poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Poszerzanie pola pamięci
Dekada Literacka 2007, nr 4 (224)

Sławomir Mrożek nazwał „Baltazara” swoją najprawdziwszą, najszczerszą powieścią. Takie wyznanie ucina wszelkie dyskusje, jakie pojawiają się zawsze po opublikowaniu autobiografii. Od czasu J. J. Rousseau wiemy wszak, że pragnienie wykreowania własnego wizerunku silniejsze jest niż miłość do prawdy, którą przecież i tak trudno zdefiniować, bo subiektywny punkt widzenia inaczej porządkuje rzeczywistość otaczającą podmiot piszący.

Źródłem „Baltazara” nie było jednak pragnienie podsumowanie własnych losów, opowiedzenie czytelnikom w Polsce o życiu pisarza we Francji, Włoszech, Stanach Zjednoczonych czy Meksyku. Mrożek napisał autobiografię, by odzyskać własną pamięć, by zrekonstruować własną biografię, utraconą w wyniku afazji. Choroba ta, której potworne konsekwencje autor przytacza w chłodnym wyliczeniu, zabrała mu zarówno sprawność fizyczną, jak i umiejętność mówienia i pisania, a także znajomość języków obcych. Wypadek sprawił, że dylematy towarzyszące mu przez całe życie straciły znaczenie – język polski stał się jego jedynym językiem, rodzajem ojczyzny, którą wcześniej kwestionował i podważał, teraz zaś został na nią skazany. Autor przyrównuje afazję do nieudanego samobójstwa, dodając jednocześnie, że Sławomir Mrożek sprzed choroby nie istnieje, a jego miejsce zajął ktoś inny. „Baltazar” jest więc owocem terapii, w czasie której Mrożek starał się odzyskać kontrolę nad rzeczywistością na najbardziej podstawowym poziomie, w warstwie poszczególnych zdań i sensów.

Autobiografia ta, o której Marta Wyka pisze, że niepostrzeżenie przekształca się z powieści inicjacyjnej w edukacyjną, operuje konwencją „Bildungsroman” na dwóch poziomach: Mrożek opowiada swoją młodość, przedstawia motywy, które doprowadziły go podjęcia najważniejszych życiowych decyzji, ale mówi zarazem o odzyskiwaniu umiejętności posługiwania się językiem, o wydobywaniu wspomnień z pamięci objętej chorobą, o konstruowaniu na nowo wrażeń z młodości. Proces edukacyjny dotyczy tu więc zarówno Mrożka młodzieńca, jak i Mrożka starca.

„Baltazar” przełamuje konwencję autobiograficzną również pod względem ograniczenia sfery towarzysko-obyczajowej oraz odejścia od autointerpretacji. Mrożek nie opowiada o genezie swoich utworów, nie komentuje ich, nie powtarza anegdot środowiskowych, amputuje wspomnieniowe plotki i relacje o życiu literackim. Jako uczestnik życia kulturalnego lat 50. poświęca temu tematowi stosunkowo mało miejsca. Zwraca się raczej ku prywatności, intymność autobiografii realizuje się tu poprzez odniesienia do sfery rodzinnej, do życia domowego. Poszczególne etapy dzieciństwa Mrożek oznacza kolejnymi miejscami zamieszkania. Walka ojca o zdobycie i utrzymanie lokum w Krakowie 1945 roku staje się symbolicznym zakończeniem wojny, znakiem powrotu normalności. Dla formacji duchowej i intelektualnej Mrożka ważne staje się wczesne oderwanie od matki, która z powodu suchot wiele lat spędziła w sanatoriach. Dom pozbawiony kobiecej ręki dziczał – przez mieszkanie przewijały się liczne „pomoce domowe”, dzieci nie miały kontaktu z ojcem, ten zaś powoli popadał w alkoholizm. Nie dziwi więc wczesna ucieczka na stancję i dążenie do zdobycia środków utrzymania. Gdyby nie bieda, być może Mrożek nigdy nie stałby się rysownikiem, karykaturzystą?

Swoją narrację Mrożek koncentruje na sferze własnych przemian intelektualnych i duchowych. Najważniejszy okres przedstawiony w „Baltazarze” to lata 50. – w ciągu tej dekady Mrożek nie tylko radykalnie zmienia poglądy – z działacza partyjnego, piszącego reportaż o Nowej Hucie, przekształca się w zawziętego krytyka nowej rzeczywistości, czego ukoronowaniem będzie wyjazd z Polski w 1963 roku. Zwrot legitymacji jawi się w autobiografii jako przełom, najważniejsze wydarzenie konstruujące dalszy los bohatera.

Kredyt zaufania, jaki pokolenie Mrożka, i on sam, dało nowej władzy, poddanie się urokowi ludzi głoszących pozytywistyczne hasła odbudowy, stanowią główną kwestię intelektualnych rozważań pisarza. Dokonuje on z niemal chirurgiczną precyzją dekonstrukcji czy raczej demontażu swojej świadomości z przełomu lat 40. i 50. – szuka w biografii własnej i zbiorowej klucza do wyjaśnienia przyczyn poparcia nowej władzy. Cytuje odpowiedź, jakiej udzielił na ankietę z 1987 roku: „Mając lat dwadzieścia, byłem gotowy do przyjęcia każdej propozycji ideologicznej bez zaglądania jej w zęby, byle tylko była rewolucyjna. A to dlatego, że byłem już gotów do mojej własnej, prywatnej rewolucji. Mistrzowie doskonale o tym wiedzieli. Manipulowanie młodością należało do ich rutyny (…). Z takich jak ja rekrutowano kiedyś zarówno do Hitlerjugend, jak i do Komsomołu (…). Sfrustrowani, niepotrzebni i zbuntowani młodzieńcy są obecni w każdym pokoleniu, a to, co ze swoim buntem zrobią, zależy tylko od okoliczności”. Czy Mrożek w ten sposób stara się usprawiedliwić własną łatwowierność? Czy uznaje swoją winę za część winy pokoleniowej, widząc w niej tym samym rodzaj tragizmu unoszącego się nad rocznikami 30.? Nie. A przecież łatwo byłoby wykorzystać motyw „złego urodzenia” pokolenia 1930, o którym pisze Kazimierz Dziewanowski: „Urodziło się w 1930, lecz jego prawdziwą kolebką była klęska roku trzydziestego dziewiątego, owo poczucie bezradności, ta trucizna, która spowodowała cherlawy rozwój, krzywicę psychiczną (…)”. Ukryć się za cechami przypisywanymi pokoleniu: „nijakością, rezerwą, powściągliwością, obawą przed ryzykiem, oglądaniem się na boki, wyczekiwaniem”. Mrożek analizuje swój krakowski byt, by znaleźć w nim przyczyny, które skłoniły go do zapisania się do partii i poparcia komunizmu. Nie czyni tego jednak po to, by usprawiedliwić błędy młodości. Jego celem jest raczej pokazanie czytelnikowi różnych dróg, niekiedy zupełnie sprzecznych, które prowadzą wszakże do tych samych celów, wielości historii prywatnych, które w sumie układają się w społeczne poparcie dla nowej władzy. Motywy postępowania samego Mrożka są najlepszym przykładem tej tezy – zapisuje się do partii bardziej z powodu zdrady kobiety niż z pragnienia wsparcia nowego systemu dążącego do oświecenia społeczeństwa. Także zupełnie prywatne spotkanie zapoczątkuje ciąg przewartościowań, które zakończą się wyjazdem z PRL-u. W czasie wakacji w 1953 roku spotyka na wczasach księgowego ze Śląska, który w czasie wojny służył w Wehrmachcie– jego obecność obala prosty podział społeczny na robotników i chłopów oraz wrogów klasowych. Mrożek rezygnuje z pracy w redakcji „Dziennika Polskiego” nie z powodu rozpoznania fałszu prasy (bo to stało się wcześniej), lecz dlatego, że polska reprezentacja, w skład której wchodził, w czasie Światowego Festiwalu Młodzieży została wyśmiana.

Zapał działacza mija Mrożkowi szybko, na zebraniach Związku Literatów śpiewa „Międzynarodówkę” cichym głosem, jakby pomimo. Ten sposób Mrożkowej przynależności do partii doskonale określa jego stosunek do rzeczywistości – mając do wyboru czynne uczestnictwo i bierną obserwację, pisarz wybiera tę drugą, dystansuje się wobec rzeczywistości, dlatego też jego autobiografia pełna jest opisów tego, co dzieje się „na zewnątrz”, czyli w Polsce, a nie wewnątrz, czyli w życiu pisarza. Wycofanie się z form zbiorowej aktywności wynika między innymi z uczucia, które towarzyszyło mu właśnie w latach 50. – „Wrażenie, że ktoś robi ze mnie durnia, było tak silne, że ogarnięty furią usiłowałem dowiedzieć się, kto to jest, żeby go zabić”.

Widzimy tu więc bardzo surową ocenę PRL-u, daleką od mitologizowania czy nostalgicznej reprezentacji. Mrożek, zawsze niechętny wobec wzniosłości, także w autobiografii unika patetycznych kategorii. Przeszłość jest obca, podobnie jak obca wydaje się teraźniejszość. Wystąpienie Mrożka przeciw PRL-owi nie wynika jednak z pragnienia przywrócenia historycznej ciągłości, zasypania przepaści. Jest raczej próbą odkrycia społecznej, zbiorowej afazji realizującej się w przyzwoleniu na kłamstwo, w bagatelizowaniu systemu. Mrożek bowiem pochwala podejrzliwość i nieufność wobec przeszłości: „I tak PZPR zniknęła z mojego życia. Ale przypomniały mi o niej… i tu niespodzianka – Stany Zjednoczone Ameryki. Kiedy już po wszystkich perypetiach, po azylu we Francji i jakiś czas po wymianie paszportu uchodźcy na normalny paszport francuski postanowiłem pojechać do Ameryki, przekonałem się ze zdziwieniem, że muszę uzyskać specjalne zezwolenie na wjazd. Nic nie pomogło, nawet interwencja w ambasadzie USA w Paryżu. Przynależność do totalitarnej partii pozostała ze mną na zawsze, pomimo że z niej wystąpiłem. Nawet syfilis i gruźlica są wybaczalne, to znaczy można się z nich wyleczyć, ale przynależność do partii socjalistycznej – nie. I wbrew temu, co można by oczekiwać ode mnie – bardzo mi się to spodobało”.

Paulina Małochleb

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas