poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ GRYGLEWICZ
Parę uwag o katalogu i wystawie Jerzego Panka w Muzeum Narodowym w Krakowie
Dekada Literacka 2006, nr 4 (218)
JERZY PANEK (1918–2001), MN w Krakowie – Gmach Główny, wrzesień–listopad 2006, Wystawa w cyklu Graficy z Krakowa i w programie Międzynarodowego Triennale Grafiki Kraków – 2006. Kurator i autorka katalogu Krystyna Kulig-Janarek.


Do napisania tej krótkiej recenzji sprowokowała mnie polemika, jaką podjęła ze mną kuratorka wystawy Krystyna Kulig-Janarek we wstępnym tekście pt.: „Czy wystawy są artyście niezbędnie do życia potrzebne?” do katalogu wystawy Jerzego Panka w Muzeum Narodowym w Krakowie (1). Zostałem wywołany niejako do tablicy. Kulik-Janarek w swoim tekście, w którym wiele miejsca poświęca polemice z krótkim passusem poświęconym Pankowi, zamieszczonym w mojej książce „Kraków i artyści”, odrzucając kojarzenie drzeworytów artysty ze sztuką ludową pisze m.in. że „Trudno zatem zgodzić się z profesorem Tomaszem Gryglewiczem (…) dostrzegającym zasadnicze (obok wpływu sztuki dalekowschodniej i awangardy zachodnioeuropejskiej) źródła wizji plastycznej Panka w sztuce ludowej i jarmarcznej. (…) Argumentem za ludowymi źródłami grafiki Panka nie jest również sam wybór przez niego drzeworytu (charakterystycznego dla sztuki ludowej) i jego <rzemieślnicza> obróbka” (2). Ponieważ na następnej stronie autorka sama sobie zaprzecza, pisząc, że: „do grafiki i malarstwa świadomie wprowadzał także formy, które można kojarzyć ze snycerką o ludowej, zabawkarskiej proweniencji”, można byłoby w tym miejscy sprawę zakończyć (3).

Warto jednak byłoby w sposób bardziej uważny przyjrzeć się zarówno samej wystawie, jak i towarzyszącemu jej katalogowi. Powróćmy jeszcze raz do kwestii oddziaływania sztuki ludowej na twórczość Panka. Inspiracja formą wywiedzioną ze sztuki ludowej u tego artysty jest dla mnie ewidentna i widoczna w poszczególnych jego pracach, na co zwróciło uwagę wcześniej wielu, spośród wyliczonych przez kuratorkę autorów „najtrafniejszych analiz i ocen”, „którzy – jak pisze – Panka znali długie lata osobiście i potrafili równocześnie wznieść się ponad środowiskowe uwarunkowania” (notabene ciekawe jakie?) (4). Przykładowo rzecz biorąc, Danuta Wróblewska, w swoim pięknym tekście „Na połowie czasu”, omawiając serię ilustracji Panka do „Boskiej komedii”, dostrzega w nich „ludowy, odpustowy obraz zła wcielonego” (5). Oczywiście, jak piszę we wspomnianym fragmencie rozdziału mojej książki o grafice, liczącym raptem półtorej strony: „Nie ma mowy w przypadku drzeworytów, rysunków i obrazów olejnych Panka o jakiejkolwiek stylizacji. Nie znajdziemy w nich także powierzchownego folkloryzmu. Związek z prowincjonalną <niską> kulturą uwidacznia się na głębszym poziomie” (6). Zwróciłem uwagę także na to, że Panek był świadomy tego źródła twórczej inspiracji, nazywając całą serię portretów „Jarmarcznymi”. Oczywiście nikt mi nie jest w stanie wmówić, że takie motywy, jak konie, kozy, krowy, pastuszki i pasterki, itp. nie mają nic wspólnego z tematyką wiejską, wynikającą od czasu romantyzmu z fascynacji rodzimym folklorem i że tematy owe „brał Panek prosto z natury”, jak uważa Kulik-Janarek. Wystarczy na nie spojrzeć, aby przekonać się, że o żadnym braniu z natury nie może być mowy, gdyż nie są to studia o charakterze realistycznym, a tym bardziej naturalistycznym.

Lecz owa inspiracja sztuką ludową, której tyle poświecono uwagi, to tylko jeden z aspektów twórczości Panka. Może warto byłoby w tekście wprowadzającym do katalogu pokusić się o szerszą analizę innych elementów jego twórczości, dotyczących formy, treści, symboliki, narracji, a także paraleli i oddziaływań ze strony innych artystów, klasyfikacji stylistycznych, kontekstu społecznego i instytucjonalnego itp. Nie jest bowiem tak, że Panek był „artystą osobnym”, czyli kimś, kto tkwił na jakiejś wyizolowanej wyspie. Twórczości takiego wyobcowanego od wszystkiego i wszystkich artysty nikt by nie zrozumiał. Podobnie nie był wcale żadnym outsiderem również i Bruno Schulz, na którego autorka się powołuje, porównując obu artystów.

Szkoda zatem, że w katalogu nie zamieszczono innych poważnych tekstów, jak to zwykle bywa w katalogach wystaw sztuki światowej, analizujących z pozycji historii sztuki owe różne płaszczyzny i aspekty twórczości Jerzego Panka. Jako czołowa postać krakowskiej grafiki artystycznej drugiej połowy wieku XX zasługiwałby na to.

Jedynym tekstem analitycznym dołączonym do katalogu, prócz kurtuazyjnego wstępu Pani Dyrektor Muzeum Narodowego Zofii Gołubiew i wyżej omówionego artykułu kuratorki wystawy Krystyny Kulig-Janarek, są krótkie wspomnienia o Panku pióra profesora prawa i kolekcjonera Jerzego Stelmacha. Poznałem go podczas pobytu stypendialnego w Monachium, o czym on sam wspomina w kontekście rozmów o twórczości artysty, jakie toczyliśmy w towarzystwie dra Siegfrieda Weißa (architekta, malarza i historyka sztuki), którego monachijski adres otrzymałem właśnie od samego Panka (7). Stelmach opowiada w swoim tekście nie tylko o spotkaniach i rozmowach w pracowni z artystą. Przedstawia również intrygującą analizę jego złożonej z „wielu Panków” osobowości, także – co jest interesujące dla analizy źródeł jego twórczości – o jego zainteresowaniach dziełami innych artystów, historycznych i współczesnych, m.in. o fascynacji Picassem i przyjaźni z Józefem Gielniakiem, oraz jego małej, ale cennej kolekcji, do której zaliczały się m.in. ryciny Goi, czy jeden z drzeworytów Maxa Beckmanna.

Niestety, będący wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie, prof. Stelmach, posługujący się w swoich książkach z zakresu filozofii prawa bardzo hermetycznym językiem (co jest dopuszczalne i właściwe w każdym dyskursie naukowym), uległ pokusie wystawiania ocen w dziedzinie, w której pozostanie jedynie amatorem, czyli na polu historii sztuki, formułując dość banalne stwierdzenie „że Panek był wielki no i już”, dodając na następnej stronie „na szczęście bez całego <kitu>, uczonej i zawiłej gadaniny” i sugerując na koniec, aby twórczością Panka zajęli się raczej „mądrzy ludzie z pieniędzmi”, a nie jego „wyznawcy” (8).

Krystyna Kulig-Janarek – historyk sztuki, niestety również powołuje się na owe stwierdzenie prof. Stelmacha, „że Panek był wielki i już”. Podpiera się, jako dowodem na wielkość Panka, której zresztą nikt nie kwestionuje, historyczną, zdezaktualizowaną przez ewolucję sztuki ostatnich 40. lat, definicją „innego – jak pisze – filozofa i historyka sztuki” Władysława Tatarkiewicza, cytowaną zresztą z podręcznika dla studentów historii sztuki z lat 70.9. Innym tropem wskazującym na oddziaływanie na kuratorkę wystawy poglądów prof. Stelmacha, którego drażni „mylenie nieporadności z wyrafinowaniem, niemocy spowodowanej chorobą z rzekomo zamierzoną <ostateczną> syntezą” (10), czyli prac, jak się domyślam, powstałych w latach 90. i wykonanych technikami metalowymi, jest nieco złośliwe przytoczenie przez nią w dość sumiennie opracowanym „Kalendarium życia i twórczości”, fragmentu mojego tekstu o grafice tej dekady, że w tych pracach „można odnaleźć siłę wyrazu, destrukcję i rozpad z jednej strony, optymizm i wolność z drugiej strony. Oddają one […] dekadenckiego ducha epoki końca dwudziestego wieku, którą cechuje poczucie zagrożenia na skutek rozpadu pojałtańskiego porządku i zachwianie się przez to tradycyjnej skali wartości, a równocześnie radość z radykalnie poszerzonej strefy wolności osobistej” (11). W zdaniu tym pominięto wstawkę „– oczywiście, znacznie upraszczając zagadnienie –”, która znajdowała się w miejscu wielokropka, modulującą zasadniczo kategoryczny sens tej wypowiedzi (12). Intencją moją, ujętą z pewnością zbyt skrótowo ze względu na ograniczenia wydawnicze albumu, z którego pochodzi ów tekst, było zasygnalizowanie uwarunkowań zewnętrznych – społecznych i politycznych – które mogły oddziaływać na twórczość danego artysty, obok przyczyn natury osobistej (najwartościowsze dzieła tworzyli wszakże często zniedołężniali twórcy pod koniec życia – Tycjan, Rembrandt i in.). Należy dodać, że niestety wciąż brakuje analizy owego kontekstu społecznego, ekonomicznego lub społecznego współczesnej sztuki polskiej, co jest praktyką standardową w dyskursie historycznym i krytycznym w opracowaniach sztuki światowej, publikowanych zazwyczaj również w katalogach ważnych wystaw monograficznych.

Pozostała część katalogu zawiera, obok wspomnianego „Kalendarium życia i twórczości”, album z reprodukcjami oraz rejestry wystaw indywidualnych Panka, udział jego w wystawach zbiorowych oraz bibliografię. Dla odbiorcy najistotniejsze są reprodukcje wystawionych prac. Niestety tylko część z nich zostało zamieszczonych w formacie całostronicowym. Są nimi wybrane drzeworyty zestawiane z ich matrycami wydrążonymi w drewnie. Takie zestawienie jest wprawdzie pomysłem nie nowym, lecz wciąż efektownym i instruktywnym, aczkolwiek reprodukcje desek drzeworytniczych, które posiadają swoją urodę, lecz są jedynie celem do osiągnięcia finalnego efektu jakim jest odbitka, zabrały sporo miejsca w katalogu, ograniczając liczbę reprodukowanych graficznych dzieł Panka. Dalsze całostronicowe reprodukcje obejmują obrazy olejne i pastele według niezbyt jasnego kryterium wyboru.

Kolejna część albumu zawiera katalog prac artysty, oparty na publikacji Dietera Burkampa, będącej inwentarzem wszystkich prac artysty, pozostających w zbiorach publicznych i częściowo w prywatnych, a także matryc graficznych. Zestawowi towarzyszą bardzo małe reprodukcje poszczególnych dzieł i to nie wszystkich. Nie do końca jest jasne, czy prace te są eksponowane na wystawie, której dotyczy katalog.

Reasumując: katalog wystawy, starannie opracowany w swojej szacie graficznej i zawierający pożyteczne informacje faktograficzne dotyczące życia i twórczości Panka, oraz ważne zestawienia bibliograficzne i inwentaryzacyjne, rozczarowuje pod względem koncepcyjnym i analitycznym. Brakuje szerszej interpretacji i fachowego komentarza dotyczącego twórczości Panka, a także prezentacji koncepcji wystawy, jej scenariusza i układu dzieł, którą powinna klarownie przedstawić kuratorka.

Sama ekspozycja posiada podobne zalety i niedostatki co jej katalog. Zgromadzenie i wystawienie dzieł tak znakomitego artysty, jakim był Panek, wymagające uruchomienia znacznych sił i środków, jest godne pochwały. Wystawa nie może się nie podobać, gdyż same prace artysty posiadają wielką siłę oddziaływania i tej sile nic nie może zaszkodzić. Prace Jerzego Panka rozwieszono starannie i precyzyjnie na ścianach sal i konstrukcji wbudowanych w przestrzeń ekspozycyjną, według kryteriów estetycznego doboru i równowagi elementów. Niestety od strony merytorycznej i koncepcyjnej dobór ów nie jest już tak jasny i czytelny. Brakuje wyrazistego scenariusza i odpowiedniej dramaturgii układu, ukazującego twórczość Panka od strony problematyki formalnej i zawartych w niej treści, unaoczniającego klarownie zwiedzającemu kluczowe i przełomowe jej momenty, periodyzujące ewolucję wizji artystycznej oraz akcentujące rolę głównych jego cykli graficznych w tej ewolucji.

W holu I piętra muzeum umieszczono wczesne prace zarówno graficzne, jak i malarskie, a także pokłosie jego pobytu w Chinach oraz inne dzieła z lat 50. Pierwsza sala zawiera drzeworyty pochodzące głównie z końca lat 50. i z lat 60., kiedy wykrystalizowała się w pełni jego wizja artystyczna. Pośrodku sali na stelażach pokazano deski drzeworytnicze, przekazane Muzeum Narodowemu w Krakowie, będącymi same w sobie wartościowymi i estetycznymi obiektami rzeźbiarskimi. Prace są grupowane raz tematycznie (razem motywy zwierzęce, razem autoportrety lub portrety, gdzie indziej postacie, pasterze i pasterki itp.), raz cyklami (Chorągwie, Latawce i in.), jednak porozrzucanymi w różnych miejscach.

Mała salka łącząca dwie duże sale ekspozycyjne I piętra muzeum prezentuje z jednej strony ekslibrisy, a na przeciwnej stronie portrety Gielniaka wraz z rysunkowym portretem Panka, wykonanym przez tego artystę. Następna duża sala obejmuje kolejne dekady twórczości Panka. Na dwu dłuższych jej ścianach zawieszono obrazy olejne z jednej strony, a naprzeciw pastele i drobniejsze rysunki. Na krótszych ścianach oraz płaszczyznach konstrukcji wbudowanej w przestrzeń tej sali umieszczono prace zgrupowane według różnych kryteriów: tematycznych, „cyklicznych” bądź chronologicznych.

Zniechęca szczególnie zbytni natłok dużych obrazów olejnych, które wprawdzie ładnie się komponują jako kolorystyczna całość na zasadzie przeciwstawienia lewej (od strony widza), jasnej części i prawej, utrzymanej w ciemnej tonacji, lecz równocześnie przeszkadzają sobie wzajemnie w odbiorze jako poszczególne, wydzielone dzieła.

Zdecydowanie brakuje rycin z ostatniego etapu twórczości Panka, z lat 90tych; ograniczono się do pokazania zaledwie paru przykładów.

Wystawa Jerzego Panka jest kolejną ekspozycją pożytecznego cyklu wystaw poświęconych znanym grafikom krakowskim, realizowanego przez Muzeum Narodowe w Krakowie, a także towarzyszy Międzynarodowemu Triennale w Krakowie 2006. Stała się ona szczególnym wydarzeniem, ze względu na wysoką rangę twórczości tego artysty i kluczową rolę, jaką odegrał w historii krakowskiej grafiki.

Moje krytyczne uwagi, zawarte w niniejszym tekście, które zostały niejako wymuszone przez przesadną polemikę z moim krótkim tekstem (nie lubię wdawać się w polemiki), opierają się na przekonaniu, że wystawa ta zyskałaby w wymiarze intelektualnym i poznawczym, gdyby wciągnięto w jej przygotowanie i redakcję towarzyszącego jej katalogu szerszy krąg profesjonalnych badaczy twórczości artysty – historyków sztuki i krytyków artystycznych. Nie myślę bynajmniej o sobie, gdyż nie jestem badaczem twórczości Jerzego Panka, z którym miałem okazję się poznać tylko przelotnie, a jego dzieła interesują mnie jedynie w kontekście moich badań nad malarstwem i grafiką wieku XX, w szczególności artystycznego środowiska krakowskiego. Takich kompetentnych badaczy jednak nie brakuje, również i w Krakowie. Ich nazwiska powtarzają się wielokrotnie w bibliografii twórczości artysty. Dzięki takiej współpracy wystawa zyskałaby w wymiarze intelektualnym. Wzbogaciłyby się także studia nad twórczością artysty.

Zajmowanie się sztuką wymaga specjalistycznego wykształcenia, czemu służą studia historii sztuki. Historyków sztuki oraz profesjonalnych, wykształconych kuratorów i krytyków sztuki nie zastąpią nawet najmądrzejsi ludzie z dużymi pieniędzmi, jeżeli będziemy chcieli, aby nasze muzealnictwo i wystawiennictwo utrzymało się na poziomie światowym.

Tomasz Gryglewicz

PRZYPISY:

(1)    K. Kulig-Janarek, „Czy wystawy są artyście niezbędnie do życia potrzebne?”, w: „Jerzy Panek (1918–2001)”, Muzeum Narodowe w Krakowie – katalog wystawy, Kraków 2006, s. 9-13.

(2)    Ibid., s. 10-11.

(3)    Ibid., s. 12.

(4)    Ibid., s. 11.

(5)    D. Wróblewska, „Na połowie czasu”, w: „Dante Jerzego Panka” (wyd. Jan Fejkiel Gallery), Kraków 2002, s. 30.

(6)    T. Gryglewicz, „Kraków i artyści. Teksty o malarzach i grafikach środowiska krakowskiego drugiej połowy wieku XX” (rozdział 3: „Rola grafiki”), Kraków 2005, s. 103.

(7)    J. Stelmach, „Panek”, w: „Jerzy Panek (1918–2001)…”, s.15-18.

(8)    Ibid., s. 17-18.

(9)    Kulik-Janarek, s. 13.

(10)    Stelmach, s. 18.

(11)    „Kalendarium życia i twórczości”, w: „Jerzy Panek (1918–2001)”, s. 42.

(12)    T. Gryglewicz, „Współczesność grafiki”, w: J. Fejkiel, „Polska grafika lat dziewięćdziesiątych” (album, wyd. Buffi), Bielsko-Biała 1996, s. 12.
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas