poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARIA WOJCIECHOWSKA
„Doprawdy, ja to wszystko napisałam” – literatura jako sposób na życie
Dekada Literacka 2007, nr 4 (224)
Marta Wyka, „Przypisy do życia”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007.
 


Proponuję autorską, absolutnie subiektywną typologię czytelników. Ta robocza klasyfikacja opiera się na obserwacji i własnym doświadczeniu. Wyznacza trzy generalne kategorie, a głównym wyróżnikiem staje się stosunek do przypisów. Dla przeciętnych odbiorców literatury przypisy pozostają – dosłownie i w przenośni – kwestią marginesową. Często pomijaną, traktowaną jako dziwny, niepotrzebny dodatek. Drobny druk na dole strony nie sprzyja lekturze, męczy wzrok, czasami nawet irytuje. Ponadto przypisy są domeną literatury naukowej, popularne gatunki ich nie znają (z wyjątkiem sporadycznych uwag tłumacza). Kategoria pośrednia – czytelnik wytrawny przypisów nie omija, nie neguje. Przypisy toleruje. Wreszcie ostatni poziom prezentowanej systematyki – czytelnik profesjonalista. Potrafi przypisy nie tylko uwzględniać w toku lektury, ale przede wszystkim własnoręcznie stworzyć i umiejętnie zastosować. Niekiedy czytelnictwo szczególnie zaawansowane odnotowuje fazę (najczęściej przejściową, bywa, że nieco chorobliwą) większego zainteresowania przypisami niż korpusem głównym tekstu. W ten oto sposób element informacji naukowej, prozaiczny odsyłacz, stał się wyznacznikiem stosunku do lektury i – szerzej – do literatury. Studenci kierunków humanistycznych na pierwszym roku przechodzą przez obowiązkowe zajęcia z nauk pomocniczych. Pod tą niewinną nazwą kryje się między innymi żmudny trening odczytywania i sporządzania przypisów – rodzaj inicjacji dla przyszłego badacza kultury. Kiedy przypisy stają się metaforą, przybierają kształt struktury symbolicznej, mamy do czynienia z prawdziwym, filologicznym mistrzostwem.

Moje refleksje wstępne zainspirował tytuł najnowszej książki Marty Wyki „Przypisy do życia”. Publikacja stanowi pewną kontynuację wspomnień zawartych w tomie „Krakowskie dziecko” (1998), w którym przedstawione zostały losy inteligenckiej rodziny w trudnych czasach Polski Ludowej, perypetie artystów lat 50. i 60., a przede wszystkim dorastanie dziewczyny, która wbrew systemowi szuka swojego miejsca w nieprzyjaznej rzeczywistości. Autorka, tworząc „Przypisy do życia”, postrzega własną egzystencję na kształt opowieści – idąc tropem Marqueza, którego myśl sprawuje patronat nad rozdziałem wstępnym. Celowo unika klasycznej formy autobiografii, wybiera swobodny zbiór refleksji, wykraczający poza tradycyjny układ literatury wspomnieniowej. Otwarcie stwierdza: „staram się być szczera w małych komentarzach, które mają wszelkie dane po temu, żeby stać się dużymi komentarzami” (s. 292). To rodzaj dopowiedzeń, dodatkowych objaśnień, uwag do konkretnych życiowych sytuacji, spotkań, znajomości. Publikacja jest wyrazem szczególnej umiejętności balansowania pomiędzy tematami lekkim i trudnymi. Równoległe pisanie o rzeczach wzniosłych i przyziemnych pozwala na pokazanie kolorytu pełnowymiarowego doświadczenia osobistego. W wielowątkowej opowieści autorka skupia się na kilku generalnych kategoriach: ludziach, miejscach, czasie i przedmiotach. Stara szuflada, wersalka z wyłażącymi sprężynami stanowią materialny symbol głębszych sensów. Lata wojny, komunizmu, marzec 1968 roku dają obraz rzeczywistości, w której dojrzewała przyszła literaturoznawczyni. Włoski pisarz Claudio Magris twierdzi, iż „Każda autobiografia przypomina ostatnią podróż Odyseusza, jest to powrót we własną przeszłość w poszukiwaniu własnej identyczności”. Wojaże odnotowane przez autorkę przywracają miejsca szczególne, przestrzenie dawnej świetności, obszary, gdzie geografia styka się z historią, a przede wszystkim z wszechobecną literaturą. Fascynujące miasta: Paryż, Zakopane z „Dzienników” Malinowskiego, i zapomniane prowincje: rodzinne Krzeszowice, letnia wilegiatura. Niezwykłe pejzaże: Wileńszczyzna Miłosza, Kreta Zbigniewa Herberta, uliczki: Brabancka, Blich. „Przypisy do życia” zawierają zapis szczególnych rozmów, cennych spotkań z niezwykłymi osobowościami środowiska artystycznego. Wyka opisuje życie w „czarnej kamienicy” – modernistycznym budynku, nazywanym profesorską trumną, na rogu ulicy Łobzowskiej i alei Słowackiego, gdzie mieszkały i mieszkają uczelniane sławy.

Szczególnym bohaterem „Przypisów…” jest postać Ojca – „chłopiec z podkrakowskiej prowincji, którego całym kapitałem okazała się wiedza i książki” (s. 310), słynny profesor krakowskiej polonistyki, badacz pokoleń literackich. Fragmenty zapisków Kazimierza Wyki, wyjęte ze starej szuflady skromnego biurka, wprowadzają interesujący dwugłos z opowieścią córki. Rodzinny dyskurs zostaje przywrócony po latach. Jednak autorka zaznacza: „mój głos należy tylko do mnie. Moja broda podparta jest w innym celu niż broda mojego ojca” (s. 303). Na okładce uśmiechnięta dziewczynka w marynarskim mundurku trzyma za rękę sympatycznego pana w średnim wieku.

„Jestem osobą, człowiekiem, kobietą na rozstaju dwóch różnych czasów, panienką z dobrego domu, profesorską córeczką, panią profesor, wnuczką zacnych polskich prowincjuszy, powinowatą europejskiej inteligencji, badaczką literatury, namiętną czytelniczką wszystkich książek, które kiedykolwiek napisano, nie spełnioną pisarką fabularną” (s. 302). Odpowiedź na podstawowe dla autobiografii, ontologiczne pytanie pojawia się w ostatnim rozdziale, stanowi rodzaj podsumowania, niechcianego, ale trudnego do uniknięcia. Ujawnia mnogość ról, różnorodność masek, jakie stają się codziennym udziałem autorki. Zaznacza genealogię intelektualną oraz znaki kulturowego dziedzictwa, które „Przypisy do życia” wyraźnie odnotowują. Jednostkowa biografia jest osadzona w kontekście szerszej formacji, która wpłynęła na autorkę. W tym ujęciu proza autobiograficzna staje się cennym dokumentem stanowiącym świadectwo przeżycia pokoleniowego. Wspomniane doświadczenie zbiorowe wiązało się z gwałtownymi przemianami, brutalnym przemijaniem tradycyjnego porządku. Wyka określa się jako pogrobowiec formacji nazywanej „wychowankami katastrofizmu”, jej udziałem były nie tylko ciężkie powojenne czasy, stalinowskie dzieciństwo i absurdy PRL-u, ale także rewolucja cywilizacyjna, narodziny świata obdartego z egzystencjalnej tajemnicy – „duch bowiem odszedł i starannie zatarł po sobie ślady” (s. 286).

Wspólnym mianownikiem wszystkich przywołanych historii jest owa szczególna „lekturowość”, która przenika każdy wymiar egzystencji, jest cechą dominującą w życiu, w pracy twórczej, a także w akcie wspominania. Stanowi solidne fundamenty, tło, punkt wyjścia: „Więc jednak lektura jest sposobem na życie. Osłania jak gazeta wsparta o cukiernicę, buduje pewność siebie. I następuje taki nieprzewidziany moment, kiedy wydaje się, że to wszystko wyszło spod mojego pióra. Ja to wszystko napisałam, wyhodowałam uprzednio w sobie, przemieniłam w wątki, zaakceptowałam. Rozpiera mnie duma pomieszana ze wstydem. Doprawdy, ja to wszystko napisałam” (s. 186). Literatura jest nie tylko przedmiotem naukowych badań prowadzonych przez autorkę. W tym przypadku zainteresowanie przekracza granice profesjonalnego zachwytu. Staje się prawdziwą pasją życia, wpisaną niemalże w kod genetyczny, utrwaloną w szczególnym procesie wychowania „w literaturze i za pomocą literatury” (s. 296). Składa się na biografię „urządzoną książkami” (s. 183), której zarys możemy odczytać w „Przypisach do życia”.

Wyka mimo astrologicznych inklinacji, jakie sama przywołuje: „urodzona pod znakiem Koziorożca, jako melancholiczka i dziecko planety Saturn” (s. 292), niezwykle racjonalnie podchodzi do czynności wspominania. Swoboda i pewna nonszalancja w podejściu do aktu pisania i podsumowywania swojego życia są pozorne. Nie poddaje się nostalgii, łatwym wzruszeniom, banalnym emocjom. „Podróż sentymentalną”, którą odbywa autorka (to również tytuł jednego z rozdziałów), charakteryzuje głęboka, spokojna refleksja. Wspomnienia nie są życiorysem uczonej, nie stanowią relacji z licznych sukcesów zawodowych. Materia przeszłości została poddana przemyślanej selekcji. Obok poruszanych kwestii równie znaczące są sytuacje przemilczane, nieobecne: „Co opuściłam? Ciemny rewers wszystkich wydarzeń, o których opowiadałam. To wszystko, czego nie przeżyłam i nie dotknęłam. To wszystko, co wydało mi się intymne, ale dla mnie samej niejasne. To wszystko, co musi pozostać w sferze niedomówienia, choć skądinąd wiem, iż ona zawsze pociąga najbardziej” (s. 292).

Autorka „Przypisów do życia” dokonała niezwykle trudnej sztuki. Przekazała zdarzenia z życia osobistego, odkryła przed czytelnikami fragmenty własnej prywatności, fakty z dziejów rodziny, nie naruszając przy tym granicy intymności. Nie znajdziemy w tej książce najmniejszych przejawów ekshibicjonizmu, skłonności do odkrywania familijnych sekretów, sensacyjnych opowiastek na temat uznanych postaci ze świata sztuki, kultury czy uniwersytetu. Pisząc o wyjątkowych kobietach – Oli Watowej, Oldze Scherer, Wincentynie Stopkowej – autorka nawiązuje do cennej dla siebie wartości: „ominęła je, albo była głęboko obca ich naturze, sfera wynurzeń intymnych, tak poszukiwanych przez współczesnego konsumenta kultury. Może ktoś kiedyś wygrzebie jakieś atrakcyjne pod tym względem świstki. Mam nadzieję, że nie. (…) Być może grały jakieś role – i to mnie w nich pociągało. Forma, a nie intymna wylewność. Role wciąż są ciekawsze, bo wymagają talentu” (s. 158).

Wbrew sentencji Erwina Axera, która stanowi przewrotne motto recenzowanej książki, powiastki autobiograficzne są fascynującym materiałem lekturowym. „Przypisy do życia” stanowią prawdziwie urzekającą opowieść o dawnym świecie i nieco zapomnianych ludziach.

Maria Wojciechowska


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas