poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ZOFIA ZARĘBIANKA
Dzięki za tę miłość. O nowych wierszach Leszka Elektorowicza
Leszek Elektorowicz, „Z(a)myślenia”, Kraków 2006, Wydawnictwo ARCANA.
Dekada Literacka 2007, nr 4 (224)


Zatytułowany „Z(a)myślenia”, najnowszy tom wierszy Leszka Elektorowicza przynosi utwory zgrupowane w kilku wyodrębnionych kompozycyjnie działach. Części te noszą odpowiednio tytuły: „Wiersze o miłości”, „Wiersze o wierze”, „Z(a)myślenia”, „Z pamięci”, „Wiersze przekorne”, „Wiersze finalne”, odzwierciedlając zarazem kręgi tematyczne, konstytutywne nie tylko dla ostatniej książki poetyckiej Elektorowicza, ale stanowiące przewodnie wątki problemowe w całej jego dotychczasowej twórczości. Mimo, iż patrząc od strony zakresu tematycznego, nowe wiersze wpisują się we wcześniej podejmowane przez poezję Elektorowicza zagadnienia, mamy niewątpliwie do czynienia z nową jakością artystyczną i nowym wymiarem tej poezji. Rozpoznania tego nie narusza odnalezienie w wierszach poety wątków zbieżnych, czy lepiej powiedzieć – koincydencji – z twórczością Tadeusza Różewicza – w motywie krytyki współczesności, Wisławy Szymborskiej. Zaskakująca zbieżność z twórczością Noblistki uwidocznia na przykład się w wierszu „Ostatnie życzenie”, podejmującym refleksję zbliżoną do konkluzji zawartej u Szymborskiej w utworze „pierwsza fotografia Hitlera”. O innych intertekstualnych nawiązaniach nie mówiąc. Wspomnianą nowość ustanawia nie tylko fakt, iż wiersze pomieszczone w „Z(a)myśleniach” pochodzą z ostatniego okresu twórczości, mianowicie z lat 2004 – 2006.

Wydaje się, iż owa nowa jakość powstaje przede wszystkim wskutek uruchomienia dwu żywiołów: żywiołu wdzięczności oraz żywiołu wspomnienia, co jest możliwe dzięki odpowiedniej kompozycji całości, uwypuklającej przewodnie myśli, a może trzeba by powiedzieć – przewodnie uczucia powołujące owe siły rządzące wyobraźnią autora. Obydwa żywioły pozostają zresztą z sobą w ścisłej zależności – wspomnienie ewokuje tu wdzięczność, ta zaś z kolei ożywia pamięć i przywołuje kolejne obrazy minionego. Nad wszystkim unosi się ton swoistej elegijności – żalu wyrastającego z konieczności odchodzenia, porzucania oswojonego świata codziennych czynności i codziennych miłości. „Na ciemne dróżki ogrodu // już słońce się zniża // trzeba się spieszyć…” („Koniec lata”, s. 52). Tytułowy koniec lata uzyskuje znaczenie metaforyczne, wskazując na nadchodzący kres – już nie pory roku, lecz życia. Cień pożegnań, tych, które już nastąpiły, i tego, które dopiero nadejdzie i które – jako nieuchronne i nieuniknione – przeczuwa liryczny bohater wierszy Elektorowicza, kładzie pasmo mroku na lirycznych obrazach – zarówno tych wskrzeszanych przez pamięć, jak i tych ewokowanych przez „tu i teraz” mówiącego ja. „Obejmuję ten obraz // blednący cichnący // między słowem i głuszą // między życiem i śmiercią”. Zacytowane słowa pochodzące z wiersza Nie dokończona powieść mogłyby stać się mottem całego tomu, w którym nuta elegijnego pożegnania łączy się z poczuciem swego rodzaju zawieszenia pomiędzy tym, co było, odeszło i nie powróci, a tym, ostatecznym, co się stanie i rozciągnie zasłonę unieważnienia i niepewności nad całym ziemskim życiem. Ale – „zdziwieni // że zniknął pewien świat // i po nim ślad – // nie wiemy czy wszystko // czy nic się nie zmieni” (z wiersza „Nekrologi”, s. 94).

Mroczność innego zupełnie rodzaju, by nie rzec wręcz ciemność, dochodzi do głosu także w utworach zebranych w pozostałych częściach tomiku, przybierając odmienną postać emocjonalną, bardziej – by tak to nazwać – podszytą żalem, ale i bardziej rozrachunkową, wprowadzającą element osądu moralnego nad przeszłością. Ale i nad czasem teraźniejszym, dla którego przeszłość powinna być przestrogą, co dobitnie artykułuje bohater gorzkiego wiersza „Patrzy zza rogu”, skierowanego do młodych wilków (s. 77). Widzieć w nich można pokolenie dzisiejszych, wkraczających z impetem w życie dwudziesto- i trzydziestolatków, pełnych arogancji tak wobec historii, jak i ludzi pamiętających dawniejsze czasy. Tu też, w tych w wierszach tego nurtu – nazwijmy go historiozoficzno-kulturowo-społecznego – daje o sobie znać owa mroczność, ewokowana przez świadomość historii, życia w określonych warunkach, naznaczonych okrucieństwem wojny (cykl „Koledzy”) oraz doświadczeniem totalitaryzmu („Czego chcą”). Osobiście uważam, że utwory takie rozbijają jednak wrażenie lirycznej elegijności, harmijność melodii i jednolitość znaczeń konstytutywnych dla całej książki i lepiej by było umieścić je w innym tomie, eksponującym wątki historiozoficzno-społeczne. Może zresztą zaznaczający się dysonans jest świadomym zamierzeniem autora pragnącego, nawet za cenę artystycznej jednorodności, objąć refleksją wszystko, co było i co jest dla niego w życiu istotne. Może świadczyć o tym westchnienie bohatera, zdającego sobie zapewne sprawę z owej różnoimiennej nieprzystawalności i wyrażającego obawę: „byle nie tonów za wiele na taniec… „(s. 47).

Strofy nawiązujące do historii, przywołujące obsesyjne obrazy przemocy, mordów na niewinnych, całej hekatomby narodowej pozostają więc w pewnej opozycji wobec nastroju dominującego w książce. Wiersze z tego kręgu tematycznego zdają się mieć za patrona twórczość Zbigniewa Herberta, wyrastają z tego samego rdzenia aksjologicznego, operując podobną co u autora „Pana Cogito” aurą emocjonalną i budują zbliżoną koncepcję narodowych dziejów i polskiego etosu. „Twarz ze wspomnienia które jest światłem skamieniałym” („Lustro”, s. 60) wydaje się pokrewna postaciom Herbertowskim heroicznie „zmierzającym do ciemnego kresu…” i ocalającym trudną pamięć – dla przyszłości. To podobieństwo do Herberta – nie tyle poetyckie, ile aksjologiczne – poświadczają także nieliczne wiersze dotyczące sposobu rozumienia zadań artysty i posłannictwa sztuki, która, jak wierzy liryczny bohater, ma być pomocą w uzyskiwaniu „czystej świadomości” otwartej na światło oświecenia, jakiego istotę określa mądrość, miłość i pokój – który, jak w wierszu o inc. „Ja bardzo wierzę – przeniknie przeczyste przestrzenie” (s. 87).

Zauważona mroczność tonacji zanika, a przynajmniej cichnie, w wierszach poświęconych żonie. To najbardziej przejmujące i wzruszające utwory tomu, czyste i prześwietlone bezwzględną szczerością wyznania. Gdy w wierszu Dzięki bohater urzeczony późną urodą świata śpiewa pochwalny hymn – o proweniencji psalmicznej – skierowany do Boga, to zarazem przecież kieruje słowa podziękowania pod adresem własnej żony. Przywodzi ten wiersz na myśl podwójne skojarzenie: po pierwsze zwraca uwagę jego wspomniane już pokrewieństwo z „Psalmami Dawidowymi”, w szczególny sposób z tym, który znamy w przekładzie Jana z Czarnolasu jako Hymn „Czego chcesz od nas Panie za Twe hojne dary…” Panuje tu podobna aura zachwytu i uniesienia, podobny poryw modlitwy wzbudzonej przez ujrzane piękno stworzenia. Po drugie, wiersz ten odsyła do biblijnej „Pieśni nad Pieśniami”, stojącej, jak sądzę, na zapleczu większości erotyków poświęconych żonie.

Postać żony podlega w erotykach Elektorowicza misternie przeprowadzonej sakralizacji, uzyskiwanej między innymi poprzez zestawienie z Matką Bożą. Tak dzieje się w pięknym liryku „Ikona”, w którym poeta jawnie dokonuje owej sakralizacji już samym tytułem wiersza. Ikona – to wszak święty wizerunek, ikon się nie maluje. Ikony się pisze… Tak i u Elektorowicza – w szerszym rozumieniu – ikoną staje się wiersz, napisany dla żony, nie tyle kreujący jej obraz, ile utrwalający go na nieśmiertelne „Zawsze”. W dziewięciu inkantacyjnych dystychach, ukształtowanych na wzór modlitwy, podmiot liryczny wyznaje: „jesteś moją ikoną w ramki dni oprawioną”, by zakończyć ramowym powtórzeniem, wzmacniającym efekt sakralizujący: „Jesteś moją ikoną // moją na wieki żoną”. Sakralizacja żony, niedwuznaczna stylizacja na wzór Maryi (szczególnie widoczna w obrazie skrwawionej twarzy: „Jesteś moją ikoną // widzę twą twarz skrwawioną”), owa zatem sakralizacja małżonki nie ma u Elektorowicza cech bluźnierczych. Chodzi bowiem, aby przy pomocy tego zabiegu, po pierwsze, ukazać świętość ukochanej, mającej archetypiczny początek w świętości Niepokalanej, po drugie zaś, by wyrazić intuicję nierozłączności dwu rodzajów miłości – do człowieka oraz do Boga. Żona jest dla bohatera wierszy Elektorowicza swego rodzaju wcieleniem i uosobieniem miłości, w której odkrywa on Miłość Bożą i która zarazem do Boga go kieruje. Zachodzi tym samym w tej poezji dwukierunkowe przenikanie: Bogu dziękuje się za miłość ziemską, w tej ostatniej zaś dostrzega się Boży dar, błogosławieństwo, łaskę, a nawet – Jego, samego Boga, odblask. To dlatego adres przytaczanego wyżej wiersza Dzięki zdradza podwójnego odbiorcę: Boga, ale i żonę, żonę, ale i Boga. Również w tym zakresie poeta postępuje tropem „Pieśni nad Pieśniami”, która sławiąc miłość ziemską, stanowi zarazem poemat o miłości Boga do stworzenia. W ten sposób dwie wydzielone partie książki, „Wiersze o miłości” oraz „Wiersze o wierze” stanowią konsekwentną – promieniującą w obu kierunkach – całość semantyczną i jednocześnie nadają całemu tomowi mocną dominantę – nie tyle kompozycyjną, co znaczeniową i uczuciową, której podporządkowuje się wspomniana wcześniej nostalgiczność czy elegijność tonu. Współbrzmią z nim świetnie „Wiersze finalne”, zamykające cały tom mocnym obrazem: „i leżą na ziemi bez sił // twarzą do nieba zwróceni” – w warstwie bezpośredniej odnoszący się do sportowców, wyczerpanych po zawodach. W warstwie metaforycznej, wykorzystującej – co warto zaznaczyć na marginesie – znaną glosę św. Pawła „bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem…”, rozszerzającej zatem dosłowne znaczenia, obejmując nimi każdego człowieka, kończącego zawody życia i kierującego swój wzrok i swoją nadzieję ku niebu… „i tylko echo miłosnego tchnienia // odezwie się w otchłani” (s. 20).

Zofia Zarębianka
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas