego, wyniosłego i skromnego w potrzebach, prostego w zachowaniu a wykształconego literacko i (...) w najgłębszym też znaczeniu odważnego” (14) – jak celnie napisał Błoński. Społeczeństwo opisane w „Nienasyceniu”wygląda jednak przerażająco: bezideowe, pseudofaszystowskie, ogłupiałe, żyjące pozorami, zmierzające do katastrofy.

W latach 30. Witkacy wypowiada się często w kwestiach społecznych i politycznych, choć nadal podkreśla swój status laika. Agresywny publicystyczny ton publikacji ma obudzić „pozorne społeczeństwo”. Pisze więc „Niemyte dusze” (1936) – rozrachunek z polskim duchem. Tak realizuje się „Witkiewiczowska tradycja” – ostatecznie syn wstępuje w ślady ojca (15). „Niemyte dusze” wymierzone są w „nadętą hołotę”, prawdziwego bohatera współczesności, w polskie kompleksy, w „napuszenie” i powierzchowność życia publicznego, także w niechlubną przeszłość narodową, ograniczoną głównie do demokracji szlacheckiej. W poglądach Witkacego symbolem współczesnej płytkiej kultury staje się Polak: napuszony, zakłamany, uciekający od samoświadomości, pyszniący się bohaterami z przeszłości – postać żałosna. Tak łączy autor katastroficzne z istoty przekonanie o zaniku wielkich jednostek z krytyką stanu kultury w Polsce. Czy jest jakieś wyjście? Witkacy przekonuje, że „trzeba zacząć walić w mordy, myć niechlujne pyski i głowy (...), bo naprawdę, jak przyjdą wypadki przerastające naszą epokę obecną (...) to mogę zastać już nie naród, a kupę płynnej zgnilizny” (16). Inne wyjście to rewolucja od góry, zrobiona przez wybitną jednostkę świadomą duchowego upadku ludzkości. To koncept naprawdę niepokojący. „Marzyłem zawsze, że Hitler, ten bezsprzecznie jedyny naprawdę prócz Stalina z jajami facet w Europie, skondensowawszy się do maksimum zrobi czysto społecznego szpryngla, tzn. rewolucję, raczej transformację od góry, i zaprowadzi radykalnie socjalistyczny ustrój, tzn. naprawdę demokratyczny, bez zakłamań dotychczasowej demokracji, ustrój pozbawiony jednocześnie koszarowości i falansteryzmu. Ustrój, w którym będzie miejsce na to moje minimum własności: szczotkę do zębów, kobietę i domek z ogródkiem, a mimo to wyzysk jednych przez drugich i niewolnictwo będzie uniemożliwione” (17). Anna Micińska dostrzegła w tym fragmencie Witkacowską ironię. Jeśli ironia to jedynie w syndykalistycznej utopii, a nie w nadziejach wiązanych z Hitlerem. Jak tłumaczyć te nadzieje? Witkacy był wyznawcą romantycznej z ducha historiozofii (Burckhardt, Carlyle, Renan), która przypisywała wielkim jednostkom zasadniczą rolę w kształtowaniu historii. Od takich jednostek oczekiwał, że przeciwstawią się „mdłej demokracji” i stworzą nowy ustrój sprzyjający indywiduum, a nie – masom. W cytowanym fragmencie dawne rojenia Witkacego o społeczności ukształtowanej na podobieństwo renesansowych miast włoskich (echo lektury Burckhardta), zastąpiła wizja ludzkości bez wyzysku, bliska marzeniom Witkiewicza-ojca. Wydawało się autorowi Niemytych dusz, że radykalna zmiana poziomu życia Polsce możliwa będzie jedynie dzięki krytyce. Celem tej krytyki było – jak sądzę – przeobrażenie Polaka-stadnego w Polaka-samoświadomego, masy w społeczność indywiduów. Nie miał jednak Witkacy złudzeń, że nawet taka społeczność ocaleje w mechanizującej się Europie. Stąd w nadziejach wiązanych z Hitlerem widziałbym raczej akt rozpaczy niż kalkulację polityczną. Bo jak można od przywódcy totalnej społeczności oczekiwać, że odtworzy społeczność żyjących w pokoju jednostek?

Czarnowidztwo popychało Witkacego nie tylko do takich koncepcji. „Jeśli staniemy na stanowisku sprawiedliwości ogólnej, nie ma wznioślejszej idei, jak bolszewizm, tzn. idei jak najprędszego przeprowadzenia materialnej równości wszystkich ludzi na świecie i, jak chcą optymiści, stworzenia przez to samo nowych duchowych horyzontów ludziom, którzy nie mieli do nich prawa” (18) – pisał w 1931 roku. Przecież Witkacy zdawał sobie sprawę dokąd może zaprowadzić bolszewizm – do „kretynowiska” i terroru. A jednak uznawał konieczność radykalnych zmian.

Ewolucję swoich poglądów przedstawiał następująco: „przeszedłem pod wpływem nieomal „czynnego” udziału w początku rewolucji rosyjskiej dziwne transformacje poprzez artystyczny arystokratyzm aż do ideologii eserów, a następnie bolszewików, a obecnie przez chwilowe zasugestionowanie się faszyzmem do pewnej transformacji komunizmu” (19). Co zostaje zatem arystokratycznemu artyście na pocieszenie? Jedynie nadzieja, że „ślepa nienawiść do wszystkich tworów indywidualistycznej kultury” zostanie usunięta w przyszłym prawdziwie demokratycznym społeczeństwie. W cytowanym artykule nadzieja ta umiera kilka wersów dalej: „pewnym jest, że szczęście ogólne musi przyjść w formie mechanizacji i zaniku indywiduum” (20). Podsumujmy. Niechęć do nierówności każe Witkacemu sympatyzować z „pewną transformacją komunizmu” i zajmować się podniesieniem poziomu świadomości społecznej w Polsce. Jak zwykle z autorem „Szewców” – jeden krok w przyszłość (komunizm) i jeden w przeszłość (cofnięcie kultury). Istotniejsze jest jednak coś innego. Witkacy traktuje swe rozważania jako gest odpowiedzialności społecznej, jako szczerą próbę wpływania na kształt życia publicznego, gdyż wierzy, że krytyka pozwala społecznościom decydować o własnym losie.

We wrześniu 1939 roku ten oficer rezerwy 5. Pułku Strzelców Podhalańskich w Przemyślu zgłasza się do komisji poborowej, ale z powodu stanu zdrowia nie zostaje wcielony. Wraz ze swą ostatnią miłością, Czesławą Korzeniowską, udaje się na wschód. Na każdym większym postoju zgłasza się do komisji poborowych, ale nikogo się nie przyjmuje, bo nie ma broni i ubrań dla ochotników. Dręczą go wizje przyszłości. 18 września kończy z sobą (21). „Ostatni Wielki Romantyk Polski Odrodzonej”?!

Tomasz Bocheński

PRZYPISY:

(1) A. Micińska, „Istnienie Poszczególne Stanisław Ignacy Witkiewicz”, oprac. J. Degler, Wrocław 2003, s. 210.

(2) Informacje na temat rodziny Witkiewiczów zebrała Anna Micińska. Zob. A. Micińska, op. cit., s. 21–30.

(3) Ibidem, s. 27.

(4) Zob. W. Jewsiewicki, „Batyr. O Janie Witkiewiczu 1808–1839”, Warszawa 1983. Jewsiewicki pisze również o legendzie rodzinnej Witkiewiczów w rozdz. „Mit rodzinny”, s. 274–286.

(5) S. Witkiewicz, „Listy do syna”, oprac. B. Danek-Wojnowska i A. Micińska, Warszawa 1969, s. 226.

(6) Ibidem, s. 227.

(7) Ibidem, s. 230, 231.

(8) Witkacy starał się o powrót m.in. w konsulatach Rosji i Austrii.

(9) S.I. Witkiewicz, „Listy do Malinowskiego”, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2000, nr 1–4, s. 267.

(10) Ibidem.

(11) S.I. Witkiewicz, „Listy do Bronisława Malinowskiego”, Warszawa 1981, s. 101. Za orientacją rosyjską opowiadało się wielu pisarzy, m.in. T. Miciński, A. Świętochowski, J. Weysenhoff, A. Niemojewski, W. Gomulicki.

(12) Zob. E. Flis, „Polskość jest wyzwaniem” – „Miciński w przededniu i w dobie wielkiej wojny”, [w:] „Pierwsza wojna światowa w literaturze polskiej i obcej. Wybrane zagadnienia”, pod red. E. Łoch, K. Stepnika, Lublin 1999, s. 153.

(13) S. Witkiewicz, op. cit., s. 631.

(14) J. Błoński, „Witkacy. Sztukmistrz, filozof, estetyk”, Kraków 2000, s. 271.

(15) Uspołecznienie Witkacego opisuje dokładnie A. Micińska, op. cit., 205–239.

(16) S. I. Witkiewicz, „Dzieła zebrane”, t. 12: „Narkotyki. Niemyte dusze”, Warszawa 1993, s. 247.

(17) Ibidem, s. 241.

(18) S.I. Witkiewicz, „Bez kompromisu. Pisma krytyczne i publicystyczne”, zebrał i opracował J. Degler, Warszawa 1976, s. 380.

(19) Ibidem, s. 385.

(20) Ibidem, s. 306.

(21) Wszystkie informacje na podstawie J. Degler, „Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, czerwiec 1918 – wrzesień 1939”, „Pamiętnik Teatralny” 1985, z. 1–4.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas