poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PIOTR SOBOLCZYK
Poezja rzeczy
Beata Szymańska, „Słodkich snów, Europo!”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005.
Dekada Literacka 2006, nr 4 (218)


Dyskusja o rzeczach nie była wywołana ani przez krytykę, ani też nie był to dialog intertekstualny w sensie łańcucha reakcji na jakiś jeden tekst – niezależnie od siebie w poezji polskiego modernizmu powojennego pojawiły się przedmioty codzienne, jak na przykład stół, oraz zagadnienie ich poznawalności. Ciekawy, a bodaj najpóźniejszy (prawie równolegle głos w tej sprawie zabrał także Leszek Szaruga w tomiku „Wiersze skrócone”, 2004) komentarz do rzeczonej „dyskusji” znalazł się w tomie Beaty Szymańskiej „Słodkich snów, Europo!” z 2005 r., choć niewykluczone, że wiersz „Opisanie świata”, otwierający cykl o tym samym tytule, mógł być napisany dużo wcześniej:


„Wielu wstaje wcześnie rano
żeby dokładnie opisać,
z wielką uwagą nienależną rzeczom
wszystko, czego można doznać,
patrząc na pogiętą łyżkę,
na drewniany stół,
na martwą naturę z przekrojoną cebulą,
z solą, kawą i kromką chleba.
Nie ma się co dziwić,
że Platon chciał pogonić
całe to towarzystwo”.


Poetka mówi tu rzecz jasna nie wprost, a poprzez aluzje. Aby w ogóle zrozumieć, że mowa o poetach, trzeba niekoniecznie może znać „Państwo” Platona, ale mieć przynajmniej podręcznikową wiedzę na temat stosunku Platona do poezji – który, skądinąd, był dość złożony. Trzeba jednak wiedzieć, że „Platon wyklął poetów z idealnego państwa”, albo, jak ujął to Aleksander Wat, którego aluzyjnie wydaje się Szymańska w swój głos w dyskusji wprowadzać, „Platon kazał nas wyświecić / z Miasta, w którym Mądrość rządzi”. Kiedy poeci zaczynają komentować tę wymierzoną przeciwko nim utopię, stają się ironiczni. U Wata Platońskie Miasto okazuje się – i bez niedopowiedzeń a jednoznacznie – „Miastem, w którym rządzi Zmora”. Ironiczna jest Szymborska, gdy zastanawia się nad tym, dlaczego „Byt Idealny przestał sobie wystarczać”, jednym ze skutków tego upadku jest zaburzenie doskonałej Ciszy: „W dodatku ci okropni poeci, Platonie, / roznoszone podmuchem wióry spod posągów, / odpadki wielkiej na wyżynach Ciszy...” Ironia u Szymańskiej jest bardziej wielowymiarowa. Choćby dlatego, że autorka tego wiersza jest również profesorem filozofii – a więc kimś podobnym do Platona, poety, który był filozofem albo vice versa. Wcale nie jest jednak oczywiste ani to, że staje ona po stronie poetów, jak i to, że staje po stronie Platona (filozofii); poeci wprawdzie to całe to towarzystwo, ale mowa o specyficznych poetach. I tu dochodzimy do sedna tej polemiki. Poeta jest tu opisany jako istota pragnąca „opisać świat”, zgodnie z tytułem. Nie: p o z n a ć , bo o tym nie ma mowy. Jeśli przyjąć w uproszczeniu, że istnieje w filozofii spór pomiędzy tymi, którzy uznają prymat metafizyki nad epistemologią z tymi, którzy uważają odwrotnie, to ludzie, którzy chcą „opisać” tout court reprezentują zapewne tę pierwszą grupę, którą można umownie nazwać „realistami” (świat istnieje realnie, niezależnie od poznania ludzkiego, pomiędzy światem a człowiekiem istnieje język, który w optymalnych warunkach może przylegać do rzeczywistości). Wydaje się, że Szymańska mówi z tej drugiej pozycji, zdradza to słowo „doznać”. Poeci realiści – jeśli chwilowo zawiesić problem, czy w tym wierszu w ogóle jest o nich mowa – chcą zapewne, w swoim mniemaniu, „dokładnie opisać wszystko, co można p o z n a ć”. Szymańska natomiast zmienia jedną literę na „doznać” i tym samym przesuwa akcent z obiektywizmu związanego z realizmem na subiektywizm związany z – powiedzmy – empirycznym konstruktywizmem. To, co realistom wydaje się adekwatnym, a więc obiektywnym i prawdziwym opisem rzeczywistości, jest jej podmiotowym doznaniem, któremu takich atrybutów przypisać nie można. W ogóle koncentrowanie się na opisie „rzeczy” jest tu ocenione jako „nienależne”, co jest ironiczne, ale obosiecznie. Nie wiadomo jednak, na jakim stanowisku w tej opozycji stoi Platon: jeżeli sam jest realistą, to czy przegania poetów za ich „impresyjny subiektywizm”? Jeśli nie jest realistą (w co wątpię), to przegania za aspirację do obiektywizmu. I trzecia wreszcie możliwość: Platon jest realistą i poeci ci jawią mu się jako realiści, ale nie są filozofami, ich d y s k u r s jest ułomny, nieprecyzyjny, a to przeczy wymogom filozofii. Ale może też jest tak, że poeci ci tylko są postrzegani przez Platona (a także krytykę literacką) jako „realiści”, formułowane są więc wobec nich „realistyczne” oczekiwania, których nie spełniają, dlatego mają być wygnani. Ironia u Szymańskiej jest osiągana przez „wielkie kwantyfikatory”: „dokładnie” (opisać), „z wielką (uwagą)”, „wszystko” – tylko że, jak wiadomo, tym, co odróżnia ironię od satyry jest to, że nie ma ona jednego adresata, jednego przedmiotu, godzi albo muska – o ironio – „wszystko”. Ponieważ poeci, o których Szymańska mówi „wielu”, wcale chyba nie są tak liczni. W dodatku sposób ich prezentacji jest intertekstualny, mowa o kilku konkretnych poetach, w dodatku uznawanych za wybitnych... „Przekrojona cebula” odsyła oczywiście do znanego wiersza Szymborskiej, gdzie cebula – nie przekrojona wprawdzie – opisana jest jako fenomen filozoficzny, bliski Kantowskiej „Ding an Sich”. Ironia polega także na tym, że Szymborska wcale nie opowiada się za „łatwym realizmem”, a wielokrotnie podkreśla niemożliwość czy ograniczenia antropomorfizującego poznania ludzkiego. „Pogięta łyżka” i „drewniany stół” odsyłają z kolei do poezji Białoszewskiego z „Obrotów rzeczy”, zwłaszcza do wierszy „Szare eminencje zachwytu”, gdzie mowa o słynnej „łyżce durszlakowej”, oraz do „Stołowej piosenki prawie o wszechbycie”. Czytano te wiersze jako „realistyczne”. A jednak to Szymańska ma rację, Białoszewski sam zwraca uwagę, że mówi o „doznaniach” poprzez dekomponującą metaforyzację: „poetyckie doznanie” jest możliwe wtedy, gdy obraca się łyżką durszlakową „dokoła oczu pod powietrze” (czyli może pod światło, kiedy to powietrze wpada przez otwory?). Metafora służy tutaj wyrażeniu tego, co zmysłowe, a więc gdy dyskursywnie wyrażane – zubażane. Innymi słowy, w porównaniu z dyskursem filozoficznym o poznaniu zmysłowym dyskurs poetycki, choć zapewne również niedoskonały, ma jednak pewną przewagę, w dodatku – nie pretenduje do obiektywności. A są to powody, by filozof „przegonił”. Białoszewski dlatego określa swój wiersz o stole jako „prawie o wszechbycie”, że w jego spojrzeniu na przedmiot pojawia się refleksja, że stół pochodził z lasu, a las był dawny i pamiętał dawne kultury, co może prowadzić do wniosku, że na co się nie spojrzy, można tam dostrzec – wszystko. Jest to doznanie jedności świata, obce filozofii zachodnioeuropejskiej, choć wyrażane niekiedy przez poetów („wielu” z tego „towarzystwa” miewa skłonność do panteizmu). „Ostrożnie ze stołem”, przestrzega Herbert. – „Przy stole należy siedzieć spokojnie i nie marzyć. Pamiętajmy, ile trzeba było wysiłku, aby zburzone prądy morskie ułożyły się w spokojne słoje. (...) Nie można zasiadać tu z rzeczami nie przemyślanymi do końca. Do marzeń dano nam inne przedmioty z drzewa: las, łóżko”. Ironiczna ta przestroga znów wydaje się być wymierzoną w „Platonów”... filozofów powagi poznawczej. W tomie „Studium przedmiotu” Herbert zastanawia się nad rzeczami i możliwością ich poznania, w poetyckiej prozie Drewniana kostka dochodzi do wniosków bardzo podobnych jak Szymborska w „Rozmowie z kamieniem”. Zaś w wierszu „Próba opisu” z tego samego tomu – oczywista jest zbieżność z tytułem wiersza i cyklu poetyckiego Szymańskiej – przedmiotem tytułowego przedsięwzięcia jest „mały palec lewej ręki” podmiotu, „jedyny na świecie mały palec lewej ręki / dany mi bezpośrednio // inne małe palce lewej ręki / są zimną abstrakcją” – zwróćmy uwagę, że nawet to, co wydaje się dużo pewniejsze niż opisywanie bytów nie będących „ja”, więc „zimnych abstrakcji” – jest tylko „próbą”. Kolejny poeta zaprzecza optymizmowi poznawczemu. Szymańska dołączy jeszcze inny argument przeciwko opisaniu rzeczy – mianowicie, takie opisanie zostanie uznane za „pragnienie”, „lgnięcie” do rzeczy. W myśli Wschodu taka postawa jest dla „czującej istoty” zgubna:

„Kiedy wyciągasz rękę do świata,
aby uczynić go swoim,
rzeczy mówią: nie!
Nic z tego. Nawet nie próbuj.

Jeśli wreszcie będziesz wiedzieć,
czego naprawdę chcesz,
nie dostaniesz
ani jabłka, ani ogryzka.

Na targu
kobieta w wełnianej chustce na głowie
widząc zachwyt w twoich oczach
podnosi cenę.
Musisz patrzyć tak,
jakby nic ci nie było potrzebne.
Wyjmij lusterko,
udawaj,
że poprawiasz włosy”.

Zapewne z tego powodu w cyklu pod znaczącym dla tej problematyki tytułem „Przy kuchennym stole” „stół” jest po prostu „stołem”, leżą na nim jabłka, zielona herbata, kawa, także ser i chleb (zatem nawiązuje się dialog z dziewiątą linijką „Opisania świata”). Ale rzeczy te pojawiają się w wierszach po prostu, bo w danej sytuacji (siedzenia przy stole) s ą, Szymańska nie opisuje zatem „wszystkiego, czego można doznać, patrząc na nie”. Chodzi o ową „takość” („suchness”, jak się tłumaczy na angielski) rzeczy, o której naucza zen. Jak się więc wydaje, Szymańska nawiązuje w swoim wierszu do pewnego wspólnego doświadczenia, jakie przydarzyło się poezji polskiej na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych poetom z jednego pokolenia. Doświadczenie to było wyrażane różnie, każde z trojga przywołanych poetów reprezentowało właściwie inne... „stanowisko filozoficzne”, jeśli wolno się tak przesadnie wyrazić?, czy światopogląd. A działo się to w czasach, kiedy sama Szymańska debiutowała jako młoda poetka (w prasie w 1961, książką współautorską w 1962) i były to sprawy w ówczesnym życiu literackim głośne. Także dlatego, że wzbudziły polemikę. Ale, pisane po latach stanowisko, które można odczytać jako jej własne, jawi się jako odmienne, wówczas w sporze nieobecne. I tutaj w mojej interpretacji pojawia się hipoteza, która wielu może się wydać przesadna. Mianowicie wydaje mi się, że pojawiający się w wierszu „Platon” może oznaczać zarazem greckiego filozofa z piątego wieku p.n.e., jak i pewien model. Polemikę z takim modelem można odczytać w wierszu „Przejaw” z tego samego tomiku:

„Wielcy, którym
świat jawił się jako przejaw, złuda,
mgła, sen,
podejrzana przykrywka,
pod którą siedzi nie wiadomo co,
miewali dobry zmysł do interesów,
twarda rzeczywistość bankowa
bywała im przyjazna.

Hic Rhodus, hic salta!-
skacz tam, gdzie jesteś.

Wiedzą o tym dobrze
ci, co pływają w mętnych wodach.

Na przykład karp i żaba
znajdują w stawie
wszystko, czego im trzeba
nie pytając o to,
czym są odbicia drzew,
czym twarde kamienie”.

Filozofowie czy myśliciele, o których poetka tu mówi, są oczywiście liczniejsi i określeni jako „wielcy”, ale może nie należy troszczyć się o konkretne adresy. Wydaje się, że można ten wiersz czytać jako przytyk pod adresem tych, którzy zbyt wyraźnie, zbyt  ś w i a t l e  chcą w i d z i e ć ułudę, zamiast „pływać w mętnych wodach”, czyli „być po prostu”, co przypuszczalnie można by uznać za cel dążącego do oświecenia adepta zen (obecnego w tomiku światopoglądu). Być może poetka nawiązuje tutaj wprost do fragmentu z traktatu Shobogenzo Dogena Kigena (1200–1253), który rzuca sporo ś w i a t ł a na jej poezję: „[Na przykład] gdy ryba płynie w wodzie, jak długo by nie płynęła, woda nie ma końca. Gdy ptak wzlatuje pod niebiosa, jak długo by nie leciał, niebiosa się nie kończą. Jeżeli jest tak właśnie, to i ryba i ptak od zamierzchłej przeszłości aż do teraz nie oddalili się od siebie samych [od swojej natury, od zamieszkiwanych przez nie środowisk, wody i nieba]. (...) Wiemy stąd zatem, że [dla ryby] woda jest życiem, a [dla ptaka] życiem jest niebo. Ptak jest życiem [dla nieba], ryba jest życiem [dla wody]. Poznać należy, że życie jest ptakiem i życie jest rybą (...). Jeżeli byłyby jednak ryby i ptaki, które myślałyby, aby wyruszyć w drogę w wodzie i po niebie dopiero po doskonałym poznaniu, czym jest [cała] woda i niebo, to nie znalazłyby nigdy takiej drogi, nie zyskałyby nigdy miejsca, w którym mogłyby spocząć. Jeżeli zdobędziemy to miejsce, zrozumiemy, że ta praktyka [codzienne czynności] jest objawieniem się absolutnej prawdy”. Jeśli teraz ten światopogląd uznamy za obowiązujący także w wierszu „Opisanie świata”, a nie ma ku temu żadnych przeciwskazań, to polemika z Białoszewskim i Herbertem (a szerzej – ze znaczną częścią europejskiej poezji w ogóle) zacznie się jawić jako polemika z tymi, którzy niewłaściwą drogą próbowali uzyskać oświecenie. Za bardzo d r ą ż y l i stoły, zamiast zgodzić się na ich „takość”. Z drugiej jednak strony, można to zrozumieć całkiem odwrotnie: zajmowali się zagadnieniem poznania, które nie było dla nich jasne, zaś to żądający jasności Platon był w błędzie, gdy przegnał ich, żądając natychmiastowego (a priori? w zachodnioeuropejskiej terminologii) „oświecenia”. Ponieważ wiersze Szymańskiej są jednak ironiczne, w tym wobec „wielkich”, „Platonów”, „poetów” – zapewne można je czytać też inaczej. Przeganiali oni nie tylko to, co „ciemne” jako „szalone” czy „instynktowne”, ale także to, co poddawało ład w wątpliwość, małe plamki na świetle – takie jak u Białoszewskiego, Szymborskiej, Herberta. Jasność. Chyba nieprzypadkiem pojawia się ona także u Szymańskiej, już w pierwszym wersie. Dlaczego poeci, o których mowa, „wstają wcześnie rano”? Zapewne tkwi w tym ironia; o poranku na resztki nocy nakłada się dzień, nie ma więc pełnej jasności; może dlatego, że Heglowska sowa... albo, słowami Wata, „Mrok zapada i Minerwa / śle swe sowy do Wyroczni”. Uniknąć spotkania z sową?

 Piotr Sobolczyk

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas