poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
GRAŻYNA STACHÓWNA
„Upiór w Operze” Webbera
Dekada Literacka 2006, nr 4 (218)
A. L. Webber, „Upiór w Operze”. Teatr Palladium Stage w Warszawie Reżyseria i scenografia: Jakub Wocial.


Z różnych powodów wystawia się spektakle teatralne: chęci poszerzenia repertuaru, zwabienia widzów, uzyskania pieniędzy, wylansowania autora, sztuki czy aktora, odniesienia sukcesu, kształtowania opinii, pełnienia misji, wywarcia określonego wpływu propagandowego... Zdarza się jednak także, choć chyba wcale nie tak często, że jakiś spektakl wystawia się z miłości. Z miłości do tekstu i bohatera, z przemożnej chęci podzielenia się własną fascynacją z innymi. I to jest właśnie powód wystawienia polskiej prapremiery musicalu Andrew Lloyda Webbera „The Phantom of the Opera – Upiór w Operze” (1) przez Jakuba Wociala w Teatrze Palladium Stage, mieszczącym się w warszawskim Domu Na Smolnej (ul. Smolna 9, wejście od Alej Jerozolimskich 2).

Zamierzenie wydawało się karkołomne zważywszy wagę tradycji związanej z literackim, filmowym i scenicznym Upiorem Opery, sławę musicalu Webbera i wszystkie kłopoty, jakie musiał pokonać polski inscenizator.

“Those who                                      
have seen your face                         
draw back                                  
in fear...                                   
I am                                                   
the mask you wear... “ (2)                 

“Ci, którzy
widzieli twą twarz,
cofali się
w strachu...
ja jestem
maską, którą nosisz...”

9 października 1986 roku w londyńskim Her Majesty’s Theatre odbyła się światowa prapremiera musicalu Andrew Lloyda Webbera “The Phantom of the Opera”. Scenariusz napisali wspólnie Webber i Richard Stilgoe, słowa songów – Charles Hart, scenografię zrobiła Maria Björnson, reżyserował Harold Prince, w roli tytułowej wystąpił Michael Crawford, Krystynę śpiewała Sara Brightman, a Raoula – Steve Barton. Widowisko odniosło wielki sukces, do dziś grane jest w niezmienionym kształcie inscenizacyjnym, choć oczywiście przez kolejną obsadę aktorską, w tym samym teatrze na West Endzie. Mogę zapewnić – widziałam je w listopadzie 2004 roku – że nadal jest znakomite i wywiera niezapomniane wrażenie, a widzowie zapełniają widownię Her Majesty’s Theatre do ostatniego miejsca, co wróży mu dalsze trwanie i pobicie rekordu Kotów, innego musicalu Webbera, granego w Londynie nieprzerwanie przez 21 lat. W 1988 roku „Phantom” podbił Broadway, a potem rozpoczął triumfalny marsz po świecie wystawiany w różnych miastach, od Wiednia przez Toronto i Meksyk do Tokio, zawsze w tej samej londyńskiej inscenizacji – takie są bowiem zasady musicalowego biznesu – w identycznej scenografii i kostiumach, a nawet z dokładnie tym samym afiszem reklamowym: na czarnym tle biała jedwabna maska, czerwona róża i charakterystyczne „popękane” liternictwo napisów.

Wkrótce po londyńskiej premierze dokonano w Anglii pierwszego nagrania musicalu Webbera na czarnej płycie winylowej, kolejne robiono już na płytach CD. Oprócz wersji w języku angielskim, brytyjskiej (1986) i kanadyjskiej (1989, z Colmem Wilkinsonem, moim zdaniem najlepszym odtwórcą partii Upiora), istnieją także wersje w językach narodowych: trzy japońskie (1988, 1992 i 1999), szwedzka (1989), austriacka (1989), niemiecka (1990), holenderska (1993), meksykańska (1999), koreańska (2002) i węgierska (2003). Do tego dodać jeszcze trzeba trzy angielskie nagrania wyboru najpiękniejszych arii z musicalu i niezliczone rejestracje poszczególnych songów dokonane przez różnych solistów.

Komponując „The Phantom of the Opera”, Andrew Lloyd Webber był już uznanym mistrzem współczesnego musicalu i odnowicielem tego gatunku, któremu udało się przełamać dotychczasową hegemonię twórców amerykańskich. Miał za sobą wiele spektakularnych sukcesów, „Józef i jego cudowny płaszcz” (1968–1976), „Jesus Christ Superstar” (1970, wersja filmowa Normana Jewisona 1973), „Evita” (1978, wersja filmowa Alana Parkera, 1996), „Koty” (1981, wersja telewizyjna Davida Malleta, 1998). Po „The Phantom of the Opera” Webber skomponował jeszcze „Starlight Express” (1984), „Sunset Boulevard” (1989, oparty na filmie „Bulwar Zachodzącego Słońca”, 1950, Billyego Wildera), a 15 września 2004 roku odbyła się w Londynie w Palace Theatre premiera ostatniego, jak dotąd, musicalu Webbera „The Woman in White” („Kobieta w bieli”) według powieści Wilkie Collinsa. Andrew Lloyd Webber nazywany jest Mister Musical, w 1992 roku królowa Elżbieta przyznała mu szlachectwo, a w 1997 powołała do Izby Lordów. Webber dorobił się ogromnej fortuny, jest właścicielem posiadłości ziemskiej w Sydmonton i zamku w Irlandii, w 2000 roku kupił za 80 milionów funtów 13 londyńskich teatrów i stał się niekwestionowanym królem West Endu.

To jednak nie Webber wymyślił postać Erika-Upiora Opery, zamaskowanego mieszkańca lochów znajdujących się pod Operą Paryską. Komponując swój musical, wykorzystał historię, jaka już od dawna istniała w obrębie kultury popularnej, oraz bohatera, który zdążył wpisać się w pamięć jej odbiorców w wielu wcześniejszych wcieleniach. Zaproponował jednak nową, romantyczną interpretację losów Upiora, która zaczęła wywierać dostrzegalny wpływ na filmy realizowane po scenicznej premierze musicalu.

W 1910 roku Gaston Leroux, najpierw prawnik, potem dziennikarz i reporter, wreszcie autor powieści sensacyjnych, opublikował w Paryżu niewielką książeczkę zatytułowaną „Le Fantôme de l’Opera”. Jej polskie tłumaczenie ukazało się już w 1912 roku w Krakowie, nakładem „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, pt. „Duch Opery. Sensacyjny romans francuski osnuty na tle prawdziwego zdarzenia”. W 1990 roku Bożena Sęk zrobiła nowy przekład dla Wydawnictwa „Alfa”, który przydał wdzięku starej powiastce. W 1999 roku Frederick Forsyth – autor „Dnia Szakala”, „Psów wojny” i „Negocjatora” – oczarowany powieścią Leroux i musicalem Webbera przedstawił dalszy ciąg przygód Erika w powieści „Upiór Manhattanu” (wydanie polskie w tłumaczeniu Witolda Nowakowskiego, „Albatros” 1999).

Gaston Leroux umieścił Erika w podziemiach Opery Paryskiej, budowanej przez genialnego architekta Charlesa Garniera przez 15 lat i otwartej uroczyście 15 stycznia 1875 roku. To imponująco wielki gmach, ma około 24 pięter wysokości – 73 metry – i ponad 11 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni, jest bardzo bogato zdobiony, posiada sławne wielkie schody, wspaniały salon lustrzany, a w sali widowiskowej, zdolnej pomieścić 2156 widzów, plafon z freskami Marca Chagalla (od 1964), z którego zwisa kryształowy żyrandol ważący 8 ton. Gmach Opery ma 7 podziemnych pięter, jezioro podskórnej wody obmurowane w lochach i ponurą historię – w czasie Komuny Paryskiej (1871) niedokończony jeszcze wtedy budynek Opery z monumentalnym labiryntem piwnic służył komunardom za zbrojownię, magazyn prochu i więzienie, gdzie torturowano i zabijano ludzi, jeszcze po latach odnajdywano tam podobno ich szkielety.

Zadziwia trwałość mitu, jaki kultura popularna stworzyła wokół postaci zamaskowanego upiora Opery, mieszkańca lochów, wielbiciela sztuki operowej i pięknej śpiewaczki Krystyny. Erik ciągle działa na wyobraźnię licznych twórców, którzy chcą o nim opowiadać na swój sposób, oraz pobudza ciekawość czytelników, widzów i słuchaczy pragnących śledzić jego dramatyczne losy i poznać tajemnicę ukrytą pod maską. Upiór Opery należy bowiem do niezwykłego grona bohaterów literackich i filmowych, którzy – z różnych powodów – muszą ukrywać swoją twarz: Zorro, Człowiek w Żelaznej Masce, Szkarłatny Pimpernel, Niewidzialny Człowiek, Batman, Jocker, Człowiek-słoń, Darth Vader, Fantomas...

„Upiór Opery” wielokrotnie wystawiany był na scenie teatralnej, m.in. w 1983 roku w adaptacji znanego amerykańskiego dramaturga Arthura Kopita (3). W 1980 wybitny francuski choreograf Roland Petit zaprezentował w Operze Paryskiej balet „Le Phantôme de l’Opera”. Istnieje także specjalny spektakl baletowy „The Phantom of the Opera – On Ice” (na lodzie – 1995), do którego oryginalną muzykę napisał Roberto Danova, a odtańczyli go na łyżwach, z wielkim zresztą wdziękiem, członkowie zespołu „The Russian Ice Stars”. W 1984 roku Ken Hill stworzył pierwszy musical o upiorze Opery – dopisał nowe słowa do sławnych arii Verdiego, Donizettiego, Gounoda, Mozarta, Offenbacha i Webera. Potem powstały jeszcze cztery inne musicale – nie licząc wersji Webbera – Lawrence’a Rosena i Paula Schierhorna (1990), Maury Yestona pod tytułem „Phantom”, Toma Alonzo (1992) oraz Davida Spencera (1997).

Do utrwalenia legendy zamaskowanego Erika-Upiora najbardziej przyczyniło się jednak kino. Powieść Gastona Lerou niechybnie zostałaby rychło zapomniana, gdyby nie Carl Laemmle, prezes wytwórni Universal i nabab Hollywoodu, który zachwycił się losami tajemniczego mieszkańca lochów pod Operą Paryską i doprowadził do powstania jej adaptacji filmowej w 1925 roku. Reżyserem został Rupert Julian, a główną rolę zagrał Lon Chaney, „Człowiek o tysiącu twarzy”, mistrz charakteryzacji specjalizujący się w graniu postaci o niezwykłym wyglądzie.

Wersja Juliana uważana jest powszechnie za pierwszą, ale w 1916 roku Ernst Matray zrealizował w Niemczech 76-minutowy film „Das Phantom der Opera” z Nilsem Olafem Chrisanderem i Aud Egede Nissen. A więc to jednak jemu należy się pierwszeństwo we wprowadzeniu Upiora Opery na ekrany. Dopiero potem zrobiono jeszcze sześć adaptacji kinowych i dwie telewizyjne.

Sześć produkcji reprezentuje gatunek zwany filmem grozy, przedstawiają historię Upiora Opery, szpetnego i krwiożerczego monstrum, zakochanego w uroczej śpiewaczce Krystynie, stanowiącego zagrożenie dla wszystkich dookoła – wersje: Ruperta Juliana, Arthura Lubina (USA, 1943), Terence’a Fishera (Anglia, 1962), Roberta Markowitza (USA, 1983, tv), Davida H. Little’a (USA, 1989), Dario Argento (Włochy-Węgry, 1998). Jeden film jest melodramatem – wersja Tony’ego Richardsona (USA, 1990, tv). Natomiast film Briana De Palmy zatytułowany „The Phantom of the Paradise” (USA, 1974) łączy w sobie elementy thrillera, musicalu, filmu satanistycznego i wideoklipu.

Zamaskowany upiór Opery pojawiał się także w filmach, które śmiało trawestowały jego losy: „The Phantom of the Hollywood” (USA, 1973, tv) Gene’a Levitta, „Phantom of the Ritz” (USA, 1992) Allena Plone’a, „Xin Yeban Gesheng” („The Phantom Lover”, Hongkong, 1995) lub wprowadzały go jako postać epizodyczną, ale istotną dla przebiegu fabuły: „Zwiąż mnie!” (Hiszpania, 1989) Pedra Almodóvara czy „Liga niezwykłych dżentelmenów” (USA, 2003) Stephena Norringtona. Oprócz tego zrealizowano dwa seriale telewizyjne o Upiorze: „El Fantasma de la ópera „(1960) w Argentynie oraz „O Fantasma da Ópera” (1991) w Brazylii. Nakręcono też uroczą animowaną wersję „The Phantom of the Opera” (USA, 1982) przeznaczoną dla dzieci.

Wokół Upiora Opery narosło uwielbienie „phanów” i bogaty przemysł pamiątkarski produkujący specjalne maski, ubrania, biżuterię, perfumy, porcelanę, meble, książki, płyty, plakaty, kalendarze, katalogi i inne gadżety oznaczone symbolem białej maski i czerwonej róży. W niemal każdym sklepie internetowym można znaleźć dział zawierający setki takich przedmiotów oferowanych wielbicielom Erika znającym jego losy z różnych wcieleń – literackich, filmowych i musicalowych.

Zainteresowanie zamaskowanym Upiorem Opery zwiększyło się jeszcze bardziej, gdy w 2004 roku Joel Schumacher nakręcił kinową wersję musicalu Webbera „Upiór w Operze” z Geraldem Butlerem w roli tytułowej, Emmy Rossum jako Krystyną i Patrickiem Wilsonem – Raoulem. Webber był jej producentem i narzucił reżyserowi realizację na poły teatralną, dokonaną wprawdzie środkami filmowymi, ale podporządkowaną bardziej konwencjom scenicznym niż kinowym. Tak więc efektowna, ale teatralna i ortodoksyjna wizja musicalu utrwaliła się na stałe w świadomości odbiorców.

W Polsce czynione były od dawna starania o wystawienie „The Phantom of the Opera”. Do jego realizacji przymierzał się m.in. Jerzy Gruza w Teatrze Muzycznym w Gdyni (4), tekst libretta tłumaczyć miał Antoni Marianowicz, znakomity translator kilku innych sławnych musicali, m.in. „Kiss Me Kate” Cole’a Portera (wspólnie z Januszem Minkiewiczem) i „Skrzypka na dachu”. Zabiegał o to także warszawski Teatr Muzyczny ROMA wsławiony wystawieniem „Miss Saigon” Claude’a-Michela Schönberga i „Tańca wampirów” Jima Steinmana (ten ostatni przy reżyserskiej współpracy Romana Polańskiego). Na przeszkodzie zawsze stało to samo: olbrzymie koszty praw autorskich, monumentalna, londyńska inscenizacja, którą należało wiernie powtórzyć na polskiej scenie, i kłopoty z tłumaczeniem libretta.

“Softly, deftly,                          
music shall caress you...                 
Hear it, feel it,                                      
secretly posses you”.     
           
“Lekko, zręcznie
muzyka będzie pieścić...        
Słuchaj ją, poczuj ją,
skrycie tobą zawładnie”.

Wszystko, z czym nie mogły sobie poradzić duże teatry muzyczne, pokonał jeden człowiek – Jakub Wocial, 20-letni śpiewak prowadzący swój własny niezależny Teatr Muzyczny Palladium Stage, gdzie wystawił już dotąd ,,4 Oktawy” (na motywach musicali ,,Miss Saigon”, ,,Les Miserables”, ,,West Side Story”), ,,Recital podróży” (z utworami z Sunset Boulevard, The Secret Garden, Jesus Christ Superstar, Cats) oraz “The Phantom of the Opera. Z życia Upiora”. Starania o pozwolenie na wystawienie tzw. small production, czyli małej inscenizacji według scenicznej londyńskiej wersji musicalu Webbera, trwały około dwu lat. Konsorcjum Webbera, The Really Useful Theatre Company Ltd., zrazu niechętne, dało się wreszcie przekonać podbite entuzjazmem i determinacją Wociala, potwierdzoną jego profesjonalnością – udany występ w roli Herberta w „Tańcu wampirów” u Polańskiego, dokonanie przez artystę próbnego nagrania songów z „Phantoma” i rekonesans wysłanników Webbera na miejscu w Warszawie. W spektaklu rozbrzmiewa znakomite nagranie muzyczne The London Symphony Orchestra dokonane pod kierunkiem Anthony’ego Inglisa. Nie zgodzono się na polskie tłumaczenie libretta, na scenie obowiązuje jego angielskojęzyczna wersja autorstwa Charlesa Harta. Pozwolono Wocialowi stworzyć nowy plakat reklamowy – inny, bardziej niepokojący kształt maski Upiora – który natychmiast został objęty patentem The Really Useful Theatre Company.

I wreszcie 16 września na małej scence Palladium Stage odbyła się polska prapremiera musicalu „The Phantom of the Opera”. Jakub Wocial jest nie tylko „producentem” widowiska, ale także adaptatorem libretta, reżyserem, scenografem i odtwórcą głównej roli Upiora.

Jakub Wocial dokonał pomysłowej adaptacji musicalu i opowiedział własną wersję losów Upiora Opery, wykorzystując za jej podstawę oryginalny londyński spektakl. W jego interpretacji historia stała się ujmująco prosta i kameralna – rozegrana tylko na cztery osoby – głęboko poruszająca naczelnym tematem, jakim jest tragiczna stygmatyzacja głównego bohatera, która uniemożliwia mu zdobycie akceptacji ludzi i serca ukochanej Krystyny. Narratorką widowiska została tancerka Meg Giry (Katarzyna łaska), to ona na jego początku podnosi z ziemi białą maskę Upiora i ona na końcu odnajduje ją ponownie. Meg żyje na co dzień w Operze Paryskiej, gdzie odbywa ćwiczenia z inną tancerką (Monika Połom), przyjaźni się ze śpiewaczką Krystyną Daaé (Sabina Golanowska), zna tajemnicę obecności Upiora w lochach i jest świadkiem wszystkich wydarzeń. To ona, tańcząc sławną „Masquerade” i używając przy tym karnawałowej maski, przekazuje główną myśl widowiska o ukrywaniu emocji, które wszyscy uprawiamy, chroniąc się przed okrucieństwem bliźnich.

Także związek Phantoma i Krystyny nabiera ostrości. Nie pojawia się Raoul, piękny i bogaty wielbiciel śpiewaczki, wiadomo tylko, że istnieje i że zagraża nadziejom Upiora. Na scenie są tylko ci dwoje, Phantom i Krystyna, jego miłość i jej ciekawość, jego pożądanie i jej niechęć do konkurenta naznaczonego piętnem zdeformowanej i okaleczonej twarzy. Początkowe zainteresowanie Krystyny tajemniczym nauczycielem śpiewu zakrywającym twarz maską, utalentowanym kompozytorem i romantycznym mieszkańcem podziemi zamienia się w odrazę, gdy poznaje tajemnicę jego oszpeconej twarzy. Rozpacz Upiora nie może jej zatrzymać, pozostaje mu już tylko wielkodusznie podarować jej wolność i na zawsze skryć się ze swym cierpieniem w lochach pod Operą.

W inscenizacji Jakuba Wociala – co oczywiste – nie ma sławnego kryształowego żyrandola przelatującego nad głowami widzów i rozbijającego się o scenę, nie ma łodzi, którą Upiór wiezie w głąb lochów porwaną Krystynę, nie ma zapalonych świeczników wyłaniających się spod sceny, nie ma wielkich schodów, chóru i baletu. Jest pomysłowo zakomponowana przestrzeń malutkiej sceny i odwołanie do wyobraźni widzów, która pomaga im „widzieć” Operę Paryską, labirynt podziemnych korytarzy i pieczarę, w której mieszka Upiór. Kilka trafnie dobranych rekwizytów, ładne kostiumy, efektowna gra świateł i dymy snujące się po podłodze (może jest ich chwilami nieco zbyt dużo) tworzą właściwy klimat pomagający ze współczuciem i zrozumieniem śledzić dramat człowieka w masce.

Skoro Jakub Wocial nie miał finansowych możliwości rozbudowania wizualnych efektów swojego spektaklu, skupił się na dopracowaniu poszczególnych ról. Na czoło obsady wysuwa się on sam – obdarzony pięknym, dobrze ustawionym musicalowym głosem, śpiewa partię Phantoma – bardzo trudną i będącą dla wykonawcy nie lada wyzwaniem – z uderzającą łatwością i swobodą. Potrafi także aktorsko trafnie interpretować gwałtowne stany emocjonalne miotające Upiorem. Sekunduje mu śliczna Sabina Golanowska, która dzielnie, acz nie zawsze satysfakcjonująco daje sobie radę z popisową partią Krystyny. Katarzyna łaska kręci piruety jak zawodowa tancerka klasycznego baletu i potrafi sprawnie zaśpiewać niewielką partię Meg.

Najważniejszymi wartościami polskiej prapremiery The Phantom of the Opera są: jej bezpretensjonalność widoczna w inscenizacyjnej skromności i unikaniu taniego efekciarstwa, śmiałe odejście od niemożliwych do powtórzenia rozwiązań utrwalonych przez londyński wzorzec teatralny i film Schumechera, profesjonalizm młodych wykonawców. W spektaklu dostrzega się również wzruszającą młodzieńczą pasję, która kazała Jakubowi Wocialowi zabiegać o rzecz zgoła niemożliwą – zgodę Webbera na skromne i odbiegające od londyńskiej matrycy wykonanie jego sławnego musicalu. Z małej sceny Palladium Stage emanuje także miłość do Upiora, musicalu i scenicznej iluzji, która zapewnia widzom dodatkową przyjemność.

“The Phantom of the Opera                               
is there –                                                             
inside your/my mind... “(5)                               
  
,,Upiór Opery           
jest tam –
w twej/mej świadomości...”


Grażyna Stachówna




PRZYPISY:

(1)    Tytuł powieści Gastona Leroux tłumaczony  jest na polski jako „Upiór Opery”, natomiast tytuły filmów jako „Upiór w Operze”. Tak też nazwano filmową wersję musicalu Webbera zrobioną przez Joela Schumachera.

(2)     Charles Hart, libretto „The Phantom of the Opera”. Jest on także twórcą scenariusza do telewizyjnego filmu „Upiór w Operze” (1990) Tony’ego Richardsona i musicalu „Phantom” (1991) Maury Yestona.

(3)    Jerzy Gruza, „Pejzaże warszawskie: felietony”, Warszawa 2004, s. 85 – 87.

(4)    Charles Hart, libretto “The Phantom of the Opera”.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas