poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z Jáchymem Topolem rozmawia Jabub Pacześniak
Muszę prowadzić podwójne życie
Dekada Literacka 2002, nr 9-10 (191-192)
JÁCHYM TOPOL (ur.1962), prozaik, po¬eta, syn dramaturga Josefa Topola i wnuk pisarza Karla Schulza. Zaczynał jako poeta. Pisał teksty piosenek dla rockowych zespołów Psí vojáci (którego liderem jest jego brat Filip Topol) i Národní třída oraz dla Moniki Načevy. Wydat zbiory poezji: „Miluju tě k zbláznění“ (1991,1995, pol. wyd. „Kocham cię jak wariat“, 1992) i „V úterý bude válka“ (1992,1995, „We wtorek będzie wojna“). Pracował jako redaktor w czasopismach „Revolver Revue“ (1989-1995 red. naczelny), „Respekt“ i „Raut“. Jego twórczość prozatorska obejmuje: opowiadanie „Výlet k nádražní hale“ (1994, 1995, „Wycieczka do hali dworcowej“), powieści „Sestra“ (1994, „Siostra“), „Anděl“ (1995, 1997, 2000, „Anioł“) i „Noční práce“ (2001, „Nocna praca“) oraz wywiad rzeka „Nemůžu se zastavit“ (z Tomášem Weissem, 2000, „Nie moge sie zatrzymać“). Przetłumaczył też opowieści Indian Ameryki Północnej. Za poezję otrzymał nagrodę Toma Stopparda, za prozę Egona Hostovskiego. W Polsce w 2002 został wydany „Anioł” (tłum. M. Babko, Wyd. FA-art), wkrótce trafi do księgarń „Siostra“ (tłum. L. Engelking, Wyd. W.A.B.).


Na początku tego roku została wydana w Polsce twoja książka „Anioł”, lada dzień trafi do księgarń powieść „Siostra”. Porównaj je, proszę, krótko. Powiedz, jak powstawały.

„Siostra” to była dla mnie przede wszystkim eksplozja gromadzonego całymi latami materiału. Po raz pierwszy w życiu miałem warunki do pisania: pokój, w którym mogę się zamknąć, pieniądze, o które nie muszę się starać, i spokój. Byłem wtedy jeszcze bardzo młodym autorem, więc nie wiedziałem, że pisanie to między innymi praca fizyczna. Pisałem ją przez trzy miesiące, codziennie po jakieś dziesięć godzin. Po trzech miesiącach załamałem się, a kiedy odzyskałem równowagę, jeszcze tak chyba z rok książkę poprawiałem, kreśliłem. To było po osiemdziesiątym dziewiątym roku, byłem zafascynowany tą ogromną społeczną przemianą, nieliczącą się z niczym wolnością. To był dla mnie wybuch absolutnego egoizmu, w ogóle nie uważałem się za pisarza, pisanie to była po prostu wewnętrzna konieczność, jakieś badanie nowego terenu. Wcale wtedy nie wiedziałem, czy ktoś książkę wyda. „Siostra” to labirynt, „Anioł” to cegła z tego labiryntu. Kiedyś, jak miałem tak około dwudziestu lat, kiedy mnie wypuścili z zakładu psychiatrycznego, mieszkałem w dość dzikiej części Smíchova, przy ulicy pełnej Cyganów. Byłem całkowicie rozbity, a do tego wystraszony, mieszkałem w takiej komórce, dziurze bez ubikacji i pracowałem jako roznosiciel węgla. Nosiłem węgiel chorym i starym ludziom z wyższych pięter, więc te rudery złaziłem od piwnic po strychy. Tam było tak prymitywnie, że w ogóle nie pisałem, najwyżej jakieś tam wiersze i gorączkowe notatki na kawałkach papieru. Jakoś tak po dziesięciu latach dostałem stypendium w Niemczech. Wziąłem ze sobą walizkę tych zapisków i notatników i w ciągu czternastu dni napisałem „Anioła”. To było dla mnie jak składanie puzzli. Wychodziło mi to nawet, bo należało już do przeszłości.

Dlaczego w swoich książkach „przeprowadziłeś się” z miasta („Siostra”, „Anioł”) na wieś („Nocna praca”)?

Znasz to: co cię nakręca, to cię uśmierca? Miasto było dla mnie potężną inspiracją, nie tylko Praga, przez jakiś czas mieszkałem też w Berlinie i Nowym Jorku. Ale miasto jest jak ogromny odkurzacz, który wysysa całą twoją energię, nieustannie musisz reagować. Poza tym ja mam korzenie na prowincji, sporą część dzieciństwa spędziłem na wsi, więc cały ten typowy, środkowoeuropejski plan wsi, czyli gospoda, kościół, komisariat, poczta, plebania jest mi dobrze znany. W dzieciństwie byłem karmiony między innymi opowieściami koleżanek mojej babci, które darły pierze z gęsi. Piły przy tym wino z jabłek i przeważnie opowiadały horrory: o wojnach, okupacjach, weselach, morderstwach. Marzyłem też o tym, żeby umknąć przed samym sobą, wszędzie pisali o mnie jako o miejskim opowiadaczu... A ja przebijałem się przez różnego rodzaju warstwy aż gdzieś do dzieciństwa, i jeśli tam szukałem spokoju, to w takim razie go nie znalazłem.

Ostatnia twoja proza została nazwana „krwawą powieścią z życia wsi”. Nie bez powodu. Twoje książki nie są zbyt wesołe. Myślisz, że ciemna strona ludzkiej osobowości jest dla pisarza ciekawsza?

Jest ciekawsza dla aktora, pisarza, psychiatry, pani czytającej w tramwaju brukowca... Ale mnie wiele do myślenia dało patetyczne hasło Eliasa Canettiego: „Poeta nie wyda ludzkości na pastwę śmierci”... nie może szczepić beznadziei. Nie chcę pisać czarno-czarnych książek przepełnionych absolutnym złem. Kiedy mam pomysł na książkę, zatrzymuję go w sobie tak długo, aż akcja posunie się do momentu, w którym następuje jakiś zwrot przynoszący ulgę, zostaje postawiony krok w kierunku nadziei, aż akcja wypełni się radością. Co więcej – możliwe, że jest to problem tak zwanej czeskiej ironii, czarnego humoru przynależnego specyficznemu rodzajowi „lekkomyślności”. Nie wiem, na ile da się to przełożyć! Ja podczas pisania często się śmieję, a później też czasami z publicznością przy czytaniu na spotkaniach autorskich. To lubię najbardziej.

Ty w Pradze, ja w Krakowie, obydwaj mieszkamy w środkowej Europie. Ale co to właściwie jest ta Europa Środkowa? Gdzie znajdują się jej granice?

 One przecież ciągle się przesuwają! Już sam właściwie nie wiem, jest mi wszystko jedno. Kiedy przylecę do Pragi z Paryża albo na przykład z Waszyngtonu, to jestem na Wschodzie. Kiedy z Kijowa albo Ułan Bator, to ląduję w zamożnym zachodnim konsumpcyjnym społeczeństwie. We wschodniej Europie i na Bałkanach ulice są pełne bezdomnych, bezimiennych psów. W Pradze psy mają obroże i jakoś się wabią. W Berlinie albo Grenoble nie zobaczysz matki zaharowującej się w fabryce, jak w sklepie samoobsługowym daje w gębę dziecku. W Warszawie albo Pradze owszem. Zapomniałem o wszystkich starych mapach i rocznicach bitew, Europę rozpoznaję według takich właśnie znaków. Czeska prowincja jest pełna osobliwych zacofanych enklaw, odcinających się od świata, ale są tu i centra ultranowoczesnej przemysłowej cywilizacji. Wciąż ogromnie mnie to ciekawi.

Dlaczego przestałeś pisać wiersze?

Piszę cały czas, ale nie mam tej potrzebnej mentalnej energii, żeby wiersze złożyć w książkę. Żeby jeden nawiązywał do drugiego, żeby powstała z tego całość. Ja ciągle muszę pisać rozmaite artykuły, reportaże, scenariusze, żeby zarobić na utrzymanie. Oczywiście, pozwolę sobie na luksus, żeby więcej czasu poświecić swoim wierszom, a nie tylko po prostu je pisać, aż... kiedyś.

Nie sądzisz, że tradycyjna, obszerna powieść to już przeszłość?

 Nie.

A co znaczy dla ciebie postmodernizm?

Nic.

Nie uważasz się za postmodernistę?

Nie.

Jacy czescy autorzy są dla ciebie najważniejsi? I jak to wygląda w przypadku polskiej literatury?

Dla mnie zawsze ważni byli autorzy grupy „Skupina 42”. Poeci, nie powieściopisarze, Jiří Kolář , Ivan Blatný, Jan Han . To byli ludzie, którzy przez politykę znaleźli się na marginesie życia, nie mogli publikować, czytałem ich utwory chaotycznie i wybiórczo. W młodości przeżywałem prawdziwe emocje czytając Babla, Bunina, Płatonowa. Tak do trzydziestego roku życia jest strasznie ważne, co czytasz, potem już te prawdziwe wstrząsy czytelnicze nie powtarzają się często. Ale czytam ciągle i dużo, teraz nawet prowadzę zajęcia z literatury w szkole wyższej, tłumaczyłem z angielskiego, przede wszystkim północnoamerykańską twórczość ludową. Kiedyś, jako dziewiętnastolatek, byłem pod silnym wrażeniem Rafała Wojaczka, którego kult przenikał do Czech z Wrocławia. Jego także próbowałem tłumaczyć. Następny wstrząs: opowiadania obozowe Tadeusza Borowskiego. Dzisiaj zmuszam swoich studentów, żeby je czytali. Muszą przez to przejść, inaczej nie dostaną zaliczenia! Z powodu polskiej literatury trafiłem nawet do więzienia, przemycałem wtedy z Polski książki wydawane w drugim obiegu. Była to mieszanina wszystkiego. Gombrowicz, Hłasko, Stachura... Książką, której aktualnie zazdroszczę Polakom, a która nie ma odpowiednika w literaturze czeskiej, są „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka. Niedawno mieliśmy wspólne spotkanie z czytelnikami w Ołomuńcu.

Czym jest dla ciebie pisanie?

Właściwie muszę prowadzić podwójne życie. Jedno obywatelskie, rodzinne... to oczywiście wiąże się z koniecznością spełniania jakiejś socjalnej roli, co jest nieodzowne, by zarabiać pieniądze. I życie pisarza, to jest życie w samotności, jedynie z sobą samym. Czasem jedno z drugim się spotka, a wtedy zaczyna się piekło!


Rozmawiał Jakub Pacześniak


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas