poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PIOTR SIWECKI
Notatki o niszy (1) (fake/serious manifesto)


1. Nisza nie musi kojarzyć się ze środowiskowością, chociaż może się tak kojarzyć (2).

2. Nisza nie musi kojarzyć się z ograniczonym obiegiem myśli, chociaż może się tak kojarzyć (3).

3. Nisza nie musi kojarzyć się z naturszczykami, chociaż może się tak kojarzyć (4).

4. Nisza nie musi kojarzyć się z brakiem profesjonalizmu, chociaż może się tak kojarzyć (5).

5. Nisza nie musi kojarzyć się z dysydentyzmem, chociaż może się tak kojarzyć (6).

6. Nisza nie musi kojarzyć się z elitaryzmem, chociaż może się tak kojarzyć (7).

7. Nisza nie musi kojarzyć się z krytyką konsumpcjonizmu, chociaż może się tak kojarzyć (8).

8. Nisza nie musi kojarzyć się z peryferyjnością, chociaż może się tak kojarzyć (9).

9. Nisza nie musi kojarzyć się z małą firmą, chociaż może się tak kojarzyć (10).

10. Nisza nie musi kojarzyć się z młodymi, debiutującymi autorami, chociaż może się tak kojarzyć (11).

11. Nisza nie musi kojarzyć się z eksperymentem i etosem awangardy, chociaż może się tak kojarzyć (12).

12. Nisza nie musi kojarzyć się z jednorodnością tematyczną lub/i stylistyczną, chociaż może się tak kojarzyć (13).

13. Nisza nie musi kojarzyć się z propagandą sukcesu, chociaż może się tak kojarzyć (14).

14. Nisza nie musi kojarzyć się z ascezą, chociaż może się tak kojarzyć (15).

15. Nisza nie musi kojarzyć się z sytuacjonizmem, z dryfem, chociaż może się tak kojarzyć (16).

16. Nisza nie musi kojarzyć się ze strachem przed krytyką, chociaż może się tak kojarzyć (17).

17. Nisza nie musi kojarzyć się z samizdatem, chociaż może się tak kojarzyć (18).

18. Nisza nie musi kojarzyć się z radykalizmem światopoglądowym, chociaż może się tak kojarzyć (19).

19. Nisza nie musi kojarzyć się z określonym stylem życia, chociaż może się tak kojarzyć (20).

20. Nisza nie musi kojarzyć się z kameralnością, intymnością, chociaż może się tak kojarzyć (21).

21. Nisza nie musi się kojarzyć, chociaż może się kojarzyć…

Piotr Siwecki


PRZYPISY:

(1)    W przypisach, chociaż i w tekście zasadniczym, skupiam się przede wszystkim na obserwacjach dotyczących niszy w literaturze. Tytuł jest też nieironicznym pastiszem z „Notatek o campie” Susan Sontag.

(2)     Obieg środowiskowy jest obiegiem naturalnym, ponieważ jest formą kontaktowania się podobnych sobie. W tym rozumieniu nisza może być formą terapii grupowej, chociaż może być postrzegana jako element strategii alienacji… Kluczem do zrozumienia natury niszy jest zgoda na jej istnienie jako formy istnienia… rozmiar niszy też może być różny, zasięg jej oddziaływania może być zmienny… ważne dla niszowego twórcy jest/powinno być poszukiwanie podobnych sobie…

(3)    Sugestia jakoby pojęcie niszy odnosiło się do zawężonego obiegu myśli i produktów jest wartościowa o tyle, że może prowadzić do postulatu traktowania niszy jako odpowiednika elitaryzmu, chociaż może też prowadzić do traktowania niszy jako elementu procesu marginalizacji, odtrącenia – tu pojawia się charakterystyczny dla wielu niszowych twórców i wydawnictw element rewolucyjności rozumianej jako opozycyjność, którą można postrzegać jako formę kompensacji: twórcy niszowi wychodzić mogą z założenia, że publikacje dużych wydawnictw są zbyt oględne, gładkie, a przez to nieautentyczne. Tak więc nisza ma dwa oblicza, a twórca niszowy przeżywa swoją niszowość jako konflikt między duchowością a cielesnością, bo zdaje sobie sprawę, że drabina bytów nie jest tylko elementem średniowiecznej filozofii… poza tym: niezmiernie ważną sprawą, swoistym wyróżnikiem niszowości jest ograniczona dystrybucja (wymuszona lub programowa): sytuację modyfikuje obieg internetowy, bo tu reguły dystrybucji są nieco inne… a może przesada z tym Internetem… w końcu kłączowatość istniała przed Internetem… no, może nie na taką skalę…

(4)    Spora część twórców niszowych to tzw. amatorzy, ludzie, którzy nie posiadają tzw. zawodowego przygotowania, chociaż nie jest to wcale rys szczególny. Wystarczającym powodem do pisania (ale i innych aktów twórczych) jest sama chęć – wiadomo, że nie ma jednej recepty na twórczość, dlatego twórca niszowy albo tworzy szybko, a jego praca nosi znamiona niewykończenia, albo pracuje długo, często nie wiążąc z pisaniem nadziei zarobkowych, chociaż wcale nie musi chodzić jedynie o pisanie dla własnej przyjemności (a, jest jeszcze problem talentu i twórcy, który nie zdaje sobie sprawy z daru/przekleństwa). Istotnym elementem działań twórców niszowych są/powinny być spotkania warsztatowe lub swobodne organizowanie się w grupy o mniej lub bardziej sformalizowanym charakterze – to właśnie podczas takich spotkań dokonuje się wymiana, dystrybucja, która może zatoczyć szerszy krąg, jeśli taka będzie wola twórców – w ten sposób powstały m.in. takie pisma jak „Portret” czy „Undergrunt”…

(5)    Twórca niszowy powinien być gotów korzystać z wszelkich możliwych form oddziaływania, chociaż naraża się w ten sposób na ryzyko braku profesjonalizmu rozumianego jako specjalizacja. Dla twórcy niszowego radość tworzenia polega na możliwości modyfikacji artystycznej strategii. Oczywiście możliwe jest w przypadku twórcy niszowego optowanie za utrzymaniem jednolitości strategii artystycznej, światopoglądowej, ale, działając jakby na zapleczu przemysłu kulturalnego, twórca niszowy powinien wziąć pod uwagę fakt, że to właśnie przemysł kulturalny tworzy jego odbiorców i dlatego twórca niszowy musi reagować na mody i dzieła generowane przez przemysł kulturalny w celu lepszego zrozumienia i opisania rzeczywistości. Stąd być może częsty wśród twórców niszowych autotematyzm i metatekstowość. Jednak autotematyzm i metatekstowość stały się dziś, o co zabiegano od dawna, wyznacznikiem mainstreamu (pozycja Doroty Masłowskiej czy Michela Houellebecqua). Pamiętać jednak należy, że nie wszyscy twórcy niszowi przechwytywani są przez przemysł kulturalny, bądź nie są przechwytywani w równym stopniu. Dlatego coraz częściej wyborem twórcy niszowego jest wybór fabuły, akcji oraz istnienie jakby bez tradycji literackiej: może być to wyraz rzeczywistej nieświadomości, braku wiedzy, ale może to być też wyraz samoświadomości twórcy (patrz na przykład: dyskusja o polskiej literaturze lat 70. i 80. w: „Tytuł”, nr 1/1997). Ze względu właśnie na wybór fabularyzmu twórca niszowy osądzany może być dziś jako nie-profesjonalista… tak… profesjonalista powinien wznieść się ponad poziom fabuły i dokonać eseizacji?… coraz mocniej w to wątpię, licząc na samodzielność czytelnika, którego, jak złego demona, obudził Barthes… tak… coś jest na rzeczy… ale przecież jest na rzeczy od lat… wystarczy ustawić naprzeciw siebie Pozy prozy Leszka Bugajskiego z 1986 roku i tegoż Strategię ślimaka z 1988 roku z Rozbiorami Andrzeja Pawluczuka z 1983 roku czy nowsze, telewizyjne wypowiedzi krytyczne Tomasza Jastruna dotyczące awansu prozy spod znaku eksperymentu językowego… i jeszcze misz-masz recenzencki w „Dzienniku”… oczywiście chodzi o to jak opisać Zeitgeist…

(6)    Dysydentyzm można tu rozumieć rozmaicie, ale najlepiej opierać się na analizie tekstów w celu określenia pola sprzeciwu, oporu… jeśli uznać, że nisza funkcjonuje na zasadzie kontrastu w stosunku do mainstreamu to można powiedzieć, że działania twórcy pozostającego w niszy są działaniami subwersywnymi, a te, wbrew pozorom, wymagają lepszej organizacji (samoorganizacji) niż działania mainstreamowe, które skażone są syndromem chaosu, ponieważ nastawione są na oddziaływanie globalne i w tym sensie powierzchowne. Subwersywność niszy polega przede wszystkim na tym, że twórca niszowy daje sobie prawo, by nie zabiegać o względy establishmentu, daje sobie czas na tworzenie, bo jego wyborem jest/powinien być wybór peryferii (we wszystkich możliwych rozumieniach tego terminu).

(7)    Z pewnością niektóre publikacje niszowych wydawnictw i niszowych autorów mogą funkcjonować na prawach egzemplarzy kolekcjonerskich lub po prostu zbyt hermetycznych dla masowego (nieprzygotowanego) odbiorcy. Można więc w geście artysty niszowego odnajdywać pitagorejski gest dezaprobaty dla łatwych rozwiązań… (patrz też przypis 17).

(8)    Sukces niszowego wydawnictwa możliwy jest wtedy, kiedy istnieje zapotrzebowanie na jego usługi – to standard nie tylko dla wydawnictw niszowych. Właściwie te same prawa stosują się do małych i dużych wydawnictw. Różnica przede wszystkim polega na tym, że w przypadku niszowych wydawnictw sukcesem podstawowym nie jest/nie powinien być sukces finansowy, lecz sukces intelektualny. W przypadku dużego wydawnictwa właściwy, zakładany sukces to suma powyższych sukcesów. Niszowe wydawnictwa nie zawsze są legalnie działającymi firmami wydawniczymi, bo zysk rzadko w takim przypadku wystarcza na opłaty konieczne przy prowadzeniu firmy, nawet przy założeniu, że firma wydawnicza jest działalnością uboczną, a wydawca posiada inne źródło utrzymania; niszowe wydawnictwa, w sensie: publikacje, często mogą być efektem ubocznej działalności firm o dominującym innym, bądź skojarzonym profilu.

(9)    Tam, gdzie jestem, jest centrum. Może jest tak, że niszowy twórca, że nisza funkcjonuje w otoczce kultury masowej, pozostając enklawą… jak kwiat bawełny… zrywanie grozi bólem… nie… tu trzeba wrócić do definicji niszy znanej w biologii… nisza jako lustro… tak… szczególnie jeśli wziąć pod uwagę wciąż żywotną kwestię reakcji na zmienną rzeczywistość… jeśli założyć, że twórca niszowy oferuje produkt niewykończony, to wnioskować z tego można, że jest to najdoskonalsza forma reakcji na rzeczywistość, na tempo zmian… sprawa komplikuje się, albo wyjaśnia jeśli przyjmiemy, że obecnie najskuteczniejszym przejawem działalności twórcy niszowego, pojmowanego jako homo loquentis, jest strona www lub blog… kwestią otwartą i wartą dodatkowego rozpatrzenia pozostaje niestabilność form gatunkowych czy eseizacja literatury artystycznej… poza tym, na co zwracają uwagę amerykańscy avant-popowcy, trzeba pamiętać o tym, że niszowy, alternatywny… tak… to tylko pseudonimy… fake… nisza to dziura w zębie przemysłu kulturalnego… nisza to landryna…

(10)     W grę wchodzi tu przede wszystkim element sztuki performans; wydawnictwo może/powinno być traktowane jako element długotrwałego performansu. Założenie firmy przez artystę, który nie korzysta z żadnych ulg, jest przedsięwzięciem karkołomnym nie tylko z powodów finansowych, ale i ze względu na czasochłonność prowadzenia wydawnictwa – mniej czasu na dopracowanie projektów jeśli zakłada się też jakiś sukces finansowy, a ten trzeba założyć, bo z czegoś trzeba robić opłaty. W takiej sytuacji można rzeczywiście mówić o niszowych wydawnictwach jako tych, które oferują produkt niewykończony. Nie wskazywałbym jednak na ten czynnik jako podstawowy wyróżnik między niszą, offem a dużym, komercyjnym wydawnictwem, bo i tu i tu znajdziemy rzeczy słabe, niewykończone – jedynym co ratuje niszowe wydawnictwo jest to, że małemu zazwyczaj łatwiej się wybacza, dużemu zaś, aspirującemu do roli autorytetu, wybacza się o wiele trudniej i dłużej… Jedynym w takiej sytuacji sensownym rozwiązaniem jest na przykład prowadzenie drukarni lub punktu xero – oczywiście jeśli marzy nam się legal. Z własnego doświadczenia wiem, że prowadzenie firmy modyfikuje aktywność twórczą – modyfikuje nie tylko poprzez ograniczenia jakie nakłada sama kwestia organizacji, ale poprzez empatię z innymi, którzy prowadzą firmy – wchodzi się po prostu w rzeczywistość. W moim przypadku było o tyle łatwiej, że wydawnictwo nie było głównym źródłem utrzymania – w zasadzie dokładałem do interesu, bo zysk, przy minimalnej dystrybucji równy był zeru. Faktem jest, że nie wkładałem specjalnego wysiłku w prowadzenie wydawnictwa jako firmy, już to ze względu na ograniczenia czasowe, już to ze względu na niemożliwość znalezienia odpowiedniego dystrybutora (brakowało mi nadziei na znalezienie dystrybutora, który pozwoli mi zarobić tyle chociaż, żeby dokonać koniecznych opłat; przypuszczalnie musiałbym śrubować cenę, a tego nie chciałem robić, już to ze względu na to, że cena wydawała mi się, o iluzjo, elementem reklamowym, już to ze względu na to, że nie był moim celem sam zarobek – powodował mną i idealizm i chęć sprawdzenia jak to jest ponieść klęskę w biznesie). Suma sumarum wydawnictwo, jako firmę, rozwiązałem. Teraz próbuję zmusić się do tego, żeby postudiować prawo podatkowe i sprawdzić ile można w Polsce zarobić, żeby nie wykazywać tego w podatku… oczyma wyobraźni już widzę te donosy na wydawnictwo… nie… nie będę sprzedawał… będę rozdawał… TEORIA NIE CHRONI PRZED PRAKTYKĄ…

(11)     Mały, niszowy wydawca powinien spełniać służebną funkcję w stosunku do początkujących autorów, chociaż jego funkcją nie musi być wcale pośredniczenie między obiegiem ograniczonym a obiegiem masowym, jaki zdają się proponować wydawnictwa duże czy pisma literackie. Taką samą funkcję powinien spełniać w stosunku do autorów młodych twórca dłużej obecny w obiegu niszowym lub półniszowym – w ten sposób, być może, przestanie nas interesować kryterium pokoleniowości, chociaż w jego miejsce nie najlepiej byłoby wprowadzać kryterium środowiskowości: najkorzystniejszy jest eklektyzm, chociaż istnieje ryzyko kurka na wietrze… nie… twórca, każdy twórca, musi brać pod uwagę fakt, że nie można się ograniczać, okopywać w fanatyzmie czy ekstremizmie… nisza jest wtedy niszą, kiedy jest lustrem dla tego, kto w nie spojrzy… jeden z moich ulubionych ostatnio autorów niszowych powiedział mi ostatnio, że najważniejszy jest akt pisania, a właściwie sama myśl o tym, że historia, którą się wie (tak właśnie i nie inaczej) nieźle wyglądałaby na papierze… tak… jest w tym coś z etosu (o ile można użyć tego pojęcia) sztuki konceptualnej… to ważne… jest też/powinno być w etosie niszowym wiele z Grotowskiego, Nietzschego, Lautremonta, Adorno… a tak na marginesie Siwecki poleca: Michalina Janyszek, Michał Krawiel, Marcin Makowski, Piotr Makowski, Jakub Michalczenia…

(12)     Ważnym wydaje się być nieustający spór dotyczący tego, czy proza ma być przede wszystkim zabawą językiem czy raczej budowaniem fabuły poprzez wykorzystanie anegdoty, akcji. W przypadku twórców niszowych częste jest eksperymentowanie z oboma strategiami jednocześnie, co prowadzić może u odbiorcy/krytyka do stwierdzenia braku ideowej jednorodności i, w konsekwencji, do odrzucenia dzieła jako zbyt eklektycznego… pamiętać jednak należy, że każdemu twórcy chodzi przede wszystkim o próbę podjęcia ryzyka opisu chaotycznego świata, Panameryki Baudrillarda… w tym celu wybór każdej strategii narracyjnej jest uzasadniony… małe wydawnictwo jest miejscem eksperymentu, ryzyka, ale i spokoju, luzu, szczególnie jeśli wydawnictwo jest projektem o charakterze hobbystycznym i nie wiąże się z prowadzeniem działalności gospodarczej… PRAKTYKA NIE CHRONI PRZED TEORIĄ…

(13)     W przypadku wydawnictw niszowych częste jest trzymanie się wyznaczonej linii tematycznej. Najbardziej popularnymi zakresami tematycznymi zdają się być: porno, horror, queer. Tu rysuje się ważny element niszowego etosu: autentyzm nawet za cenę zapoznania, czyli ryzyko amatorszczyzny, niewykończenia. (rozpoznanie prowadziłem raczej na gruncie amerykańskim, na którym zjawisko zwane małym wydawnictwem ma bardzo istotny charakter, a wiąże się ze sprawą reinterpretacji amerykańskiego mitu jakiej dokonują sami Amerykanie – dla nas ma to oczywiście wielkie znaczenie, bo, w co skłonny jestem wierzyć coraz mocniej, to Ameryka wyprzedza teraz Europę – oczywiście mogę zostać posądzony o ignorancję: bo przecież jest tyle nisz, tyle wspaniałych miejsc, a w tych miejscach miejsc/ludzi jest wiele… prawda, ograniczam się, ale inaczej się nie da… czas…)

(14)     Należy pamiętać o pośredniczącym charakterze małych, niszowych wydawnictw lub ich ewolucji, vide: „Lampa i Iskra Boża”, „Fronda”, „Portret”.

(15)     Mam tu na myśli przede wszystkim kwestie edytorskie oraz rozmiary publikacji, które to w większości wydawnictw niszowych nie są zbyt obszerne. W dalszym planie chodzi też o pierwotne rozumienie pojęcia ascezy i połączenie go z elementami filozofii existenz Hannah Arendt. Jedno i drugie łączy się na przykład w (internetowej, choć nie tylko) koncepcji flash fiction.

(16)     Publikowanie w małych wydawnictwach jest/powinno/może być wyrażeniem zgody na określony w formule sytuacjonistycznej styl życia, zmienność, która jest elementem kreacyjności. Debordowskie kryterium dryfu powinno być dla małych wydawnictw szczególnie ważne ze względu na pozytywny aspekt labilności będącej cechą znaczącą społeczeństwa postkapitalistycznego oraz ze względu na fakt, że małe wydawnictwo jest w tym rozumieniu miejscem spotkania poznających podmiotów… Przejście twórcy z wydawnictwa niszowego do wydawnictwa dużego, sieciowego można traktować jako wykorzystanie strategii dryfu, o ile twórca nie pozostanie niewolnikiem kontraktu. Wydawnictwa niszowe pozostają niszowymi, o ile nie mobilizują twórcy kontraktem. To ważny element etosu niszowego… Istotną sprawą pozostaje ustalenie granicy: do jakiego momentu wydawnictwo niszowe pozostaje niszowym? Biorąc pod uwagę kryteria wypracowane przez Deborda, należałoby stwierdzić, że niszowe wydawnictwo jest niszowe o tyle, o ile zmienia swoją formułę, o ile modyfikuje zakres tematów, a w związku z tym zmienia grupę odbiorców. W tej perspektywie duże, instytucjonalne wydawnictwa działające na rynku, wydawnictwa posiadające urozmaiconą tematycznie ofertę zasługiwałyby na miano wydawnictw niszowych. Mam jednak wrażenie, że dla wielu twórców niszowych taka perspektywa jest nie do przyjęcia, szczególnie jeśli twórcy ci ustawiają się w opozycji do komercyjnego sukcesu, jaki jest często udziałem dużych wydawnictw. Dlatego korzystniejsze byłoby ustawienie perspektywy poza opozycją nisza – komercja i powołanie opozycji: małe wydawnictwo – duże wydawnictwo. Takie rozwiązanie ułatwiłoby zdecydowanie myślenie o niszy jako kryterium nie tylko socjologicznym, ile raczej artystycznym.

(17)     W sytuacji, w której żyjemy obecnie, w sytuacji, w której wciąż trwają spory o to, czy mamy kryzys reprezentacji czy też go nie mamy, wybór niszy jest formą autoekspiacji, to możliwe, ale jest też wybór ten nie czym innym jak formą wyrażania sprzeciwu w stosunku do propozycji hierarchizowania tematów, stylów, wartości – propozycje te, wyrażane w rozmaity sposób w prasie, radiu i telewizji są dla twórcy niszowego sygnałami, które powinien/musi zdekodować posługując się wypracowanym przez siebie kluczem. Nie jest więc sytuacja twórcy uznawanego za niszowego sytuacją radykalnie inną niż sytuacja każdego innego uczestnika kultury. Być może poziom świadomości i zaangażowania jest czasami różny, ale konieczność dekodowania pozostaje koniecznością nadrzędną, chociaż może być i tak, że twórca niszowy, wybierając silne, opozycyjne światło, odmawia uczestnictwa w powszechnym procesie kodowania-dekodowania. Patrz: estetyka milczenia.

(18)     Zaufanie tradycji samizdatu jako formie realizowania się oporu może zmienić się w uprawianie sztuki książki; patrz też: liberatura… Rozwiązaniem sensownym, chociaż wymagającym pewnych umiejętności i pewnych nakładów finansowych wydaje się być druk na żądanie prowadzony przez drukarnie cyfrowe. Pozyskanie numerów ISBN nie jest problemem – problemem może być dostarczenie egzemplarzy obowiązkowych do Biblioteki Narodowej, bo tu w grę znowu wchodzą pieniądze na przesyłkę.

(19)     Np.: copyright vs copyleft – to jedna z najważniejszych obecnie spraw do rozwiązania dla niszowego twórcy. Z perspektywy instytucjonalnie działającego na rynku wydawnictwa wchodzenie w obieg copyleft jest niebezpieczne, ale jednocześnie to właśnie unikanie publikacji sieciowych sprawia, że takie wydawnictwo staje się wydawnictwem niszowym. Jeśli zdamy sobie sprawę z takiego odwrócenia tradycyjnej opozycji w jakiej wydawnictwa niszowe (patrz: niskonakładowe, bezpromocyjne) istnieją jako formy alternatywne w stosunku do wydawnictw, nazwijmy je komercyjnymi… tak… to prowadzi nas wprost do avant-popu…

(20)     Tworzenie w niszy to przede wszystkim wybór twórcy, to wybór perspektywy, ale to także konsekwencja konieczności życiowych. W tym ustawieniu tworzenie i pozostawanie w niszy jest po prostu wyrazem samoświadomości twórcy, który, zdając sobie sprawę z przemijalności czy raczej przemienności wszystkich artefaktów stara się utrzymać po prostu dystans, choć jednocześnie nie wzbrania się przed kontaktem, nie wzbrania się też przed konsumpcją i byciem konsumowanym, chociaż nie przyjmuje za wyznacznik swego bycia twórcą publikacji co rok powieści, zbioru opowiadań lub tomiku poetyckiego.

(21)     Ta kameralność, intymność jest formą sprzeciwu wobec establishmentu, który, bawiąc się na rautach, nie jest w stanie zrozumieć sensu pieśni o głodzie?… entropia… nisza nie musi kojarzyć się z empatią, z marginalizowanymi przedstawicielami społeczeństwa lub marginalizowanymi ideami, chociaż może się tak kojarzyć… i tak na zakończenie: chapbooks i blogi, które będą je promowały…

Dekada Literacka 2006, nr 4 (218)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas