poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KRZYSZTOF SIATKA
Małopolskie kolekcje sztuki nowoczesnej w Sukiennicach. I co dalej?
Dekada Literacka 2007, nr 4 (224)

Entuzjastycznie zatytułowana wystawa „Wreszcie nowa! Małopolskie kolekcje sztuki nowoczesnej”, prezentowana w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach w Krakowie latem 2007 roku, odbyła się w okresie wzmożonej aktywności wystawienniczej w Europie. Uwagę tłumów zainteresowanych sztuką aktualną przyciągały na stary kontynent „Art Basel”, „documenta 12” w Kassel, „Skulptur Projekte” w Münster i 52. Biennale w Wenecji. Poziom adrenaliny w systemie naczyń połączonych sztuki w różnych zakątkach świata gwałtownie podniósł się, a analityczne komentarze na temat wystaw nawarstwiają się i owocują refleksjami, które mogą okazać się punktami zwrotnymi w rozwoju idei kuratorskich, historii sztuki i rynku.

Nie bez powodu w szeregu artystycznych manifestacji, których zadziwiająca koniunkcja właśnie się wydarzyła, umieszczam tę krakowską. Chociaż nie ma szerokiego pola oddziaływania, a jej jakość pozostawia wiele do życzenia, to w rodzimym, krakowskim, małopolskim, polskim, a może środkowoeuropejskim kręgu jest ważna i zachęca do stawiania pytań. Czy zatem gwiazdy okazały się dla nas łaskawe?

Pokaz inicjuje refleksję nad miejscem sztuki aktualnej w mieście tradycyjnie uchodzącym za stolicę kulturalną kraju, w instytucjach sztuki, nad stosunkiem Polaków do sztuki najnowszej i wreszcie nad udziałem politycznych rozstrzygnięć w jej powszechnym zaistnieniu. Podobne pytania są bardziej wyraźne w perspektywie rozwoju Krakowa jako jednego z centrów turystycznych kontynentu. Kolekcja wyróżniających się współczesnych dzieł sztuki i interesująca skorupa architektoniczna muzeum są nieodzowne, jeśli miasto ma żyć rzeczywistą kulturą, a nie pokrywać się kurzem skansenu. Powstanie muzeum sztuki współczesnej pod koniec XX wieku dla kilku europejskich miast było motywacją pobudzającą nie tyle turystykę, a ta w tym roku osiągnęła rekordowy poziom, co po prostu gospodarkę. Muzea stały się współczesnymi symbolami, z którymi mieszkańcy chętnie i z dumą się identyfikują. Podobny obiekt w Krakowie ugruntowałby pozycję miasta i realnie wprowadził je w atmosferę artystyczną XXI wieku.

Ekspozycję zorganizowano w pomieszczeniach zajmowanych od dziesięcioleci przez kolekcję malarstwa dziewiętnastowiecznego, która w czasie remontu będzie eksponowana w zamku w podkrakowskich Niepołomicach. Wystawa wypełniła lukę czasową, która powstała pomiędzy wyprowadzeniem dzieł a zajęciem pomieszczeń przez ekipy remontowe, które będą realizować projekt „Nowe Sukiennice”. W terminarzach luka pojawiła się w ostatniej chwili i udało się ją „zapchać”.

W Sukiennicach w XIX wieku zorganizowano pierwszy oddział Muzeum Narodowego. Początkowo skromną kolekcję, zainicjowaną przez Radę Miasta Krakowa, wzmocnił Henryk Siemiradzki, który przekazał mieszkańcom sławne „Pochodnie Nerona” (1876). Galeria powstała w ścisłym centrum miasta, a z czasem, wzbogacana kolejnymi dziełami uznanych artystów, stała się jego wizytówką i powodem do dumy. Również w dziejach najnowszych w tym miejscu zdarzyła się manifestacja pozostająca w pamięci i frapująca – wystawa „Widzieć i rozumieć” zorganizowana przez Mieczysława Porębskiego w 1975 roku w ramach kongresu AICA. Specjalnie wykonane z tej okazji dzieła współczesnych twórców skonfrontowano z obrazami Jana Matejki, Józefa Chełmońskiego, Jacka Malczewskiego. Do historii sztuki przeszły prezentowane wówczas obiekty Andrzeja Pawłowskiego, rozwijające teorię „form naturalnie ukształtowanych” i „Ambalaż >>Hołdu pruskiego<<” Tadeusza Kantora. Z perspektywy czasu wystawa była jednym z pierwszych w Krakowie i Polsce eksperymentów zestawiających tradycję z aktualną awangardą artystyczną. Idea wystawy nosiła znamiona wysokiej świadomości przemian współczesnej kultury, może nawet odczucie ponowoczesności.

Po trzydziestu dwóch latach, gdy ponownie dzieła najnowsze zostały wprowadzone do Sukiennic, nie odnajdujemy między nimi wyrafinowanej i porządkującej koncepcji wystawienniczej. Na próżno możemy szukać jakiegokolwiek pomysłu kuratorskiego. Niepokojący stan nie wynika ze złej woli, bądź nieumiejętności kuratorki Marii Anny Potockiej i jej współpracowników, lecz jest symptomem miejsca sztuki współczesnej w Polsce – pomijanej, niekonsekwentnie finansowanej, wypełniającej lukę i pokazywanej po najmniejszej linii oporu.

Pośpiech i niecodzienne warunki organizacji odbiły się negatywnie na jakości wizualnej całej prezentacji. Dzieła eksponowane są na tle niemalowanych od dziesięcioleci ścian, na których poza kurzem i pleśnią pozostały wizytówki z opisami zdjętych niedawno obrazów. Wystawa w rezultacie sprawia wrażenie niechlujnego, pośpiesznie porządkowanego magazynu. Zabrakło nie tylko koncepcji intelektualnej wystawy, która stwarzałaby intrygujące napięcia pomiędzy dziełami, ale również godnej kompozycji wizualnej.

Nie udało się wydobyć kontekstu miejsca, który przecież – tak bogaty – może być źródłem aktualnych refleksji. Zadziwiające, że dwa obrazy, które pozostały na czas remontu: „Kościuszko pod Racławicami” Jana Matejki i wspomniany już – „Pochodnie Nerona”, ukryto w mroku, zasłaniając stalowymi stelażami. Oba płótna, choć dla wielu o dyskusyjnej wartości artystycznej, są przecież symbolicznymi punktami odniesienia w dziejach sztuki polskiej.

Prezentowane dzieła pochodzą z trzech zbiorów: Kolekcji Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej, Kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Niepołomicach i Kolekcji Galerii Bunkier Sztuki. Każda z wymienionych ma odmienny charakter i historię. Pierwsza jest efektem ministerialnego projektu Znaki czasu, który zmierza do stworzenia kolekcji dzieł dla planowanego Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Zgromadzone dotychczas kilkadziesiąt dzieł to reprezentacja młodej polskiej sztuki, obecnej na rynku od lat 90. XX wieku. Druga powstaje od przeszło trzydziestu lat z inicjatywy Marii Anny Potockiej i składa się w znakomitej większości z darów artystów. Obiekty ilustrują poszukiwania polskiej i światowej awangardy artystycznej od lat 70. do dzisiaj. Ostatnia to pamiątki pozostawione w Bunkrze Sztuki po indywidualnych wystawach najważniejszych rodzimych artystów.

W ramach ekspozycji prezentowana jest dokumentacja projektu Przewodnik, realizowanego przez tandem kuratorski Ewa Małgorzata Tatar i Dominik Kuryłek w Muzeum Narodowym w Krakowie w Galerii Sztuki Polskiej XX wieku. Głównym założeniem zamysłu jest zestawienie współczesnych realizacji artystycznych z uświęconym przez Muzeum kanonem.

Dopełnieniem dzieł jest wizualizacja zwycięskiego projektu gmachu Muzeum Sztuki Współczesnej autorstwa Claudio Nardi i Leonardo Maria Proli, który ma powstać na terenie fabryki Oskara Schindlera w dzielnicy Zabłocie.

W obliczu braku logicznych napięć i dialogu pomiędzy dziełami, jedynym uzasadnieniem wystawy jest czytanie jej jako zalążka przyszłej kolekcji dla Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie.

W pamięci pozostaje kilka dzieł, które udało się wkomponować w mury starego gmachu. „Pajęczyna” (2003) krakowskiej „krawcowej” Małgorzaty Markiewicz, instalacja „Z cyklu: pogrzeb sardynki” (1999) Marka Chlandy i ironicznie ready-made Janka Simona („Krakowiacy lubią czystość”, 2005), nawiązujące do krakowskich szopek bożonarodzeniowych, nie tylko są ciekawymi realizacjami artystycznymi, ale dobrze i profesjonalnie zaaranżowanymi punktami wystawy.

Pierwsza z czterech sal ekspozycji, najczystsza i najbardziej reprezentacyjna, poświęcona została malarstwu. Różnorodność i wielopłaszczyznowość najnowszej refleksji w obrębie klasycznej dziedziny jest mocnym punktem wystawy.

Uznanie należy się wyrafinowanej, koncentrycznej kompozycji Leona Tarasewicza. Obraz tradycyjny, o widocznej materii malarskiej i intrygujących strukturach formalnych, ilustruje zawiłe koncepcje autora, zmierzające do stworzenia obrazu totalnego („Bez tytułu”, 1991/1993). Obecna jest też kompozycja Tomasza Ciecierskiego (2002), artysty, który od trzech dekad poddaje malarstwo indywidualnej i oryginalnej konceptualizacji, wnika w jego język i demaskuje ograniczenia. Nieopodal ujawnił się duch ekspresjonizmu lat 80. – wielofiguralna praca Edwarda Dwurnika „163 rzeźbiarzy polskich” (1997). Intrygujące eksperymenty biologiczne z malarstwem prezentuje z kolei Piotr Lutyński („Bez tytułu”, 1999). Artyście udało się stworzyć coś na kształt organicznego konstruktywizmu.

Przestrzeń dopełnia duża grupa obrazów wywodzących się z refleksji sztuki pierwszych lat XXI wieku, naznaczona estetyką grupy ładnie. Dzieła Marcina Maciejowskiego, Wilhelma Sasnala i Rafała Bujnowskiego epatują widza zbanalizowanym do granic absurdu językiem kolorowych pism i telewizji. O ile prace wspomnianych artystów oglądane w czasach bliskich ich powstania, na przykład w krakowskim Zderzaku, zachwycały polotem i celnością ludycznej konkluzji, o tyle nagle jakby utraciły część młodzieńczej świeżości. Kompozycję sali zamyka pokaźny zbiór różowych obrazów – językowych dekonstrukcji malarskich Jadwigi Sawickiej.

W sali niegdyś zajmowanej przez kolekcję romantycznych płócien Piotra Michałowskiego zaprezentowano projekcje dokumentujące akcje artystyczne i realizacje przekraczające tradycyjne media kreacji. Słusznie podkreślony został dorobek Józefa Robakowskiego – największej osobowości rodzimego filmu awangardowego, inicjatora łódzkiego Warsztatu Formy Filmowej. Twórczość artysty, nieraz o zabarwieniu teoretyczno-manifestacyjnym („Manifest energetyczny”, 2004) reprezentuje zestaw projekcji z ostatnich 30 lat jego działalności.

Kolejny akcent sali Michałowskiego to dokumentacja projektu Krzysztofa Wodiczki („Projekcja publiczna”, 2001). Zapis interwencji artysty na budynku Centrum Kultury IMAX w Tijuanie przypomina najlepszą w ostatnich latach wystawę w Bunkrze Sztuki („Projekcje publiczne 1996–2004”). Działania wybitnego artysty, którego korzenie sięgają lat 70. i galerii Foksal i który od lat już nie pracuje w rodzimym środowisku artystycznym, łączą w sobie atrakcyjną wizualnie formę z ważną i aktualną problematyką. Wodiczko porusza tematy trudne i bolesne dla całej historii i dla jednostek jednocześnie, nawet tych niezaangażowanych w zagadnienia sztuki współczesnej. Udaje mu się doprowadzać do katharsis, która przyciąga uwagę tłumów, napełniając interwencje magiczną, niezapomnianą atmosferą.

Zestawienie prac obu twórców świetnie obrazuje przejście świadomości artystów od sztuki pojęciowej (Robakowski) do praktyki postkonceptualnej, która w tym przypadku (Wodiczko) objawiła się w swojej socjologicznej odmianie.

W dwóch pozostałych salach pokazano największy zestaw poglądowy dzieł zgromadzonych we wszystkich trzech kolekcjach. Dominują dzieła zupełnie współczesne, z lat 90. XX wieku i powstałe w XXI. Wśród nich znalazły się reprezentatywne dzieła uznanych gwiazd – Mirosława Bałki („500 x 40 x 40”, 2000), Moniki Sosnowskiej („Ruiny”, 2005) czy Pawła Althamera („Plażowicze”, 2005). Wielkie emocje budzi instalacja Czecha Kristofa Kintery („Revolution”, 2005), w której manekin – wyjątkowo niski chłopiec, uderza rytmicznie głową w mur, z którego w rezultacie odpada tynk. Było to bodaj jedyne dzieło na całej wystawie, które intensywnie wymusza reakcję widzów.

Obiekt Oskara Dawickiego zatytułowany „Koniec świata przez pomyłkę” (2004) sięga po publicystyczne strategie i manipuluje przyzwyczajeniami widzów – igra z ich świadomością. Artysta stworzył tablicę z nekrologami, podobną do spotykanych w okolicach kościołów. Nekrologi poświęcone były współczesnym „celebrities”, a w pisowni ich nazwisk zawarte są błędy. I tak na przykład zawiadamiani jesteśmy o śmierci „Predo Adomovara” czy „Sir Micka Jagegra”.

Niewiele spośród prezentowanych prac można wpisać w nurt sztuki feministycznej. Bardzo dobre obiekty Marty Deskur („Dziewice”, 2002), Katarzyny Górnej („Marilyn”, 2004) i wspomnianej już Małgorzaty Markiewicz, to jednak za mało, aby zilustrować nurt obecny w sztuce polskiej od niemal 40 lat.

Ciekawym rarytasem wystawy są obiekty łączące kreację plastyczną z muzyką. Partytury Krzysztofa Pendereckiego i związanego niegdyś z Fluxusem Dicka Higginsa, jednego z niewielu zagranicznych autorów na wystawie, sygnalizują nie tylko flirt plastyki z muzyką, ale próby stworzenia współczesnego dzieła totalnego, które lekceważy podziały na gatunki i przenika rzeczywistość w nowej syntezie sztuk.

Kilka prac wywodzi się z tradycji, silnego niegdyś, konceptualnego oblicza sztuki polskiej. Reprezentują ją m.in. prace Wojciecha Bruszewskiego („Horyzont”, 1979) czy klasyka poezji konkretnej Stanisława Dróżdża („Pół na pół”, 1998). W estetykę sztuki pojęciowej wpisuje się praca Henryka Stażewskiego „Sztuka – Fotografie. Analogiczne środki wyrażania świata wizualnego” (1977), wielkiego konstruktywisty, artysty nadzwyczaj długo aktywnego i pełniącego rolę inspiratora dla kilku pokoleń.

Reasumując, na wystawie zaprezentowano świetne dzieła, najlepsze są najnowsze. Zbiór dobrze ukazał cechy charakterystyczne aktualnych realizacji artystycznych, wędrówkę form i obszary zainteresowań. Dowodzi, że kolekcje budowane są w sposób profesjonalny, przy dużej dbałości o jakość intelektualną kreacji. Widoczne braki znajdują się w obszarze sztuki nieco starszej, z lat 60., 70. i 80. Zapewne podkreślona powinna być rola grafiki w przełomowych zjawiskach sztuki współczesnej, która w rodzimym środowisku odegrała niemałą rolę w transformacjach neoawangardy. Trudno poza tym odnaleźć w prezentowanych kolekcjach linię przyczynowo-skutkową rozwoju aktualnej plastyki. Prezentowany zbiór dzieł jest dlatego tylko zalążkiem przyszłej kolekcji muzealnej, która nie może obyć się bez jasnych i czytelnych arcydzieł ostatnich kilku dekad, zdolnych odegrać rolę drogowskazu lub obiektu poddawanego przewartościowaniom. Brakuje dzieł reprezentatywnych dla innego aniżeli polski ruchu artystycznego, czyli odniesień do sztuki powszechnej. Artyści współcześni nie utożsamiają się z jednym miejscem – rodzinnym miastem czy nawet środowiskiem artystycznym. Ich refleksja przekracza granice, podziały polityczne i odnajduje źródło oraz kontynuację w często zaskakujących obszarach globu. Sztuka lokalna nie może być zrozumiana bez kontekstu globalnego.

Wystawa poza licznymi obawami wzbudza też sporo nadziei. Współczesna kreacja artystyczna nigdy wcześniej nie była w tak ścisłym centrum – dosłownie i metaforycznie. Dyskusja o kolekcjach sztuki współczesnej i planowanym muzeum, która rozgorzała za sprawą wystawy, jest niekwestionowanym jej sukcesem. Podobnie decydenci miejscy i centralni oraz instytucje kultury objęły projekt swoim patronatem i „autorytetem”, który dotychczas był rzadki.

Mimo że organizacji wystawy towarzyszył entuzjazm, ona sama pozostawia uczucie niedosytu, pokazuje ogromne problemy z wystawianiem sztuki w Krakowie. Nie ma znaczenia naukowego i nie dostarcza materiału do dyskusji o kształcie przyszłego muzealnictwa w Polsce. Znaczenie ekspozycji lokuje się zatem w przestrzeni symbolicznej. Czy wnioski z niej wypływające staną się zaczątkiem dyskusji i realizacji poprawiających sytuację, czas pokaże. Trauma różnie wpływa na ludzi, czasem pobudza, kiedy indziej wzmacnia melancholię.

Krzysztof Siatka
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas