poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT OSTASZEWSKI
Intensywność
Jáchym Topol, „Anioł” przeł. Marcin Babko, Wydawnictwo FA-art, Bytom 2002.
Dekada Literacka 2002, nr 9-10 (191-192)



Słowo „intensywność” przyszło mi do głowy zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania krótkiej powieści Jáchyma Topola. Zdecydowałem się umieścić je w tytule recenzji - mimo iż wygląda to jak podróbka krytycznoliterackiego stylu Henryka Berezy – ponieważ najlepiej określa właściwości prozy czeskiego autora. Intensywność wbudowana jest w sam tekst (na poziomie języka i obrazów), określa też sposób lektury powieści (wymaga aktywnego współudziału czytelnika). Zanim jednak spróbuję napisać nieco więcej o owej intensywności powieści Topola, wypada, abym przedstawił pokrótce samego autora, który nie jest na razie (choć pewnie niedługo to się zmieni) postacią znaną w Polsce.

Jáchym Topol urodził się w roku 1962 w rodzinie o sporych tradycjach literackich (jego ojciec, Josef Topol, uważany jest za jednego z najwybitniejszych czeskich dramaturgów współczesnych). W latach 80. związany był z praskim środowiskiem undergroundowym, współtworzył kultowe pismo niezależne „Revolver Revue”. Topol zajmował się początkowo wyłącznie poezją, jako prozaik debiutował dopiero w roku 1994 powieścią „Sestra” (przekład tej powieści dokonany przez Leszka Engelkinga ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa W.A.B.). W Polsce opublikowany został jak dotąd jedynie – poza „Aniołem” – przekład tomu wierszy Topola „Kocham cię jak wariat” (1992).

Wszyscy miłośnicy typowo czeskich klimatów w prozie, namiętni pożeracze książek Hrabala czy Kundery, nie zasmakują – jak sądzę – w tekstach Topola. Nie ma w nich ironii, dystansu, ciepłego humoru, który pozwala mówić bez patosu i pompowania balonu tragizmu o sprawach poważnych, a nawet ostatecznych; nie ma więc u Topola tego wszystkiego, co zwykło się u nas kojarzyć ze współczesną prozą czeską. „Anioł” jest mroczny, pełen zła, przemocy, rozedrganych emocji, szarpaniny bohaterów, którzy raz po raz ocierają się o szaleństwo. Nie ma w tej powieści narracyjnej klarowności, potoczystości frazy, bo zbudowana jest z drobnych fragmentów, które rozkładają się – trochę niczym puzzle – na kilku poziomach tekstu. Przypomina ona właściwie tekstową układankę, składającą się z heterogenicznych elementów, którą podczas lektury można na różne sposoby „ustawiać”, generując w ten sposób rozmaite odczytania. Czy nie pachnie to na odległość postmodernizmem? Na pewno proza Topola wyrasta z doświadczeń literatury tego rodzaju, chociaż sam autor nie uważa się za postmodernistę (swoją drogą, z postmodernizmem w literaturze podziało się – jak pokazuje przykład Topola, nie tylko u nas – tak jak nieco wcześniej z feminizmem, niby pojawiają się książki tego typu, ale wszyscy pisarze bronią się rękami i nogami przed etykietką autora postmodernistycznego). Jest to powieść, mimo niewielkiej objętości, bardzo gęsta i bogata. Bo proszę sobie wyobrazić połączenie prozy Filipiak, Gretkowskiej, Vargi, Stasiuka, Bitnera i Strumyka, cały ten melanż wstrząśnięty, nie mieszany jak drink Jamesa Bonda (Topol chętnie sięga też do motywów, postaci z obszaru kultury masowej) i umieszczony w jednym tekście. Przecież coś takiego powinno skończyć się literacką katastrofą! Otóż niekoniecznie, Topol napisał książkę bardzo dobrą. Wypada  więc jedynie westchnąć: znowu mamy czego zazdrościć Czechom.

Dokładny opis tekstowej mieszaniny, jaką przygotował autor „Anioła”, wymagałby sporego artykuły. Ograniczę się więc do przedstawienia jednego wątku tej powieści, który wydał mi się najistotniejszy. Otwiera ją fragment zatytułowany „Skradziony Jezusek”, który na pozór niewiele ma wspólnego z resztą tekstu. Znajdują się w nim rodzajowe scenki z życia jednej z praskich dzielnic: jest Wigilia, w kościele tłoczą się Cyganie, ginie figurka Dzieciątka z jasełek. Pojawia się też osobliwa postać „opowiadacza”, który mówi między innymi o głównym bohaterze powieści, Jatku. Autor określa ową postać już na pierwszej stronie tekstu w ten oto sposób: „Była zima, zima w roku, a w niej oni wszyscy, ci prawdziwi i ci właśnie powstający w chorej wyobraźni wciąż przerywającego opowiadacza, właśnie mieszał historię, ludzi i lata, siedział w Nonstopie nad szklaneczką” (s. 5). Nieco dalej „opowiadacz” określony jest jako „pomylony” i „chorobliwy kłamca” (s. 9). Nie jest w tym miejscu istotne, czy mamy tu do czynienia z wbudowanym przez autora w świat przedstawiony alter ego (chociaż w „Aniele” bez trudu da się odnaleźć wątki autobiograficzne). Ważna jest natomiast kwestia sugerowanego dystansu. Wskazywanie wątpliwych kompetencji „opowiadacza”, który miesza fikcję z rzeczywistością i nie potrafi zapanować nad chaosem własnej narracji, oznaczać może próbę zdystansowania się wobec rozsnuwanej historii, ustawienia się obok niej. Byłby więc on typowym dla prozy czeskiej knajpianym bajarzem, farmazonem, który nad kuflem piwa opowiada dowcipnie i ironiczne historie niekoniecznie z życia wzięte? Otóż nie, Topol ewidentnie igra z tradycją czeskiej prozy. „Opowiadacz” z „Anioła” jest chorobliwym pomyleńcem, ponieważ tkwi głęboko w świecie, który próbuje opanować słowem; w świecie, który wygląda właśnie niczym twór wariata. Nie jest w stanie zdystansować się wobec niego, a jedyne co może zrobić, to znieczulać nieco rzeczywistość fikcją.

Głównym przewodnikiem po niezbyt sympatycznym świecie opisywanym przez Topola jest Jatek, autsajder, człowiek mocno zaburzony psychicznie, który żyje na marginesie życia. Jatek wychodzi ze szpitala psychiatrycznego, mieszka w Pradze w kiepskiej dzielnicy, zarabiając na życie jako palacz, poznaje różne kobiety, z jedną z nich wyjeżdża do Paryża, gdzie żyje w nieustannym narkotycznym ciągu, przez przypadek udaje mu się stworzyć narkotyk, będący swoistą pigułką szczęścia, potem znowu wraca do Pragi, gdzie znajomi wciągają go w ciemne interesy. Bohater „Anioła” jest wewnętrznie spękany, rozbity nawet, podobnie jak jego prascy znajomi. Ich świat, który w latach osiemdziesiątych miał wyraziste kontury wyznaczane przez politykę, rozpadł się – może raczej: rozmył – wraz z odzyskaniem przez Czechów wolności. Powieść Topola przedstawia mozolne próby odbudowywania porządku świata, poszukiwania sensu i celu życia, poszukiwania możliwych do zaakceptowania i jasnych zasad, oswajania bestii, która – jak zdaje się twierdzić autor „Anioła” – tkwi w każdym z nas. Te usiłowania okupione są szamotaniną, szaleństwem, niekiedy prowadzą bohaterów Topola do zbrodni. Podkreśla to jeszcze narracja powieści, rozedrgana, poszarpana, w której opisy rzeczywistości zlewają się z obrazami światów wewnętrznych bohaterów, oraz stylistyka stanowiąca mieszaninę fraz z języka potocznego i wysmakowanych literacko, wulgarnych i poetyckich, dosadnie jednoznacznych i przeładowanych symboliką. Autor „Anioła” pisze najczęściej krótkimi zdaniami, próbując oddać gonitwę myśli i obrazów w głowach swoich bohaterów.

 Jatek odnajduje siłę miłości (a pewnie też wiary i nadziei), dzięki której odcina się od złej przeszłości („To był nowy czas i było tak, jak na początku wszystkiego, i to był pierwszy dzień”. s. 126). Czyżby powrót do chrześcijaństwa? Czyżby „skradziony Jezusek” z pierwszego fragmentu powieści odnalazł się wreszcie w sercu Jatka? Twierdzące odpowiedzi na te pytania mógłby uzasadniać chociażby fakt, że Topol w postać Jatka wplótł dosyć przewrotne nawiązania do Jezusa (Jatek bardzo mocno przeżywa cierpienie świata, które wizualizuje mu się w postaci krwawiącego nieba, poza tym do produkcji narkotyku, który przynosi ludziom szczęście, potrzebna jest kropla jego krwi). Wydaje mi się jednak, że miłość Jatka wynika nie tyle z nawrócenia, co raczej ze zwyczajnej akceptacji samego siebie i własnego miejsca w świecie; akceptacji, która może prowadzić do włączenia we wspólnotę religijną, ale wcale nie musi.

A czego poszukują inni bohaterowie „Anioła”? Boga, wspólnoty, szczęścia, narkotyków, pieniędzy. Prawie zawsze z taką samą intensywnością jak Jatek. I nieodmiennie Topol opisuje ich usiłowania intensywną, gęstą, pulsującą emocjami prozą.

Robert Ostaszewski 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas